Zimowit jesienny

Dzisiaj, w pierwszy dzień jesieni natknęliśmy się na kilka stanowisk zimowita jesiennego (Colchicum autumnale) na górskich łąkach po północnej stronie zamku w Starej Lubovni na Słowacji. To jedna z bardziej niezwykłych roślin jakie spotkać można w Karpatach, ale nie tylko tam, bo pamiętam fantastyczne łany zimowitów z okolic Raciborza. W moim Zielniku podróżnym poświęcilem chyba zbyt mało miejsca zimowitowi (s.22 i 23) i nie zamieściłem tam fotografii tej rośliny. Postaram się te braki uzupełnić i na początek fota kwiatu zimowita z dzisiaj w wyk. AN. Zapowiadam także inne fotografie, w tym drobnych nasion tej rośliny!

Wczoraj graliśmy specjalny koncert z Michałem Smetanką w Muszynie w bardzo miłym miejscu – w Ogrodzie Wandy z widokiem na Mikową, górę na stokach której rośnie reliktowy las lipowy chroniony 100. hektarowym rezerwatem. Była też mała promocja Zielnika podróżnego i ucieszyło mnie, że czyta go Redakcja świetnego Almanachu Muszyny, a zaopatrzył się w książkę także przewodnik turystyczny… Od lat śledzę Almanach Muszyny (pisałem tam o mofecie muszyńskiej i naszej płycie – geomusic z nagraniami naturalnego ambientu jaki gra od tysięcy lat mofeta z okolic Muszyny) i polecam to wydawnictwo bardzo! www.almanachmuszyny.pl

W najbliższy piątek tj. 28.09.2012 od godziny 20.00 aż do północy (!) będę prowadził pokaz i prezentację muzyczną z serii: etnobotaniczne aspekty muzyki tradycyjnej. Wszystko odbędzie się na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przy al. 29 Listopada 46 w sali III. Całość jest eventem bogatej Małopolskiej Nocy Naukowców i warto wpaść na miejsce już o 18.00 …

DRYAS

Czas warsztatu w Górach Lewockich uciekał zdecydowanie zbyt szybko. Gościnność Lenki i Michała oraz ich przyjaciół była wspaniałą lekcją kultury slow i poza etnobotaniką i muzyką, to ona zdecydowała o tym, że weekendu w Brutovcach nie zapomnimy.

Warsztatowicze wrócili do domów w niedziele wieczorem, a my po koncercie w Preszowie wróciliśmy do Brutoviec i w poniedziałek rano wyruszyliśmy… do Lewoczy, z Lewoczy do Popradu, z Popradu do Zakopanego i dalej do Krakowa. Do domu weszliśmy około 15-stej. Na drugi dzień o 7 rano siedziałem już w autobusie do Szczawnicy i około 10 wchodziłem na strome skały Małych Pienin. Wszystko w ramach kontroli stanowiska Dryas octopetala – dębika ośmiopłatkowego, który w Małych Pieninach ma w Polsce drugie (poza Tatrami) stanowisko. To bardzo ciekawa roślina – rośnie na specyficznych miejscach od północnej części Grecji, aż po Skandynawię, a dalej Ałtaj i Tien-Szan. Nie jest łatwo do dębika dotrzeć, ale taką mam pracę.

Warsztat w Górach Levockich 14-15-16.09.2012

Dzisiaj zawiadomiłem wszystkich zainteresowanych o tym gdzie się spotykamy i o wynajęciu busa dla wygody i szybkiego dotarcia na miejsce!

Na wszelki wypadek jeszcze raz podaję miejsca i terminy: odjazd naszego busa do Brutovców z Nowego Sącza jest o 13.00 w piątek 14.09.2012.

Zbiórka wszystkich uczestników w kawiarni Spóźniony Słowik na plantach w Nowym Sączu od 12.30 gdzie całą grupę odbiorę osobiście.

Planty w Nowym Sączu znajdują się pomiędzy ulicami: Jagiellonską i Długosza o ok. 5 minut spacerkiem od Rynku i tyleż samo od PKS.

Spora ekipa jedzie do Nowego Sącza z Krakowa autobusem linii Szwagropol z dworca RDA w Krakowie (górna płyta) o 10.15! Na focie Bogdana Kiwaka dwaj prowadzący zajęcia podczas warsztatu.

Do zobaczenia!

 

 

W małym miasteczku w pobliżu Linzu w Austrii…

Owoce zebrane 7.09.2012 w zieleni ogrodów w małym miasteczku w Austrii, w pobliżu Linzu. Fot. AN

O różnych owocach: jarzębinach (Sorbus sp.), głogach (Crategus sp.), jabłoniach (Malus sp.) i wielu innych porozmawiamy w czasie słowackiego warsztatu 14-16.09.2012.

Będzie bus z Nowego Sącza! Ostateczne informacje około środy wyślę  na prywatne maile i na FB.

Kilka starych i nowych tropów…

Kilka ostatnich tygodni to dwie znaczące podróże i zawodowe wypady na interesującą granicę pomiędzy Beskidem Sądeckim, a Małymi Pieninami. Połowę lipca wędrowaliśmy po tundrze za kręgiem polarnym i jest to nieustająca radość dla każdego botanika. Sprawozdanie z wędrówki ukaże się w przygotowywanej książce pt. Vaggi Varri – w tundrze Samów, ale muszę się pochwalić, że znalazłem piękne stanowisko Cassiope tetragona, którą to roślinę sam Karol Linneusz tylko raz odnalazł w górach Szwecji. Na Alepoajvve, górze wznoszącej się nad wielkim jeziorem Sitas na granicy Szwecji i Norwegii, spotkaliśmy przepiękne stanowisko różeńca górskiego (Rhodiola rosea), którego kłącze szacuję na 1,5-2 kg. Oczywiście ten mityczny Złoty Korzeń rośnie sobie na Alepoajvve spokojnie… Poza zwykłymi w tundrze hektarami pełników, dębików, tłustoszy (zarówno zwyczajnych, jak i alpejskich) itd. napotykaliśmy sporo widłaka wrońca, który będzie pierwszym gatunkiem jaki wpiszę w suplement do Zielnika podróżnego. Wroniec, nazywany w Herbarzu Polskim (wydanie z 1595 roku, Kraków) – Spica Sarmatica jest ekstremalnie ciekawym przypadkiem pod kilkoma względami. W tundrze zrobiłem mały zbiór roślin na początek klasycznego zielnika. Część roślin została zeskanowan na potrzeby wspomnianej książki.

W sierpniu nasze muzyczne drogi zawiodły nas w interesujące miejsce w Alpach na wys. ponad 2 300 m n.p.m. Z wielu ciekawych spotkań warto już teraz wspomnieć o znalezieniu goryczki pannońskiej (Gentiana pannonica), zwanej przez niektórych (np. w Czechach) goryczką węgierską. Z wielu spotkań i doświadczeń (nasz pobyt u źródeł Renu był związany ze spotkaniem zielarzy, szamanów…) warto dotknąć podarunku jaki otrzymałem (na focie Bogdana) czyli kamiennego nożyka do ziół. Prosty nożyk z krzemienia osadzony jest w rękojeści z rogu renifera… dostałem go w Szwajcarii gdzie został wykonany przez pewnego Czecha wzorującego się na wytworach kultury magdaleńskiej… Najważniejsze jest jednak przsłanie jakie ze sobą niesie, o tym, że rośliny wymagają szacunku i staranności. Zioła nie znoszą metalu i wszyscy o tym wiemy, ale kto go nie używa przy zbieraniu roślin?  Szacunek i stanność wiążą się z dbałością i odpowiedzialnością. Kiedy widzę hit sezonu czyli tzw. ogrody mobilne (co sprowadza się najczęściej do worków wypełnionych kupioną w sklepie ziemią czyli odkwaszonym torfem…) z rachitycznymi roślinami, które podlewa się i karmi w krótkich przerwach dyskusji panelowych i wywiadów dla tivi, to ogarnia mnie współczucie i czekam aż moda opadnie. Swoją drogą, to powierzchowność i arogancja wielu bio artystów powala. Czym różni się „artystyczny ogród mobilny” z worków od tradycyjnego (?) z donic?  Otóż różni się tym, że tradycyjny urządza od kilkudzisięciu lat każda babcia w Starym Sączu, a „aom” powstał jako „autorska kompozycja” artysty. Wiem, wiem… pisuar Duchampa i puszki zupy Warhola… ale kiedy to było? Sztuka współczesna zaczyna boleć… Na tle takich bio-kwiatków doskonale wypada to co widziałem wokół Zamku Ujazdowskiego w Wa-wie na początku sierpnia! Zadbane rośliny w prostokątnych torbach-workach (które można dostać w sklepach w Szwecji, ale także są w sieci) i dorodne pomidory z dobrze uprawianych krzaków świadczą o dbałości i odpowiedzialności.

Lista została zamknięta i mamy już całą ekipę na warsztaty w Górach Levockich na Słowacji – 14/15/16. 09. 2012 !

Na focie nożyk do ziół i dorodna Atropa belladonna z Karpat.