Miejskie Farmy w Londynie (2)

Większość ludzkości mieszka (żyje?) w miastach. Także w Polsce, ponad połowa ludności kraju mieszka w miastach. Tendencje te się utrzymują i pewnie można je uznać za stałe. Szczególnie, że cena ziemi, dostępność pracy i dominujący styl życia, wskazują na trudności jakie czekają ludzi, którzy postanowią iść w przeciwnym kierunku.                Tak więc, mieszkańcy miast mogą w miastach wegetować, albo miasta zmieniać w miejsca przyjazne, zdrowe i stabilne środowiskowo. Wielu wybiera to drugie rozwiązanie. Wielu zastanawia się jak to zrobić. Wielu to już robi ze sporym powodzeniem. Zawodowcy wiedzą jak zmieniać miasto, ale podstawą zmiany służącej społeczności jest aktywność mieszkańców miasta. Muszą oni dostrzegać całą paletę sensów, jakie są podstawą zajmowania się przekształcaniem miasta w dogodne miejsce do życia.

Może być tak:

AsiaPlacA

Może być też tak:

AsiaPalcB

Ale może być tak:

AsiaPlacC

Koncepcja miasta jako pewnego rodzaju nowej formy starego wzoru w postaci zamku, który jest obsługiwany przez okoliczne wsie i może liczyć jedynie na zapasy w kilku piwnicznych składach, jest od dawna nieaktualna. Nawet na dawnych zamkach wiedziano, że podstawą przetrwania w trudnych momentach jest posiadanie wewnątrz murów źródeł wody. Koncepcja ciasnego wprawdzie, ale intensywnie urządzonego zamku, otoczonego ekstensywnym, naturalnym zapleczem upadła, bo współczesny zamek-miasto,  jest tak duży, że pożarł i wchłonął już dużą część zaplecza. Koszty transportu żywności, wody i towarów do miast są tak wielkie, a sam transport, tak utrudniony, że miasto musi przejąć część funkcji dawnego zaplecza. To z tego źrodła biorą się eksperymenty z wertykalnymi ogrodami hydroponicznymi w olbrzymich miastach… bardzo wątpliwe rozwiązania i niezwykle podatne na manipulacje.

Mieszkańcy miast potrzebują kontaktu z przyrodą, bo dłuższe pozbawienie go, prowadzi do poczucia życia w obozie pracy, w łagrze, co kończy się depresją i śmiercią. Miasto potrzebuje także przestrzeni, która jest równie potrzebna wszystkim mieszkańcom, niezależnie od ich pochodzenia i kultury, aby w tej przestrzeni praktykować rozmaite formy współpracy, formy nie wymuszone i dające duże poczucie bezpieczeństwa. Miejskie współzawodnictwo musi być zrównoważone przez miejską, swobodną współpracę. Uczenie się współpracy to wysiłek, który znacznie łatwiej z siebie wydobyć w bezpiecznym, przyjaznym i naturalnym otoczeniu. Miejska przestrzeń przyrody jest pewnego rodzaju azylem, obszarem poza twardą grą o utrzymanie, godność i odrębność kulturową. Ludzie nie są jednowymiarowi. W wielkich miastach żyją obok siebie ludzie z rozmaitych części świata i potrzebują pełnej bioróżnorodności, wiele jej elementów może być wprowadzana przez samych ludzi, o ile znajdą na to miejsce i mądre wsparcie.

Teraz cytat, dość długi i jednocześnie zagadka, polegająca na tym, aby określić z jakich lat (chociaż dekad?) pochodzi? Cytat ten, to w dalszym ciągu także podanie powodów, dla których ludzie szukają możliwości pogodzenia silnej potrzeby kontaktu z organicznym środowiskiem z technicznym i sztucznym, ale niezwykle sprawnym i wygodnym miastem.

” /…/ po raz pierwszy w historii ludzkości pojawił się kryzys o zasięgu ogólnoświatowym, obejmujący zarówno kraje rozwinięte, jak i rozwijające się – kryzys dotyczący stosunku człowieka do środowiska. Oznaki zapowiadające ten kryzys widoczne były już od dawna: eksplozja demograficzna, niedostateczna integracja niezmiernie rozwiniętej techniki z wymogami środowisk, wyniszczanie ziem uprawnych, bezplanowy rozwój stref miejskich, zmniejszanie się wolnych terenów i co raz większe niebezpieczeństwo wyginięcia wielu form życia zwierzęcego i roślinnego. Nie ulega wątpliwości, że jeśli proces ten będzie kontynuowany, przyszłe życie na Ziemi może zostać zagrożone. Jest więc sprawą palącą rozpatrzenie problemów zagrożenia środowiska umożliwiającego człowiekowi realizowanie jego najwyższych aspiracji oraz podjęcie koniecznych kroków dla zapobieżenia temu niebezpieczeństwu”. /…/

Nie, nie, to nie objawienie ze „szczytu klimatycznego” w Katowicach z grudnia 2018 roku… to fragment raportu Sekretarza Generalnego ONZ, U Thanta, opublikowanego 26 maja 1969 r. ! Taka wiedza dostępna była blisko 50 lat temu i część ludzi w tamtym czasie potraktowała ją poważnie i zabrała się do roboty. Niestety, inna część ludzi postanowiła tę wiedzę zignorować i zagrabić dla siebie możliwie szybko, co się da. Nauka, umiejętności, wytrwałość, odpowiedzialność i realizacja wizji służących życiu, są znacznie trudniejsze i – jak dotąd – znacznie mniej atrakcyjne, niż upraszczanie sobie życia, praktykowanie egocentryzmu na wszelkie możliwe sposoby i pogardzanie innymi, w tym głównym „innym”, którym jest przyroda: żywy krajobraz, rośliny i zwierzęta, a także „obcy” ludzie. I tak nam minęło pół wieku… aż nadeszło, to czego się od dawna spodziewano. Warto też wiedzieć, że stan wojenny, stan po klęsce żywiołowej itp. stany wyjątkowe, są obecnie wywoływane specjalnie po to, aby sprawniej i skuteczniej kontrolować społeczeństwem i zarządzać kryzysem w kierunku jaki służy skorumpowanym przez ponadnarodowe koncerny „elitom”. Dlatego zdecydowanie się nie zgadzam na zarzuty, że nie czas na „zajmowanie się ogródkiem” (bo taka jest wiedza wielu o ruchu permakultury) i pora wyjść na ulice. Zarządzający robią wszystko, aby ludzie wyszli na ulice. Nie spodziewajcie się jakiś znaków typu dęcie w trąby lub specjalne iluminacje, które oznajmią, że to teraz…już żyjemy po końcu świata i tak zostanie, o ile nie zabierzemy się za „ogródki”.

Nie ma na co czekać i musimy zacząć liczyć na siebie. W Londynie byli ludzie, którzy zaczęli zmieniać miasto poprzez tworzenie zielonych, swobodnych enklaw, które musieli dosłownie wywalczyć i zrobili to już kilkadziesiąt lat temu. Nazwano te enklawy Miejskimi Gospodarstwami (City Farm). Zobaczcie w internecie czym są dzisiaj! Filmiki jakie nakręciłem w listopadzie 2018 pochodzą z trzech farm:

HACKNEY City Farm (rok założenia 1984)

SPITALFIELDS City Farm (rok założenia 1978)

STEPNEY City Farm (rok założenia 1979)

Miejskie Farmy, to miejsce gdzie ujawniają się rozmaite talenty i pragnienia…

Polecam gorąco przestudiowanie informacji na temat Gandhi Chaplin Memorial Garden, to jeden z nowszych parków (system tzw. „pocket parks„, które tak nas zachwycały kiedyś w Nowym Jorku) o niezwykłym przesłaniu, zbudowany w ramach Breathing London project oraz realizowany nieomal na naszych oczach Park i Meath Garden.

Największym londyńskim projektem, który formalnie zostanie ogłoszony w 2019 roku jest powołanie do życia pierwszego na świecie PARKU NARODOWEGO MIASTO LONDYN.

http://www.nationalparkcity.london/get-more-involved/get-more-involved-2/future-national-park-cities

Bardzo ciekawym stylem pracy może się pochwalić: Core Landscapes

Z kilku lat naszych obserwacji, rozmów i pysznych śniadań, wynika spisany niżej zestaw zasad, jakimi kierują się londyńskie gospodarstwa miejskie. Zasady te tłumaczą także, dlaczego polskich ogródków działkowych nie można uznać za pionierskie ogrody społecznościowe.

ZASADY na jakich zbudowane jest działanie GOSPODARSTW MIEJSKICH w Londynie:

– wstęp dla wszystkich jest bezpłatny przez 6 dni w tygodniu, jeden dzień zazwyczaj jest dniem wewnętrznym (poniedziałek),

– stosowana jest uprawa ziemi metodami organicznymi (bez chemii) plus hodowla zwierząt, pokazywany jest obieg energetyczny, bywa, że gospodarstwa odpowiadają na życzenia lokalnej społeczności co do zestawu upraw i hodowli, farmy są specyficzną, miejską permakulturą, wykorzystywane są proste środki i materiały z odzysku,

– w gospodarstwach dostępny jest stale bogaty program zajęć i współuczestnictwa dla wszystkich grup wiekowych, zwłaszcza dla dzieci i seniorów, a także całych rodzin,

– ważna jest realna produkcja żywności i włączenie jej w organizację stołówki (śniadania, lunch itd.),

– warunkiem działania jest niedochodowość, ale jednocześnie czynne szukanie wsparcia, prowadzenie sprzedaży nadwyżek żywności, ziół, sadzonek, nasion, mięsa itd. jako forma samofinansowania, miasto nie dotuje pracowników gospodarstwa, ale pomaga w szukaniu wsparcia, przygotowywaniu projektów grantowych itp.,

– w gospodarstwach jest obecny duch współpracy z podobnymi miejscami i przedsięwzięciami (festiwale, pokazy, wykłady, warsztaty itd.),

– gospodarstwa realizują stałe programy o charakterze integracyjnym (osoby i społeczności o rozmaitym pochodzeniu kulturowym, ale także osoby samotne, zagubione, seniorzy, dzieci) i dydaktycznym (ekologiczne zasady uprawy roślin i hodowli zwierząt: odpowiedzialność, prawdziwe potrzeby, permakultura, zdrowa produkcja rolna, metody relaksacji w kontakcie z przyrodą, praca w grupie jako wartość i umiejętność podstawowa, wolontariat, organizacja pracy, wydawnictwa),

– istnieje stała współpraca i kontakt z władzami miasta (ziemia jest „wypożyczona” od miasta, pod warunkiem spełniania funkcji społecznych farm), a są to tereny o wysokiej wartości rynkowej,

Poza City Farms, w Londynie jest obecne całe spektrum działań pokrewnych, większych (miejski park narodowy, projekty kieszonkowych parków itp.) i mniejszych, jak zagospodarowywanie drobnych powierzchni osiedlowych (zobaczcie wyżej zamieszczone fotografie), lokalizowanie pasiek na terenie starych, zabytkowych cmentarzy itp., a pośród nich jest wspólne zarządzanie i kształtowanie istniejącymi parkami miejskimi. Doskonałym przykładem jest historia Meath Garden w Londynie, która działa się nieomal na naszych oczach i dosłownie w ostatnich dniach miała kolejne odsłony w postaci pracy i celebracji. Sposób postępowania jaki możemy w syntetyczny sposób przedstawić, jest następujący:

1/ jest takie miejsce… pierwszy krok, to zobaczyć, że może być czymś więcej niż zazielenioną luką w zabudowie, że ma swoją fascynującą historię, że jest to miejsce ważne dla wielu ludzi, czasem ludzi z innych kontynentów…

AsiaPark

2/ drugi krok, pomyśleć i zaplanować … a z roboczym planem odwiedzić „wszystkich świętych” i zaangażować się osobiście,

AsiaParkPlan

3/ trzeci krok, albo raczej początek wielu kroków… to zrobić coś z innymi i to w realu!

AsiaParkNarz

AsiaEkipaPark2

AsiaParkZywop

Trudno uwierzyć, ale podczas akcji zorganizowanej przez miejscową społeczność i wspartej przez Miasto Londyn wysadzono: 10 000 (dziesięć tysięcy!) cebul roślin kwiatowych: głównie hiacyntowca zwanego w UK bluebell oraz hiacyntów, drzewa i krzewy, przebudowano (na powyższej fotografii) część parku, która stwarzała pewnego rodzaju zagrożenie, co zgłosili okoliczni mieszkańcy. A sam Park, odkrył swoją fascynującą historię, którą tu tylko zasygnalizuję reprodukcją tablicy, jaka została umieszczona przy jednej z alejek:

tablicaAboryg

Temat miejskich gospodarstw jest fascynujący i niezwykle bogaty… bo w Londynie są pasieki na cmentarzach, bo wykorzystano gigantyczne środki na Park Olimpijski dla renaturalizacji wielkich obszarów zdewastowanych, bo Londyn ma sieć kanałów, które są szlakami transportowymi, miejscem do mieszkania i bogatymi korytarzami ekologicznymi w wielkim mieście, bo jest tu Królewski Ogród Botaniczny, bo …

Bardzo dziękuję za cierpliwość, nieugiętość i fantazję we wprowadzaniu mnie i AN w fascynujący świat organicznego Londynu, naszej niezrównanej Przyjaciółce – Asi Milewskiej!!! Także fotografie i inne materiały opublikowane w tym wpisie zostały udostępnione przez Asię! Joanna Milewska projektuje i realizuje przedsięwziecia z dziedziny rekultywacji terenów miejskich i terenów zieleni w Londynie, a w wolnych chwilach robi… to samo, regularnie podróżuje po Azji, czasem odwiedza także Biotop Lechnica.

Asiatree

Ten i poprzedni wpis dotyczy materiału jaki zaplanowałem do omówienia (z licznymi rozwinięciami 🙂 ) podczas otwartego spotkania w Księgarni/Kawiarni BONOBO w Krakowie w czwartek – 13 grudnia 2018 roku w ramach moich autorskich spotkań pt. Etnobotanika praktyczna Marka Styczyńskiego/ sezon 2018. Z oczywistych powodów w Bonobo będzie o wiele więcej informacji…

 

Masanobu Fukuoka i jego kule nasienne

Zimową porą jest nieco więcej czasu na przemyślenia i zaplanowanie działań. Warto w takim czasie poszperać za tzw. materiałami źródłowymi, czyli dowiedzieć się bezpośrednio od autorów o tym, co naprawdę mieli na myśli i jak naprawdę zrobili to czy tamto. To ważne aby sprawdzać źródła, bo żyjemy w gęstej zupie medialnych śmieci, odpadów lub fabrykowanych niby-informacji, testowania nowych mód, które pojawią się (lub nie) za jakiś czas. Fotografie i filmy pokazywane w internecie, a przedstawiające gęste od woreczków plastikowych, butelek i odpadków całe obszary oceanów, bardzo plastycznie i przekonywująco pokazują jak wygląda chlew medialny w jakim żyjemy. Do sprzedawania już nie wystarczą jedynie tanie i krótkotrwałe produkty, ale jeszcze dokładna wiedza o potencjalnych klientach, o rodzących się modach i upodobaniach, a także wiedza o zachowaniu się społeczności ludzi jako gatunku. Nikt się już nie kryje z zakusami na modelowanie postaw i podkręcanie nieprawdziwych potrzeb. Każde drgnienie społeczne jest przejmowane i obrabiane do sprzedaży lub manipulacji. Oczywiście, nie jest to sytuacja jakoś specjalnie nowa, nie opisana, zaskakująca czy trzymana w tajemnicy. Niektórzy mówią, że kupujemy to jak gęsi kluski tuczone przed świętami (oczywiście, to nie są święta dla gęsi)…

Jest jednak bardzo pocieszający mechanizm obronny! Wszystko, co opisałem działa bardzo dobrze i na dużych liczbach się sprawdza, ale prawdziwą zaporą jest konieczność wykonania czegoś naprawdę (w sensie zaangażowania intelektu, ale i czasu, środków, cierpliwości, zdolności manualnych, itd.) czyli wysiłku, rozumianego nie tylko jako napinanie mięśni. Jeżeli zaczniemy robić coś realnie, to zaraz w bonusie dostaniemy sporo wolnej przestrzeni wokół nas, Robiąc coś w realu mamy mniej na namiastkowe życie na fejsie, a setki naszych sieciowych przyjaciół z pewnością nie pospieszy nam z pomocą, co więcej, wielu się wykruszy wyczuwając słusznie, że sprawy mogą ich zmusić do wysiłku. Wysiłek nie jest modny (i nie będzie, chyba, że w popkulturowej wersji – wysiłeczek). Nawet życzliwi doradcy się wykruszają z czasem, bo jest tyle innych fantastycznych tematów, a nie jeden i ten sam całymi miesiącami, ba! latami.

W ramach stawiania tam mentalnej konfekcji unoszącej się grubą warstwą w sieci (nazywanej dawno temu: sieć społecznościowa, a obecnie spełniającej odwrotne cele) wypuszczę w świat (w ten zimowy i ciemny czas) kilka namiarów na źródła, może ktoś z Was zada sobie trud aby tam sięgnąć. Na początek kilka hitów ostatnich lat: guerrilla gardening, ogrody społecznościowe, farmy miejskie, parki miejskie o funkcjach społecznościowych.

Wszystko to postaram się przekazać podczas ostatniego spotkania w 2018 roku w Księgarni i Kawiarni Podróżniczej Bonobo w Krakowie, gdzie od kilku już lat wałkujemy tematy z zakresu: etnobotaniki, permakultury, partyzantki ogrodniczej, ogrodnictwa miejskiego i praktyk duchowych z udziałem roślin.

  1. Partyzantka ogrodnicza czyli guerrilla gardening. U podstaw wersji europejskiej jest bestsellerowa książka Richarda Reynoldsa pt. On Guerrilla Gardening. A handbook for gardening without boundaries z 2008 roku. Książka rozpaliła wiele umysłów, ale nigdy nie została przetłumaczona na język polski, w odróżnieniu od opowieści niemieckiego gajowego o tym co robi mama-drzewo, tata-drzewo i ich potomstwo w lesie połączonym ich głuchym telefonem. Książka jest bardzo ciekawa, bo Autor się naprawdę wysilił i zarówno tło (guerrilla to historyczna metoda walki słabszych z silniejszymi, tak skuteczna, że obecnie silniejsi stosują ją z powodzeniem do walki ze słabszymi, a mniej ich to kosztuje i są trudni do namierzenia…) jak i praktyki opisał znakomicie jak na mądrego praktyka przystało. Z całej książki w Polsce przyjęły się jedynie oderwane fragmenty, strawne dla mediów, a pośród nich tzw. bomby nasienne. W podrozdziale pt. Seed Bombs (s.140-143, z fotografiami) opisuje co i jak. Nasienne bomby w kontekście miejskiej walki partyzanckiej (chociaż ogrodniczej) zrobiły karierę. Wiele razy opowiadałem o tych bombach, mimo, że wyobrażenia o ich wytwarzaniu i zastosowaniu oraz skutkach bombardowania, była dość mizerne. Tak więc zamieszczam linki do podstawowych filmów o tzw. seed ball’s czyli kulach (nie bombach!) nasiennych, które wprowadził do swojego specyficznego (i fascynującego!) stylu ogrodnictwa Masanobu Fukuoma. Byłoby bardzo kształcące, aby poczytać nieco na temat tego pana, bo to co zostawił po sobie jest realną ścieżką w nurcie leczenia nas samych i środowisk w jakich żyjemy w zdrowiu i spokoju. Jest to postać słabo u nas znana i raczej niezbyt medialna w obecnych standardach. Pamiętajcie, że to nas skutecznie chroni przed zalewem konfekcji, a nawet przerywa błędne koło; konfekcja – konsumpcja – defekacja – konfekcja przykrojona do standardów defekacji – konsumpcja – defekacja…. Film pierwszy ma ponad 18 minut : Masanobu Fukuoka makes seed balls,  więc … wysiłek jest konieczny, drugi jest na miarę wysiłeczku https://www.youtube.com/watch?v=ibqOeKogiLU bo ma tylko 5 minut, ale doskonale pokazuje jak robi się (i po co!) nasienne kule gliniane!
  2. W następnym odcinku „źródeł” farmy miejskie w Londynie i ogrody społecznościowe.