Etnobiologia w muzyce

lirarower2

No i jest dobra wiadomość dla zainteresowanych Zielnikiem… i etnobotaniką! Przygotowuję następną książkę (będzie mogła uchodzić za drugą część Zielnika…). Jej podtytuł: etnobiologiczne aspekty muzyki – od kilku lat stosuję w kilku modyfikacjach jako hasło przewodnie warsztatów i prezentacji i czas aby moje 30. lat pracy z instrumentami muzycznymi (zarówno tradycyjnymi jak i nowymi) zostało jakoś podsumowane w książce. Nie będę zdradzał układu książki i klucza do niej, bo i tak wiele z tego bloga kiełkuje u innych autorów 🙂 ale już jestem podekscytowany tym jak się pięknie rozrasta… bo spora jej część będzie na temat naturalnej akustyki, symbiotyczności i archeologii mediów. Poza instrumentami tradycyjnymi wielu różnych kultur pojawią się także całkiem nowe instrumenty muzyczne, instalacje i techniki wykorzystujące brzmienia/głosy/media ze świata poza ludzkiego. Pierwsze podsumowanie w formie wydawnictwa płytowego już mam za sobą i jest to rarytas dla bardziej zainteresowanych mniej znanymi aspektami naszych związków z roślinami i zwierzętami. Wydawnictwo to nosi tytuł: Long Wave / Long Strings Installation (tytuł angielski jest konieczny z powodu proporcji pomiędzy zainteresowaniem tego typu eksperymentami i ich dokumentacją w Polsce i poza…). Więcej o nim znajdziecie na blogu niezależnego Wydawnictwa Flaga Świata (World Flag Records) http://worldflagrecords.blogspot.comTu napiszę tylko, że rejestracje naszych (The Magic Carpathians www.magiccarpathians.com) zawierają próbki brzmienia kłokoczki południowej (Staphyllea pinnata) … bo od czegoś tę nazwę nosi 🙂 i wszyscy o tym mówią, ale nagrania nie prezentują… :-), próbki brzmienia perkusyjnego instrumentu z paleolitu… czyli żuchwy jelenia karpackiego, a także brzmienie strun o długości od 16 do 20 metrów pocieranych palcami i kalafonią (czyli produktem destylacji żywicy sosnowej)… a także ultra ciekawy przykład etnobiologicznego podejścia do konstruowania instrumentow nowych czyli daxophon! To instrument wymyślony pod koniec XX wieku, zbudowany z drewna, pocierany smyczkiem i kalafonią wydaje dźwięki przypominające głos godowy borsuka (stąd jego nazwa odnosząca się do niemieckiego brzmienia nazwy: borsuk)… pozstałe nagrania to twórcze eksperymentowanie wprost z prądem elektrycznym czyli tym żywiołem, który wydaje się być ciągle zbyt mało znany… a jest naturalny, wszędobylski, łączący świat ludzi i Natury/Ziemii… Prąd/dźwięk wytwarzamy z pomocą kilku prostych generatorów elektrycznych i motophonu (oryginalny rodzaj generatora)… Wczoraj w herbaciarni Cajovnia na krakowskim Kazimierzu miała miejsce premiera opisanej płyty i doskonałe przyjęcie nie całkiem łatwych rzeczy/idei/dźwiękow jakie proponowaliśmy skłoniło mnie aby podać to także etnobotanikom…

Warto wspomnieć, że praca w Projekcie Karpaty Magiczne trwa już 15 lat! i 6 grudnia zaplanowaliśmy celebrację w postaci specjalnego koncertu pełnego „etnobiologicznych aspektów…” 🙂 ale i całkiem nowych praktyk nazywanych przez nas symbiotic music… Koncert odbędzie się na scenie Magazynu Kultury w Kolanku nr 6 przy ul. Józefa 17 w Krakowie i zacznie o 20.00

Na fotografii Bogdana Kiwaka – moment z wczorajszej prezentacji w herbaciarni Cajovnia na Kazimierzu… polecam też miejsce, bo warsztaty zielarskie, bo doskonałe herbaty i zaczynają się też pojawiać napary z ziół…. Cajovnię znajdziecie na samym końcu ulicy Józefa od strony ulicy Szerokiej!

Reklamy

Przyroda Polskich Karpat

karpatyksiazkaotop

Ostatnio jakoś obrodziło w sprawach książkowych… ale jesień i zima daje więcej czasu na takie studia więc może nie będzie przesytu? 🙂 Tym razem chodzi o pięknie wydaną książkę o tytule: Przyroda Polskich Karpat. Przewodnik krajoznawczy – Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. To spora rzecz (30 x 22 cm! 213 stron plus 44 mapy!) i warto zwrócić uwagę na kilka nowszych sposobów pisania o Karpatach. Po pierwsze o poziomie książki zdecydowała decyzja o zaproszeniu wielu autorów i ich dobór. Przyroda… to dzieło 21 autorów! Do tego spora grupa autorów fotografii i trzy osoby zajmujące się redakcją książki. Co w tym podejściu nowego? Po pierwsze zakończył się chyba definitywnie okres supremacji kilku etatowych karpackich „wszystkowiędzących”, na rzecz sporej grupy praktyków lub/i młodych naukowców. Ilość autorów współgra z moim przekonaniem, że o Karpatach nie da się pisać w pojedynkę, a dobór pokazuje, że opis przyrody może/musi/powinien być uzupełniony/wzmocniony opisem kulturowym. Świetne teksty: Tradycje pasterskie w Karpatach, Smaki Karpat… i kilka innych dowodzą, że badanie przyrody bez wiedzy kulturowej jest mocno ograniczone i ślepe na jedno oko.

Książka zawiera trzy główne części: (1) kulturowy i przyrodniczy opis Karpat polskich (12 tekstów), (2) opis regionów: Pogórza: Zachodniobeskidzkie, Rożnowskie i Ciężkowickie, Przemyskie i Dynowskie, Spisko-Gubałowskie, Środkowobeskidzkie, Beskidy:  Śląski i Mały, Żywiecki wraz z Kotliną Żywiecką, Wyspowy, Makowski, Sądecki z Kotliną Sądecką, Niski, Pieniny, Gorce, Tatry, Kotlina Orawsko-Nowotarska, Bieszczady z Górami Sanocko-Turczańskimi (w książce jest zachowana inna kolejność niż tutaj) i jest to główna część książki obejmujący 14 tekstów! Te 14 tekstów napisali: (w kolejności publikacji w książce) – Łukasz Kajtoch, Jadwiga Jagiełko, Michał Ciach, Łukasz Kajtoch i Marcin Matysek, Paweł Armatys, Marek Styczyński, Marta Wantuch, Katarzyna Śnigórska, Przemysław Kunysz, Damian Nowak, Cezary Ćwikowski, Aleksandra Pępkowska-Król i Wiesław Król, Bogusław Kozik i Joanna Kozik, Łukasz Pęksa. Ostatnia część książki (3) to zbiór map 1 : 100 000 całych polskich Karpat z naniesionymi formami ochrony: obszary Natura 2000, ostoje ptaków o znaczeniu międzynarodowym IBA, szlaki turystyczne, szlaki dydaktyczne…  i wieloma innymi elementami. Na osobne potraktowanie i komplementy zasługuje szata graficzna książki – zarówno jakość i tematyka dobranych fotografii jak i projekt graficzny, skład i wszelkie prace redakcyjne są na bardzo dobrym poziomie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia… i jest wiele miejsc gdzie widzę konieczność poszerzenia, uzupełnienia, dopisania… głównie w moim własnym tekście, ale np. także w tekście (chwała Redakcji za włączenie takiego tematu!!!) Józefa Michałka pt. Człowiek i zwierzęta gospodarskie, gdzie autor opisuje owce, kozy, bydło czerwone i konie huculskie, a nie wspomina o wołach, których wypas ukształtował wiele krajobrazów Karpat i pozostawił pamiątkę w postaci nazw wiosek i miejsc, z których najbardziej znane leżą w Bieszczadach, Tatrach i na Babiej Górze. Mój Zielnik… byłby tu wielką pomocą i inspiracją! 🙂 Szkoda wielka, że podejście etnobotaniczne nie zostało docenione osobnym tekstem, zwłaszcza, że daje o sobie znać w wielu miejscach książki. Dziękuję pani Aleksandrze Pępkowskiej – Król (Redakcja), że po długich bojach mailowych uznała jednak za ważne aby zaznaczyć nieporozumienie dotyczące pisowni nazwy ważnej rośliny: ciemierzycy ( a nie: ciemiężyca!), co wykazałem w Zielniku… Jest to zaznaczone w tekście książki na s.99 Delikatną sugestią opatrzył bym także teksty na temat ludności Karpat; sprawa Wołochów i ich tradycji nie jest taka jednoznaczna i sięga znacznie głębiej niż to sugerują zawarte w książce opisy… a aktualne i mocno zniekształcone zwyczaje pasterskie będą musiały być poddane krytycznej analizie, bo w przeciwnym razie odbudowywanie tradycji będzie się odbywać na poważnym przemilczeniu i braku konsekwencji. Pewnym taktycznym błędem (ale łatwym do naprawienia w internetowej oprawie wydawnictwa) jest brak notek o autorach i ich adresów mailowych. Taka informacja to wskazanie aktualnej sieci obiegu informacji i ludzi zaangażowanych w badanie i ochronę Karpat. Instytucje są bardzo ważne, ale pisanie do nich jest zazwyczaj jak pisanie na Berdyczów, inaczej jest z konkretnymi osobami.

Najważniejsza jest jednak dla książki Przyroda Karpat Polskich część dotycząca flory, fauny, siedlisk i krajobrazu oraz wniosków co do zachowania przyrody Karpat. Mam nadzieję, że książka (wydana za środki z Swiss Contrybution i Wojewodzki Fundusz Ochrony Środowiska w Krakowie, nakład 2000 sztuk), która nie jest przeznaczona do sprzedaży i trafi pewnie m. innymi do Gmin, nie stanie się wspomnieniem tego co się udało Samorządom zniszczyć i wyrugować z Karpat, a taki mam obraz postępowania wielu Gmin i tzw. społeczności lokalnych. Aby się tak nie stało, warto zrobić to, co w Przedmowie do książki zgrabnie sugeruje Dariusz Bukaciński (prezes OTOP): /…/ Lektura nie będzie miała większego sensu, jeśli potem nie podejmiesz, Czytelniku, trudu wędrówki po karpackich szlakach i nie zweryfikujesz zawartych w książce informacji własnymi zmysłami /…/  Jestem całkowicie spokojny o to, że każdy rozumny człowiek, który takiej „weryfikacji” dokona, będzie wiedział co można i warto zrobić dla zachowania przyrody i krajobrazu Karpat.

Na koniec oddam tzw. niedźwiedzią przysługę OTOP-owi i podam adres: www.otop.org.pl 

Ważna jest też strona www.ptakikarpat.pl

Botaniczne białe kruki!

chlebickijalaponia

Dzięki przyjaźni i świetnej współpracy z prof. Andrzejem Chlebickim, powoli powstają zręby stałego segmentu moich warsztatów etnobotanicznych (najbliższy w Czerwonym Klasztorze w maju) dotyczących mało obecnie znanych, niedocenianych, a podstawowych elementów botanizowania. To świetne określenie lansuję już od kilku lat i jest też sporo o nim w Zielniku…, a jednym z jego elementów poza zbieraniem roślin i zielnikami są stare wydawnictwa i czytanie je w aktualnych kontekstach. Pracuję tak nad zielnikiem Brata Cypriana (efekty też podczas warsztatu w Czerwonym Klasztorze), jest plan i materiały dotyczące prof. Mądalskiego (zobaczcie jeden z wcześniejszych wpisów), jest temat rewelacyjnego botanika Samuela Genersicha (1768-1844) z Lewoczy, a teraz zaczyna się też wybór kilku bezcennych książek dających podstawy dla florystyki europejskiej. Wczoraj badaliśmy wstępnie dwie takie książki (daty ich wytłoczenia: 1720 i 1812 !!! przyprawiają o zawrót głowy!) i dzisiaj jedynie wspominam, że szykuje się arcyciekawy temat na zajęcia warsztatowe, ale i coś więcej… A lista na warsztat już się zapełnia i mamy połowę miejsc zajętych! Oficjalnie otwieram listę dopiero w marcu; zamknę program i podam datę warsztatu.

Na fotografii A. nad wpisem: Andrzej Chlebicki i Marek Styczyński z książka z 1720 roku… u nas w domu, wczoraj! Dalej jest fotografia jednej z ilustracji w/w książki o sasankach – wykonana techniką miedziorytu! i jakości trudnej do otrzymania obecnie…

Na ostatniej reprodukcji jest część tytułowa mapy towarzyszącej całkowitej rewelacji botanicznej czyli Flora Lapponika – Georgio von Wahlenberga… Jest Flora Laponii… to znajdziemy i dzieło podstawowe (myśle o włączeniu do księgozbioru, bo w bibliotece PAN jest) dla naszych karpackich badań – Florę Tatr … von Wahlenberga, którą w dużej części podyktował i przybliżył Mu „nasz” Samuel Genersich, wspomniany wyżej (i w poprzednich wpisach) botanik z Lewoczy…

sasankaoldbook

laponiatytulinsta

Kalendarz pasterski

redykalend2014

Kilka dni temu z grubej koperty wyjąłem zaskakująco pokaźne wydawnictwo: 144 strony, pełne kolorowych fotografii i doskonałego tesktu i o wymiarach ok. 20 x 20 cm! Zaskoczenie było tym większe, że to był właśnie oczekiwany Kalendarz. Informacje pasterskie. Od Owcy Plus do Redyku Karpackiego 2013 czyli wydawnictwo Fundacji Pasterstwo Transhumancyjne z Koniakowa. Jeżeli nic na temat tej Fundacji nie wiecie, lub wiecie zbyt mało odsyłam do www.redykkarpacki.pl  

Sztandarowym przedsięwzięciem Fundacji był (jest) Redyk Karpacki 2013, czyli pierwsze po długich latach przejście pasterzy ze stadem owiec starym szlakiem wiodącym od Karpat Południowych w Rumunii, przez Karpaty Wschodnie w Rumunii, na Ukrainie, na Słowacji i w Bieszczadach, aż po Beskidy w Polsce i Czechach w Karpatach Zachodnich. Adam Kitkowski tłumaczy w Kalendarzu jak:  Zrozumieć redyk karpacki  i zaczyna od doskonałego cytatu: Wszechświat jest wędrówką. I kiedy zamilkną kroki – świat przestanie istnieć. Wczoraj jest historią, jutro jest tajemnicą, dziś jest darem. Dalej znajdujemy wskazówkę, że aby zrozumieć symbolikę Redyku karpackiego 2013, trzeba: wejść w głębię tego zdarzenia, /…/ przez odnalezienie dawnych, archetypicznych znaczeń i symboli związanych z tym projektem. To, gdzie mamy szukać tych znaczeń, symboli i źródła tradycji karpackich doskonale opisuje Ilona Czamańska w tekście: Wołosi – strażnicy gór, a tekst jest obszerny (s.17 do s.33!) i znakomity! Po pierwsze Czamańska kwestionuje obiegową opinię na temat pochodzenia Wołochów, a wydaje się bardzo ważne kim byli nauczyciele gospodarowania w górach wszystkich późniejszych mieszkańców Karpat. Pośród wielu teorii jest i taka, że Wołosi należeli do najstarszych grup etnicznych na Bałkanach i byli ludem pochodzenia celtyckiego… ale inna teoria wskazuje na góry Kazachstanu jako kolebkę Wołochów. Kazachstan nie bardzo pasuje na kolebkę górskich pasterzy, ale góry Turkmenistanu i Uzbekistanu, a szczególnie Iranu wydają się pasować do tej układanki. Przez tereny dzisiejszej Turcji do Bułgarii i dalej do Grecji (ale i w Karpaty) nie jest tak daleko i nie trzeba miesiącami wędrować po otwartych, półpustynnych terenach Kazachstanu. W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że Bułgaria nie daje sobie rady z upilnowaniem granicy z Turcją, przez którą wnikają nielegalnie uciekinierzy z Syrii… Może jest to jakaś wskazówka? Bardzo spodobało mi się zdanie Czamańskiej: /…/ niewątpliwi potomkowie Wołochów – Rumuni uporczywie szukają swych korzeni wśród znanych starożytnych nacji, nie zawsze dostrzegając to, że ten skromny niepiśmienny przez długi czas lud w baranich kożuchach i baranich kacziulach zrobił rzecz znacznie ważniejszą dla europesjkiej cywilizacji, niż tworzenie potęg politycznych – oswoił góry. Pogląd ten jest mi bardzo bliski i wiele lat temu dyskutując w domu przy okazji pisania przewodników po Słowacji (przypominam, że napisaliśmy z A. i małą pomocą innych dwa przewodniki: Słowacja. Karpackie serce Europy oraz Spisz. Od Pienin po Raj, wydane przez Wyd. Bezdroża w Krakowie około 2002 roku) wypracowaliśmy pogląd, który początków Europy upatruje w kulturze pasterskiej. Pewien niedosyt pozostawia część opracowania Czamańskiej – Religia (Wołochów), ale z pewnością nie jest to „wina” autorki, ale małej ilości przekazów na ten temat. Mimo wszystko, informacja jaką daje autorka, że Wołosi przyjmowali bez problemu religię jaka stawała się panująca na zamieszkiwanym przez nich terenie (rzymski katolicyzm, chrześcijanstwo w obrządku prawosławnym, protestantyzm, a na terenach Turcji i na Bałkanach np. w Bośni – islam) wydaje się dość nieprawdopodobna. Istnieją informacje i przekazy o chrystianizowaniu niektórych rejonów Karpat (np. góry na dzisiejszym pograniczu PL/SK), któremu przez długi czas opierali się górscy pasterze. Czy byli to Wołosi? Trudno to udowodnić, ale proces ten z pewnością nie toczył się gładko i pokojowo, a tych, którzy się mu sprzeciwiali z pewnością pozycjonowano jako „zbójów”, „bandytów” i „banitów” zamieszkujących góry, co jest starym zabiegiem dziel i rządź. Paradoksalnie to , że Wołosi w swej większości uchodzili za spokojnych wyznawców panujących religii, może świadczyć o sile ich własnej duchowości, którą trudno było poznać, ocenić i kontrolować w czasie miesięcy pasterskich wędrówek w odległych górach. O tym, że Wołosi posiadali własny system wierzeń i praktyk duchowych świadczą właściwie wszystkie stare obyczaje bacowskie, a nawet sama postać bacy, który pełnił rolę prowadzącego magiczne ryty pasterskie, lekarza i zielarza. Tekst Czamańskiej ilustrowany jest rewelacyjnymi, starymi fotografiami! Kalendarz zawiera oczywiście część tytułową czyli kalendarz na rok 2014, a znakomite fotografie zdają relację z przebiegu i wyjątkowych wydarzeń na trasie Wielkiego Redyku w 2013 roku. Relację tę otwiera krótki wstęp głównego Bacy Redyku – Piotra Kohuta: /…/ Mając świadomość oraz wiedzę na temat swoich korzeni i pochodzenia, podjęliśmy podczas Redyku Karpackiego próbę odrodzenia pasterstwa w całych Karpatach /…/ Współczesne pasterstwo nie może być oparte jedynie na uwarunkowaniach ekonomicznych /…/ musi mieć podłoże duchowe, wskazujące drogę, nadające sens i wartość naszym działaniom /…/

Pasterstwo dla etnobotanika (i szerzej dla etnobiologa) odnoszącego się do Europy jest zjawiskiem kluczowym. Zdecydowana większość krajobrazu górskiego (ale nie wyłącznie górskiego) w Europie jest ukształtowana kulturowo poprzez różne odmiany pasterstwa. Najstarsza, tradycyjna wiedza o właściwościach roślin pochodzi w Europie z tej właśnie kultury, ale to nie wszystko i jak napisałem w Zielniku podróżnym… akwedukty z jakich słynęli Rzymianie… czyż nie pochodzą z doskonale prostych, pasterskich rozwiązań technicznych w postaci drewnianych ciurkaczy przenoszących wodę ze stromych stoków do poideł wyciosanych z drewnianych bali.

Podczas spotkania z p. Piotrem Kohutem w Starym Sączu, gdzie pomagałem w propagowaniu założeń Redyku przypomniałem zebranym, że jest druga wielka tradycja pasterska w Europie i to najpewniej starsza niż związana z owcami… to pasterstwo Samów i kultura zbudowana na silnych związkach z reniferami. Zaproponuję Bacy Kohutowi aby utworzył dla nas specjalną agendę w Fundacji Pasterstwo Transhumancyjne dla kontaktów z pasterzami reniferów. Informacje z zakresu etnobiologii, jakie udało mi się zabrać i częściowo opublikować w książce Vaggi Varri. W tundrze Samów są – jak się okazuje – pomocne w zrozumieniu i dokładniejszym poznaniu kultur pasterskich w Karpatach… o czym napiszę w przyszłości więcej. W Kalendarzu, pośród wielu wspaniałych fotografii i interesujących sytuacji uchwyconych przez fotografujących uczestników Redyku, znalazłem z wielką radością kilka (!) fot Michala Smetanki, naszego przyjaciela i współpracownika, doskonałego muzyka i znawcy tradycyjnych kultur budujących Karpaty. Za dwa tygodnie jedziemy do Keżmarku (Słowacja) na uroczysty koncert promujący Jego dwupłytowy album muzyczny. Mamy niewielki wkład w jego powstanie i sądzę, że będzie dobrze służył kultywowaniu kultury Karpat.

Na koniec opisu ciekawego wydawnictwa i arcycennej inicjatywy ożywiania karpackiego pasterstwa w całym jego bogactwie, a nie wyłącznie przeliczanego na baranie tusze, kilogramy sera i dopłaty z UE, muszę wyrazić wielką nadzieję, że Baca Kohut odwołując się do wyćwiczonych przez Wołochów sposobów, nie ulegnie ciżbie polityków jaka już na Redyku wiesza się, chwyta i podpiera się nim dla swych, jak zwykle mało chwalebnych celów, skrywanych pod paplaniem o „pasterskiej tradycji”, której nie kochają i nie próbują zrozumieć.

Goji w Starym Sączu: uzupełnienie.

pieninyokladka

Wpis na temat kolcowoju chińskiego, którego suszone jagody nazywane bywają „tybetańskimi jagodami goji”, a który rośnie sobie w Starym Sączu… miał rekordową ilość czytelników! Dlatego dodaję mały suplement dotyczący zamku Kingi w Pieninach… przypominam, że od „goji” doszliśmy w etnobotanicznej analizie do dawnej stolicy Węgier… zamku w Estergomie (Ostrzyhomiu) nad Dunajem, gdzie (późniejsza święta) Kinga się urodziła… takimi drogami prowadzi nas etnobotanika!

Opracowanie o jakim pisałem we wspomnianym tekście to: PIENINY przyroda i człowiek, Pieniński Park Narodowy, 2006 (nieregularnie ukazujące się czasopismo PPN nr 9), a w nim chodziło mi o tekst: Badania konserwatorskie Zamku Pieniny i koncepcja jego zabezpieczenia (s.219-231) – napisany przez duet: Piotr Stępień, Stanisław Karczmarczyk. Pierwszy z autorów pracuje na Zamku Królewskim na Wawelu, a drugi w Politechnice Krakowskiej. Na stronie 224 znajdujemy kluczowe dla mojego tekstu stwierdzenie: Powiązanie zamku (chodzi o Zamek Pieniny – przypis mój) z osobą św. Kingi i funkcja refugialna nie budzą obecnie wątpliwości, przy czym najbardziej prawdopodobne jest wzniesienie zamku na początku lat 80. XIII stulecia, tj. po wstąpieniu księżnej do klasztoru klarysek w Starym Sączu. Na tej samej stronie znajduje się przypuszczenie, z którym polemizuję: Wzorem dla budowniczych pienińskiego refugium mogło być zarówno wczesnogotyckie, XIII-wieczne palatium wawelskie, jak też Zamek Spiski, wznoszony stopniowo od XII w. Rozumiem, że praca na Wawelu sprzyja takim przypuszczeniom, ale jak pisałem w głównym wpisie – Kinga miała inne, bardzo dobre wzory w postaci swego rodzinnego zamku na stromej skarpie Dunaju. Mury gwiaździste i posadowienie na skałach nie musiało wcale pochodzić z obserwacji Wawelu, tak jak fachowcy, którzy go zbudowali. Trudno sobie wyobrazić, że sama Kinga była jedynym „inżynierem” takiej budowy, mimo, że miała wielkie ku temu zdolności, co udowodniła w Starym Sączu przeprowadzając wodę z wyżej położonej wsi kanałem (bo to było coś więcej niż jedynie „młynówka”) do młyna przy klasztorze. Wspomnę tylko, że spora część kamienia udającego marmur z jakiego zbudowano Wawel pochodziła nie z Włoch (jak się to zazwyczaj wspomina), ale z kamieniołomu w pobliżu Starej Lubovni na Słowacji, bardzo blisko polskiego miasteczka Piwniczna. A wracając do etnobotaniki: kolcowoju chińskiego używano najwyraźniej w Ostrzyhomiu i w Starym Sączu jedynie jako rośliny stabilizującej skarpy i mury obronne… jagody o doskonałych właściwościach jedli tylko znawcy, dawni etnobotanicy… 🙂