Etnobotanika w podróży

venectrees4Bardzo się cieszę z powrotu „za stery” i tego co udało się zgromadzić w czasie bardzo interesującej, a miejscami ekscytująco inspirującej wędrówki na trasie: Wenecja – Triest – Ljubljana – Esztergom. Miasta te leżą we Włoszech, Słoweni i na Węgrzech, ale same są dla studiów etnobotanicznych jak małe, ale bogate republiki z własną złożoną i często niezwykłą historią (a historia ludzi to historia roślin), a do tego wybraliśmy je rozmyślnie aby poszerzyć nasze wcześniejsze obserwacje. Nasze, czyli moje i AN, wyprawy (wszelkie: te duże i te całkiem małe) są dość specyficzne i bardzo autorskie, na co składają się nasze wspólne pasje i oddzielne specjalności zawodowe. Tym razem po raz kolejny specjalności te spotkały się w trakcie bardzo pracowitych dni studiowania i podziwiania wielkiego (ponad 80 miejsc wystawienniczych!) Biennale w Wenecji oraz wystaw Triennale w Ljubljanie. Chodzi o sztukę współczesną, która obecnie cała poprzetykana jest zieloną nicią ekologii, bioartu, nowych form ogrodnictwa, wizji eko-miasta i zauważania w coraz większym stopniu życia poza gatunkiem Homo sapiens, który to gatunek wychodzi w swej masie na to czym jest: niszczycielem i arogantem. Materiałów i fotografii mogących zainteresować wszystkich etnobotaników, ale także po prostu zainteresowanych roślinami we wszelkich aspektach (jednak wykraczających poza to czy da się je zjeść)… aż po najnowsze trendy w sztuce, komunikacji i inżynierii jest tak wiele, że relacje podzielę na cztery części, a pewnie jeszcze jesienią wrócę do kilku tematów.

W najbliższym czasie mam dwa zaproszenia. Pierwsze dotyczy akcji: 2-3-4 września (najbliższy poniedziałek…) w Krakowie będziemy (MS, Anna Nacher, Bogdan Kiwak) zakładali uprawę fotografii organicznej (tym razem inkubacja będzie trwała 24 godziny) i oczywiście bazujemy na roślinach, tkankach roślinnych i wszelkich częściach roślin z Krakowa. Więcej znajdziecie na stronie organizatora czyli Małopolskiego Ogrodu Sztuki https://www.facebook.com/events/421694071274195/ Drugie zaproszenie dotyczy mojej prezentacji/warsztatów w ramach festiwalu Pannonica jaki odbędzie się w okolicach Starego Sącza – 07.09.2013r. Bez trudu znajdziecie w sieci informacje na temat programu tego Festiwalu.

Przypominam wszystkim jeszcze zastanawiającym się, że czas leci i muszę zamykać listę uczestników etnobotanicznego warsztatu w Górach Lewockich na Słowacji jakie poprowadzimy z Michalem Smetanką, Lenką Smetankova i Anną Nacher. Program jest ciągle aktualny i znajdziecie go kilka wpisów wyżej na tym blogu. Zapraszam maruderów do pisania wprost na mój mail: marek.styczynski@gmail.com

Na fotografiach: ultra bioartowe działanie wydobywania dźwięków z drzew (Biennale w Wenecji, Pawilon Skandynawski, jeszcze o tym będzie…) oraz ultra tradycyjne wykorzystanie ziół jako źródła wysokiej klasy olejków leczniczych w sklepie zielarskim i aptece w Wenecji… też będzie o tym obszerniej w następnych relacjach.

venecolejkiziol

Reklamy

Mater herbarum

Właściwie to: Artemisia mater herbarum czyli matka zielna albo bylica pospolita. Jeden z najbardziej złożonych przekładańców etnobotanicznych naszej strefy. Roślina bardzo pospolita, ale też kiedyś bardzo poważana i magiczna. Nazwa mater herbarum stosowana była jeszcze po połowie XIX wieku (!), a dzisiaj to lekceważona roślina ruderalna i jedna z najokazalszych roślin naszych miast. Warto się jednak ocknąć z mgły niewiedzy i zobaczyć w pięknie uformowanych bylicach prawzór drzewa życia naszej strefy kulturowej. Tak, to bylica jest wzorem wielu rysunków, wyszywanek, haftów, pisania pisanek i rzeźbień w drewnie przedstawiających drzewo życia i symboliczną oś świata. Ta pospolita roślina (niegdyś wykorzystywana także w kuchni) ma potężnych krewnych: bylicę Artemisia absinthum (piołun), bylicę (nomen omen…) boże drzewko (Artemisia abrotanum), bylicę estragon (Artemisia dracunculus) i kilka innych, dzikich bylic. Wszystkie te rośliny miały spory udział w dawnej kulturze Europy i np. piołun był jedną z najważniejszych roślin do okadzania i obrony przed złymi mocami. Wraz z nową, obowiązkową i urzędową religią tradycja bylic została zepchnięta w strefę o złej konotacji, nielegalną i kacerską. Dobrym przykładem tej strefy jest alkohol o nazwie absynt, który nie może się obejść bez ziela piołunu! Słowacka nazwa bylicy – palina, także wskazuje na te bardziej mroczne zastosowania magicznej i poważanej kiedyś rośliny. Warto o rodzinie bylic pamiętać w najdziwniejsze święto polskiego katolicyzmu jakim jest tzw. Matki Boskiej Zielnej – 15 sierpnia! Kiedy chrystianizowano naszą część Europy istotnym problemem była praktyka kultywowania nowej, urzędowej religii na przemian ze starymi wierzeniami. Widomym znakiem takich praktyk były święte gaje i stare, dla wielu ciągle święte, drzewa. Początkowo tego rodzaju żywe świątynie palono i wycinano, ale kiedy gorliwi wyznawcy i administratorzy zrozumieli, że wszystkich drzew nie uda się szybko wyciąć, a starej wiary i nawyków wyplenić, zaczęto wieszać kapliczki na charakterystycznych drzewach. Nawet ogłoszono, że po zawieszeniu na niegdyś świętym drzewie kapliczki, zmienia ono znaczenie religijne na to „słuszne”. Prości ludzie w swej masie to kupili (?) i bardzo chętnie modlili się przy takich „nawróconych” drzewach. Chętnie też sadzili drzewa i krzewy wokół leśnych i polnych kapliczek, a na koniec stworzyli to dziwne święto przypadające na połowę sierpnia. Pytanie jest następujące: jeżeli kapliczki znosiły stare, pierwotne znaczenie drzew, to czy bukiety magicznych ziół przyniesione do kościołów mają takie same działanie, tyle, że w przeciwnym kierunku? Religijna nienawiść do drzew wydaje plony do dzisiaj w postaci jakiegoś nawykowego dążenia do wycinania i usuwania drzew gdzie tylko się da i często bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Każdy preteks do wycinania drzew w Polsce jest dobry i wszystkie budowy zawsze zaczynają się od wycinki drzew na rok, dwa lata przed budową i na miejscach gdzie drzewa mogłyby spokojnie pozostać. Drzewa wycięte to obowiązek spełniony? Czyżbyśmy mieli tak głęboko wpisane matryce poddaństwa i poczucia niższości własnej tradycji?

Przypominam, że o bylicach znajdziecie sporo w Zielniku… na s.77-79, a będą one także jednym z tematów warsztatów w Górach Lewockich, a nawet akcji fotografii organicznej jaką przeprowadzimy w Krakowie na samym początku września. Na mojej fotografii z Krakowa: zapomniana bylica mater herbarum

bylica1

Dlaczego Czerwone Wierchy są czerwone?

holasit2

Etnobotaniczne aspekty w nazewnictwie górskim (geograficznym) są bardzo interesujące. W Tatrach jest takich nazw wiele: miejsca „goryczkowe”, miejsca „litworowe” (przypominam, że to stara nazwa arcydzięgla Angelica archangelica) i o tym pisałem w Zielniku… ale są też nazwy mniej oczywiste. Do takich należą Czerwone Wierchy… I tym razem chodzi o rośliny, a nie o niegdysiejsze miłe przyjęcie w Białym Dunajcu (via: „…na małej stacyjce w Poroninie…”) Włodzimierza I. Lenina – rewolucjonisty i późniejszego wodza Związku Radzieckiego czyli „czerwonych”. 🙂 To sit skucina (Juncus trifidus) jest odpowiedzialny za czerwienienie się części Tatr. Sit to nie trawa i nie turzyca… sit to sit. Na fotografiach kępy situ skuciny ze zboczy Kralovej Holi w Niskich Tatrach na Słowacji. Także tam, jego skupiska zabarwiają na rdzawo-czerwony kolor strome stoki.

holasit1

Orzechówki

Kiedy pisałem relację z wyjścia m.innymi na Babią Górę (Dwie Góry) nie oglądałem jeszcze fotografii jakie zrobiłem poważniejszym aparatem niż iPhone… 🙂 Napisałem więc, ze stadko pięknych orzechówek dobierało się do nasion ukrytych w szyszkach sosen… Kiedy zobaczyłem zbliżenia żerujących ptaków okazało się, że pożywiały się sporymi gąsienicami/larwami, które wyszukiwały w gęstych szpilkach gałęzi sosny. Sprostowanie naniesione w w/w wpisie, a tu fotografia o jakiej wspomniałem. Swoja drogą, to sposób w jaki orzechówki rozsiewają nasiona (tzw. orzeszki) limby jest bardzo interesujący, jak też to, że limby na Babiej G. były sztucznie kiedyś sadzone… O limbach sporo napisałem w Zielniku… bo to ciekawy przykład etnobotaniki karpackiej.

orzechow1

Guerril(i)a

Na zaproszenie Teatru Łaźnia Nowa w Nowej Hucie miałem wiosną wykład/prezentację na temat etnobotaniki i nowego ogrodnictwa. Po zakończeniu części oficjalnej i z pomocą świetnej ekipy z Łodzi udało się przeprowadzić małą akcję guerrilla gardeningu w postaci posadzenia kilku cebul lilii. Lilie to moja partyzancka specjalność i nazywam te akcje guerril(i)a… Jakiś czas temu otrzymałem z Teatru fotografię (osoba zakonspirowana i znająca pewne sprawy) lilii jakie wyrosły wspaniale tuż przy wejściu do Teatru. Na obrazek pokazany na FB odezwała się nasza dobra znajoma Olga L., że od jakiegoś czasu obserwowała te pięknie kwitnące kwiaty z okna mieszkania swojej rodziny i zastanawiała się jak to się stało… Cebule kupiłem okazyjnie na targu w Starym Sączu jako czysto białe i nadające się doskonale na dla „dziewczynek podczas pierwszej komunii” … Cóż… moje zdziwienie kiedy zobaczyłem co wyrosło z cebul śnieżno białych, „komunijnych” lilii pewnie i tak nie było tak duże, jak to co przeżyły mamy, babcie i ciocie kiedy doczekały się kwiatów dla swych córek, wnuczek i siostrzenic… Malarz i aktywista Darek Paczkowski na moje pytanie co mam zrobić tej sprzedawczyni kiedy ją gdzieś zobaczę radził … ucałować i podziękować za tak piękne kwiaty. Czy to nie jest opowieść etnobotaniczna o walorach „przypowieści” ?

lilehuta

 

Dwie Góry

holaciemierzJeżeli uznać łańcuch Tatr za pewnego rodzaju barierę, to wydaje się ciekawe zobaczenie z bliska dwóch wielkich gór po ich południowej i północnej stronie. Na południu znajdziemy słowackie pasmo Niskich Tatr i naprawdę wielką górę od jakiej się to pasmo zaczyna na wschodzie – Kral’ova Hola. Ma ona trochę ponad 1900 m n.p.m. i w okresach dobrej widoczności jest wspaniałym i dominującym elementem krajobrazu. Po stronie północnej Tatr podobną górą jest Babia Góra (z najwyższym szczytem – Diablak) o wysokości trochę ponad 1700 m n.p.m. Obydwie góry łączy mocny element krajobrazu kulturowego wykształcony przez pasterstwo. Warto zaznaczyć, że nie chodzi jedynie o owce, ale o duże ilości wypasanego bydła, w tym w przeszłości także wielkich i ciężkich wołów. Poza pasterstwem, na wyglądzie opisywanych gór piętno wyciska gospodarka leśna, polegająca głównie na naprawianiu błędów z przeszłości w postaci zalesiania obcym świerkiem wyciętych połaci prastarej Puszczy Karpackiej, ale też dobrze widoczne są i nowe błędne posunięcia realizujące interesy grup usadowionych na styku samorządów lokalnych i biznesu. Leśnicy reprezentują tu „ziemię niczyją”, którą dla mieszkańców wsi jest ziemia państwowa. Wszyscy chętnie budują na takiej ziemi, a własną bronią bez pardonu. Na jednej i drugiej Górze ustanowiono formę ochrony przyrody w postaci parku narodowego (słowacki PN Niskie Tatry i Babiogórski Park Narodowy). Parki te chronią resztki Puszczy Karpackiej, ale także łąki górskie, siedliska skalne, murawy i młaki oraz wszystko to, co pozostało po pasterstwie. W masywie Kralovej Holi nie ma schronisk górskich, ale jest olbrzymia stacja meteo (?) z wielką wieżą i asfaltową drogą na szczyt. Na Babiej Górze jest schronisko (Markowe Szczawiny) i asfaltowa droga z Zawoi do Lipnicy, która przekracza przełęcz Krowiarki gdzie pobiera się opłaty za wstęp do BPN w cenie 5 zł, za co otrzymuje się poza legalnym wstępem, także kartkę pocztową z fotografią rośliny bez podpisu. Nie jest to jednak okrzyn jeleni czyli gatunek z logotypu Parku… Szkoda. Diablak czyli szczyt Babiej Góry (wcześniej jest od strony Krowiarek – Sokolica i Gówniak – o nazwie przerabianej usilnie na mniej dosadne potwierdzenie niegdysiejszego wypasu wołów?) jest jednak wolny od wszelkich budowli poza kamiennym murkiem, który bardzo przydaje się w czasie porywistych wiatrów. A na Diablaku potrafi wiać tak, że bywa czasem konieczne poruszanie się na czworakach! Jest więc wiele podobieństw i kilka odmienności poza najważniejszą z nich; czyli wznoszeniem się dwóch wielkich gór po przeciwnych stronach łańcucha Wysokich Tatr.

Korzystając z tego, że w przeciągu tygodnia z okładem udało się nam wejść na obydwie Góry (Kralova H. – 26.07.2013, a Diablak – 4.08.2013) oraz to, że wejścia miały miejsce w pierwszej połowie lata, notowałem w pamięci rośliny jakie spotkaliśmy w czasie tych wycieczek. Pytanie brzmiało, jak bardzo bogata będzie flora Kralovej H. w stosunku do Babiej? Pierwsze obserwacje, jak to w górach, które znacznie przekraczają 1000 m wysokości i zbliżają się raczej do 2 000 m, dotyczyły lasu i siedlisk jakie kryje. Podobieństwa są bardzo wielkie i poza ogólnym odczuciem, że Kralova H. jest porośnięta zdrowszym lasem, ale o dość uproszczonym składem gatunkowym, a Babia G. ma wiele połaci wymierającego starodrzewia, ale to co żyje lub się pojawia ma bardziej „puszczański” charakter, dotyczą głównie siedlisk nadpotokowych i wszelkich miejsc związanych z ciekami wodnymi. Rośnie tam sporo miłosny górskiej (Adenostyles leucophylla), ciemierzycy zielonej (Veratrum lobelianum), tojadu morawskiego (Aconitum firmum, a na Babiej Górze: A. firmum var. babiogorense ?) i modrzyka górskiego (Cicerbita alpina) i innych gatunków. W strefie kosówki i turni zaczynają się inne obserwacje. Na zboczach Kralovej H. w kierunku Szumiaca napotkać można spore ilości jałowca w formie nazywanej u nas „halną”. Halny jałowiec na Babiej G. rośnie w kępach i raczej nie tworzy tak gęstych i dużych skupień. Pierwszym interesującym jastrzębcem jaki zobaczyłem na Kralovej H. był jastrzębiec pomarańczowy (Hieracium auraticum), o barwie kwiatów rdzawo-czerwonej, którego na Babiej G. nie spotkałem. Sit skucina (Juncus trifidus) rośnie na obydwu górach i tworzy charakterystyczne rdzawe plamy na otwartych stokach. Z okazałych roślin wyżej położonych miejsc, z daleka widać ciemierzyce (V. lobelianum, stosuję tu konsekwentnie pisownię nazwy uzasadnioną zasadami języka i tradycji) i goryczkę kropkowaną (Gentiana punctata) – obydwa gatunki już przekwitłe i w części suche. Niestety nie spotkałem goryczki żółtej, która była podawana z Babiej Góry, a liczyłem na nią także na Kralovej H. Poza nimi wspólne dla omawianych Gór są wielkie ilości przekwitłych zawilców narcyzowatych (Anemone narcissiflora) oraz – także dawno przekwitłych – sasanek alpejskich (Pulsatilla alpina). Na Kralovej H. spotkałem bardzo duże skupiska charakterystycznych dzwonków alpejskich (Campanula alpina), których nie widziałem na Babiej G. wcale oraz także na Kralovej H. spotkałem sporo kuklików górskich (Geum montanum), których nie widziałem na Babiej G.  Za to na Babiej Górze (wokół Diablaka) rośnie zaskakująco dużo dorodnych kęp różeńca górskiego (Rhodiola rosea) czyli słynnego Złotego Korzenia, a na Kralovej H. mimo poszukiwań nie napotkałem ani jednego okazu! Na Kralovej H. na skałach w niższych położeniach fotografowałem piękne rojniki (Sempervivum sp.), których nie napotkałem na skałach Babiej G.                                                                                                                                                                                                      Ponadto na kopule szczytowej (50 m od szczytu) Kralovej Holi napotkaliśmy na piękny i duży (ok. 70 cm) okaz żmii zygzakowatej (Vipera berus) i małe okazy żaby trawnej (Rana temporaria) oraz jaszczurkę żyworodną (Lacerta vivipara). Na Babiej G. spotkaliśmy wiele okazów jaszczurki żyworodnej (Lacerta vivipara) oraz rodzinne stadko orzechówki (Nucifraga caryocatactes). Ptaki te ze smakiem wyjadały nasiona z szyszek limby. Dopisek z 8.08.2013: wcale nie szyszki interesowały rodzinę orzechówek: wyjadały spore gąsieniczki, jak się okazało po uważnej analizie fotografii…

Oczywiście nie są to systematyczne i dokładne obserwacje i stanowią jedynie zapis kilku godzin pobytu na dwóch pięknych Górach po przeciwległych stronach Tatr w prawie tym samym czasie. Mimo tych wyrywkowych obserwacji, moje odczucia są zaskakujące, bo pytanie jakie postawiłem na początku relacji nie jest tak oczywiste jak się wydaje. A konkretnie, wycieczki przekonały mnie, że bardzo kruche, małe i atakowane z wielu stron siedliska Babiej Góry, wydają się być bardziej urozmaicone i bogatsze niż to co zastać można na sztandarowej górze Niskich Tatr. Niestety, liczba osób jakie spotkać można na Babiej Górze (także w tenisówkach i… klapkach! co trudno zakwalifikować jako turystykę górską) jest przytłaczająco większa niż na Królewskiej Górze i tego Słowacy nie powinni nam zazdrościć. Jednocześnie warto zauważyć, że stoki Kralovej Holi i całego łańcucha Niskich Tatr kryją olbrzymie obszary mało zmienionej przyrody, a Babia Góra dosłownie oblegana jest przez morze dziwacznych domków z trawnikami i rzędami tuj…które kończy się na Krakowie. W tym kontekście ciesze sie bardzo, że spora część Babiej G. leży na terytorium Słowacji.

Na moich fotografiach – u góry: szczytowa partia Kralovej Holi z ciemierzycą, a pod tekstem: szczytowa partia Diablaka, na pierwszym planie różeniec.

babia13roz2