SHINRIN YOKU Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody

shinrinBook

Z ciekawością rozpakowywałem przesyłkę z Wydawnictwa Znak bo wiedziałem już, że kryje interesującą książkę o bardzo mi bliskiej praktyce shinrin-yoku.

Od dłuższego czasu czytałem o niej i praktykowałem jej elementy sam lub z A., a nawet wybraliśmy wyjątkowo dogodny dla shinrin-yoku szlak leśny wokół naszego Biotopu Lechnica. Wstępnie testowaliśmy go także razem z uczestnikami moich warsztatów etnobotanicznych na słowackim Zamagurzu w 2015, 2016 i 2017 roku. Od początku mojego spotkania z shinrin-yoku przedkładałem określenie „zanurzanie się w lesie” niż „kąpiel w lesie”, bo lepiej oddaje istotę tej praktyki i nie pozostawia wyobrażenia, także nęcącego, wanny ustawionej w lesie, albo niektórych basenów termalnych usytuowanych pośród tatrzańskich lasów.

Opis metody i moje doświadczenia i źródła wiedzy o shinrin-yoku opisałem dość dokładnie trzy lata temu we wpisie : https://etnobotanicznie.pl/2015/04/28/shinrin-yoku-leczenie-lasem/ co czyni mnie pionierem 🙂 wobec książki Garci i Mirallesa wydanej w 2018 roku. Pewnie dlatego polski Wydawca wysłał do mnie piękną książkę, za co bardzo dziękuję!

Ponieważ shinrin-yoku opisałem w dostępnym ciągle tekście na moim blogu to skupić się tu mogę wyłącznie na polskim wydaniu książki poczytnych Autorów – H. Garci i F. Mirallesa. Początkowo książka sprawia wrażenie dość przypadkowego zbioru wrażeń, wspomnień, opowieści i inspirujących Autorów cytatów, opisów postaci odległych (a jednak bliskich…) shinrin-yoku jak Thoreau, albo twórca neopoganizmu wicca. Jednak po tym pierwszym wrażeniu odkryłem, że układ książki i zawarte w niej przykłady, ulotne impresje i dalekie porównania są rzetelnie przemyślane i tworzą bestsellerową (zapewne), jakość.

Moje trudności w zakochaniu od pierwszego wrażenia, biorą się zapewne z poszukiwania czegoś poza emocjami, poza uniesieniami i poza apelami do porzucenia szkodliwych dla zdrowia praktyk na rzecz uzdrawiającego stylu życia jaki czeka tuż za rogatakami miasta. Autorzy podają poruszający przykład oferowania w jednym z japońskich miast, betonowych rur (o wymiarach 5 m długości i 2 m średnicy) jako ekonomicznych mieszkań i sugerują, że proste życie w lesie (we własnej skromnej chatce) byłoby zdrowsze. Wypominają 🙂 Thoreau, że nie zbudował swojej słynnej chaty nad stawem Walden własnoręcznie, a jedynie wyremontował istniejącą szopę, co ja zdecydowanie pochwalam w myśl hasla : recycling i restoring! W innych miejscach Autorzy ubolewają nad skutkami mieszkania, pracy i przebywania pośród wieżowców, ale opisują Tokio jako przykład równowagi uzyskiwanej poprzez pracę w wysokościowcach, a mieszkanie w domkach pośród zieleni na dalekich granicach miasta. Znam wielu autorów, którzy to zjawisko postrzegają odwrotnie i akcentują rozlewanie się suburbii, wytwarzanych przez wielkie organizmy miejskie na tereny rolnicze i cenne przyrodniczo. Czy to jest kwestia optyki? Nie całkiem jak przypuszczam, według mnie raczej taktyki, bo ludzie zazwyczaj wolą dobre wiadomości. Obawiam się, że przy liczbie ludności świata zbliżającej się już do 8 miliardów, będzie z każdym dniem trudniej utrzymać rownowagę pośród wieżowcow i znaleźć sobie domek pośród zieleni. Spieszcie się z tym, jeżeli tylko możecie! 🙂

Ucieszyło mnie, że Autorzy oparli swoją książkę na tym samym i jedynym źródle jakim ja sam dysponowałem w 2014 i 2015 roku, czyli inicjatywie japońskich lasów państwowych i badaniach Miyazaki Yoshifumi (którego książka o shinrin-joku jest już w zapowiedziach wydawniczych!). Nie są prawdziwe powtarzające się sugestie Autorów, że shinrin-yoku jest nowością (fakt, że Autorzy łagodzą to stwierdzenie dodając „dla zachodniego odbiorcy”), bo inicjatywa szefa lasów w Japonii ma 36 lat, a o fitoncydach rosyjski badacz B.P. Tokin (a poza nim Niłow i kilkoro innych) pisał jakieś 80 lat temu.

Niestety, podobnie jak w moich doświadczeniach z shinrin-yoku, które tak uwiodło niektórych uczestników warsztatów, że już po paru miesiącach ogłaszali własne zajęcia z leczenia lasem (ciśnie się tu słynne zawołanie : lekarzu, ulecz się sam! 🙂 ) tak i w omawianej książce nie napotykam właściwego zrozumienia czym jest dzisiaj fenomen shinri-yoku w Japonii. A nie są nim leczące ducha i ciało właściwości naturalnych lasów, znane od zawsze i praktykowane indywidualnie przez wszystkich poważnie starających się pracować ze swoją duchowością i zdrowiem ciała w tradycjach Azji, Afryki, Europy, Australii i Ameryk plus paru dużych wysp. Ten fenomen polega na tym, że w Japonii opracowano cały system leczenia lasem, poczynając od wyznaczenia specjalnych obszarów i rodzaju lasów, dostępnych i wygodnych ścieżek (co zakłada ich ochronę, pielęgnację i informację o nich), po prawny fakt możliwości wypisania swoistej „recepty” ( a w praktyce pokrycia kosztów skorzystania z systemu przez ubezpieczyciela pracowniczego). Garcia i Miralles odnotowują część działania tego systemu, ale skupiają się na odkrywaniu dawno odkrytego. Lasy na świecie pełne są frików, joginów, adeptów zen, taoistow, zwolenników ścieżki wicca, neodruidów i muzyków robiących sobie zdjecia, które mają sugerować głęboki wgląd w mroczną i dziką Naturę. Lasy w Polsce pełne są strażnikow leśnych, fotopułapek, nielegalnych urządzeń sportowych, niepotrzebnycb dróg, śmieci i złodziei drewna. Jaka szkoda, że poza Japonią w lasach nie ma lekarzy. To pewnie dlatego, że nie chodzi o zdrowie, a o sprzedaż możliwie dużej ilości leków. W tym kontekście jest jeszcze bardziej widoczna istota fenomenu japońskiego wydania shinrin-yoku, bo stanowi on badany, sprawdzalny, zalecany i skuteczny sposób profilaktyki i leczenia bez wciskania leków i zabiegów w prywatnych gabinetach. Dlatego nie sądzę, aby ta metoda się w Polsce przyjęła, a zważywszy na ubywanie względnie naturalnych lasów, to nawet gdyby kiedyś tak, to nie będzie gdzie jej praktykować w sposób właściwy. Shinrin-yoku pozostanie raczej w sferze wiedzy alternatywnej i indywidulanych praktyk wąskiego grona świadomych ludzi. I z tego powodu polecam wszystkim książkę Shinrin Yoku Japońska sztuka czerpania mocy z natury. Mimo niedoskonałości, jest poruszającym wezwaniem na ścieżkę świadomego życia, a tego nam bardzo potrzeba!

Książka ma 6 głównych rodziałów, ale wprowadzenie i epilog zasługuje na specjalną uwagę. Praktyczne wskazówki przydatne do wstępnego praktykowania shinrin-yoku zawiera podrozdział – Pięć kroków do shinrin-yoku.

Moim ulubionym od kilku dni cytatem,pochodzącym z omawianej książki, jest fragment wiersza Ruan Ji, taoistycznego poety z III wieku:

/ … / Ach, ci młodzieńcy z pustymi głowami, próżniacy, / niewolnicy mód i kaprysów, / ciągle szukający drogi na skróty, / co wiedzie ku uciechom, / Nikt nie chce wstawać wcześniej niż w pełnym słońcu / … /

P.S. Odcień zieleni z okładki książki jest w oryginale znacznie bardziej subtelny, nie udało mi się go należycie uchwycić, za co przepraszam Wydawce.

 

 

 

 

 

Reklamy

Skobelek

skobelszklarenka

Koniec kwietnia i maj, to decydujące miesiące w ogrodnictwie i nie ma co tracić czasu, bo kto nie sieje ten nie zbiera… Tegoroczny, bardzo długi weekend majowy w całości przeznaczyłem na prace w Biotopie Lechnica i zdałem sobie nagle sprawę, że po raz pierwszy od kilkunastu lat (!) nie prowadzę w tym czasie warsztatów terenowych. To było ciekawe uczucie i nie powiem, że mi się nie podobało. Inna rzecz, że mieliśmy trochę zapowiedzianych gości, a i najbliższy miesiąc, to bardzo interesujące spotkania. Podkreśliłem -zapowiedzianych – bo, tylko tak można nas zastać i mieć z nami jakiś czas na rozmowę i spotkanie. To nie jakieś wymysły i niegościnność, ale konieczność rozsądnego planowania czasu, energii i zaangażowania. Pamiętajcie, że prowadzimy intensywne życie zawodowe, często gdzieś lecimy lub jedziemy, gramy koncerty i nagrywamy płyty, a do tego piszemy sporo (teraz np. siedzę nad nową książką, bo Wydawca naciska na termin, a A. jest w samolocie do Danii, kilka godzin temu zarejestrowaliśmy kilkanaście minut nowej muzyki na płytę, a ja jutro wstaje o 5.05 rano i jadę w Beskid Sądecki do roboty….), a do tego remontujemy i budujemy permakulture leżącą o 150 km od naszego stałego miejsca zamieszkania… i to bez samochodu.  Proszę jednak, nie radźcie nam zwolnić, wyluzować i odpuścić. Cały ten kraj chyba zwolnił, odpuścił i wyluzował jeszcze w średniowieczu i do dzisiaj nie może się pozbierać bo luzuje, odpuszcza i zwalnia kiedy coś się zaczyna jako tako kleić, ale to nie musi dotyczyć wszystkich. A poza tym, czy jest przyjemnie stać pod zamkniętą bramką? Tak więc, nie ma warsztatów, ale są (bo były umówione) bardzo interesujace grupy i osoby, ciągle też istnieje mój telefon, adres mailowy i wszystkowidzący, ale nieco cieknący (bo ciągle mu coś „wycieka”) fejsbuk.

Tymczasem w Biotopie wiele roślin odsłania nam swoje sekrety, albo zwyczajnie zachwyca nas wiosennym wyglądem. Do odnotowania nadaje się przezimowanie w gruncie dwóch sadzonek mandragor Mandragora sp. ( a było około minus 20 stopni w zimie), pięknie rozrósł się zeszłoroczny różeniec górski Rhodiola rosea i zaskoczyła nas bylica luizjańska Artemisia ludoviciana, która w poprzednim roku była taka sobie, a teraz wypuściła ze dwie setki nowych pędów i rośnie bardzo szybko! Ta piękna bylica była/jest znana dobrze przynajmniej pięciu rdzennym plemionom w Ameryce Północnej, jako roślina o różnym zastosowaniu. Wielką przyjemność mam z małego poletka gojnika Sideritis scardica, który zawiązuje piękne kwiaty. Poletko posadzone w 2017 roku zostało całkowicie zatopione jesienią przy okazji nawałnic i już straciłem nadzieje na napar z własnego gojnika i sukces w jego karpackiej uprawie

Czasem podczas pracy w ogrodzie lub z kubkiem herbaty w ręku, zerkam na „naszą” lulecznice Scopolia carniolica, jest tej wiosny dwa razy bujniesza niż w zeszłym roku, a i kłokoczka południowa Staphylea pinnata pnie się w górę doskonale. Cieszy mnie bardzo nowość w Biotopie, czyli kilka sztuk bagna grenlandzkiego Ledum groenlandicum , które znane jest w tradycyjnej medycynie Inuitów. Nie wyliczam dalej, bo pewnie już jesteście przekonani, że wiosna 2018 jest udana, chciaż przypomina nieco lato około połowy lipca…

szklarenkaszkic

Pomocne w pracy ogrodowej jest (szczególnie w górach) ciepłe i jasne miejsce, osłonięte od wiatru i zabezpieczone przed ulewnym deszczem. Wczesną wiosną opracowałem szkicowy projekt, dokonałem pomiarów, przygotowałem miejsce, odwodnienie, wybrałem i kupiłem materiały, sprowadziłem je z Polski do Biotopu… i ruszyła budowa szklarenki, która w tym roku jest pokryta jedynie folią ze względów ekonomicznych. Budowa tej szklarenki jest dobrą ilustracją aktywności w Biotopie, bo finalna konstrukcja powstała z pomocą przyjaciół. Pierwszym i kluczowym dla tej nowej w Biotopie budowli był Artur, który jako doskonały fachowiec, poskręcał co miało być poskręcane, a wcześniej poucinał co miało być przycięte (i to na odcinki o właściwej długości!). Szklarenka jest dobudowana do ściany tzw. Dolnego Domu, tworzy jego ocieplenie na zimę, co sprawia, że naciąganie folii okazało się nie całkiem proste… Umówione posiłki w postaci dwóch rosłych kolegów nie nadeszły (nic tak dobrze nie chroni przed wielką falą odwiedzin jak ogłoszenie, że jest potrzebna pomoc…szczególnie pomoc w formie pracy fizycznej), ale jak to teraz bywa dość często, zamiast nich, drobna kobieta zajmująca się raczej lekkimi nasionami niż pracą na drabinach (i na pewnej wysokości) okazała się cierpliwa i skuteczna. Aga, Ania i ja, przy niemiłósiernie mocnym słońcu (zanotowałem 33 stopnie na termometrze umieszczonym w cieniu!), dokonaliśmy niemożliwego 🙂 i folia została naciągnięta na drewnianą konstrukcję. Tym aktem tworzenia, zakończyliśmy budowę zrębów jednego z kilkunastu cząstkowych projektów realizowanych w Biotopie : Ciepła Strona Dolnego Domu. Na ten ciąg rozmaitych mikrośrodowisk przy południowej ścianie domu składa się teraz : szklarenka, dwie grzędy suche i ciepłe (szałwia, mandragora, pokrzyk, donice z szarańczynem i wysadzony do gruntu laur, róża pienna, cytryniec chiński, akebia, a także belki i pnie oraz stosik pustych muszli ślimaków dla jaszczurek i błonkówek … a to jeszcze nie koniec.

Na drugi dzień rano, w miłym chłodzie poranka przykręciłem blaszane okucie i z pomocą starej, ale markowej maczety z Hiszpanii (! 🙂 tak!) wystrugałem skobelek i zabezpieczyłem drzwi szklarenki przed przypadkowym otwarciem. Tak się to robi.