Stare źródła

jabezblackJeszcze miesiąc albo dwa… i będzie zbieranie kwiatu bzu czarnego na syrop, napary i do naleśników (niektórzy chcą: racuchów)… a do tego warto mieć wygodną torbę zielarską i worki na susz… najlepiej takie – teraz są dla uczestników warsztatów etnobotanicznych, ale będą i dla wszystkich chętnych… 🙂 o czym jeszcze za kilka dni napiszę!

torbazielarskatorbazielarlog

Mimo nawału wiosennych prac w swym Rajskim Ogrodzie, Joe Hollis znalazł chwilę aby napisać kilka miłych słów do etnobotanicznie.pl i zezwolić na pokazanie kilku ciekawych aspektów swej pracy. Tak więc zapowiadam, że Joe Hollis (wpis z 28 lutego 2014) powróci i to bardzo efektownie! 🙂

W najbliższy czwartek Karpaty Magiczne (autorski projekt muzyczny, ale także badawczy, który doprowadził mnie do etnobotaniki, a obecnie do pisania nowej książki o etnobotanicznych aspektach muzyki) gra specjalny koncert na scenie Magazynu Kultury w Kolanku nr 6 przy ul. Józefa 17 w Krakowie (więcej na www.magiccarpathians.com  oraz na magic carpathians  na fejsie) i będzie to niezbyt częsta okazja do zobaczenia i posłuchania instrumentów muzycznych konstruowanych w sposób tradycyjny z wielu ciekawych roślin: bzu czarnego, brzozy, tykw, trzciny bambusowej itd. itd. Takie widzenie instrumentów i muzyki nie jest zbyt popularne, ale zawsze ilekroć je prezentuję jest przyjmowane z wielkim zainteresowaniem. Mam nadzieję, że nowa książka będzie mogła pomóc tym, których takie podejście ciekawi lub sami go praktykują. Wiele naszych płyt (opis znajdziecie na blogu http://worldflagrecords.blogspot.com ) jakie nagraliśmy przez ostatnie 15 lat (a w moim przypadku blisko 30 lat!) jest świadectwem poszukiwań tego co obecnie nazwaliśmy: symbiotic music. Wiele osób pyta o sprawy muzyczne, o płyty (prawie wszystkie można kupić wysyłkowo na portalu www.serpent.pl), o nagrania terenowe i soundwalki, ale poza krótkimi info jak ta, nie będę na etnobotanicznie.pl rozwijał tego tematu i polecam swój blog: http://plasnieciewbudyn.blogspot.com  w którym znajdziecie wiele informacji i impresji 🙂 z bardziej artystycznych niż ogrodniczych ścieżek, chociaż zapewniam, że ja tych dziedzin nie rozgraniczam zbyt ostro. 🙂 Polecam „plaśnięcie„, mimo chwilowego przestoju w zamieszczaniu wpisów, gdyż od maja zamieni się w dziennik budowania miejsca i przestrzeni gdzie granica pomiędzy naturalnym „rajskim” ogrodnictwem, alternatywnymi sposobami życia, muzyką tworzoną poza wszelkimi naciskami i modami oraz badaniami etnobotanicznymi i kulturoznawczymi… 🙂 zostanie zniesiona! 🙂

W poprzednim wpisie wspomniałem o książce na temat leśnego ogrodnictwa (mówiłem o tym także podczas Bio::Flow #3 w Bunkrze Sztuki w Krakowie i przypominam, że następne spotkanie z tej serii odbędzie się 29.04.2014 o godz. 18.00 (zapowiedzi u mnie i na http://www.bunkier.art.pl). Polecam stare książki ogrodnicze i przyrodnicze jako znakomite źródło dla inspiracji w planowaniu doboru gatunków do własnego ogrodu, ale także jako wskazanie na owoce, które mogą być dla nas odkryciem w kuchni czy leczniczych kuracjach. Podczas Bio::Flow #3 wspomniałem, że opublikuję fragment tekstu o zastosowaniach bzu czarnego (Sambucus nigra), który nawet mnie – starego entuzjastę bzu – powalił na kolana! 🙂 Jak obiecałem tak robię i poniżej znajdziecie bez, a dalej listę jaką zestawiłem z przeanalizowania (i przełożenia na język polski) tekstu dwóch rosyjskich książek o drzewach i krzewach owocowych dziko rosnących, a polecanych do ogrodu. Zaczynam od tekstu z książki fundamentalnej 🙂 z 1845 roku pt. Zielnik ekonomiczno-techniczny…. (tytuł zabiera 2/3 strony i dlatego pokaże niżej skan strony tytułowej) – tekst podaję w pisowni oryginalnej, a potem obiecana lista – mam nadzieję, że się przyda! 🙂 Dziękuję Pracowni Edukacji Żywej – Bogdanowi Ogrodnikowi i Mai Głowackiej za pożyczenie książki i współpracę, o której jeszcze na etnobotanicznie.pl będę nie raz pisał… 🙂

zielnikekonotech1

Bez pospolity. Sambucus nigra.

KLASSA V. Rząd TRZECHSŁUPKOWY.

Jest to krzew pierwszej wielkości; rozrasta się zazwyczaj krzaczasto; ale w gruncie dobrym hodowany i podkrzesywany, postać drzewa przybiera, do 20 stop wysokości i stosownej grubości dorasta. /… /

Drzewo z pni starych mianowicie od spodu, oraz z korzenia nader jest twarde, a ztąd do robót stolarskich i tokarskich bardzo przydatne. Wieśniacy biorą je na cepy. Drzewo młodych pędów po wytknięciu rdzenia, służy do zabawek dziecinnych: robią z niego sikawki i wiatrówki nabijane kłakami do strzelania. Rdzeń jego łatwo daje się szteflem wytłoczyć; robią z niego kulki do doświadczeń z elektrycznością czynionych, oraz do innych fizycznych sztuczek i ciekawych zabawek dziecinnych. Wszystkie części tego krzewu zawierają własności w medycynie nader skuteczne. Kwiat, liście i jagody z krzewów rosnących na gruncie lepszym, suchym, i wystawionych na wpływ promieni słonecznych, skuteczniejsze są od tych, które rosną w miejscach cienistych, ścieśnionych, wilgotnych, lub na gruncie chudym albo piaszczystym; zresztą mocniejszy skutek maja z krzewów, których kwiat na czerwonych rośnie szypułkach, niźli te, których szypułki są zielone.

Korzeń bzu ma własności mocno pędzące urynę, w znacznej zaś ilości zażyty sprawia womity. Zapomocą tarcia grubem suknem pozbawiony powierzchni czarnej, oddzielają się mięsiste onego części od drzewa; te utłuczone i wygniecione daja sok, któren przefiltrowany należycie, zażywa się raz jeden rano w ilości 2 do 4 łotów na puchlinę wodną, nieraz ze skutkiem nader pomyślnym.

Pod wierzchnią srebrzysto-popielatą korą gałęzi, leżąca kora zielona ma smak zrazu słodki, któren się później w ostry i gorzki zamienia; zapach jej mocny i nieprzyjemny. Kora ta zażyta w większej nieco ilości sprawia womity i wodniste purgowanie; dla tych własności używali jej dawni lekarze przeciw puchlinie wodnej. Nalana wodą lub winem udziela im całkowicie tych własności; atoli ta kora, jako też pomienione nalania dla gwałtowności skutków z wielka ostrożnością maja być zażywane. Twierdzą niektórzy, iż kora zielona skrobana do góry, womit, w dół zaś skrobana purgans sprawuje; ale mniemanie takie istnym jest przesądem, gdyż rozmaitość skutków, jakeśmy wyżej wskazali, od zażytej ilości zależy. Pączki zawierające nierozwinione liście uważają się w niektórych okolicach, jako śrzodek purgujący i krew czyszczący, i dla kuracyi wiosennej zażywają się z oliwą i octem przyprawione, jak załata; ale obfite onych zażycie wzbudza womity i purgans z rznięciem żołądka. Gotowane na zieleninę, tracą własność wzbudzania womitów, ale dość silnie rozdzielają zatkania i zaflegmienie niższego żołądka. Można je w tym celu gotować ze szpinakiem, bluszczykiem ziemnym i.t.p. W tymże celu używano niegdyś wyciśnionego z pączków soku. Atoli jest to śrzodek zbyt gwałtownie działający; lepiej jest: weź 1 łot miałko pokrajanych pączków, nalej 4 funty wina francuzkiego, postaw w miejscu ciepłem na dni cztery, zlej wino z mętów i używaj go co ranku naczczo 1 do 2 łyżek stołowych.

Liście świeże służą do zewnętrznego użycia, a mianowicie, utarte i przyłożone na miejsce sparzone pokrzywą, na ukłucie osy lub pszczoły, na lekkie sparzenie ogniem i na rozpędzenie obrzękłości wodnistych, wielce są skuteczne. Też liście uparzone w mleku i przyłożone na zaognione bolesne węzły i guzy hemoroidalne rychła ulgę przynoszą. Najczęściej zażywa się w lekach herbata z suchego bzowego kwiata (1/2 do 1 łota kwiatu i kilka filiżanek wody wrzącej); ta ilość nieraz zażywa się jako śrzodek sprawiający poty, antispazmatyczny i wiatry pędzący; działanie jego w tym względzie jest łagodne, dla tego to we wszystkich przypadkach, gdzie czynność organów skórnych podnieść wypada, herbata kwiatu bzowego użytą być może bez obawy, chociażby nieco gorączki widzieć się dawało. Herbata z kwiatu świeżego bardziej porusza stolec niż poty; zapach też jego w tym razie odurza nieco i usypia. Odwar kwiatu z serwatką ma być pewnem lekko popędzającem lekarstwem dla dzieci w puchlinie częstokroć następczej po szkarlatynie. Zewnętrznie używa się kwiat bzowy, albo utarty na proch na suche materacyki wespół z innemi ziołami, jako to: rumiankiem, majranem, miętą pieprzową it.p., w zapaleniach łagodnych, obrzękłościach róży i reumatycznych, w bolach uszu i zębów, albo jako dodatek do rozmiękczających kataplazmów; alboli też nalane ukropem do naparzań, płókania gardła, lewatyw i wanien. Para herbaty bzowej nieco zaprawionej octem wciągana przez nos i usta, bardzo jest skuteczna w uporczywych kaszlach i zaflegmieniu piersi. Zbiór kwiatów ma się czynić w dniu suchym, pogodnym, przyczem nieźle jest brać część baldaszków niezupełnie rozkwitłych i nim je słońce ogrzeje. Po oczyszczeniu z długich ogonków, rozpuszczają się do suszenia w miejscu ocienionem, przewiewnem, cienko na papierze lub obróconem rzeszocie , albo też między dwoma płótnami, obracając je kilkakroć na dzień, aż należycie wyschną. Z jagód dojrzałych świeżo zebranych gotuja się zdrowe zupy, robią powidła i te zażywają z chlebem na pokarm. Powidła dobrze wygotowane przez kilkanaście lat dobrze się zachowują; używane w potrzebie na raz 1-2 łotów, rozcieńczywszy je nieco wodą, przedziwnem są domowem lekarstwem, działającem na stolce, urynę i poty. Jagody bzowe sa dla kur trucizną śmiertelną. Nasiona opłókane czysto i ususzone na wietrze, potem skropione winem lub wódką, ogrzane i tłoczone w prasie, dają 1/8 część swojej wagi brunatnozielonego, słabo pachnącego olejku, którego 20 do 40 kropel zażytych w filiżance bulionu, a nawet zewnątrz do nacierania nim żołądka użyty, mocny sprawuje purgans. Olejek ten używa się z dobrym skutkiem do nacierania stwardniałych gruczołów, guzowatych odziębień it.p., a nakroplony na bawełnę przykłada się na bolejące dziurawe zęby. Zresztą nalane wino na przetłuczone nasiona, gdy naciągnie, używa się po 1 do 2 łyżek, jako wyborny śrzodek do przywrócenia utraconego apetytu i pobudzenia żołądka zamulanego do większej czynności. Huba Kustrzebka uszkowa (peziza auricula L.) w kształcie ludzkiego ucha rosnąca na starych pniach bzowych od strony północnej, moczona w wodzie różanej aż do rozmięknienia na galaretę, przykłada się z pomyślnym skutkiem na zapalone bolące oczy. /… /

s.142-146 w: ZIELNIK Ekonomiczno-Techniczny czyli opisanie drzew, krzewów i roślin dziko rosnących w kraju, jako też przyswojonych, z pokazaniem użytku ich w Ekonomice, Rękodziełach, Fabrykach i Medycynie domowej, z wyszczególnieniem jadowitych i szkodliwych, oraz mogących służyć ku ozdobie ogrodów i mieszkań wiejskich ułożony dla gospodarzy i gospodyń przez Józefa Gerald-Wyżyckiego, Wilno 1845

A teraz lista drzew i krzewów owocowych dziko rosnących na terenie Rosji, a polecanych do ogrodu.

  1. Agrest

  2. Aktynidia

  3. Aronia

  4. Berberys

  5. Bez czarny i pozostałe gatunki dzikich bzów

  6. Czeremcha

  7. Cytryniec chiński

  8. Dereń jadalny

  9. Głóg

  10. Grusza

  11. Irga

  12. Jerzyna

  13. Jabłonie

  14. Jałowiec

  15. Jarzębina

  16. Kalina

  17. Malina

  18. Pigwa

  19. Porzeczka

  20. Rokitnik

  21. Róża

  22. Śliwa

  23. Wiciokrzew

  24. Wiśnia

Z książki pt. Leśne rośliny w waszym ogrodzie, B.S. Ermakow, Moskwa 1988

Dodatkowo:

  1. Ognik szkarłatny

  2. Oliwnik

  3. Pigwowiec

  4. Mahonia

  5. Morwy

  6. Żurawina

  7. Winorośl amurska

  8. Szeferdia (pokrewna oliwnikom)

Z książki pt. Dziko rosnące owoce i jagody, W.P. Pietrowa, Moskwa 1987

Za kilka dni opiszę całkowicie obezwładniające kompendium wiedzy (2 tomy) 🙂 na temat symbolicznych i rytualnych roślin Europy z mojej prywatnej biblioteki.

 

 

Forest garden

forestgardencover

Jest tak wiele typów ogrodów i sposobów uprawy roślin jak wielu jest pomysłowych ludzi i poszerza się wiedza na temat tego co sprzyja rozwojowi konkretnych gatunków. Trudno byłoby wprowadzić jakieś podziały i zestawienia bez popadania w całkiem zbędne teoretyzowanie… a jednak sporo ludzi szuka podpowiedzi i trochę chociaż przetartych dróg. Wydaje się, że ogrodnictwo można by podzielić na mikro (parapetowe, balkonowe, dachowe, elewacyjne, pokojowe z roślinami w donicach, pojemnikach, bez pojemników (string gardens, w pewnym stopniu także hydroponika), miejskie (małe ogrody przy domu, społecznościowe ogrody, dzikie ogrody powstające w wyniku guerrilla gardening itp.), ogrody duże (ogrody i sady, ogrodnictwo typu forest garden albo wg. opublikowanego wcześniej na tym blogu manifestu -rajskiego ogrodnictwa-, plantacje ogrodnicze i intensywne formy upraw ogrodniczych itp. Zapewne istnieje wiele form przejściowych, modyfikacji i ogrodów złożonych z kilku różnych sposobów uprawy roślin na jednym terenie.

Bardzo ciekawe wydaje się urządzanie i prowadzenie tzw. forest garden. W swej istocie to odmiana „rajskiego ogrodu” wg. teorii i praktyki Joe Hollisa, ale nieco bardziej intensywna. W Karpatach jest wiele przykładów na tradycyjne uprawianie wielu roślin w strefach utworzonych pomiędzy ogrodem, polem uprawnym, a lasem i naturalnymi łąkami. W teorii próbowano tam ustalać tzw. granicę rolno-leśną nie dostrzegając, że najciekawszym miejscem jest sama strefa graniczna, która nie da się podsumować nawet najgrubszym pisakiem na mapach planowania przestrzennego.

Istnieje cały ruch tworzenia leśnych ogrodów i od lat korzystam z jednej z wielu publikacji pt. How to make a Forest Garden autorstwa Patricka Whitefielda. Na obrazku z tej książki autor pokazuje 4 arowy ogród leśny (ale w mieście!), z którego w sezonie właściciele uzyskują około 1,5 tony owoców i jarzyn… pracując w nim średnio 4 godziny w tygodniu… ! A są ludzie, którzy twierdzą, że przemysłowe ogrodnictwo jest wydajne… ale przy jakich nakładach pracy i przy zgodzie, że będziemy się podtruwali chemią stosowaną w takich uprawach.

UWAGA: Bio::Flow #3 to wprowadzenie do ogrodnictwa i projektowanie ogrodów oraz trochę teorii w postaci manifestu Joe Hollisa i zestawu gatunków drzew i krzewów owocowych dziko rosnących, a zalecanych do ogrodów…(to ja 🙂  ) plus: wprowadzenie do: HORTITERAPIA – dr Bożena Taranek z UR w Krakowie – a także bardzo interesujący, artystyczny projekt CHWASTY – zaprezentuje go autorka Karolina Grzywnowicz, a chodzi w nim o roślinne ślady kultury… To 25 marca 2014 roku! Będzie też zapowiedź dobrego miejsca dla ogrodników i poszukiwaczy przypraw itd. czyli Stragan Ekologiczny na Placu na Stawach w Krakowie!!!

To tylko mały przyczynek do dwóch spotkań (marzec i kwiecień) w Bunkrze Sztuki w Krakowie z mojego cyklu Bio::Flow… będziemy mówili o wielu interesujących praktykach ogrodniczych. Informacja o Bio::Flow poza moim blogiem jest dostępna na http://www.bunkier.art.pl

forestgardenilustr

Warsztat w Czerwonym Klasztorze – ostatnie ustalenia

czerwonydziedzin3

Lista uczestników warsztatu w Czerwonym Klasztorze od pewnego czasu jest już definitywnie zamknięta! Dla tych, którzy chcą dołączyć do mojej etnobotaniki terenowej i botaniki krytycznej mam następny termin: 19-22.06.2014 w Górach Lewockich na Słowacji. Program tego warsztatu (program oparty będzie wokół roślin w tradycji celebrowania letniego przesilenia – 21.06.2014, a także wokół rytualnych form muzycznych) opublikuję w kwietniu.

Grupa warsztatowa w Czerwonym Klasztorze zapowiada się zupełnie wyjątkowo i z wielką przyjemnością i satysfakcją ogłaszam dodatkowe punkty programu i udział Gości: poza zapowiadanymi: prof. Andrzejem Chlebickim i dr Anną Nacher wysłuchamy (ale i weźmiemy udział w zajęciach warsztatowych) także: dr Maję Głowacką i dr Bogdana Ogrodnika czyli Pracownię Edukacji Żywej (dwa zajęcia warsztatowe!), dr Wojciecha Puchalskiego z The Nature Laboratory (wyniki własnych badań nad somą, boskim napojem z WED), mgr Małgorzata Braun z Pienińskiego Parku Narodowego zapozna nas z działaniami i problemami Parku, Barbara Wojnar (stała uczestniczka moich warsztatów) opowie o swoich doświadczeniach z żywokostem (a doświadczenia te są oparte o dramatyczne wypadki!), odwiedzi nas (a może nawet poprowadzi w Haligovskie Skałki) sam dr Vladimir Klc – dyrektor Pieninskeho narodneho parku (czyli Pienińskiego Parku Narodowego po słowackiej stronie Dunajca). W związku z takimi zmianami, także i ja dokładam nowe zajęcia (a liczę na pomoc fotograficzki i designerów, którzy są na liście warsztatowej) z fotografii bezkamerowej! Będzie to cyjanotypia – łatwa i możliwa do przeprowadzenia w terenie technika wynaleziona w 1842 roku przez Sir Johna Herschela. Tym warsztatem odniesiemy się do bardzo ciekawej, pionierskiej i znanej w świecie botaniki dokumentacji przyrodniczej alg i paproci jakie wykonała Anny Atkins (1841-1851).

Przypominam, że spotykamy się w Szczawnicy 30.04.2014 (środa) o godzinie 16.00 przy dworcu autobusowym. Ostateczny wymarsz odbędzie się z letniej jadalni Chaty Pieniny w Lesnicy (około 40 minut mieszo, wygodną drogą z centrum Szczawnicy wzdłuż Dunajca pod prąd rzeki 🙂  ) na Słowacji o godzinie 17.00 Dobra wiadomość: organizujemy transport bagażu z Chaty Dunajec do Czerwonego Klasztoru, aby pierwszy etap pieszej wędrówki był maksymalnie swobodny. Koszt tego podwozu bagażu nie jest jeszcze ustalony, ale nie będzie przekraczał 3-4 EUR od osoby przy minimalnej grupie zainteresowanych 10-15 osób. Proszę o informacje w razie gdyby ktoś z uczestników miał problemy z dostosowaniem się do podanych godzin i miejsc: jest wiele różnych możliwości dotarcia do Czerwonego Klasztoru i bez trudu znajdziemy alternatywne wyjścia. Informacje proszę przesyłać (najlepiej nie w ostatniej chwili!) wyłącznie mailem na mój adres: marek.styczynski@gmail.com

Carsten Höller i jego magiczne grzyby

somacarstenholler

Najbliższe dwa spotkania cyklu Bio::Flow zaplanowałem jako wyprawy w świat alternatywnego ogrodnictwa. Sądząc po zainteresowaniu manifestem Joe Hollisa, temat „ogrodowy” wiele dla Was znaczy, a i ja uznaję go za podstawowy w praktykowaniu uważnego kontaktu z roślinami. Mój zamysł, aby zaryzykować spotkanie artystów, kuratorów sztuki, ogrodników, rolników, leśników, biologów i działaczy społecznych w jednym miejscu i to wokół kreatywnych rozwiązań na poprawę codzienności, a nie akcji prostestacyjnej 🙂 okazuje się nie całkiem szalony. Ma też on wiele warstw, które staram się budować na podstawie swoich własnych doświadczeń. Jednym z takich doświadczeń jest pewna utarta wizja jednowymiarowości zawodowej. Plastyk potrafii coś namalować, muzyk zagra, leśnik zasadzi drzewo, ogrodnik zbiera truskawki, rolnik sieje zboże, biolog wypatruje coś pod mikroskopem, a działacze społeczni nie mogą się nadziwić dlaczego ludzie nie chcą niczego zrobić na rzecz wspólnoty, szerszej niż żona/mąż i dziecko. Już w Zielniku podróżnym postarałem się aby naszkicować wstępnie jak rośliny inspirują artystów i także to, że wielu biologów, leśników… było/jest także artystami i chce się im chcieć zmieniać świat na bardziej przyjazny. Jest ciekawym doświadczeniem, że rozdział ten w pierwszej przymiarce do druku Zielnika… jako pierwszy wyleciał z książki, bo Wydawca nie widział sensu w mieszaniu roślin i sztuki 🙂 ej, boy! Na szczęście dla Zielnika… zmienił się Wydawca i ten ostatni nie miał nic przeciw takiemu „pomieszaniu”. Zauważyłem w wielu kontaktach na temat Zielnika…, że tzw. „zawodowcy” z kręgu przyrodoznawstwa nie specjalnie doceniają tę część książki. Nie raz słyszałem, że lepiej byłoby dać więcej kolorowych zdjęć roślin i standardowych (do bólu…) opisów gatunków… bo tak potwierdza się u nas „naukowość” dzieła. Miałem i mam całkiem inne zdanie, a sam mogę się wystawiać jako przykład na to, że można i warto przekraczać utarte schematy działania/bycia/mentalności. Dla dodania (poza sobą 🙂 ) konkretnego i ciągle żywego przykładu, na to co można zrobić startując ze środowiska nauk przyrodniczych w całkiem inne (?) rejony … opiszę krótko sylwetkę i prace bardzo inspirującego artysty. Głębiej poszukacie sami z pomocą internetu, który ma więcej wspólnego z drzewami i ich systemem komunikacji niż się to niejednemu „informatykowi” wydaje. 🙂

Carsten Höller urodził się w 1961 roku z niemieckich rodziców pracujących w Belgii i uznaje się go za artystę belgijskiego… mieszkającego i pracującego w Szwecji, a ostatnio poza Sztokholmem także gdzieś w Ghanie. W czasie studiów rolniczych zajmował się z pasją interesującymi aspektami rozwoju i komunikacji owadów. Interesował się np. mszycami. Na ten temat napisał i obronił doktorat, a tytuł dysertacji brzmi – Efficiency analysis of the Parasitoides of Careal Aphids. Po obronie doktoratu zajmował się jeszcze czynnie entomologią do lat 90. XX wieku. Jednocześnie zajął się sztuką i stworzył wiele niezwykle interesujących instalacji, obiektów i pokazów. Dla mnie najważniejsze z nich to: Vertigo Bells z 1997 (dwa spiżowe dzwony han… nawet nie będę kończył…), Upside Down Mushroom Room z 2000 r., SOMA z 2010 roku oraz Giant Triple Mushroom z 2012, a także Valerio I, Valerio II i Psycho Tank… Kiedy przyglądam się pracy Hollera to utwierdzam się w przekonaniu, że są artyści, z twórczości których inni czerpią pełnymi garściami, ale z trudnych do pojęcia powodów oni sami pozostają w strefie cienia. Przyznać trzeba, że ten cień w przypadku Carstena Höllera mógłby być celem kariery wielu artystów z naszej, krajowej niszy możliwości.

Instalacja SOMA to 12 reniferów odpoczywających pośród gigantycznych grzybów nawiązujących formą do muchomora czerwonego. Soma, przypomnę mniej zorientowanym, to mityczny boski napój dający niezwykłe moce (w sensie wyobraźni, kreatywności), o którym pisano już w Rigwedzie (ma pewnie z 5 tys. lat i jest świętym tekstem wchodzącym w skład czterech Wed – podwalin Hinduizmu, jednej z najstarszych religijnych koncepcji świata). Czym była soma? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi i dyskusja trwa… ale wielu badaczy przychyla się do tego, że głównym składnikiem tego napoju był właśnie muchomor. Aktualnie nauczający „konopni misjonarze” (czy można by ich nazwać misjonarzami paździerzowymi ? co bardziej odzwierciedla zakres ich wiedzy o konopiach) oczywiście widzą (!) w somie wywar z konopii lub haszyszu (uzyskiwanego z kwiatów konopii), ale nie wdając się w te akademicko-rynkowe spory, nie wydaje mi się, aby łatwo dostępna dla wszystkich włościan roślina miała być głównym elementem, świętego i dostępnego jedynie bogom, napoju rytualnego. A co do tego mają renifery…? Oj mają, mają i polecam Vaggi Varri. W tundrze Samów (książka ciągle dostępna jest w Wydawnictwie Alter) gdzie wiele o reniferach i etnobiologii Samów pisałem wraz ze współautorką. 🙂 W wielkim skrócie: renifery uwielbiają grzyby, a bardzo smakują im także owocniki muchomora czerwonego (Amanita muscaria), a wdrodze wzajemnego udomawiania ludzi i renów 🙂 (bo moją tezą jest, że ludzie nauczyli się bardzo wiele od reniferów będąc z nimi bardzo długo tj. tysiące lat w specyficznej symbiozie podobnej raczej do pasożytnictwa ludzi na reniferach niż do jakiegoś układu wzajemnych korzyści) ludzie nauczyli się zjadać te grzyby i korzystać z ich właściwości przez picie moczu reniferów objedzonych grzybami o halucynogennych właściwościach (soma?). Renifery leżące na piasku wokół wielkich Amanita w największej sali wystawowej galerii sztuki współczesnej Hamburger Bahnhof w Berlinie w 2010 roku… ej, boy. Ta Galeria jest moją najbardziej ulubioną i zawsze coś tam znajduję dla siebie, bardzo polecam! Jeżeli dobrze poszukacie to na moim drugim blogu http://plasnieciewbudyn.blogspot.com znajdziecie opis wiszących ogrodów – instalacji prezentowanej w tej samej Galerii i sali w Berlinie kilka lat temu.

Inna praca Carstena Höllera to:  Upside Down Mushroom Room, to interesująca instalacja z wielkimi grzybami pokazana w 2000 roku w Mediolanie na zaproszenie Fondazione Prada, ale także pokazywana później (2005) w ramach wystawy zatytułowanej ECSTASY w Los Angeles. Widać więc, że temat nie jest jedynie powierzchowną przygodą autora w ramach aktualnie modnej estetyki, ale powierzchowna opinia (panująca u nas ciągle) byłaby taka, że oto absolwent rolnictwa i entomolog porzucił zawód i zajął się sztuką (w domyśle: przestał być poważnym człowiekiem), a wiele lat jego studiów i dociekań poszło na marne… 🙂 Pewną radością i zadośćuczynieniem za lata, gdy jako absolwent leśnictwa nie mogłem przecież z definicji  „znać się na sztuce”, jest fakt, że tego rodzaju twórczość ma dla mnie dodatkowe i – nie jestem pewny czy zauważane/uświadamiane w pełni przez licencjonowanych „znawców sztuki” – walory, znaczenia i konteksty. 🙂

W pierwszej połowie lutego 2014, w drugiej mojej ulubionej galerii sztuki współczesnej jaką jest Moderna Museet w Sztokholmie z wielką radością już od samego wejścia zobaczyłem kilka wielkich grzybów Carstena Höllera. Instalacja umieszczona na wielkim korytarzu Galerii pełnym ludzi zatytułowana była Giant Triple Mushroom i pochodziła z 2012 rok. Niżej zamieszczam kilka z własnych fotografii  gigantycznych grzybów złożonych (zrośniętych?, genetycznych hybryd?, różnych stron „osobowości” i właściwości Amanita i pokrewnych gatunków…?) pod jakimi wielokrotnie przechodziliśmy z A. i Tomkiem Hołujem…

Kochani „znawcy sztuki” … umiecie coś na ten temat powiedzieć poza słowem „instalacja”… i poza tym co zasugerowałem wyżej, a co w każdym przypadku należy do sfery nauk biologicznych i bioetyki?

Nad wpisem umieściłem fotografię Tomislava Medaka zaczerpniętą z Wikipedii i zatytułowaną: Carsten Höller Soma Hamburger Bahnhof reindeer closeup. Dziękuję Ci TM i Wiki za niekomercyjne użyczenie! jako i ja użyczam!

amanitamoderna1amanitamoderna2amanitamoderna3amanitamoderna5amanitamoderna7amanitamoderna8amanitamoderna8ja