Jabłroń

jablka

Jabłka, to owoce niewielkich, ale regularnie ukształtowanych drzew jabłoni (Malus sp.), które pochodzą z naturalnych stanowisk kilku gatunków jabłoni, m.innymi rosnącej w Polsce jabłoni dzikiej (Malus sylvestris). Północna granica naturalnego zasięgu dzikich jabłoni biegnie przez środkową Szwecję, Finlandię, Rosję aż daleko w głąb Azji. Od dzikich jabłoni pochodzi wiele odmian jabłoni ozdobnych (pięknie kwitnących!) i jabłoni owocowych (Malus domestica), dających dziesiątki typów i odmian jabłek. Już w I wieku n.e. w Rzymie znano około trzydziestu (!) odmian jabłoni domowej. Poza Drzewem Wiedzy z biblijnego ogrodu (gdzie jabłoń została umieszczona dopiero około V wieku przez teologa Gallusa i zastąpiła granat, pigwę, a może jedynie słowo: „owoc”), jabłoń jest niezwykle ważna dla źródeł kultury celtyckiej, gdyż Avalon – celtycki raj (wyspa), pochodzi od nazwy jabłka w miejscowych językach (afallen, abhal). Sady w hrabstwie Somerset (… i Glastonbury, Tor) to avalonia, kraina sadów jabłoniowych. Jabłka wiązano z Demeter i Afrodytą, boginiami płodności i miłości. Warto zauważyć, że „płodność” w aspekcie Demeter to nie całkiem jednoznaczne określenie i często ma zabarwienie „organiczności” czyli raczej potencjału rozwoju (nie tylko rozmnażania), co w aspekcie dzisiejszej wiedzy o dobrym działaniu jabłek na mózg widzimy nieco klarowniej. Zawartość potasu, żelaza, witamin (m. innymi: E i A) i wielu innych substancji plus naturalne słodycze i subtelne walory smakowe i zapachowe czynią z jabłek jedno z najstarszych i najprzyjemniejszych lekarstw i środków zapobiegających chorobom. Angielskie powiedzenie: jedno jabłko dziennie trzyma lekarza z daleka, jest w pełni uzasadnione.

Istnieją karpackie ryty związane z jabłkami (Rumunia, zwyczaje ślubne), zwyczaje kultywowane we Francji i wielu innych krajach. Wszystkie one bazują na geście darowania jabłka jako akcie ofiarowania miłości, zachowaniu zalotnym. 

Poza Europą z owoców dzikich jabłoni korzystali mieszkańcy Chin, Japonii i Ameryki Północnej. Ci ostatni wykorzystywali także liście rodzimych jabłoni!

Wracając na chwilę do wiedzy Druidów, kaplanów i mędrców (bo jak wiemy, nie zawsze idzie to w parze…) Celtów (a warto coś o Nich wiedzieć, bo już 2,5 tys. lat przed Chrystusem rozprzestrzeniali się pod całej Europie, aż po Indie…) przypominam, że jabłoń ma główną konotację: piękno, kolor: zieleń, zwierzę symboliczne/patronujące jabłoni to jednorożec, a miesiąc jabłoni to 2-29 września.

W świetle tej garści informacji na temat jabłoni i jej owoców, warto rozważyć komu się jabłka oferuje, kto boi się dobrostanu mózgów obywateli i zauważyć, że walczyć można nie tylko na froncie, gdzie chwilowe przewagi mają ludzie nie stosujący zasad czyli najemni bandyci. Z jabłek można zrobić szlachetną jabłroń i użyć jej dla długoterminowych przewag.

 

Reklamy

FitoBunkier

bunkiertykwa

Od stycznia do końca maja tego roku spotykaliśmy się w Bunkrze Sztuki w Krakowie aby przyjemnie i mądrze dryfować z aktualnymi prądami miejskiej ekologii. Pod koniec cyklu wykładów wyszliśmy z ukrycia w undergroundowej sali BS, aby wprowadzić nieco roślin do otoczenia budynku i towarzyszącej mu knajpki. Pierwotnie, miało to być działanie w nurcie fitoremediacji i zaplanowałem budowę czasowej instalacji pokazującej jak w prosty sposób można z pomocą roślin tworzyć strefy sprzyjającego nam mikroklimatu. Stało się inaczej. Dyrekcja BS i kuratorka BioFlow – Ania Lebenstein, zaproponowała mi zagospodarowanie wąskiego paska miejskiego klepiska (kategoria: miejskie klepisko jest często widocznym sposobem użytkowania ziemi 🙂 w miastach). Miałem wiele wątpliwości i obaw o losy ewentualnych upraw, ale wyzwanie przyjąłem i powstał projekt na piśmie. Na jego podstawie BS zakupił nasiona, rękawiczki, ziemię, nawozy, sadzonki, szpadle… a ja zaprosiłem do współpracy prof. Piotra Siwka (miał bardzo ciekawy wykład w cyklu BioFlow) z Wydziału Ogrodniczego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i prywatnie mojego przyjaciela, pasjonata i znawcy Bułgarii, roślin, muzyki tradycyjnej… Tak powstały teoretyczno-ekonomiczne zręby do miejskiego czynu! Wszystkie wątpliwości ustąpiły kiedy, licząc na góra trzy osoby chętne do pomocy… zobaczyłem kilkadziesiąt uśmiechniętych twarzy i tłumek ludzi niecierpliwie czekających na akcję ogrodniczą… Pamiętam, że zabrakło łopat i sporo osób sadziło rośliny … łyżkami pożyczonymi z kawiarni! 

Mój projekt (obliczony na dwa kolejne lata realizacji) uwzględnia trzy warstwy roślin: kilka gatunków mięt, ozdobną kapustę, paprykę, dynie – w tym: olbrzymią, kabaczki i cukinie w warstwie dolnej, fasola ozdobna, topinambur, lilie miały tworzyć warstwę średnią, a tykwa (specjalna lina, zawieszona starannie pomiędzy dwoma drzewami, miała być oparciem dla tej wspinającej się chętnie rośliny) stworzyć miała warstwę wysoką i zagospodarować część nadziemną. Największe straty poniosły lilie, które w pierwszej fazie wzrostu (mało widoczny, czerwonawy „pąk” ledwo wystający z ziemi) były wydeptywane, a obecnie są wyłamywane (dla kwiatów?), co nie jest końcem tej formacji, bo rośliny te pełne gabaryty osiągają w drugim roku po posadzeniu cebul. Lilie jeszcze będą miały swój czas… Reszta roślin rośnie całkiem przyzwoicie, a kilka osób się nimi opiekuje, kilkanaście zagląda do nich, a kilkadziesiąt myśli o nich ciepło… Czyż BioFlow nie zaprowadziło nas w dobre rejony miejskiego środowiska? Jest wiele do załatwienia i poprawienia pod transparentem: NIE! , ale wiele da się zrobić pod sztandarem: TAK!

Na moich fotografiach z 27.07.2014 – FitoBunkier:

bunkierpapryczki

bunkierdynia

bunkierkapusta

bunkierparmieta

bunkiertopin

Noc Letniego Przesilenia – relacja Andrzeja Chlebickiego

Agnifinal

Taki tytuł nosi relacja z warsztatów – można ją ściągnąć po kliknięciu na linka 🙂

Bez czarny wkracza w popkulturę!

stevenfujarista2

Będzie o tym, jak największy europejski tradycyjny flet nazywany fujarą pasterską lub fujarą detwiańską, który wyrabia się z bzu czarnego przez wiercenie (nie rozcina się pnia, instrument jest zawsze z jednego kawałka drewna) i na którym gra się trzymając instrument pionowo (!) wkracza do światowej popkultury.

Pod koniec lat 90. XX wieku 🙂 moje zainteresowanie muzycznymi aspektami obecności bzu czarnego w kulturze, przybrało formy przemyślane i zorganizowane. Z pomocą Fundacji Stefana Batorego i w oparciu o własną galerię Stary Dom udało mi się opracować sporo informacji na temat fujary pasterskiej (projekt pt. Wiele narodów, jeden bioregion – powrót do korzeni muzycznych pogranicza Polski i Słowacji zakończony w 1999r.), które posłużyły jako baza do kilku sporych tekstów opublikowanych w różnych periodykach, a także do napisania rozdziału Fujara pasterska w mojej i A. pierwszej wspólnej książce Ucho jaka. Muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe (Wyd. Bezdroża, s. 178-184, książka jest obecnie dostępna w formatach elektronicznych). W Zielniku... przy okazji pisania o bzie czarnym także sygnalizuję jego bardzo ciekawe aspekty muzyczne. Pisanie o instrumentach wypływa u mnie wprost z fascynacji możliwościami dźwiękowymi i muzycznymi i z tego, że gram na ich starannie dobranej kolekcji. Podobnie jest z fujarą pasterską i mogę polecić swoje nagrania na fujarę pasterską jeszcze z okresu pracy grupy Atman,  a fujara z Dietvy stała się prawdziwie ważnym instrumentem w Karpatach Magicznych i moim indywidualnym projekcie eksperymentalnym Cyber Totem. Polecam Cyber Totem w wersji World Flag Records; opis na:  http://worldflagrecords.blogspot.com a sprowadzić można z http://www.serpent.pl

Od zawsze traktowałem ten fascynujący instrument jako indywidualność w świecie fletów i nie pamiętam abym nagrał jeden utwór o charakterze folklorystycznym. 🙂 Podróżując po świecie zawsze z zainteresowaniem przyglądam się zastosowaniom fujary pasterskiej i jej aktualnie powstającym klonom w rodzaju fujary szlanej, plastikowej… Do tego tygodnia, fujara pasterska (i bez czarny, jej prawdziwa podstawa) zajmowała raczej niewielkie, ale bardzo wysmakowane rejony muzyki improwizowanej, czasem nowego jazzu i podobnych środowisk, poza – rzecz jasna – tradycji kultywowanej na Słowacji. Dobrze pamiętam ile śmiechu w Polsce było z tej mojej fascynacji zjawiskowym instrumentem z góry Pol’jana koło Zvolenia…a przycichł dopiero gdy fujara znalazła się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO! Chwilę „później” w Polsce „wszyscy” już grali na fujarach, a teraz jest jak zwykle…

Od dzisiaj 🙂 fujara pasterska (fascynująca forma świata kultury i medycyny stworzonego przez bez czarny) trafiła do świata globalnej popkultury… 🙂 A hitoria tego jak to się dzieje, powinna zainteresować etnobotaników nie poprzestających na zainteresowaniu roślinami jadalnymi! Kilka tygodni temu zamówiłem bardzo specjalną fujarę pasterską (poza strojeniem i technicznymi sprawami wyrobu jest przystosowana do transportu samolotem w klasie: bagaż podręczny! mimo, że ma pod 180 cm długości) u Martina Brxa – jedynego na Słowacji wytwórcy tego rodzaju instrumentów o zawodowych parametrach. Kiedy ustalaliśmy szczegóły, otrzymałem wiadomość, że powstaną dwie bardzo podobne (ale nie identyczne, bo to nie fabryka…) bo ktoś z USA zamówił flet podając te same wymagania. Dzisiaj dostałem kilka fotografii tego „kogoś”, a fujara już poleciała do USA! Bez czarny zachwycił i wciągnął w swoją orbitę nawet tak twardego zawodnika jakim jest Steven Seagal! Mam tylko nadzieję, że p. Martin nie opowiedział p. Stevenowi o jednym z licznych pobocznych zastosowań fujary pasterskiej czyli samobronie po wyjściu z karczmy…

Uczestnicy warsztatów w Górach Lewockich pewnie pamiętają, że wspominaliśmy z A. kilka razy, że Steven Seagal jest na Słowacji ze swoim zespołem muzycznym (tak, tak… nie tylko film) i z pokazem sztuk walki zorganizowanym na wsi… Niektórzy potraktowali te informacje pewnie jak naszą ekstrawagancję lub żarcik… ale pewnie i ja tak zareagowałbym gdybym się dowiedział, że Steven w tym czasie ogrywa fujarę pasterską… Fotografie i prasówka dzięki uprzejmości p. Martina!

stevenfujarista1stevenfujaristapress