Radiobotanika: podcast #2

Już po audycji, ale można jej posłuchać w nieco okrojonej wersji wchodząc na podcast Radiofonii!

Okrojenie polega na usunięciu nagrań muzycznych jakie ilustrowały rozmowę, następnym razem tj. 4 stycznia 2013 r. poprawimy się i będą także nagrania do których mamy prawa autorskie. Przy końcu audycji Gocha Nieciecka ogłosiła konkurs, a nagrodami są: dwa opakowania szarenej soli (przyprawa z cząbru górskiego) oraz dwie płyty z nagraniami terenowymi z Monastyru Rilskiego pod Maljowicą w Bułgarii.

Radiobotanika cz.2

bulgariacoverWłaśnie Radiofonia udostępniła podcast pierwszego odcinka „radiobotaniki” czyli radiowego wydania etnobotanika.pl i jest do słuchania w całości czyli razem z kilkoma starszymi nagraniami The Magic Carpathians (nagrania z 2003-2004 roku) oraz mojego solowego projektu Cyber Totem (ta płyta prawie w całości była studiowaniem etnobotanicznych kontekstów muzyki) – zapraszam do słuchania (50.46 min)

Jutro tj. 21.12.2012 roku od 10.00 rano zapraszam na drugi odcinek „radiobotaniki” w całości o etnobotanice Bułgarii, także w kontekście świątecznym: doskonałe przyprawy… napary, dania klasztorne, ale też etnobotaniczne aspekty muzyczne Bułgarii! Będą także dwa konkursy i nagrody: oryginalna szarena soł – dwa opakowania ufundowane przez ekipę balkan4x4 plus dwie płyty z nagraniami terenowymi z Monasteru Rilskiego (śpiewy mnichów plus zapis archaicznego rytuału obchodzenia cerkwi z drewnianą deską-gongiem chan) – zobaczcie na opis płyty na blogu World Flag Records.

 

RADIOBOTANIKA

radiobotanika414.12.2012 od 10 do 11 przed południem wystartowała cykliczna radiowa pogadanka etnobotaniczna…czyli moja „radiobotanika”! Było to możliwe dzięki zainteresowaniu i zaproszeniu ze strony Gochy Niecieckiej, do Jej audycji pt. W poszukiwaniu zaginionej arki. Wszystko to w Radiofonii czyli akademickim radiu uczelni Krakowa, w którym da się coś ciekawego powiedzieć (i usłyszeć) bez ingerencji play listy i managerów od wciskania reklamy. Radiobotanika jest w moim zamyśle radiową, żywą formą uzupełniania i poszerzania treści Zielnika podróżnego, tak jak etnobotanicznie.pl

Następna audycja w piątek 21.12.2012 r. także w „… Arce” Gochy Niecieckiej. Przygotowuję dwa zimowe tematy: bułgarski rytuał survakane i kilka informacji (w tym jeden samski przepis!) o tym co kultura zawdzięcza sosnom… bo czy może istnieć muzyka „smyczkowa” bez kalafonii? :-)) Zapraszam do słuchania i czynnego brania udziału w audycji (można pytać i dodawać coś od siebie…) i o jakikolwiek znak tego, że etnobotaniczny cykl warto kontynuować!? Przewiduję bardzo interesujących gości już od stycznia! Przypominam: Radiofonia !

Dzięki czujności „oprawcy muzycznego” mamy fotę z pierwszego odcinka radiobotaniki… dzięki!

 

Ciemna ekologia

W najnowszym numerze Notesu wydawanego od lat przez Fundację Nowej Kultury Bęc Zmiana (czyż nie brzmi jak „plaśnięcie w budyń” ?) i rozprowadzanego bezpłatnie w sieci oraz w wersji papierowej w wybranych miejscach dużych miast, znalazłem kilka całkiem rewelacyjnych rozmów. Po pierwsze i dla mnie oczywiste, to obszerna rozmowa z Anną Nacher wokół książki Rubieże kultury popularnej pod tytułem: Roje przeciw imperium (s. 96-107). Mimo tego, że książkę poznawałem sukcesywnie podczas jej pisania, przeczytałem tę rozmowę z wielką przyjemnością. W tym samym Notesie napotkałem jeszcze dwie inne, świetne i inspirujące rozmowy: Ciemna ekologia – z Paulem Chaneyem (rozmawia Krzysztof Gutfrański, s.108-117) i Architektura karmiąca – Anna Maria Orru (rozmawia także KG, brawo! s.118-127).

Ciemna ekologia: „nostalgia za dziką naturą jest rodzajem sentymentalizmu powstającego w głowach mieszczuchów” / „natura jest grozą samą w sobie, a człowiek wraz z ludzką technologią jest jej integralną częścią” / „pionowe rolnictwo używa sto razy więcej energii na jeden kilogram żywności produkowanej niż rolnictwo poziome” (uwaga: dla autora i rozmówcy rolnictwo pionowe, to nowe rozwiązania upraw miejskich na ścianach, elewacjach, dachach, oknach itp., a rolnictwo poziome to tradycyjna uprawa ziemii, ja bym dodał, że sprawy się komplikują gdy rozdzielimy rolnitwo wielkopowierzchniowe, przemysłowe od form ogrodnictwa i mieszanej uprawy roślin) / „żeby można było produkować jedzenie w mieście w sposób samowystarczalny, potrzeba zmiany w miejskim modelu cywilizacyjnym. Przez to jednak złożone połączenia miejskie uległyby rozluźnieniu. Ale myślę, że to mogłoby zadziałać. Teraz mamy internet – żeby tworzyć kulturę, nie musimy już polegać na masie krytycznej gęstości populacji.” / … To tylko kilka fragmentów tej rozmowy, ale całość daje wiele inspirujących myśli i trudnych konstatacji, trudnych szczególnie dla zaangażowanych w ekologiczne kampanie i wojny.

Architektura karmiąca: ” do roku 2030 blisko 60 procent 9-miliardowej populacji świata będzie żyło w miastach. Pojawi się zagadnienie, jak ją wyżywić… ” / „Stockohlm Resilience Centre koncentruje się na zagadnieniu „prężności (resilience = tendencja do powrotu do stanu przed zaburzeniem, które zdecydowanie bardziej wolę od koncepcji ” trwałości ekologicznej” sustainnability). Idea kryjąca się za „prężnością” dotyczy tego, jak stworzyć przyszłość, która nie ulegnie destrukcji, gdy doświadczy wstrząsów lub zakłóceń, a nawet więcej – będzie w stanie wchłonąć energię tych wstrząsów i podejmować kolejne wyzwania.”/ „musimy przypomnieć sobie o starych tradycjach konserwowania żywności” /…. Anna Maria Orru pracuje nad zagadnieniem biomimikry i poza stwierdzeniem, że to „nowa dyscyplina” dodaje przytomnie, że opiera się ona (i całe nasze działanie…) o ” 3,8 miliardów lat badań i rozwoju…”. Dobrze, że ta informacja/konstatacja jest w pracy Orru obecna, bo często widzę jak łatwo obwieszcza się powstawanie nowych dyscyplin i pól badawczych. Bezmyślne i kompulsywne odcinanie starego i tradycyjnego jest charakterystyczne dla myślowego prowincjonalizmu. Orru powołuje się w rozmowie na książkę o biofilli Edwarda O. Wilsona i Biomimicry in Architecture Michaela Pawlyna (z 2011 r.) i wspomina o symptomatycznym zakazie miejskiego rolnictwa w jednym z miast Zimbabwe, ze względu na uruchomienie przez to rolnictwo produkcji takich ilości toksyn odprowadzanych ze ściekami, że zatruwały okolice miasta! To ważne, aby podczas radosnego odkrywania rolnictwa miejskiego zdać sobie sprawę z odpowiedzialności i procesów jakie się uruchamia.

W Notesie nr 81 jest wiele innych świetnych materiałów (rozmowa z Józefem Robakowskim!), ale skupiłem się tu na etnobotanicznych aspektach kultury współczesnej. Namawiam do czytania, bo niestety tak inspirujących materiałów na tematy ekologii miejskiej i ekologicznego stylu życia nie znajdziecie w „zielonych” polskich periodykach. Szkoda, że tak jest… ale trudno. :-))

Chlebek podobny do szarańczy?!

Słodkie strąki szarańczyna przypominają mi moje pradawne dzieciństwo i świąteczne wizyty u ciotki, która częstowała mnie tym „chlebkiem świętojanskim”. Niestety, kiedy pisałem Zielnik podróżny nie mogłem już zapytać ciotki o to jak zdobywała w tamtych czasach (pomarańcze to był już wyczyn…) taki rarytas. Szarańczyn, poza słodkimi strąkami, dał nam także pestki. Były zawsze podobnej wielkości i identycznej wagi, co wykorzystano do ważenia cennych kruszców, w tym diamentów. Szarańczyn, nazywany także karobem podarował nam specyficzną – „pestkową” – jednostkę miary, zwaną karatem. Do dzisiaj brylanty ocenia się według ilości karatów… Kilka lat temu, w ramach eksperymentu, udało się wyhodować z siewu okaz szarańczyna w domu i jest on ładnym, filigranowym krzewem o liściach przypominającym nieco liść róży. Bardzo dobre w smaku strąki nie są także dzisiaj powszechnym towarem i tym bardziej ucieszyłem się gdy na jednym ze stoisk na miejskim targu w Krakowie zobaczyłem spory ich stosik. A dlaczego chlebek i podobny do szarańczy? Chlebek, bo mały i brązowy, a ratował życie wielu wędrowcom, wojskom i zagubionym na półpustyni jak prawdziwe bochenki chleba… a podobny jest też (podobno) do odwłoków szarańczy. To jest także konotacja żywieniowa, bo opiekane szarańcze bywały także jadłem głodowym.

W Zielniku… opisałem szarańczyna i opis uzupełniłem fotografią liści krzewu z domowej hodowli. W ramach uzupełnienia (a przypominam, że etnobotanicznie.pl jest pewnego rodzaju suplementem do książki) na focie Bogdana Kiwaka – strąki i nasiona karobu.szaranczyn4

Umarła Dolina

belladonnajaCiągle jestem pod wrażeniem książki Zdzisława Skroka pt. Wielkie rozdroże. Ćwiczenia terenowe z archeologii krajobrazu gdzie znalazłem bardzo interesujący fragment, który muszę zacytować: „udzie opuścili Dolinę latem 1947 roku. Zabrali zwierzęta i narzędzia gospodarskie, pozostawili psy i koty, które dziczejąc, stały się ostatnimi strażnikami domowych pieleszy. W wysprzątanych chałupach, w ktorych ich przodkowie w spokoju rodzili się i umierali, na stołach pozostawili gościnne kołacze i pisane cyrylicą życzenia pomyślności dla przyszłych mieszkańców ich domostw. Ale następcy nigdy się nie pojawili, a zamiast nich zapanował demon rozpadu i zniszczenia. Jego wcieleniem okazali się niegdysiejsi sąsiedzi, mieszkańcy nieodległych dolin, którzy z racji katolickiego wyznania i polskiego pochodzenia uniknęli wywózki na tzw. ziemie odzyskane. /…/ Po nich dzieło zniszczenia kontynuowali bezdomni pracownicy PGR-ów rzuceni przez los w te strony /…/ W końcu przybyli tu podtatrzańscy pasterze, którzy objęli te tereny, gdy nastąpiła klęska socjalistycznej gospodarki. W resztkach ocalałych chałup, we wnętrzach walących się cerkwi trzymali owce i krowy i palili wszystko, co mógł strawić ogień. Dziś w wysokiej trawie beskidzkiej Doliny odnaleźć można tylko prostokąty kamiennych podmurówek, mroczne jamy piwnic, zdradliwe zawaliska piwnic. Otaczają je zdziczałe drzewa owocowe rodzące małe cierpkie owoce i łany zdziczałych kwiatów – rubekii i żonkili, uciekinierów z przydomowych ogródków /…/.

Cytat ten pochodzi z rozdziału o niezwykle inspirującym tytule: Podróż śnienia w Umarłej Dolinie i rozpoznałem w nim miejsce gdzie prowadziłem terenowe zajęcia z etnobotaniki ze studentami AGH w lipcu i wrześniu tego roku! Co więcej, nie znając książki Skroka skupiłem się podczas zajęć właściwie głównie na tym co nazywa On archeologią wyobraźni tyle, że pokazywałem jak można użyć do niej klucza etnobotanicznego, co przybliżam nieco w Zielniku podróżnym na s. 145-149! Skrok zauważa żonkile i kwiaty „rubekii”, ale my widzieliśmy znacznie więcej gatunków świadczących o życiu ludzi w tym opustoszałym terenie. „Rubekia” Skroka to najprawdopodobniej rudbekia naga (Rudbeckia laciniata) lub jej krewniaczki i warto przypomnieć, że ta charakterystyczna, wielka i żółto kwitnąca roślina zaświadczająca o historii Umarłej Doliny pochodzi z Ameryki Północnej i została sprowadzona do Europy dopiero w XVIII wieku! Nie jest to więc najstarszy świadek życia w tamtych stronach.

W pierwszej połowie roku, Adrian Spuła, doskonały fotografik i filmowiec, poprosił nas o muzyczny event podczas otwarcia Jego wystawy fotogramów pt. Łem – Ukryta Kraina i zaintrygowani tematem i urodą fotogramów zgodziliśmy się bez oporów. Było to bardzo inspirujące, ciekawe i pełne emocji spotkanie ze sztuką Adriana Spuły, publicznością jaką zgromadziła wystawa i promocja albumu pod tym samym tytułem, ale także z tematem, który jest stale obecny w naszym myśleniu o Karpatach: vide utwór pt. Joik Urdego Wierchu z CD „ethnocore” ( Urdy Wierch to tradycyjna nazwa dzisiejszej Góry Krzyżowej nad Krynicą) nagrany 14 lat temu! Po kilku miesiącach otrzymałem pocztą przesyłkę z płytą dvd i obrazem jaki stworzył Adrian Spuła do naszego utworu – Góry nad Chmurami z pierwszej płyty Karpat Magicznych. Nie „odpaliłem” tej płyty natychmiast i trochę czekałem, zastanawiając się jak p. Adrian przedstawi swoją wizję Karpat w połączeniu z naszą muzyką, w której nigdy nie chcieliśmy dosłowności i zawsze szukaliśmy prawdziwego rdzenia, korzenia i istoty smaku tej zapomnianej przestrzeni. Kiedy wreszcie uruchomiłem film, zobaczyłem coś, co setki razy miałem przed oczyma i setki razy podziwiałem jako naturalną ilustrację karpackiej chropowatości, zwięzłości, twardości, trudnej poetyki i zapisu powikłanych, splatających się losów, blizn i pęknięć… Adrian pokazał w rewelacyjny sposób korę i pień starego buka. Film jest w opracowaniu technicznym i zostanie udostępniony na początku 2013 roku przy okazji serii celebracji 15 lecia Karpat Magicznych.

W środę tj. 5 grudnia 2012 w zaprzyjaźnionym z nami Antykwariacie ABECADŁO na ul. Dietla 111/7  w Krakowie od godziny 20.00 Adrian Spuła zaprezentuje swoje fotogramy w postaci serii slajdów oraz będzie podpisywał autorski album fotografii pt. ŁEM -Ukryta Kraina, który zaczyna się od cytatu z Vincenza: Dawność to nie przeszłość i zawiera kilkadzisiąt fotogramów i teksty Autora. Warto się wybrać!  Zachęcam też do strony Adriana Spuły: www.Donkliszot.com 

Tym razem zrobiłem wycieczkę na tereny wykraczające poza ściśle określone terytorium etnobotaniki, ale mój ostatni wpis na temat GMO na blogu Plaśnięcie w budyń gdzie obszernie opisałem problem z uznaniem godności roślin chyba mi na to pozwolił? Bo co właściwie jest ściśle określonym terenem etnobotaniki? Ten akademicki problem pozostawiam tzw. „dyskusji akademickiej” czyli miłemu trwonieniu czasu.

Na focie Bogdana Kiwaka stoję w wielkim krzaku pokrzyku wilczej jagody (Atropa belladonna) i spoglądam pytająco na Was: kto zajada się liśćmi i jagodami tej śmiertelnie trującej rośliny i nie pada trupem (sprawdziłem… nie ma zwłok!)? Fota pochodzi z Beskidu Sądeckiego gdzie rosną bardzo okazałe pokrzyki! a o „belladonnie” znajdziecie sporo w Zielniku... na s. 56-59.