Mity i magie ziół vs Zmysłowe życie roślin

magieziolcovers

Stos książek wartych polecenia rośnie na moim stole. Nie tylko dlatego, że cykl Bio::Flow realizowany w Bunkrze Sztuki wymusza sięgnięcie do mojego prywatnego kanonu, ale także dlatego, że pojawiają się bardzo znaczące wydawnictwa. Układają się czasem w pary uzupełniających się przeciwieństw i nie chodzi o zawartość (wiedzę, kanon gatunków, poziom opracowania, ilość inspirujących idei…), ale o fundamentalnie różne podejście (miejsce) do pisania o związkach roślin i ludzi. Jedna grupa, to książki „kacerskie”, które naprowadzają nas na rozmaite ścieżki doświadczenia i dzielą się z nami wiedzą i intuicją ukształtowaną w drodze doświadczania roślin i własnych relacji z nimi. Druga grupa, to książki o wielkim ładunku poznawczym, które opisują ogromną ilość wiedzy na temat roślin zdobytej przez innych i udokumentowanej w sposób naukowy. „Naukowość” jako argument zaufania jest już mocno zdezelowana, ale ciągle przecież tli się nadzieja, że część grających w tę grę rozumie, że istotnym (acz ukrywanym i nerwowo obśmiewanym) elementem pracy naukowca są całkowicie „nienaukowe”: intuicja i wyobraźnia posługująca się czasem zupełnie poza-logicznym obrazowaniem i syntezująca odległe (w stworzonych przez naukę systematykach) rzeczy i pojęcia. Bardzo charakterystyczne jest to, że w przypadku wiedzy etnobotanicznej na poziomie „bazic” wszystko, co „naukowo” stwierdzono jest tylko powtórzeniem tego co zawarte jest w wielkim dorobku „wiedzy tradycyjnej”. Rzecz jasna, wiele rozgrywa się w samym języku i jedna i druga grupa autorów wpada zbyt często w pułapkę uświęconych schematów… Z trudem, ale prawda, że osiągając czasem szczyty elokwencji, naukowo dowodzi się tego co wiedziano w czasach gdy nie było „nauki” i „naukowców”. Wydaje się przy tym, że przyjmowanie, że dawni tzw. „alchemicy” (albo tzw. Ludzie Wiedzy) byli pre-naukowcami jest w wielu przypadkach zbyt pochopnym i zbyt łaskawym dla nauki wnioskiem. Alchemicy i Ludzie Wiedzy w moim odczuciu podbudowanym wieloma lekturami, ale także tym co widziałem w Pradze, Krumlovie, Czerwonym Klasztorze, Keżmarku…w Azji i na dalekiej Północy, ale i na Bałkanach i w Karpatach, stanowili nurt oryginalny, coś na kształt  „trzeciej drogi”.  Zapłacili za to wysoką cenę zbierając razy zarówno od wszystkowiedzących przedstawicieli Kościoła jak też od późniejszego establiszmentu naukowego. Obydwie te grupy zawłaszczały wszystko co się dało (i od kogo się dało, często zapominając o przypisach 🙂  ) dla własnych celów nie przebierając w środkach, które nie miały wiele wspólnego z miłością bliźniego, ani też z wiernością tzw. „prawdzie”. Dlatego fascynują mnie książki, które dotykają tej żywej i trudnej do uchwycenia (bo żywej?) tkanki wiedzy, która nie wypiera się intuicji, która jest świadoma wyobraźni (…która jest pamięcią ?) i szanuje prawdziwe źródła poznania nie stroniąc od zastosowania instrumentów logicznych i zabiegów dających możliwość porównywania, wyciągania wniosków, doświadczania i zyskiwania świadomości umowności (i ułomności) języka. Nie będę się pastwił nad książkami typu: poznałem 1000 roślin i wszystkie sfotografowałem, za co należą mi się wielkie brawa!? gdyby chociaż te fotografie pokazywały coś więcej niż 500 wydanych wcześniej atlasów i przewodników botanicznych… ale nie, na każdej jest kwiat… pewnie dlatego, że jest to część/faza/przejaw rośliny, który na 12 miesięcy roku trwa przez tydzień lub dwa? Wiem, wiem… rozpoznawanie gatunków, wiem. 🙂

Ze stosu wybrałem dwie książki spełniające moje skryte preferencje etnobotaniczne 🙂 i są one dobrym przykładem na te kilka myśli jakie wyżej wyjawiłem. Z jednej strony to klasyczna i całkowicie wspaniała książka Mity i magie ziół. Czy kwiaty i liście, zapachy i znaki Zodiaku wpływają na stosunki między ludźmi? Odpowiedź tradycji Mitu i Literatury u progu Trzeciego Tysiąclecia – napisana przed 1993 r. przez Marię Immacolata Macioti dla rzymskiego Wydawnictwa Newton Compton , a z drugiej nowość: Zmysłowe życie roślin. Podręczny atlas zmysłów – Daniela Chamovitza z 2012 roku. Warto w jednym i drugim przypadku przytoczyć oryginalne brzmienie tytułów: Miti a magie delle erbe  oraz  What a Plant Knows: A Field Guide to the Senses by Daniel Chamovitz. Mity i Magie ziół przełożył Ireneusz Kania (pierwsze wydanie ukazało się w Polsce w 1998r.) i to widać, słychać i czuć – jest to przekład doskonały, a czytając tę niezwykłą książkę... zapada się w nią jak w lekkie pasemka dymu kadzidlanego. Rytm Zmysłowego życia roślin… jest zupełnie inny, a stroniczki miło (chociaż bardzo tanio…) wydanej książki skrzą się fenomenalną erudycją i efektowną rutyną wykładowcy akademickiego, który czuje jednak zmianę czasu i prowadzi też własny blog: http://whataplantknows.blogspot.com

O samej książce od autora dowiecie się więcej ze strony: http://www.whataplantknows.com

Wersja brytyjska: www.whataplantknows.com/what-a-plant-knows—uk-version

Można (nie zdradzając treści książki Chamovitza) powiedzieć, że na ponad 180 stronach autor zajmuje się czymś co dzisiaj określa się „naukowo” – neurobiologią roślin! Dla mnie najistotniejszą częścią wywodów autora jest sięgnięcie do doświadczeń samego Karola Darwina! Nie chodzi wcale o ewolucję (bo tak reagujemy na to nazwisko zgodnie ze szkolnym odruchem nazywanym od nazwiska innego naukowca niejakiego Pawłowa…), ale o bardzo interesujące doświadczenia jakie Darwin prowadził z synem nad zmysłami roślin. To co robili przypomina… wielkie osiągnięcia artystycznych instalacji uchodzących czasem za bio-art :-). Przypominam, że chodzi o Karola Darwina żyjącego w latach: 1809 – 1882. Jak się czasem przyglądam pracy kilku bio-artowców (nie wszystkich!) to chce się krzyknąć: ku… do szkoły, do szkoły! Chamovitz przytacza przykłady na tezę, że: rośliny na poziomie genetycznym są bardziej skomplikowanymi organizmami od wielu zwierząt… i w siedmiu głównych rozdzialach opisuje w sposób budzący podziw: Co widzi roślina? Co roślina może wywęszyć? Dotyk roślin. Co słyszy roślina? Skąd roślina wie, gdzie się znajduje? Co roślina pamięta? Świadoma roślina. Autor ujął mnie rozdziałem o słyszeniu u roślin, ale także wyborem cytatów otwierających każdy rozdział i np. haiku Matsuo Basho: Umilkł świątynny dzwon, lecz wciąż słyszę dźwięk dochodzący od kwiatów czy: Głazy wstawały, przemawiały drzewa (W. Shakespeare) wskazują, że sam autor nie wierzy w tezę jaką gładko (aby nie powiedzieć: rutyniarsko) wygłasza we wstępie: … rośliny…czy nie powinniśmy poświęcić kilku chwil na zapoznanie się z tym, czego naukowcy dowiedzieli się na ich temat? A Mity i magie ziół… To nie to, że książka jest dwa razy grubsza 🙂 i nawet nie to, że oparcie w tradycji i literaturze, ale głównie w praktykowaniu kontaktu z roślinami (ale nie jako obiektami badań lub instalacji artystycznych) powala i powoduje, że wszystko co doktor DC z Tel Awiwu był zdolny napisać jest jak popis eruducji podczas proszonych wykładów dla „uśrednionego” odbiorcy… Sądzę, że chodzi o to z czym czytelnik pozostaje po przeczytaniu ostatniej strony książki i czy kiedykolwiek do niej wróci? Ja z pewnością będę powracał do obydwu książek, ale z całkiem innych powodów. Do książki Chamovitza, aby przytoczyć z niej smakowity cytat, a do MIM i Jej Mitów i magii ziół dla odnowienia sił aby pokazywać etnobotanikę jako szansę na ciągle nowe odkrywanie i praktykowanie związków z roślinami ze świadomością odwiecznej tradycji. Maria Immacolata Macioti (kiedy pisała swą książkę była socjolożką na Uniwersytecie Sapienza w Rzymie): Wydaje mi się, że kwiaty odbierają sygnały zmieniającego się czasu. /…/ Żyjemy w epoce wyraźnie zdominowanej przez obraz. Teraz liczy się głównie rozpowszechnianie informacji, liczą się środki masowej komunikacji. Zdaje się, że kwiaty i drzewa o tym wiedzą. /… / Czują, rzekłbyś, zaszłe już zmiany. Wiedzą, że ludzie poszukują nowej równowagi na rozmaitych polach. Że nadal potrzebują strawy dla zaspokojenia głodu, soków dla ugaszenia pragnienia, barw i zapachów dla swoich snów. I że nadal potrzebują balsamów na swe rany, nadziei i uczuć. Oraz ideałów i sensów. Dlatego właśnie, jak sądzę, drzewa i liście, kwiaty i zioła postanowiły zejść ze swych starożytnych piedestałów, opuścić przebrzmiałe herbowe tarcze, których prestiż kojarzy się obecnie z separowaniem się od innych. Postanowiły znów kwitnąć w ogrodach, domach, w życiu codziennym, w snach mężczyzn i kobiet stających w obliczu trzeciego millenium. (Mity i magie ziół… s. 56-57).

Mało naukowe i zbyt fantastyczne? A neurobiologia roślin … 20 lat temu?

Na fotografii (która stała się logotypem cyklu Bio::Flow) jaką zrobiłem po słowackiej stronie Dunajca w Pieninach znajdziecie tradycyjną formę oznaczania granic leśnych jaką do dzisiaj praktykuje się u naszych Sąsiadów. Nacięcia wykonane na pniu olszy pokazują granice i pomiędzy dwoma oddziałami leśnymi.

bioflowlogorybie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s