DYM – NAPAR – OGIEŃ

czerwonyziola

W tym zimowym czasie gdy wszystko naturalnie zwalnia, ciemność zapada bardzo szybko, a my zamiast się dostosować i dać sobie miesiąc urlopu od nadmiernej aktywności, jesteśmy atakowani ze wszystkich stron rozmaitymi, ale zawsze „świątecznymi” naciskami (a święta te w przewadze są dość naciągane i nie mają wiarygodnych podstaw, zaczynając od końca/początku roku… który w sensie astronomicznego cyklu rocznego przypada w naszej strefie na koniec stycznia lub luty…) praktykować warto specyficzne celebracje związane z tradycyjnym zastosowaniem roślin. Tu omówię skrótowo DYM, w dwóch wpisach poprzedzających znajdziecie kilka słów na temat NAPARU oraz OGNIA.

Dym – to jedna z form w jakich – od wynalezienia ognia (a może i wcześniej) – manifestują się niektóre właściwości roślin. Na zimowy czas szybkiego zapadania zmroku bardzo szeroko stosowane bywało (i jest!) tzw. okadzanie. Wybrane gatunki roślin o silnym działaniu odkażającym i mocnym, charakterystycznym zapachu, a także zdolności do powolnego tlenia się, podczas którego uwalnia się gęsty, aromatyczny dym były kiedyś (i są obecnie!) specjalnie zbierane, gromadzone, a nawet uprawiane w takim właśnie celu. Co ciekawe, lecznicze okadzanie nie dotyczyło jedynie ludzi i znane są w etnobotanice Samów techniki uwalniania reniferów od owadów pasożytniczych poprzez silne okadzanie zwierząt dymem z nadrzewnego grzyba – porka brzozowego. Jest wiele zachowań w naszej tradycyjnej kulturze, które świadczą, że dym z ziół był postrzegany jako element ważny zarówno dla ciała jak i dla ducha. Doskonałym przykładem na wędrowanie tych samych zachowań i bazy roślinnej przez wieki, tradycje i wyzwania są wszelkiego rodzaju kadzidła. Samodzielne okadzanie domu wydaje się dzisiaj dziwną praktyką i określenie: zabobon byłoby pewnie najbardziej delikatne w rozmowie o tym… ale okadzanie wiernych każdej niedzieli, a w zimowy „świąteczny” czas znacznie częściej… 🙂 nie jest już takie złe?! I tu kolejny temat dla dociekliwych etnobotaników: dlaczego tak się dzieje w sytuacji gdy roślinne podstawy się nie zmieniają zbytnio… Najsłabszą mieszanką do okadzania jest obecnie to co oferuje się wiernym w polskich kościołach. To bardzo „ekonomiczna” mieszanka prawdziwego kadzidła (o ile tam jest?!) z dodatkiem szyszkojagód jałowca, żywicy sosny i innych swojskich elementów. Nie może to dziwić, bo przecież kadzidło zostało ofiarowane tej tradycji religijnej (czyli było dobrze znane, cenne i uchodziło za coś ważnego przed podarkiem) przez Trzech Króli / Mędrców ze Wschodu…  Przyjmując za dobrą monetę (a chętnie to zrobię) miejscowe składniki, to jest to tania podróbka kadzidła wywodzącego się z Bliskiego Wschodu. Warto wspomnieć, że miejscowym składnikiem bywała dawniej ceniona żywica limby (pisałem o tym w Zielniku…) i skończyło się to dla tego gatunku górskiej sosny dość kiepsko…bo zachowały się drzewa w najmniej dostępnych miejscach gór, tam gdzie zbieracze pożytków limbowych nie dotarli. Dobrej jakości kościelne (w sensie europejskich świątyń chrześcijańskich) kadzidła można kupić/ wąchać we wszystkich cerkwiach. Czasem nawet jest to czysta żywica drzewa kadzidlanego z Syrii. Szukajcie więc małych papierowych torebek z napisem (cyrylicą) TAMJAN i wagą najczęściej 10 g.

Bardziej „ludowym”, a zapewne starszym w sensie tradycyjnych praktyk, jest okadzanie szałwią. Nadaje się do tego szałwia lekarska, ale istnieją gatunki jeszcze bardziej cenione. Do takich należy (dostępna ostatnio także w Polsce) tzw. szałwia grecka (zwana także na Bliskim Wschodzie szałwią srebrnolistną) czyli Salvia fruticosa. Szałwia ta była otaczana specjalnym kultem na Krecie i warto mieć świadomość, że dawna Kreta i Grecja kontynentalna to były różne (i odległe) kulturowo miejsca. Jest interesujące, że obecne zainteresowanie tym gatunkiem było/jest tak wielkie, że wprowadzono w tym roku zakaz zbierania szałwi ze stanowisk naturalnych na Krecie! A podobno ludzie zajmują się już wyłącznie tabletami… 🙂

Poza najbardziej znanymi „kadzidełkami” czy „trociczkami” z Indii, które są dostępne dzisiaj już prawie wszędzie… mamy czasem okazję kupić podobne do nich zapachowe patyczki z miejscowych roślin i wśród tego co mam na stole wyróżnia się pudełko takich „kadzidełek” o nazwie: Duchesse Corse Nature czyli pięknie zapakowany zapach korsykanskiem makii na wynos… a tuż obok stoi specjalny zestaw kadzideł wraz ze stylową kadzielnicą w postaci miniatury glinianego domu ludu Hopi jaki kupiliśmy w Nowym Mexyku, USA. Kiedy doczekamy się kadzideł karpackich? 🙂

Jak okadzać? Istnieją oczywiście specjalne kadzielnice, ale wszystko tak czy siak działa na zasadzie rzucania ziół/żywicy/szyszkojagód na rozpalony węgiel drzewny i dostarczania takiej mieszance tlenu. Szałwia tli się dobrze sama po zapaleniu i zdmuchnięciu płomienia o ile dostarczamy jej napływu tlenu przez poruszanie dłonią lub długim piórem. Te przyjemności praktyki należy pozostawić już osobistym rozwiązaniom, ale dobrze znać umiar aby sąsiedzi nie wzywali straży pożarnej na widok kłębów dymu wydobywającego się z naszego mieszkania… 🙂

Na mojej fotografii pracownia zielarska w Czerwonym Klasztorze na Słowacji, przypisywana słynnemu Cyprianowi.

NAPAR

dziursekator

To druga część ze świątecznego cyklu pt. DYM – NAPAR – OGIEŃ …

Napary, zwane uparcie „herbatkami” co jest już samo w sobie ciekawym tematem dla pracy etnobotanika, są najczęściej przygotowywane w dość dowolny sposób. Niestety, już nie tak dowolnie traktuje się oczekiwania i nadzieje jakie pokładamy w ich działaniu… Warto więc wiedzieć „jak” i „co”, a nie jest to takie całkiem proste…

Jak:

Napar  przygotowuje się przez zalanie surowca zielarskiego (krojonego, kruszonego lub tłuczonego/tartego) wrzątkiem i oczekiwaniem na rezultat od 3 do 10 minut. Należy go zużyć tego samego dnia gdyż jest nietrwały. Długość przygotowania naparu zależy od tego co zalaliśmy wrzątkiem: kwiaty wymagają krótkiego czasu, a kora i korzenie czasu maksymalnego. Inną formą jest odwar – surowiec zalewa się zimną wodą i gotuje pod przykryciem od 5 minut do pół godziny. Odwar jest także nietrwały i musimy go zużyć tego samego dnia. Napary i odwary możemy słodzić i odcedzać surowiec dla wygody picia. Nie muszę chyba tłumaczyć, że napary i odwary warto przygotowywać w dobrej jakości naczyniach, które służą jedynie do takich celów. Interesujące i nieco zapomniane są maceraty czyli wyciągi wodne. W celu przygotowania maceratu surowiec zielarski zalewa się chłodną (ale przegotowaną) wodą i czasem mieszając trzyma tak od pół godziny do trzech godzin. Macerat jest najmniej trwały i należy zużyć go możliwie szybko. Nie należy tych podpowiedzi traktować jak prawdy objawionej i raczej sami musimy poszukać właściwych dla siebie sposobów przygotowywania roślinnych naparów, odwarów i maceratów.

Co:

Warto zdawać sobie sprawę z czego przygotowujemy napar, odwar, macerat? I w tym miejscu nie będziemy rozważali gatunków roślin… to podstawa, ale z jakich części roślin chcemy/możemy coś zmajstrować? Jest wiele roślin, które tylko w pewnych częściach zawierają to czego szukamy… Niezależnie od tego czy zbieramy zioła samodzielnie czy tylko kupujemy już wysuszone i zapakowane, warto wiedzieć, że surowiec zielarski nie ogranicza się wyłącznie do kwiatów lub liści. Rośliny oferują znacznie więcej swoich części, z których jedne są znane i oczywiste, a inne nie… Poniżej podaję nazwy łacińskie (stosowane do oznaczenia rodzaju surowca na gotowych opakowaniach stosowanych w handlu i ułatwiające odczytanie co kupujemy niezależnie od języka opisu!) oraz ich polskie odpowiedniki. Da to pojęcie o tym co kryje się pod określeniem „surowiec zielarski”, ale też jak zróżnicowana jest mapa zawartości przydatnych dla ludzi substancji roślinnych.

Anthodium – koszyczek kwiatowy, Bacca – jagoda, Bulbus – cebula, Calyx – kielich kwiatowy, Caput – makówka, Corolla – korona kwiatowa, Cortex – kora, Embryo – zarodek, Flos – kwiat, Folium – liść, Fructus – owoc, Fungus – grzyb, Gemma – pąk, Glandula – gruczoł, Herba – ziele, Inflorescentia – kwiatostan, Lichen – plecha porostów, Lignum – drewno, Nux – orzech, Pappus – puch kielichowy, Pericarpium – owocnia, Radix – korzeń, Rhizoma – kłącze, Rhizoma cumradicibus – kłącze z korzenia, Semen – nasiono, Spora – zarodnik, Stigma – znamię słupka kwiatowego, Stipes – szypułka, Strobilus – szyszka chmielu, Thallus – plecha glonu, Tuber – bulwa.

Wyszło trochę jak w szkole (przepraszam tych, którzy uczą się na studiach zielarstwa/ziołolecznictwa), ale może wpiszę się w ten sposób w nurt bardzo popularnych (ale zawsze realizowanych „na to samo kopyto”) rozważań z cyklu: czy wiesz co jesz? Poza walorami językowymi (pewnie kilka nazw wyjaśni Wam skąd się wzięły w świecie popkultury…), doskonałą zabawą jest sprawdzenie co jemy i nawet zwykły ziemniak podany jako Tuber z dodatkiem Bulbus (cebuli) w towarzystwie Inflorescentia (kalafior)… brzmi całkiem godnie! A gdyby jeszcze wszystko posypać przyprawami ze Stigma… ej boy!

Dla uproszczenia 🙂 i skrócenia zapisów stosuje się skróty i np. cebula (Bulbus) to Bul., a kłącze (Rhizoma) to Rhz., korzeń (Radix) to Rx. … itd.

Na mojej fotografii dziurawiec … co zawiera tak otrzymany surowiec zielarski?

DYM – NAPAR – OGIEŃ

dziewblog1

dziewblog2dziewblog3dziewblog4

dziewblog10

Czas jaki nadchodzi końcem grudnia i utrzymuje się do końca stycznia (bo nowy rok/cykl zaczyna się zazwyczaj w lutym i odmierza go księżyc, a nie słońce i kulturowo ukształtowany kalendarz kościelny) jest bardzo interesujący. Zazwyczaj określa się go mianem czasu trudnego, ale jest raczej czasem gdy – niezależnie od przekonań – powinniśmy nieco zmienić swój rytm życia i z uwagą obserwować co dzieje się z nami i otoczeniem. Poza brakiem światła, niezwykłymi zjawiskami na niebie, chłodem i zmianą diety mamy do czynienia z czasem świątecznym (czy tego chcemy czy nie) i większym kontaktem z rodziną, przyjaciółmi i sprawami domowymi. Wszystko to, umiejętnie podgrzewane przez media (bo to czas wielkiej sprzedaży), powoduje, że targają nami sprzeczne uczucia (tak to się ładnie nazywa…) i warto mieć jakieś własne, pozytywne, skuteczne i sprawdzone sposoby aby przetrwać w równowadze i uwadze do lutego! 🙂 Etnobotanika – powtórzę to raz jeszcze: nie jest spisem zastosowań dla wybranych gatunków roślin – a jest dociekaniem dlaczego i w jaki sposób ludzie zajmują się roślinami i jak to zainteresowanie ludzi wpływa na rośliny. Proponuję trzy grupy praktycznych zachowań związanych z roślinami i bazujące na tradycji europejskiej, które mogą się przydać w opisanym czasie. Są to: 1 – akt praktykowania związków z roślinami w postaci dymu/okadzania, 2 – przygotowanie naparów, 3 – praktykowanie doświadczeń ze światłem. Logika publikacji wpisów jest taka, że zaczynam od końca… poniżej będzie więc o ogniu/światło.

Ogień / ŚwiatłoPowracam tu do opisywanego już wcześniej (ale ciągle ten temat drążymy i wzbogaca się nowymi doświadczeniami i informacjami) nocnego rytuału (oczywiście w literaturze folklorystycznej będzie to dla większości autorów: zabawa) malowania światłem tlących się suchych kwiatostanów dziewanny drobnokwiatowej (Verbascum thapsus) lub dziewanny wielkokwiatowej (V.densiflorum)… a czasem też zapewne mieszańców tych gatunków. Rzecz w tym, że chodzi o wielkie rośliny (nawet przekraczające 2 m wysokości), których kwiatostany po zaschnięciu stoją przez całą zimę i są dobrze widoczne. Biologia dziewann jest niezwykle ciekawa i pojawianie się tych roślin w miejscach jałowych (np. na spalonych ogniem lub przeoranych i wyjałowionych pracami budowlanymi, osuwiskach itp.) dawało do myślenia bacznym obserwatorom, tak jak dysproporcja pomiędzy wielkimi rozmiarami roślin, a ich maleńkimi nasionami. Badania i obserwacje naukowe tylko potwierdzają stare traktowanie dziewanny jako rośliny niezwykłej, a do tego dochodzi aspekt leczniczy jaki wiąże się z właściwym stosowaniem kwiatów (suszone, napary, olejki). Ponadto rodzaj dziewanna (Verbascum L.) obejmuje około 250 gatunków roślin, ale wszystkie żyją w Europie i Azji, a więc w naszym kręgu tradycji. Suche kwiatostany zawierają wielkie ilości drobnych nasion i po zapaleniu żarzą się intensywnie. Poprzez umiejętne poruszanie nimi udaje się otrzymać interesujące zjawiska świetlne i rozmaite kolory. W zależności od szybkości poruszania (i dopuszczania w ten sposób dużej ilości tlenu wspomagającego ogień) możemy nie tylko otrzymać rodzaj tlącej się pochodni, ale co wydaje się decydujące w tych zabiegach, także możliwość nietrwałego malowania/rysowania światłem. Jest to możliwe dzięki zjawisku nazywanego – powidokami, czyli utrzymywaniu się na siatkówce oka obrazu wytworzonego przez smugi swiatła ukazujące się na moment w ciemnościach. Nasza praktyka w tej dziedzinie nie jest wielka i rezultaty pewnie są imponujące, ale można założyć, że sztuka ta miała kiedyś swych mistrzów i jej opanowanie wymaga czasu, talentu i wiedzy jak każdy inny przejaw sztuki.

Na fotografiach Bogdana Kiwaka u góry znajdziecie kilka ujęć przedstawiającej roślinę – w postaci dorosłej i kwitnącej, suchy kwiatostan po przekwitnieniu pełny nasion, ale także jako rozetka liściowa (pierwszy rok rozwoju dziewanny), nasiona i nawet piękne sadzonki tej rośliny jakie z siewu uzyskał Bogdan. Pod tekstem pokazujemy fotografie naszych niezdarnych prób malowania ogniem dziewanny podczas etnobotanicznych warsztatów w Górach Lewockich w 2012 roku. Aparat fotograficzny ma zdolność zapisywania powidoków…

dziewblog9

dziewblog8

dziewblog7

Choinka na stałe!

altajwstazkitreeAby nieco odreagować muśnięcie okiem/wzrokiem mediów (zobacz nieco okrojony i redakcyjnie dostosowany do poetyki „dla zidiociałego odbiorcy” mój tekst o roślinach świątecznych opublikowany na portalu tvn24…) daję przykład drzewa otoczonego kultem i na znak tego aktu wyboru i kultu systematycznie ozdabianego. Powszechna, polsko-medialna opowieść o „choince” wyszła już z fazy, że najpierw ścięte, a potem na pamiątkę (?) ustawione pionowo w pokoju drzewko jest staropolskim obyczajem… już dość gładko przyznaje się, że chyba nie… i nawet podaje się tzw. podłaźniczki (czyli drzewko ścięte i zawieszone na suficie – koroną w dół ! co ma chyba sens, bo podkreśla decyzję uśmiercenia drzewka dla ważnej dla nas sprawy) jako to jedynie słuszne. Mam dzisiaj ochotę na negocjacyjne podejście do ustalania ideologicznie słusznych tradycji w naszym kraju (czyli gdzie: w Małopolsce, Wielkopolsce, na Kaszubach, Mazowszu, Śląsku… gdzie?) i szukam tego co łączy! A łączy te drzewka ich symboliczne ozdabianie… Na fotografii użyczonej mi przez prof. Andrzeja Chlebickiego widać jeszcze inne podejście jednego z First Nation dzisiejszej Rosji. Widać jak na dłoni, że jest to wzór (i zapewne jeden z pra-wzorów choinki?!) całkiem efektowny i do tego całkiem ekologiczny. Taka „choinka” stoi sobie tam gdzie stała przed wyborem na „nasze” symboliczne „drzewko” niezbędne do celebrowania świąt… To my wędrujemy z ozdobami do takiego wybranego drzewa i możemy to robić wiele razy w roku!

BIO::FLOW – program na 2014

Przepraszam za dłuższą przerwę na etnobotanicznie.pl, ale kilka dobrych wiadomości pewnie w części wynagrodzi to milczenie. Mam też nadzieję, że usprawiedliwienie w postaci celebracji 15-lecia naszego muzycznego projektu Karpaty Magiczne / The Magic Carpathians we Wrocławiu, Krakowie, Lublinie i w części także pod Preszowem na Słowacji zostanie przyjęte?!

Zapowiedzi na 2014 rok układają się już w pierwszym półroczu w całkiem interesujący program! Od stycznia 2014 ( a konkretnie od wtorku: 28 stycznia, godz.18.00)  rozpoczynam cykl pod nazwą: BIO::FLOW! Miejska ekopunktura – od etnobiologii do hortiterapii. Cykl składać się będzie z pięciu spotkań (raz w miesiącu), które odbywać się będą w Bunkrze Sztuki w Krakowie. Kolejne spotkania noszą tytuły: Florofony albo o tym jak zwierzęta i rośliny uczą nas muzyki i komunikacji (styczeń), Etnobotanika domowa: o przyprawach intelektu i roślinach miłości (luty), Ogrodnictwo jako forma ekspresji: od Green Guerrillas i On Guerrilla Gardening Richarda Reinoldsa do hortiterapii (marzec), Ogrodnictwo jako taktyka obronna: mikroogrodnictwo, slow zasoby, drzewa i fitomelioracja miejska (kwiecień), FitoBunkier – budowa fitobarier antysmogowych obok/w/na Bunkrze Sztuki (maj). We wszystkich spotkaniach cyklu będą uczestniczyli goście. Kompletny program cyklu pokaże się w obiegu Bunkra na początku stycznia!

Terenowe warsztaty etnobotaniczne – Szlakiem alchemików: Czerwony Klasztor i Pieniny – 30.04.2014 do 04.05.2014r.

Terenowe warsztaty etnobotaniczne – Góry Levockie na Słowacji – 19-22.06.2014

bioflowlogoziel

Stare drzewa i pachnica

Każdego tygodnia w Polsce wycina się niepotrzebnie wiele drzew. Padają całe parki, zadrzewienia wzdłuż małych cieków wodnych i dużych rzek, a w miastach trzebienie wszystkich drzew, które są większe od miotły, zaczyna być normą. Oczywiście jest wiele sytuacji, w których drzewa przeszkadzają, zagrażają, stają się niebezpieczne dla ludzi i mienia, ale nigdy nie są zbędne. A tak, niestety sugeruje wprowadzany od lat przedziwny obyczaj pozbywania się starych drzew pod każdym pretekstem.

Wiele osób opierając się na wiedzy szkolnej, intuicji, względach estetycznych i zwykłym zdrowym rozsądku zaczyna być zaniepokojona w najwyższym stopniu tym zjawiskiem i na wszelkie dostępne sposoby stara się z tą sytuacją pracować. Warto więc aby jeszcze lepiej rozumieć wartość starych drzew i mechanizmy prawne jakie z jednej strony pozwalają na ich wycinanie, ale i skuteczną ochronę. Tak to jest z prawem…

Stare drzewo trzeba traktować jako złożony ekosystem złożony z samego drzewa oraz wielu organizmów żyjących na nim, w nim i blisko niego. Do najbardziej zadziwiających tego typu organizmów należy spory ( dorasta wielkości ponad 3-5 cm, a więc czasem jego gabaryty przypominają pudełko do zapałek!) chrząszcz o nazwie: pachnica dębowa (Osmoderma eremita). Chrząszcz ten ma interesujacy rozwój i jest związany wyłącznie ze starymi drzewami, często z drzewami obumierającymi i obumarłymi, ale zawsze dziuplastymi. Samica składa w dziupli takich drzew ok. 30 jaj, z których wylęgają się larwy. Rozwój larw trwa 3-4 lata! W tym czasie, rosnące wolno larwy (a dorastają do 6-10 cm!) żywią się celulozą z próchna, w którym wygryzają chodniki. Pod koniec rozwoju także z rozdrobnionego próchna sklejanego „śliną” larw budowane są kokonowate osłony nazywane – kokolitami. Aby larwa mogła żywić się celulozą wybiera ona te części próchna, które są chemicznie zmienione przez specyficzne grzyby żyjące w dziuplach, a po spożyciu wstępnie rozłożonego próchna w trawieniu celulozy pomagają bakterie – stali mieszkańcy organizmów larw. Nie do końca wiadomo czy bakteriom tym towarzyszą jeszcze jakieś inne organizmy i dlatego wielu autorów podpiera się określeniem, że są to „bakterie i pierwotniaki”, cokolwiek miało by to znaczyć? Gdybyśmy rozumieli ten mechanizm, być może ludzie mogliby żywić się także celulozą. Na pierwszy rzut do zjedzenia proponuję kilka pisemnych/papierowych uzasadnień potrzeby wycinania drzew nad rzekami i w parkach. 🙂

Pachnica to chrząszcz pachnący 🙂 i faktycznie samiec podczas godów wydziela lekko piżmowy zapach. Tyle wiemy o tym zapachu jaki towarzyszy feromonie pachnicy. Dorosłe chrząszcze właściwie nie jedzą i żyją krótko, a nie są też wędrowcami, bo w czasie swego życia przebywają podobno najwyżej kilkadziesiąt metrów, do około 300 w przypadku tych najbardziej nastawionych na podróże. 🙂 Zazwyczaj (jak podają specjaliści od tego gatunku) chrząszcze siedzą na brzegu dziupli i tylko zmuszone podlatują ( a są kiepskimi lotnikami) na sąsiednie drzewa dziuplaste. {ewnie dlatego w nazwie łacińskiej nazwano je eremitami. Z tego trybu życia wynikają kłopoty pachnicy z przeżyciem w państwach, które przyjmują marsz z piłami na stare drzewa jako zasadę. Pachnica wymiera w Europie i podlega ścisłej ochronie prawnej. W Polsce jest chroniona zarówno prawem krajowym jak też obowiązującym w UE. Gatunek ten należy do najważniejszych dla UE i jego status prawny odpowiada takim gatunkom jak np. wilk. Jest tzw. gatunkiem priorytetowym w UE. Wilki mają wielu sympatyków, są widoczne i przypominają o sobie na terenach pasterskich w radykalny sposób. Pachnica siedzi w dziupli i ginie wraz ze ściętym drzewem w ciszy. Mimo nazwy, pachnica dębowa nie ogranicza swego zainteresowania do dębów, ale żyje w próchnie wierzb, olszy, lipy i innych drzew liściastych. Innym nieporozumieniem jest mylne interpretowanie informacji, że jest mieszkańcem Puszczy Białowieskiej i stanowi element puszczański. Tak jest w istocie, ale pachnice preferują drzewa stojące w słońcu i bardzo często zasiedlają drzewa w parkach, w zadrzewieniach przydrożnych, alejach i kępach starych drzew w okolicach podmiejskich. Etnobotanicznym elementem w biologii i sytuacji obecnej pachnicy dębowej jest to, że najwięcej miejsc rozwoju tego chrząszcza w Polsce stanowią stosunkowo dobrze zachowane tereny dawnego zaboru pruskiego. W kulturze tych terenów akceptowane są aleje, zadrzewienia przydrożne i śródpolne wprowadzane tam z rozmysłem jako zapory wiatrowe, pożytki pszczele i świadome kształtowanie krajobrazu. Kulturowo zdają się też zmieniane preferencje pokarmowe pachnicy… sytarych dębów jest już jak na lekarstwo. Przykład pachnicy pokazuje, że decyzja o wycięciu starego drzewa, nawet drzewa obumarłego i dziuplastego, powinna być bardzo dobrze przemyślana po rozpoznaniu przyrodniczym. Drzewa obumarłe są niezbędnym elementem ekosystemu i jest wiele sposobów aby uchronić takie drzewa z ich mieszkańcami od bezmyślnego przeznaczenia na opał. Pozostawianie części pni z dziuplami zasiedlonymi m.innymi przez pachnicę i ostrożne traktowanie innych sędziwych lip, dębów, olszy i topól da więcej na planie wychowywania dzieci w szacunku dla starości niż powierzchowne i ideologiczne dysputy o prawnym dopuszczaniu eutanazji. Pozaludzki świat uczy nas każdego dnia i to w stosunku do niego testowane są nasze postawy i kultura.

Ilustracje jakie pokazuję należą do zestawu jaki w ostatnich dniach opracowałem z pomocą Bogdana Kiwaka, po odkryciu mocnego stanowiska pachnicy dębowej w obrębie miasta Nowego Sącza w drzewach rosnących nad Dunajcem. Stanowiska z Małopolski nie były podobno potwierdzane od 20 lat. Fotografie wykonali poza mną (larwy), Bogdan Kiwak i dr T. Olbycht (dostarczył bezpłatnie fotografie okazów dorosłych). Odkrycia tego bardzo interesującego stanowiska dokonał 20 listopada 2013 r. dokonał Zbigniew Styczyński, mój ojciec.

pachnicatabl1

pachnicatabl2