Program majowego warsztatu w Biotopie Lechnica!

3Kzlechnicy

Jest już koniec marca i czas na zapowiadany program warsztatów etnobotanicznych na początku maja 2015 roku!

Tematów jest sporo, kilka z nich to rozwinięcie interesujących zagadnień omawianych w 2014 roku, są też oczywiście całkiem nowe. Z przyjemnością i dumą informuję, że część pokazów przeprowadzimy we własnym miejscu na słowackim Zamagurzu, czyli w budowanym od lipca 2014 roku Biotopie Lechnica. Warsztaty majowe będą symbolicznym otwarciem Ośrodka Praktyk Bioregionalnych Biotop Lechnica – niewielkiego gospodarstwa z zabudowaniami i ogrodem, które konsekwentnie zmieniamy w permakulturę. Sporo na temat kolejnych prac i środowiska, którego częścią jest Biotop Lechnica znajdziecie na osobnej stronie: www.biotoplechnica.eu Znajdziecie tam także relacje z praktycznych zastosowań etnobotaniki i permakultury, bo jestem pewny, że wiedza i doświadczenie powinny być weryfikowane w praktyce. Projektowanie ogrodu i jego realizacja w terenie to dwie różne sprawy i odmienne doświadczenia. Etnobotanika jest dziedziną, której należy bronić przed zbytnim akademizmem, bo jej źródła kryją się w bezpośrednim doświadczeniu i miejscowej wiedzy budowanej przez całe pokolenia, a także dlatego, że jest ważnym elementem stylu życia. Tym bardziej z radością tworzymy nasze małe, górskie siedlisko, które zaskakuje swoją różnorodnością i złożonością. Jest to żywa lekcja, wyzbyć się dogmatycznych przekonań i zbytniego teoretyzowania. Ogród permakulturowy i sąsiadujące tereny najbardziej czystego ekologicznie regionu Słowacji dają nadzieję na stworzenie miejsca otwartego, trwale żywego warsztatu pracy i studiów nad roślinami. Tak jak blog etnobotanicznie.pl był w założeniu miejscem dla umieszczania informacji poszerzających to, co udało mi się zasygnalizować w ograniczonej objętością i kosztem druku książce Zielnik podróżny…, tak Biotop Lechnica staje się miejscem//// realizacji wiedzy etnobotanicznej, praktykowania muzyki i innych rodzajów sztuki oraz kolekcją ważnych dla ludzi roślin, a także dobrym miejscem na bibliotekę. Jestem pewny, że najistotniejszym doświadczeniem kontaktu z roślinami jest bezpośrednia praca z nimi. Pracy w Biotopie Lechnica nie zabraknie pewnie nigdy…

tarninalog3

Jak wszystkie tego typu projekty, także i ten wymaga finansowania. Zastanawiamy się nad wyborem dobrego rozwiązania, które realnie pomogłoby w konkretnych i niezbędnych inwestycjach oraz jednocześnie gwarantowałoby swobodę działania. Społeczne formy partycypacji wydają się być w naszym wypadku właściwe w tym stadium budowy Ośrodka – dlatego od 31 marca 2015 roku rozpoczynamy kampanię zbierania funduszy za pomocą znanego portalu. Możecie pomóc zaglądając na https://polakpotrafi.pl/projekt/biotop-lechnica

Biotop Lechnica leży po słowackiej stronie Dunajca i nazwa portalu PolakPotrafi.pl w naszym przypadku jest specjalnie zobowiązująca!

Zbieranie wpłat ma umożliwienić organizację warsztatów i spotkań – każdą wpłatę z radością odnotujemy i nagrodzimy upominkami oraz specjalnymi wydarzeniami. Zarowno ogród, jak i dom gościnny staramy się remontować i przystosowywać dla spełniania celów Ośrodka z własnych środków. Nie są to łatwe zadania. Jesteśmy jednak dobrej myśli, bo przez kilka ostatnich miesięcy wielu ludzi pomagało w rozmaity sposób, a my sami znajdujemy w tej pracy wiele radości.

Gdybym miał wskazywać jakieś wzory, to oczywiście nieformalnymi patronami założenia permakulturowego są dla mnie Joe Hollis i Bill Mollison. Sposób obserwacji roślin pokazywał mi przez całe swoje życie mój ojciec, Zbigniew Styczyński i Jemu zawdzięczamy główną część biblioteki jaka jest już zdeponowana w Lechnicy. Praktyki nad badaniem i rejstrowaniem dźwięków otoczenia oraz swobodną, intuicyjną metodą pracy z muzyką uczyłem się przez ostatnie 35 lat w ramach własnych projektów muzycznych (Atman, Karpaty Magiczne, Cyber Totem i duetu autorskiego Nacher&Styczyński) oraz we współpracy z wieloma osobami, ośrodkami i zespołami na świecie. Wzorem dla tworzenia stałego miejsca pracy nad naturalnym dźwiękiem jest dla nas inicjatywa Klangkeller Bern, naszych przyjaciół ze Szwajcarii oraz górskie Muzeum i pracownia Instrumentów Tradycyjnych Michała Smetanki z Brutovców na Słowacji. Stale towarzyszy nam dorobek nurtu deep listening z USA i prace Davida Dunna, a także podejście do muzyki i jej celebracji przez Biosphere. Jest wiele innych inspiracji i wzorców, jakie należałoby tu przywołać; zainteresowani dotrą do nich bez trudu przeglądając książki i publikacje naszego autorstwa oraz zawartość naszych blogów, a szczególnie tematy projektów, jakie realizowaliśmy wspólnie przez ostatnie 20 lat.

Zapraszamy do uczestniczenia w nowym, interesującym etapie naszej pracy i dziękujemy za zainteresowanie i wpłaty we wspomnianej wyżej kampanii. Opis Projektu i jego celów, kategorie wpłat, upominki i nagrody znajdziecie na wspomnianym http://polakpotrafi.pl/projekt/biotop-lechnica w języku polskim, słowackim i angielskim. Prosimy o przekazywanie informacji znajomym i zainteresowanym wspólnymi przedsięwzięciami w przyszłości.

czerwklaszmaj14.jpg

Warsztaty majowe odbywają się od kilku lat. Tym razem majowy „długi weekend” nie jest niestety rekordowo długi 🙂 i dlatego zaczynamy już 30.04.2015 r. czyli w czwartek wieczorem, aby mieć dwa pełne dni na realizację bardzo urozmaiconego programu. Jak zwykle będą spacery i wycieczki etnobotaniczne, do których przyda się dobre obuwie i ubranie turystyczne plus coś od deszczu. Mamy dla wszystkich zarezerwowane trzy noclegi, ale nastąpiła zmiana miejsca naszego zakwaterowania. W znanej z poprzednich warsztatów i lubianej przez wielu uczestników Smerdzonce (część wsi Czerwony Klasztor) nie mogliśmy zarezerwować miejsc, gdyż zgłosiła się tam na ten sam weekend zorganizowana grupa licząca sto osób! Dlatego już w styczniu musieliśmy szukać innych możliwości i główna część uczestników warsztatów ma zarezerwowane miejsca w pokojach w samym Klasztorze Lechnickim, zgłoszeni nieco później i z listy rezerwowej będą zakwaterowani w pobliżu.

Spotykamy się w czwartek 30 kwietnia od godziny 16.00 do późnego wieczora, po słowackiej stronie kładki na Dunajcu (na lewym, polskim brzegu leży miejscowość Sromowce Niżne, na prawym brzegu słowacka wieś Czerwony Klasztor). Do miejsca zbiórki można dostać się na wiele sposobów: z Nowego Targu i Krościenka nad Dunajcem lub Szczawnicy busem, pieszo ze Szczawnicy lub samochodem od strony Czorsztyna i Niedzicy przez przejście graniczne Lysa nad Dunajcem i do wsi Cerveny Klastor… Indywidualne plany dotarcia proszę konsultować pisząc na mój mail: marek.styczynski@gmail.com

Wszystkie wpływy z warsztatów zostaną przekazane na konto projektu Biotop Lechnica.

Program etnobotanicznych warsztatów terenowych

w Czerwonym Klasztorze i Lechnicy, Słowacja – 30.04 do 3.05.2015 r.

Zagadnienia teoretyczne:

Klasztor Lechnicki i pierwsi badacze flory Pienin i Tatr. Co kryje zielnik Cypriana? Złota Trójka pierwszych badaczy flory Tatr i Pienin. Analiza Botanoteki Brata Cypriana wobec aktualnego stanu wiedzy o florze Pienin i Tatr (Marek Styczyński)

Bioregionalizm – źrodła pojęcia i praktyczne przesłanki do wyróżnienia bioregionu na przykładzie Pienin, Zamagurza, Tatr. Praktyczne studiowanie map i przewodników oraz konfrontacja tych umiejętności z orientacją w przestrzeni w sytuacji terenowej (Marek Styczyński)

Czyżnie – formacja roślinna, krajobrazowa, użytkowa. Analiza etnobotaniczna czyżni na przykładzie okolic Lechnicy na Zamagurzu (Marek Styczyński)

Permakultura – znacznie więcej niż zrównoważone ogrodnictwo! Objaśnienie zasad permakultury jako sposobu prowadzenia ogrodu, ale także jako indywidualnego sposobu życia i praktykowania kultury. Podstawowe wiadomości teoretyczne i pokaz wybranych elementów w ogrodzie Biotopu Lechnica (Marek Styczyński)

Fotografia organiczna i inne bezkamerowe techniki fotograficzne jako innowacyjne sposoby na dokumentację i edukację przyrodniczą. Pokaz dokumentacji i event w Biotopie Lechnica (Bogdan Kiwak)

Początki życia i Teoria Seryjnej Endosymbiozy (SET) Lynn Margulis cz.2 (Andrzej Chlebicki)

Fitoklimat i usługi ekosystemowe (Marek Styczyński)

Przestrzeń, mapowanie, praca z krajobrazem, land art (Anna Nacher)

Etnobotaniczne aspekty karpackiej muzyki tradycyjnej (Marek Styczyński)

Flora Carpatorum Principalium – pierwsze opisanie flory Tatr Georga Wahlenberga z 1814 roku! cz.2 Mapa (Marek Styczyński)

Szałwie i inne zioła stosowane do praktyk magicznych i leczniczych w Grecji (Tomasz Kozłowski)

Zagadnienia praktyczne (terenowe):

  • etnobotaniczny klucz do czytania krajobrazu, rozpoznawanie formacji roślinnych tworzących krajobraz

  • ochrona przyrody i krajobrazu (prawo krajowe, jak działa w Polsce i na Słowacji, Natura 2000)

  • mody botaniczne

  • społeczności roślinne (nisze ekologiczne, ekoton, siedliska) na przykładzie czyżni, lasu karpackiego, łąk pienińskich, źródlisk, młak i potoków,

  • roślinni wędrowcy vs rośliny inwazyjne: barwinek, żywokost sercowaty i lulecznica kraińska,

  • Góry Smocze: Pieniny, Małe Pieniny… doświadczanie przestrzeni, tradycyjne techniki orientacji w terenie w różnych tradycjach i nauce

  • flora wiosenna Pienin

  • rośliny magiczne: pokrzyk wilcza-jagoda, zimowit jesienny, czworolist…

  • karpacka inżynieria wernakularna

  • dzikie rośliny użytkowe Pienin, Zamagurza i Tatr, obecnie i w przeszłości

  • klasztory jako ośrodki botanizowania, ziołolecznictwa i ogrodnictwa (na przykładzie Klasztoru Lechnickiego / Czerwonego K.)

  • botanizowanie czyli jak zbierać rośliny (pokaz terenowy, sprzęt, tradycje)

Trasy spacerów etnobotanicznych:

  • wieś Czerwony Klasztor (muzeum, ogrody i otoczenie Klasztoru Lechnickiego)

  • przełom Dunajca w Pieninach

  • Zamagurze (Smerdzonka – Lechnica – Havka)

Uwaga! Sposób realizacji warsztatu, temat, duża część informacji przekazywana podczas zajęć terenowych i kuluarowych jest autorskim dorobkiem organizatorów i prowadzących zajęcia, a ich wykorzystanie jest możliwe (i zalecane) pod warunkiem podania źródła, daty i autora informacji, idei, techniki prowadzenia warsztatu. Trasy spacerów mogą być zmienione w zależności od pogody.

Reklamy

Szałwia – herba sacra

szalwiakwiatyszalwiapaki

Szałwie, to pięknie kwitnące, aromatyczne rośliny o wielu właściwościach. Można spotkać je w Polsce, gdzie rośnie pięć rodzimych gatunków, ale większość szałwi czuje się najlepiej w cieplejszych regionach Europy, Azji i Afryki określanych jako Strefa Śródziemnomorska. Nawet te gatunki, które udają się u nas dobrze w ogrodach, jak szałwia lekarska (Salvia officinalis), lub rosną dziko na naszych łąkach jak szałwia łąkowa (Salvia pratensis), nabierają aromatu i mocy, tym większych, im rosną dalej na południe. Pewnym wyjątkiem jest być może szałwia lepka (Salvia glutinosa), która znakomicie rozwija się w lasach Karpat Zachodnich, także w ich polskiej części. Całkiem specjalną grupę szałwi stanowią endemiczne szałwie występujące w Grecji, a szczególnie te, które związane są z niektórymi wyspami. Pośród nich szałwia Salvia fruticosa z Krety jest tak aromatyczna i piękna, że musiano wprowadzić pewne ograniczenia w jej pozyskiwaniu ze stanu dzikiego, podobnie jak dla gojnika, który jest tak doskonałym zielem leczniczym, że bywa zaliczany do szałwi i nazywany jest miramah – szałwią libańską. Nie odpowiada to naukowej wiedzy botanicznej, ale pokazuje pokrewieństwa w działaniu i znaczeniu dla człowieka.

Do najpiękniejszych szałwi z jakimi spotkałem się w praktycznej uprawie zaliczam trzy: szałwia lekarska (Salvia officinalis), szałwia muszkatałowa (Salvia sclarea) i szałwia biała (Salvia apiana). Pierwsza robi wrażenie jako starszy, częściwow zdrewniały krzew pokrywający się licznymi kwiatami, druga ma fantastyczne; duże i czerwono-bordowe kwiaty i jest znakomitością w ogrodzie lub na balkonie, a uchodzi również za afrodyzjak zalecany do przyjmowania w formie dymu lub środka wziewnego w połączeniu z innymi olejkami eterycznymi, a trzecia jest magiczną rośliną rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej i jej srebrno-białe liście i aromat nie mają sobie równych. W wersji najskromniejszej; szałwia biała i lekarska, to dwie szałwie jakie warto uprawiać i uznać za podstawowe dla celów leczniczych, obrzędowych i ozdobnych. Warto wspomnieć także chia czyli szałwię hiszpańską (Salvia hispanica) znaną z jej interesujących nasion, które wkraczają i do naszych sklepów ze „zdrową żywnością” oraz nie można przemilczeć szałwi wieszczej (Salvia divinorum), która od 2009 roku jest w Polsce nielegalna… Poza tym jest jeszcze znanych kilkanaście (są tacy, którzy doliczyli się 900 gatunków szałwi!?) innych gatunków, a większość z nich zasługuje na uwagę i uprawę.

O endemicznych szałwiach z Grecji będziemy wiedzieli więcej po majowych warsztatach etnobotanicznych w Czerwonym Klasztorze i Biotopie Lechnica, bo znawca tematu – Tomek Kozłowski obiecał przygotować sporo interesujących informacji o etnobotanice Grecji, a szczególnie części wyspiarskiej. Warto jeszcze wspomnieć, że szałwie są blisko spokrewnione z innymi roślinami leczniczymi – jasnotami…a więc i fantastycznymi bazyliami (!) i razem stanowią interesującą grupę roślin ważnych dla człowieka, podobną w jakimś sensie do trudnej do przecenienia rodziny psiankowatych!

Stosowanie lecznicze szałwi (salvus oznacza ratujący) jest bardzo interesującą sprawą, bo rośliny te można przyjmować w rozmaity sposób i przez to rozsądnie dawkować. Zyskujemy w ten sposób rośliny ochronne, zanim staną się koniecznym lekarstwem. Napary i rzucie (jedzenie z kanapkami, sałatkami) liści szałwi lekarskiej zarowno w formie żywej jak i wususzonej, daje totalne działanie antyseptyczne i ściągające. Stosowane było w tradycyjnych sposobach na dolegliwości jamy ustnej (zęby!) i gardła. Kiedyś mówiło się, że kto zjada codziennie kilka listków szałwi lekarskiej, będzie żył sto lat… W latach 40. XX wieku w Wielkiej Brytanii produkowano specyfiki do czyszczenia zębów z użyciem szałwi, a europejskie odkrywanie dobroczynnego wpływu szałwi na zdrowie ludzi miało swój spektakularny wyraz w powszechnych uprawach szałwi lekarskiej wokół czeskiego uzdrowiska Karlove-Vary. Występowanie szałwi Salvia verbenaca w niektórych regionach Wielkiej Brytanii jest traktowane jako botaniczne potwierdzenie okupacji wojsk rzymskich, które zawlokły ten gatunek na Wyspy i rozsiały go wzdłuż rzymskich dróg.

W moim opisie pomijam ziołowe mieszanki i wszelkie rodzaje tabletek szałwiowych, bo mają różne składy i pochodzą z surowca, który trudno nam ocenić i dawkować. Nie znaczy to absolutnie, że są bez wartości, ale jedynie dobrej jakości surowiec zielarski daje różnorodne możliwości, szczególnie w profilaktyce, a w zabiegach rytualnych jest nie do zastąpienia.

Do najbardziej interesujących należą sposoby używania szałwi polegające na okadzaniu i wdychaniu aromatycznego dymu tlących się liści tych roślin lub stosowanie wdychania naparów szałwiowych.

Jest wiele technik pozwalających na przygotowanie wygodnych w okadzaniu pęczków liści szałwi, ale można je rzucać jak inne tzw. kadzidła na węgiel drzewny (najlepiej suche liście zmiąć w palcach w niewielką kulkę) lub podpalić w kadzielnicy i w porę zdmuchnąć ogień aby uzyskać fazę tlącego się i dającego obfity dym ziela. Do tego celu najlepiej nadają się liście suche. Jeżeli dysponujemy własną uprawą lub kupimy trochę żywej szałwi lekarskiej lub białej, to po lekkim wysuszeniu (liście i drobne pędy wiotczeją, ale nie są suche i łamliwe) rolujemy dłonią pęczek poddających się łatwo roślin zestawionych tak, aby liście były po jednej stronie, a łodygi po drugiej i owijamy nitką lnianą lub konopną (nie syntetyczną). Po wyschnięciu takiego „cygara” z szałwi, łodygi przycinamy do jednej długości i mamy gotowy zapas do okadzania. Wystarczy zapalić liście aby uzyskać żarzący się odcinek i po użyciu gasimy go i pozostawiamy na następny raz. Opisana metoda jest uproszczonym postępowaniem stosowanym wobec szałwi białej i można przy pewnej wprawie uzyskać naprawdę interesujące „szałwiowe kadzidła”. Spotykałem wielokrotnie wysuszone bukiety z szałwi łąkowej, a nawet szałwi lepkiej, stosowane jako tradycyjny (i tani) substytut (lub ślad starych praktyk!?) w prawosławnych klasztorach w Karpatach Wschodnich i na Bałkanach. Szaławia lepka, spora roślina leśna o żółtych kwiatach, wytwarza na kwiatostanach, jak nazwa wskazuje, lepką wydzielinę o aromatycznym i przyjemnym zapachu, którą można delikatnie wcierać w dłonie i później z ich pomocą w skórę twarzy. Zapach szałwi lepkiej jest dla mnie zapachem jesieni w Karpatach, bo szałwia ta kwitnie najobficiej pod koniec lata i w jesieni, a do pierwszych mrozów można stosować jej aromatyczne oddziaływanie poprzez zwykłe przeciągnięcie dłonią po zasychających kwiatostanach, nawet bez zrywania roślin. Jest to „podpowiadany” przez tę roślinę sposób przyjmowania w bardzo delikatny sposób substancji czynnych poprzez skórę. To tego rodzaju wydzieliny roślinne są pra-kremami stosowanymi obecnie w kosmetyce. Ta forma wolnego i delikatnego dawkowania roślinnych substancji czynnych była wykorzystana w słynnych maściach wiedźmich. Dla uzyskania pewniejszego efektu w przypadku praktyk magicznych i ekstatycznych (maści tego rodzaju zawierały wiele różnych substacji roślinnych) wcierano magiczną maść w pachwiny i inne miejscach gdzie skóra jest łatwiej przepuszczalna i wrażliwa.

szalwialepkapien

szalwianargila

Wracając do okadzania szałwią to istnieje wiele wskazówek jak należy je przeprowadzać, ale zasadą jest to, że przy tym rytuale oczyszczającym przeprowadzanym w domu (mieszkaniu) należy uchylić okna aby złe moce mogły „uciec” przed oddziaływaniem szałwi… Okadzanie ułatwiają akcesoria w postaci kadzielnicy lub zastoowanej w tym charakterze dużej płaskiej muszli i dużego, ptasiego pióra w celu podtrzymywania żarzenia się liści i kierowaniu dymu we właściwą stronę. Wiele osób, niezależnie od wyznania i praktyki duchowej, ceni tego rodzaju dbanie o zdrowie, równowagę psychiczną i nastrój w mieszkaniu. Do bardziej przyziemnych skutków okadzania 🙂 zaliczyć można usuwanie zapachów przypalonych potraw. Bardziej zainteresowanych odsyłam do ciekawej książki pt. Kadzidła ze swojskich ziół. Użycie, działanie i rytuały, Marlis Bader (z 2003 roku) w tłumaczeniu Izabeli Słotwińskiej, a wydaną w Polsce w 2005 roku przez Studio Astropsychologii www.studioastro.pl

W naszych szerokościach geograficznych, królową szałwi jest i pozostaje szaławia lekarska. Jak już wspomniałem pochodzi z południa, ale w średniowieczu była sadzona w ogródkach ziołowych przy klasztorach ( a wiele z nich swe początki miały we Włoszech…) i została przeniesiona do ogrodów domowych. Stała się tam jedną z podstawowych roślin domowego ziołolecznictwa, bo mawiano: „tego śmierć nie ubodzie, kto ma szałwię w ogrodzie”… a uprawa tej wieloletniej rośliny nie jest specjalnie wymagająca. Inna wersja drogi szałwi lekarskiej do powszechnej uprawy, odchodzi od przytoczej wyżej (i bardziej nawykowej niż prawdziwej) i zauważa historyczne fakty. Należy do nich potwierdzona wiedza o tym, że szałwia była ceniona już w starożytnym Egipcie i Grecji, a Rzymianie nazywali ją herba sacra czyli świętym zielem, na długo przed „odkryciem” jej przez „niezrównanych” ogrodników klasztornych. W starożytnym Rzymie była szałwia zielem ofiarnym poświęconym Jupiterowi…, a wcześniej ziele czcili i stosowali Gallowie. Na naszych, zimniejszych stanowiskach szałwia lekarska pojawiła się później i wymaga zimowego okrycia, ale dawnie i obecnie, w dobie specjalnych materiałów do tego przeznaczonych, nie jest to ani trudne, ani też kosztowen. Obecnie jest to roślina tak powszechnie uprawiana i stosowana, że można ją zaliczyć do stałego zestawu europejskiego ogrodu, także w Polsce. Obrywanie liści winno się odbywać przez pozyskiwanie całych końcowych (nie zdrewniałych) łodyg z kilkoma liśćmi, a nie wyskubywanie pojedynczych blaszek liściowych. Poza wieloma interesującymi właściwościami leczniczymi (stosowane w cukrzycy, jako lek zewnętrzny na rany… i wiele innych) jest też szałwia doskonałą przyprawą w kuchni. Warto przy tym wrócić do starych sposobów jej spożywania i połączyć magię miłosną, jasność umysłu, zdrowie i działanie ochronne w postaci… dodania szałwi do wypiekanych w domu ciasteczek. Nabiorą w ten sposób specjalnego znaczenia i staną się znaczącym ( a nie wyłącznie: tuczącym) poczęstunkiem. 🙂

Szałwia ma też ważną (chociaż przyziemną w porownaniu z wyżej opisanym zastosowaniem) zdolność usuwania zapachu ryb morskich, co w wielu wypadkach może być pomocne w zmianie mięsnej diety. Jedyne niebezpieczeństwo jakie w przypadku stosowania szałwi może nam „grozić” to zbyt silne stężenia naparów i zbyt wiele liści szałwi w potrawach! Daje to zbliżony do oddziaływania piołunu posmak goryczki. Warto samemu ustalić proporcje i pamiętać, że w kuchni szałwia działa także jako dobry czynnik wzmagający trawienie.

Nie ma zbyt wielu roślin, które w tak wiele sposobów doskonale oddzialywują na nasze zdrowie, samopoczucie i jasność umysłu, a także podtrzymywanie tradycji.

Najdogodnieszą formą korzystania z dobroczynnych właściwości szałwi lekarskiej jest korzystanie w sezonie z jej zielonych liści do spożywania na surowo, a stosowanie do naparów i okadzania szałwi sprowadzanej z cieplejszych rejonów świata, ma ona bowiem znacznie więcej czynników aktywnych. Od jakiegoś czasu jest to możliwe dzięki zaskakującej nowinkami firmie Bakra, która sprowadza doskonałą szałwię lekarską, uprawianą w bardzo ciepłych obszarach makii (zarośli śródziemnomorskich) na stokach gór Taurus w Turcji. Bakra ma w swej ofercie piękny bukiet najcenniejszych południowych roślin: gojnik pasterski, dziką lawendę, szałwię lekarską i karob.

Na moich fotografiach: szałwia lekarska – w fazie zawiązywania pąków kwiatowych i w pełni kwitnienia (uprawa z Małopolski), żółte kwiaty szałwi lepkiej oraz szałwiowe „kadzidło”…

Teresa Murak: szczeliny rzeczywistości

murakcover

W Zielniku podróżnym znajdziecie rozdział zatytułowany nieco prowokacyjnie: Dodatek dla wytrwałych czytelników (s.270-307), a w nim tekst pt. Rośliny w sztuce współczesnej (s.286 -296). Jest to bodaj najmniej znany i czytany rozdział w mojej książce, a szkoda! To był trudny do napisania tekst, bo obecność roślin w sztuce współczesnej jest tak różnorodna i ważna, że sam wybór nastręczał wiele kłopotu. Poważnym ograniczeniem była też założona niewielka objętość rozdziału. To ograniczenie pojawiło się po tym, jak pierwszy wydawca nalegał aby tekstu nie publikować, bo wykracza poza zwykłe przyrodnicze i krajoznawcze przyzwyczajenia polskiego odbiorcy. 🙂

Na szczęście (jak się okazało…) wydawca ten, już po przeredagowaniu książki, zrezygnował z wydania Zielnika… na czym straciłem rok, zanim znalazł się inny zainteresowany. Powróciłem do wersji pierwotnej i tak przywołane wyżej rozdziały i teksty ocalały, stając się integralną częścią książki jaką znacie, wydanej wreszcie w 2012 roku. Blog etnobotanicznie.pl stał się miejscem gdzie już bez światłych sugestii wydawców, mogę dopisywać uzupełnienia i nowe treści do książki, która w tym roku będzie miała już trzy lata!

Pośród sygnalizowanych w Zielniku... dzieł i artystów znalazła się oczywiście (!) polska artystka Teresa Murak. To jedna z tych postaci, o działaniach których powinno nauczać się już od liceum, aby młodzi adepci sztuki nie czuli się jak odkrywcy na pustyni. Z wielką przyjemnością rozpakowałem kilka dni temu prezent od mojej żony, tym bardziej, że był to stosunkowo stary (a więc trudno dostępny) katalog wystawy Murak – Do kogo idziesz – wydany przez Galerię Labirynt www.labirynt.com w Lublinie w 2012 roku. Poza znakomitymi fotografiami dzieł i pracy Murak, jest w katalogu kilka znakomitych tekstów, a wprowadzający pt. Prace ziemne. Teresa Murak i uduchowienie szlamu Sebastiana Cichockiego może zaintrygować każdego etnobotanika (no, może prawie każdego 🙂 ). No bo gdzie można znaleźć informację, że tzw. rzeżucha, której używała Murak do swych najbardziej znanych prac, to nie rzeżucha, a pieprzyca siewna (Lepidium sativum)? Na jakim blogu botanicznym lub wokoło botanicznym, znajdziemy dokładną i bardzo osobistą historię polskiej hodowli znakomitych odmian powojnika (Clematis sp.)… to już w innym tekście autorstwa Marty Ryczkowskiej. A kto pisał (a Murak nie tylko pisała, a siała i tworzyła instalacje z roślin) o mitologicznym znaczeniu hyzopu (Hyssopus officinalis)?! Który z artystów lub/i ekologów stworzył nową tradycję w lokalnym kościele polegającą na hodowli dywanów z pieprzycy… kto nie wierzy niech poszuka informacji nt. Dywanu Wielkanocnego dla Kiełczewic? W jak wielu „etnobotanizujących” dziełkach, można wyczytać cytat z Jonathana Swifta: w ogrodzie ludzkość zagubiła się i w ogrodzie winna się odnaleźć. A w katalogu wystawy Teresy Murak można… i dlatego buntowałem się i buntuję nadal przeciw zawłaszczaniu całej wiedzy o roślinach przez tzw. naukę. Skutki tego zawłaszczania są opłakane i jestem przekonany, że to nie nauka obroni swobodny obrót nasionami domowych odmian roślin, to nie nauka udaremni próby zawładnięcia tym co ludzie uprawiają poprzez wprowadzanie roślin niezdolnych do rozmnażania, a i nie nauka przyniosła całą ludzką wiedzę o roślinnych lekach… nauka raczej skupiona jest na produkcji chemicznych namiastek, na ilości, na gwarancjach wyłączności uprawy zlecającym badania, na wmawianiu ludziom potrzeb i regulowaniu wszelkiej aktywności, w tym osobistych ścieżek do wiedzy…

muraksuk

Jak się traktuje sztukę/życie we współczesnym świecie, Murak przekonała się po skończeniu swojej pracochłonnej instalacji z ziemi i roślin. Rzeźba dla ziemi, budowana ręcznie przez trzydzieści dni w szwedzkiej miejscowości Ubbeboda, została w trzy dni po ukończeniu zrównana z ziemią przy pomocy spychacza, na polecenie lokalnych władz (Sebastian Cichocki w Katalogu). Co takiego groźnego było w pracy Murak? Co jest tak niewygodne dla wielu ludzi?

Czy to, że jak zauważa Marta Ryczkowska: /…/ instalacje i rzeźby roślinne są rezultatem współdziałania wielu osób, budowania relacji na poziomie artystycznym i społecznym. /…/ Artystka przypomina o mocy roślin, które mogą być odbiciem przemiany człowieka i jego relacji z otaczającym światem. Przenosi ich znaczenie i symbolikę w sferę współczesnego doświadczenia. /…/

murakwsuk

Poza najbardziej znanymi pracami Murak (a media zawsze mają swoje własne typy i nie ograniczają się w ich narzucaniu) jak zielone suknie i ubrania z rosnących roślin pieprzycy siewnej, „uprawa” pieprzycy na ciele artystki, chodniki i dywany z zielonej masy roślinnej (np. Przyjście zieleni z 1975 roku, Zasiew z 1985 roku, Zasiew 30 – kolebka z 1975 roku, albo wizjonerska akcja Zasiew z 1989 roku!) sam mam dwa inne wizjonerskie typy: cykl z lat 2003-2004 pt. Dzieła lęgną się w szczelinach rzeczywistości oraz praca pt. Performance 15.VII – 15. VIII wykonana w Norwegii, w której artystka operuje szlamem/mułem pomieszanym z zaczynem chlebowym, aby po miesiącu dodawania wody, mąki i ogrzewania żywym ogniem z ogniska, wyhodować półtorametrowej średnicy, żywą i zmieniającą się rzeźbę…

Fragmenty ilustracji pochodzą z omawianego Katalogu i proszę o wybaczenie za ich użycie, ale nie mogłem się powstrzymać przed zasygnalizowaniem charakteru prac Teresy Murak.

Etnobotaniczna V4

lykovec1lykovec2

Na zaproszenie Agnieszki Mateckiej z Redakcji Pisma Folkowego Gadki z Chatki, wydawanego w Lublinie z inicjatywy słynnej na scenach folkowych Orkiestry Św. Mikołaja, opracowałem popularną wersję wiadomości na temat etnobotaniki i gatunków roślin o jakich, moim zdaniem, warto pamiętać myśląc o Polsce, Węgrzech, Czechach i Słowacji. Bo skrót V4 nie oznacza w tym wypadku kolejnego modelu hitlerowskich rakiet z II Wojny Światowej. Publikacja nie ma charakteru dzieła naukowego (byłaby w tych kategoriach: „próbą zarysu do szkicu wstępu”…), ale mam nadzieję, że środowisko „folkowe” oraz ludzie zainteresowani tradycyjnymi formami muzyki i instrumentów znajdą w nim garść inspiracji. Materiał do budowy instrumentów, ornamentyka, rytuały i zwyczaje, którym towarzyszy muzyka (czy dźwięki) to wszystko staje się znacznie bardziej zrozumiałe gdy poznamy ich roślinne składniki.

Nie ma sensu przytaczania tutaj całego tekstu (Pismo Folkowe jest szeroko kolportowane), ale kilka urywków chciałbym jednak pokazać:

O obszarze V4:

/…/ „Obszar ten posiada swoją własną specyfikę etnobotaniczną i cały zestaw wspólnych gatunków roślin tworzących miejscowe kompleksy kulturowe, ale też rośliny łączące nasz obszar kulturowy z krajami sąsiednimi w Europie i na świecie. Wystarczy wspomnieć, że ziemniaki, kukurydza, fasola i słoneczniki są roślinami tak samo obcymi dla naszej tradycji jak dla tradycji upraw roślin pokarmowych w Niemczech, Holandii, Belgii czy Francji, ale mamy nieco inne naturalne zasoby dawnych roślin pokarmowych i leczniczych i śmiałbym twierdzić, że znacznie bogatsze niż te oferowane przez przyrodę Holandii czy Belgii” /…/.

O wybranych gatunkach:

/…/ „Nieco inaczej jest z chryzantemą zawadzkiego ( Dendranthema zawadskii ) czyli jedyną rodzimą chryzantemą jaka rośnie na terenie naszej części Europy, a konkretnie jedynie w Pieninach. Chryzantema ta jest piękną i sporą rośliną kwiatową rosnącą na wapiennych urwiskach w kilku zaledwie częściach Pienin, której białe i blado liliowe kwiaty łatwo zauważyć z pienińskich szlaków. Gdyby szukać gatunku, który miałby być symbolem wspólnoty górskiej Słowacji i Polski, to zdecydowanie jest nim chryzantema zawadzkiego. Przy okazji warto przypomnieć, że Pienińskie Parki Narodowe (polski i słowacki) powstały jako pierwszy europejski obszar chroniony na terytorium dwóch krajów w latach 30. XX wieku. Chryzantema zawadzkiego ma więc cechy rośliny łączącej dwa kraje V4 i stanowiącej pewnego rodzaju atrakcję w szerszej niż regionalnej skali, a taką chwalić się powinna cała Czwórka! Skoro jesteśmy przy endemitach roślinnych, to Słowacja ma także swój własny i jest nim przepiękny wawrzynek murański ( Daphne arbuscula ). Rośnie on jedynie na Murańskiej Werchowinie, ma drobne i mocno pachnące kwiaty i uchodzi za jeden z najbardziej poszukiwanych wiosennych roślin ogrodowych. Interesującym gatunkiem związanym z kulturą wschodniej Słowacji i południowej Polski jest barwinek mniejszy (Vinca minor). To roślina ważna dla mitologii Łemków, Hucułów, Bojków, części Słowaków i Polaków, a jej konotacje kulturowe są rozległe i najważniejsze z nich wiążą się z symboliką weselną, ale i pogrzebową (w obydwu oznaczają młodą i niezamężną dziewczynę i dziewictwo), witalnością i zdrowiem. Te ostatnie znaczenia symboliczne zawdzięcza barwinek swej zimotrwałości. Wiele z przykładów na zachodnioeuropejskie miejsce barwinków w kulturze dotyczy innego gatunku – barwinka wielkiego (Vinca major) i nie wspominają o wschodnioeuropejskim krewniaku. W ten sposób przez długie lata, kulturowe znaczenie barwinka w naszych krajach było przypisywane zapożyczeniom z Niemiec, Francji czy innych krajów Zachodu, jedynie dlatego, że nie znano właściwego dla naszego obszaru odrębnego gatunku. A więc mamy własny gatunek barwinka i własną kulturę barwinkową, która może stać się wkrótce symbolicznym i ważniejszym niż dotąd łącznikiem pomiędzy krajami V4 a Ukrainą. /…/

Pośród kilkunastu ekstremalnie interesujących 🙂 roślin jakie można napotkać na Słowacji, bodaj najpiękniejszą jest wspomniamy w omawianej publikacji wawrzynek murański. Niestety, mimo kilku przejazdów przez Murańską Verchowinę, nie udało mi się dotąd tej rośliny oglądać na jej naturalnych stanowiskach. O jej fotografie zwróciłem się do przyjaciół Słowaków i dzięki jednemu z nich, po jakimś czasie nadeszły dwie fotografie sygnowane Jaroslav Kostal. Niestety, Pismo Folkowe było już wydrukowane i chwała Sieci za możliwość umieszczenia suplementu w postaci wspomnianych fotografii! Cieszcie się więc przepięknym endemicznym lykovcem muranskim ! 🙂

gadkietnobot

Korzenie kryją się za początkami

ksiązki2covery

Polecałem już wiele książek o roślinach i zawsze wybieram te, które niosą ze sobą coś więcej niż opis gatunków i informacje o przydatności dla człowieka. To „coś więcej”, to kultura, a w niej rozważania nad tym jak potoczą się dalej nasze wspólne z roślinami losy? Historia życia na Ziemi uświadamia nam, że pierwsze były rośliny…ale „pierwsze” jest określeniem mało precyzyjnym! Jeżeli całą znaną historię powstawania życia na Ziemi odnieść do jednego roku, to rośliny żyły bez nas ludzi przez ponad 11 miesięcy…a wiele wskazuje, że przetrwają ludzi – „ostatnią z wielkich katastrof, jakie nawiedziły zarówno świat zwierząt, jak i roślin”. Cytat pochodzi z niezwykłej książki pt. Najpiękniejsza historia świata. Korzenie naszego życia, która została napisana w konwencji interesującej rozmowy trzech nietuzinkowych osobistości świata przyrodoznawstwa, pytanych o historię roślin i wspólną historię roślin i ludzi. Chwała Wydawnictwu Cyklady z Warszawy, które książkę wydało w polskim tłumaczeniu Krystyny i Krzysztofa Pruskich w 2001 roku! Jej autorzy to: Jean-Marie Pelt, Marcel Mazoyer, Theodore Mond oraz narrator i pytający, a – jak sądzę – także pomysłodawca książki, Jacques Girardon. O autorach i ich rozmowie Girardon napisał: ” Botanik i rolnik spotkali się z wiekowym podróżnikiem wśród książek, skamieniałości, dziwnych kamieni i zasuszonych roślin z ostatniej wyprawy na pustynię, żeby z nim porozmawiać o przyszłości. Urbanizacja i inwazja pustyni, ginięcie gatunków i manipulacje genetyczne – wszystko to sprawia, że przyszłość ziemskiej flory może rysować się w ciemnych barwach. A jednak przyroda ma jeszcze rezerwy. Na szczęście, bo życie roślin to także nasze życie.”

Botanik to Jean-Marie Pelt, emerytowany profesor botaniki i szef Europejskiego Instytutu Ekologii oraz „jeden z ostatnich prawdziwych francuskich botaników, w czasach, gdy ta dziedzina nauki jest dramatycznie zaniedbywana na rzecz czystej biologii, której sukcesy sprawiają, iż czasem zapominamy o najważniejszym, o tym mianowicie, że istota życia nie sprowadza się do kombinacji genów„. Brawo! Brawo! Brawo! Pelt jest autorem wielu książek, opracowań naukowych i filmów… Rolnik  to Marcel Mazoyer, agronom i leśnik, autor „Historii rolnictwa na świecie” i kierownik katedry w Państwowym Instytucie Rolnictwa… i wreszcie najbarwniejsza postać – Theodore Monod, urodzony w 1902 roku (niestety zmarł w 2000 roku, w rok po ukazaniu się pierwszego francuskiego wydania i na rok przed wydaniem polskim). Podróżnik, ” botanik, zoolog, geolog, archeolog, antropolog – nie uznaje granic pomiędzy dziedzinami nauki„. Pisał, że „historia roślin rozpoczęła się na długo przed naszą własną i na szczęście daleko jej do końca„. Najpiękniejsza historia roślin daje uzasadnienie dla tego, co Jacques Girardon nazywa „powszechnym kodeksem poszanowania życia. Wszystkich form życia, bez których życie gatunku ludzkiego nie ma przed sobą przyszłości„.

Dla kogo ważna jest ta książka? Obok znakomitego omówienia historii roślin, która zainteresuje wszystkich ludzi widzących dalej niż koniec swego nosa książka oferuje dwa bardzo dobrze omówione tematy: zagadnienia modyfikacji genetycznych (tzw. GMO) oraz historię roślin użytkowych i zabiegów wielkich korporacji wokół ich zawłaszczenia. Drugi temat to przemieszczanie się i zmienność roślin. Bardzo się ucieszyłem ze znalezienia tak utytułowanych i doświadczonych sprzymierzeńców w mojej misji wykazywania, że krucjata wymierzona w tzw. rośliny inwazyjne jest pozbawiona sensu i ma bardzo słabe podstawy naukowe, a także ignoruje prawdziwą historię roślin. Krucjata ta ma znaczenie wyłącznie jako źrodło finansowania tematów badawczych oraz temat zastępczy. Odwraca także uwagę od planowego zubożenia listy gatunków roślin użytkowych i opanowania ich dystrybucji przez kilka zaledwie globalnych koncernów. Jeżeli chcecie rozumieć, o co naprawdę chodzi, a nie jedynie skandować precz z GMO… 🙂 to kilka rozdziałów tej książki jest dla Was! Wydawnictwo Cyklady ciągle istnieje, ale chyba już nie ma Najpiękniejszej historii roślin na składzie… pozostaje więc poszukać w bibliotekach oraz antykwariatach w realu i sieci! „Najpiękniejsza historia roślin” jest książką z biblioteki mojego ojca – Zbigniewa Styczyńskiego, którą powoli porządkujemy i planujemy udostępnić dla zainteresowanych w Biotopie Lechnica.

Druga z polecanych książek to stosunkowo nowe wydawnictwo brytyjskiego Permanent Publications z 2009 roku. Efektowny tytuł i dobra cena – The Alternative Kitchen Garden an A-Z – cena to zaledwie kilka funtów (bo końcówka nakładu?), a autorką tego interesującego leksykonu jest Emma Cooper. To jedna z tych książek, które zaświadczają, że Jean-Marie Pelt (jeden z autorów Najpiękniejszej historii roślin) miał rację wskazując na to, że „popatrzcie, jaki fantastyczny nawrót do uprawiania ogrodów jako hobby obserwujemy w  krajach rozwiniętych. To ważny fakt kulturowy.”

„Alternatywny ogród kuchenny” to autorski leksykon roślin, pojęć, technik, refleksji na temat roślin w naszym otoczeniu i przyczyn, dla których są dla nas ważne. Najbardziej podoba mi się w książce Cooper jej bezkompromisowy dobór haseł. U nas sami autorzy (ale zapewne również wydawcy i promotorzy) założyliby z pewnością, że leksykon musi zawierać przydatne i popularne hasła, a indywidualistyczne podejście ograniczane byłoby do zera. Emma Cooper nie przejmuje się tym, co popularne, książka zyskuje walor prawdziwie autorskiego traktowania ogrodu z roślinami, jakie znamy i tych, które dopiero poznamy. Książka jest ilustrowana kolorowymi fotografiami, ma aż 370 stron i podam tylko kilka z zadziwiających haseł: na A jest m. in. achocha, czyli cyklandera, dziki ogórek… ale też Allotments, czyli kawałek ziemi (działka), na B jest m. in.: bees, bokashi, borage, birds. Na C: cats (źle o kotach!), climate change, na D – decomposers, digging, dead-heading, …. na N jest interesujące hasło: native, a na O znajdziemy opis szczawiku bulwiastego Oxalis tuberosa z Peru i Boliwi… :-), nie może nas zdziwić kolejne hasło na O: oriental vegetables czyli osteopath :-), ale na P jest oczekiwane: permaculture, ale i Ph, a nawet phosphorus! Skończę wyliczankę na Q, bo jest tam hasło quamash (to kamasja – Cammasia leichtlinii), za które pani Emma Cooper ma u mnie świetny, autorski napar z kilku ziół! Jednak nie mogę się powstrzymać, aby nie pokazać, co jest pod U: undercover (guerrilla gardening i to co nazywam w cyklu Bio::Flow – ekopunkturą miasta)… Leksykon Emmy Cooper jest nie tylko książką ogrodniczą, jest zapisem mód kulturowych, obaw i szukania alternatywnych sposobów życia w mieście.

Nie wiem czy dostatecznie zachęciłem do sięgniecia po książki, które kryją w sobie to „coś”, za co kochamy rośliny?

Z radością dziękuję Asi Milewskiej z Londynu, która pomogła w/w książkę sprowadzić do Polski! Książka także znajdzie się w udostępnianej bibliotece w Biotopie Lechnica.

Korzenie kryją się za początkami to cytat z Martina Heideggera użyty w „Najpiękniejszej historii roślin”.