Pierwiosnkowy warsztat

warsztatlulecz1

Wiosenny czas upływa szybciej 🙂 i jesteśmy już po pierwszym terenowym warsztacie w Biotopie Lechnica! Pogoda szykowała się na ten „długi weekend” typowo karpacka i słabsi fani prawdziwego spotkania z Naturą odpadli, ale grupa uczestników warsztatu, która dotarła na prawy brzeg Dunajca w Pieninach, okazała się znakomita, radosna, pełna wiedzy, chęci do działania i inspirujących dyskusji. Dziękuję wszystkim za uczestnictwo, były to jedne z najprzyjemniejszych warsztatów jakie prowadziłem!

warsztat1:17AgaPN

warsztat1:17boym

Warsztat1:17PN

Pierwsze dwie osoby dotarły już w piątek 28 kwietnia, a wyjechaliśmy z Biotopu 3 maja, był to więc jeden z najdłuższych warsztatów wiosennych w (mojej) historii! Karpacka pogoda to mgły, wiatr, deszcz dłuższy lub krótszy, a czasem niebieskie niebo i słońce. Nie wiem dlaczego tak wielu ludzi stawia na jednorodną aurę, która w deklaracjach powinna składać się wyłącznie z ostrego słońca, ciepła i suszy. Wspaniała przyroda Spisza (bo warsztat odbywał się na Zamagurzu, specyficznym, mikroregionie Spisza) bierze się jednak wprost z „karpackości”, w tym także karpackiej aury. Warsztat obejmował trzy obszary (zarówno wiedzy jak i topograficznie…) i przygotowałem kilkanaście wariantów wejścia w nie, nie było więc problemu z płynną realizacją zamierzeń i pewnie 🙂 oczekiwań! Etnobotanika terenowa to mój najstarszy sposób na warsztaty, ale do tego w tym roku doszedł skrócony kurs permakultury górskiej, łącznikiem było poznawanie zróżnicowanych siedlisk i środowisk przyrodniczych i form krajobrazu. Te ostatnie, w naszych Górach Smoczych są doskonale zróżnicowane geologicznie. Pierwsze czego uczę na moich warsztatach, to nie szukanie określonych gatunków roślin, a siedlisk i środowisk w jakich najprawdopodobniej je znajdziemy. Mikroklimat, geologia, obiegi wody, środowiska przyrodnicze, ekoton i efekt styku, to podstawy dla zrozumienia projektowania permakultury.

Najbardziej spektakularną częścią warsztatu były prace w Biotopie. Rozumiem, że opory budzi koncepcja wykonywania roboty w ogrodzie, „za którą jeszcze trzeba płacić”, ale przychodzi taki moment, że nawet najprzyjemniejsze dyskusje kawiarniane trzeba porzucić na rzecz konkretnej, dobrze zaplanowanej, ale i wykonanej samodzielnie pracy. Warsztatowicze pracowali przy: 1/ tworzeniu środowiska młaki górskiej / torfowiska, 2/ przebudowie murka kamiennego i poszerzenia grządki o wymiarach ok. 3 x 1,5 m, 3/ budowie stopni na stromej ścieżce ułatwiającej wejście na jeszcze nie uprawianą część ogrodu, 4/ porządkowaniu dwóch starych pryzm kompostowych, przekształcanych od 2016 roku na grzędy wzniesione.

Górskie spacery do określonych roślin jakie mam do pokazania, przyniosły spotkania, o których wielu wytrawnych botaników może jedynie pomarzyć… Motywem przewodnim było kilka wspaniałych roślin, a pośród nich: lulecznica kraińska Scopolia carniolica (kilka licznych stanowisk plus nasze własne w Biotopie, którego genezę można usłyszeć w wersji tekstowo-muzycznej na płycie Throbbing Plants… a kilka osób pytało, czy to TE rośliny!), żywokost sercowaty Symphytum cordatum (okolice Biotopu należą do tych niezwykłych miejsc gdzie znajdziemy trzy gatunki żywokostów!), zimowit jesienny Colchicum autumnale ( wiosenna forma z liśćmi i torebkami nasiennymi w imponujących ilościach!), chryzantema Zawadzkiego Dendranthema zawadskii (rarytas botaniczny, pieniński endemit, roślina jeszcze nie kwitnąca, ale z bardzo bliska!), lilia złotogłów Lilium martagon (bardzo charakterystyczne formy jeszcze bez kwiatów!), czworolist Paris quadrifolia (w tym nasza specjalność czyli formy o 2,3 i 5 liściach… magiczne Wronie Oko !), listera jajowata Listera ovata (storczyk o bardzo charakterystycznym wyglądzie liści), ciemierzyca zielona Veratrum lobelianum (utrwalenie prawidłowej pisowni nazwy tej wspaniałej rośliny, którą uparci botanicy wbrew źródłom i rozsądkowi zapisują „ciemiężyca”… także coś o kichawicy, fajkach pasterzy i wszach…). Z ciemierzycą jest nie tak prosto także i w sferze gatunkowej, bo wielu autorów sklania się do tego, że ciemierzyca zielona jest podgatunkiem ciemierzycy białej Veratrum album… a jest jeszcze ciemierzyca czarna Veratrum nigrum, która należy do grupy roślin ginących w Polsce…

VERATRUM NIGRUM

Podobna przygoda z nazywaniem roślin spotkała pierwiosnkę lekarską Primula veris (officinalis), której zmienia się „płeć” na męską formę – pierwiosnek, wbrew przyjętej zasadzie – „primulka”, a nie „primul”, a także wbrew temu, że pierwiosnek to nazwa pewnego gatunku ptaka! Warsztaty w części terenowej odbywały się pośród łanów pierwiosnek, które zabarwiały odległe hale na piękny, złoto-żółty kolor! Siemiopalecznik błotny Comarum palustre okazał się bardzo intrygujący dla wielu zorientowanych w ziołolecznictwie! W kilku miejscach napotkaliśmy kokorycz pustą Corydalis cava i przepiękną kokoryczkę wielokwiatową Polygonatum multiflorum. Być może, poza łanami lulecznicy, wycieczka do naturalnego drzewostanu cisowego Taxus baccata ( a jest to drzewo o niezwykłych właściwościach… i nie chodzi mi o drewno na łuki, a o antyrakowość substancji czynnych, brak żywicy w drewnie, długowieczność, skłonność do tworzenia „drzewo-lasu”….), była najciekawszym elementem moich spacerów roślinnych. Pośród wielu innych roślin, jeszcze dwie muszę wyróżnić – las z dzikim barwinkiem Vinca minor oraz kilka hektarów olszynki i zniekształconego grądu z czosnkiem niedźwiedzim Allium ursinum! Tam też pokazałem jak robi się etnobotaniczny wywiad terenowy z miejscowymi zbieraczami, którzy potwierdzili nowe zastosowanie czosnku w postaci „pesto” i nawet otrzymaliśmy słowacką wersję znanego także z Polski przepisu na domowe przygotowanie czosnkowego, karpackiego pesto! Na fotce Kasi Lewińskiej „podłączyłem” się razem z Pawlem … do zbioru sympatycznej grupki miejscowych pań… 🙂

czosnek17PN

Wykorzystując dzień bez deszczu, a na przekór obawom z pięknym słońcem i ciepły, wybraliśmy się na nioeco dalszą wyprawę etnobotaniczną z elementami bioregionalizmu i pokazami terenowymi siedlisk, środowisk i ekotonów… ponad halami z pierwiosnkami i zimowitami, weszliśmy na zbocze, a później grzbiet i szczyty dwóch wzniesień pienińskich, które przewyższają znane szczyty – Koronę (Trzy Korony) i Sokolicę! Były to dwa szczyty z pierwszej trójcy – Watrisko (1015 m n.p.m.) i Smerekovec (1012,8 m n.p.m.). ten ostatni zwany jest też Vysoką, ale to bardzo mylące wobec tego, że aż trzy szczyty wznoszące się w pobliżu siebie bywają tak nazywane, w tym Vysokie Skałki – najwyższa góra Pienin (1050 m n.p.m.), na które nie weszliśmy po zobaczeniu jakie mrowie ludzi kłębi się na tym polsko-słowackim szczycie (Watrisko i Smerekovec leży na stronie SK). Wyprawa do trawertynowego jeziorka (nazywanego Kraterem – woda znakomicie relaksująca ciało, temperatura 22 stopnie, jeziorko w trawertynowym gejzerze o średnicy 20 m i głębokości 3 m) to stałe element moich warsztatów! Zwiedzanie plenerowej wystawy rzeźb z trawertynu zapewne utrwaliło garść geologicznych informacji o tej ciekawej skale i zjawiskach jakie trawertyn budują.

Osobnym elementem o stałym charakterze jest wizyta w Czerwonym Klasztorze. Klasztor i dzieje alchemika, botanika, lekarza, poszukiwacza minerałów i jednego z pionierów badań nad Pieninami i Tatrami tzw. Brata Cypriana, a nade wszystko Jego botanoteka (stara forma zielnika z zapiskami) dodaje całkowicie innych wymiarów dla kilkudniowego pobytu na Zamagurzu i w Pieninach.

Dwa małe elementy muzyczne (celebracja specjalnego miejsca na przełęczy nad Havką z pomocą koncovki z drewna bzu czarnego oraz z inicjatywy Pawła gra na drewnianym gongu/dzwonie han (z rejestracją w stylu field recordings), jest zapowiedzią trzeciego filaru warsztatów w Biotopie – etnobotanika i permakultura wspierana będzie przez eksperymentowanie z dźwiękami i krajobrazem dźwiękowym, a także tzw. sound walk-ami. Ruszamy z tym od jesieni!

Fotografii z warsztatu jest już bardzo wiele, a oczekuję jeszcze zapowiedzianych… i całkiem sporo z nich, to naprawdę doskonałe ujęcia, ale będę je pokazywał osobno, a w tym sprawozdaniu pokazałem te, które spłynęły do mnie jako pierwsze od Kasi Lewińskiej i Pawła Nowickiego (poza pierwszą fotą lulecznicy). Bardzo Wam dziękuję (Kasia także ubiegła mnie robiąc wpis o warsztatach na swoim blogu… !) !!!!!

Następny, otwarty dla wszystkich chętnych, warsztat organizuję w czerwcu – od 15 do 18 czerwca (czwartek wolny od pracy i szykuje się „długi weekend”) i lista jest już prawie pełna… przemyślane zgłoszenia proszę kierować mailem: marek.styczynski@gmail.com

 

 

 

 

 

Reklamy