Acywilizacja – nowe czytanie

W 2018 roku w zinie The Diggers Morning #1 opublikowaliśmy tekst pochodzący z Manifestu Acywilizacja. Wielu z czytelników potraktowało go jak artystyczną prowokację lub wyraz ekologicznej nadwrażliwości. Mamy marzec 2020 i warto raz jeszcze spokojnie i może z większą uwagą przeczytać osiem podstawowych tez Manifestu. Tym razem może będzie bardziej zrozumiały dla lewicy i dla prawicy, dla środka i wyłączonych z gry 🙂 ekologia nas pogodziła. WSZYSCY siedzimy w domach.

Uncivilisation, The Dark Mountain Manifesto

Niewielka, czerwona broszurka zatytułowana Uncivilisation The Dark Mountain Manifesto została opublikowana w Londynie w 2014 roku w ramach Dark Mountain Project autorstwa Paul’a Kingsnorth i Dougald’a Hine.

W broszurze, najważniejszym wydało mi się zwięzłe ujęcie głównych myśli manifestu w The eight principles of Uncivilisation. Ten właśnie fragment ze stron 30 i 31 wspomnianego wydawnictwa publikujemy w naszym zinie, licząc, że czytelnicy zrozumieją przesłanie The Dark Mountain project, zasygnalizowane w zdaniu: acywilizacja, podobnie jak cywilizacja, nie jest czymś co można kreować samotnie, jakie pada na stronie 29.

Także cytaty, wyjęte ze stron 12 i 13: jesteśmy pierwszym pokoleniem urodzonym w nowej i bezprecedensowej epoce – wieku zagłady środowiska (ecocide)  / nie wierzymy, że wszystko będzie dobrze doskonale ilustrują (niestety) to co dzieje się obecnie na styku człowiek – przyroda.

Acywilizacja

  1. Żyjemy w czasach rozpadu ładu społecznego, ekonomicznego i ekologicznego. Wszystko co nas otacza potwierdza jedynie, że cały, znany nam do tej pory styl życia odchodzi w przeszłość. Zmierzymy się z tą nową rzeczywistością i nauczymy się z nią żyć.
  2. Odrzucamy wiarę w to, że kryzysy naszych czasów można sprowadzić do problemów, które mogą być rozwikłane za pomocą politycznych czy technologicznych rozwiązań.
  3. Wierzymy, iż korzenie tych kryzysów są powiązane z historiami, którymi sami się karmimy. Staramy się stawić czoło tym opowieściom, które są podwaliną naszej cywilizacji: mitowi progresu, ludzkiemu centralizmowi i odrębności człowieka od natury. To co czyni te mity jeszcze bardziej niebezpiecznymi jest to, że zdążyliśmy zapomnieć, że są one jedynie mitami.
  4. Będziemy wzmacniać rolę opowieści, która jest nie tylko czystą przyjemnością – to przez opowieści kreujemy rzeczywistość.
  5. Ludzie nie są ani celem, ani powodem istnienia tej planety. Chcemy zacząć od wyjścia poza bańkę mydlaną, jaką jest świat stworzony przez człowieka. Poprzez wzmożoną uwagę będziemy dążyć do odtworzenia powiązań między światem ludzi a naturą.
  6. Będziemy celebrować sztukę i pisanie, gdyż są zakorzenione w sensie czasu i miejsca. Nasza literatura była zbyt długo zdominowana przez tych, którzy zamieszkują kosmopolityczne cytadele.
  7. Nie zatracimy się w rozważaniach o teoriach i ideologiach. Będziemy pisać z brudem pod paznokciami, używając jak najprostszych słów.
  8. Koniec świata jaki znamy nie jest prawdziwym końcem świata. Razem odnajdziemy nadzieję, nawet tam, gdzie już jej nie ma, a także ścieżki, które zaprowadzą nas do nieznanego świata, który jest gdzieś przed nami.

/…/ W dzisiejszych czasach łatwiej znaleźć badaczy środowiska naturalnego na korporacyjnych wydarzeniach, gdzie wychwalają zrównoważony rozwój i etyczną konsumpcję, niż robiących coś tak naiwnego jak kwestionowanie wrodzoności cywilizacji. Kapitalizm wchłonął zielonych, tak jak wchłonął wiele wyzwań jakie mu były stawiane. Radykalne wyzwanie jakim była możliwość transformacji człowieka jako maszyny, została przekształcona w kolejną szansę na zakupy. /…/                                                                                           UncivilJaP.S. Dziękuję Joannie Milewskiej z Londynu za kolejną pomoc i zrozumienie, że wersja internetowa TDM Manifesto nie jest tym samym co papierowa książka, podobnie jak kontakt na FB nie zastąpi spotkania.

P.S. 2  Kilka osób biedziło się nad właściwym (a nie dosłownym) przełożeniem tytułu i tekstu na język polski. Na koniec Natasza Styczyńska dokonała przekładu, który oddaje ducha i treść tekstu Kingsnorth’a i Hine’a, a co do tytułu wypowiedziało się prawdziwe konsylium zebrane w Biotopie Lechnica w maju 2018 roku.

Zielona architektura

Pandemia skłania do przemyśleń, a jak dotąd pozwala też na zwolnienie tempa i spacery blisko domu. W sąsiedztwie kampusu UJ sporo się buduje i zazwyczaj są to wielkie budynki w stylu przeszklonych, minimalistycznych stodół udających jakiś uproszczony do banału futuryzm 🙂 lub plan filmowy Łowcy androidów 3, a może nowego Matrix’a? Zajmują kolejne przestrzenie, stawiane są rzędem, albo bokiem, dostają swoje drogi, oświetlenie uliczne i jak się wydaje same prawa.

Te wielkie budowle stawiane są w nieprzerwanym marszu na obszarach pradoliny Wisły i zabierają nam wszystkim raz za razem, kolejne urozmaicone siedliskowo obszary wokół Krakowa Co wnoszą? Wnoszą „wspaniałą” architekturę, na której można się uczyć tego oszukańczego procederu jaki jest nam wciskany przemocą, a polega na odbieraniu żywych obszarów bez nawet próby właściwego, bogatego i trwałego zagospodarowania pozyskanej działki. W Londynie inwestor musi postarać się by utrzymać, a nawet zwiększyć bioróżnorodność na działce, którą otrzymał pod tym warunkiem na budowę. Dziwimy się potem, że na 35 piętrze zaczyna się prawdziwy ogród na dwóch kolejnych kondygnacjach, albo, że u podstaw budynku prosperuje miejska farma. A w Krakowie…? Otoczenie tych budynków to zazwyczaj (jest jeden wyjątek!) teren ledwo wyrównany spychaczami i walcami, posypany substratem (bo raczej nawet nie ziemią kompostową) w nielicznych miejscach wolnych od betonu. Właściwie nie jest to beton tylko bardzo nowoczesne 🙂 płytki, płyty i zalane betonem przestrzenie pomiędzy nimi, wykonane ze „szlachetnego” betonu, nie wiadomo właściwie w jakim celu. No bo przecież nie ze względów estetycznych 🙂 Kępy traw „ozdobnych” – np. trzcina jako ulotne ( a przecież jakże fachowe) wspomnienie środowiska jakie tu zostało zniszczone oraz kilka metrów kwadratowych „zielonego dachu” jako listek figowy tego architektotworu.

Drzewka posadzone w jednym rządku, wyglądają jak wybujałe, trójwymiarowe wydruki z ulubionych sylwetek drzew rysowanych przez zawodowców wokół tego rodzaju obiektów. Żartowaliśmy, że w oknach ustawi się wycięte z dykty (o przepraszam… wydrukowane na drukarkach 3D) sylwetki ludzi… bo ludzi tam wielu nie będzie.

Po co nam całe setki hektarów takich pustych, milczących (a przecież „inteligentnych”) gmachów za wielkie pieniądze z listkami figowymi na bardzo malutkim, acz artystycznym przyrodzeniu? Co miasto zyskuje na zamianie kolejnych kawałków ograniczonej przecież powierzchni, na siedziby o niejasnym przeznaczeniu albo inaczej – o przeznaczeniu nieprzystającym do obecnego czasu, gdy za chwilę walczyć będziemy o proste sprawy: wodę, czyste powietrze, jasno określoną i pożyteczną pracę, miejsca dla kontaktu z przyrodą, wielkich akumulatorów życia czyli obszarów (względnie) dzikiej przyrody. Jestem przekonany, że te budynki pozostaną na wpół puste, a za jakiś czas całkiem puste. Co dziesiątki tysięcy ludzi mieszkający wokół ma z tych nowego rodzaju pustyń? Może baseny, może biblioteki, może przedszkola, może ogrody? Tak nie buduje się wspólnoty obywateli i zaufania do decyzji zapadających trudno określić gdzie? Pieniędzmi się nie najemy… to niby banał, ale jakże w czas pandemii stał się realny.

No dobra, wiem… nie znam się… Może to wspaniałe przedsięwzięcia, które mają udowodnić, że ponad tysiącletnie Miasto nie jest żyrafą? A co, jeżeli jest tak jak piszę?

Przejdźmy zatem do konkretów… Kto z architektów (którzy przecież są z zasady artystami…) projektuje coś takiego jak widzicie poniżej i dalej uważa się za artystę…? Przy temperaturze 39-40 stopni w cieniu w tym miejscu będzie ile stopni? Ten łącznik bez okien pokazuje, że może ktoś jednak o tym myślał? A może to nie jest łącznik, a kontener, który utkwił między budynkami?

IMG_3964

Poniżej znajdziecie listek figowy… o jej, zaprojektowano zielony dach, jaka nowoczesność, jaka ekologia, jacy zdolni architekci, jaki pro-ekologiczny inwestor. Wyłożył sporo na ten listek, tak na oko z pół promila kosztów … ?

IMG_3962

IMG_3963

Zabraliście nam kolejne kilka hektarów zieleni, wody, drzew i wielu roślin z całkiem bogatym zestawem zwierząt, które od biedy mogą nam uratować życie w czasach kryzysu, a podarowaliście coś takiego? To jest jakaś kpina z (jeszcze) żywych ludzi?

To, że jest to faktycznie zamierzona kpina z nas wszystkich, poświadcza taki znak postawiony tu na koniec budowy, to swoista kropka nad i.

IMG_3966

Na budynku wisi znak z napisem SHELL … sprawdziłem i kpina z nas wszystkich zaczyna być uciążliwa, bo to: Krakow /…/ centre of Shell’s global businesse’s centre.

 

Dziki szczypiorek, to też czosnek…

Zwróciłem uwagę w grupie Dziki Beskid na FB, że apelowanie o „nażeranie się” się dzikim czosnkiem niedźwiedzim nie jest zbyt odpowiedzialne, bo roślina jest liczna jedynie na pewnych, cennych przyrodniczo siedliskach i nadmierny zbiór jej szkodzi. Jest na liście roślin częściowo chronionych, bo w 2014 roku ustawodawca ocenił, że nie jest już tak zagrożonym gatunkiem i zdjął z niego status rośliny chronionej. Gdyby ktoś chciał sprawdzić, to w styczniu 2020 w Dzienniku Ustaw jest tekst jednolity Ustawy o ochronie przyrody… i poza definicją gatunku objętego częściową ochroną nie znajdziecie tam wezwania lub pozwolenia do „zeżarcia” całego czosnku niedźwiedziego jaki spotkacie.

Dziki Beskid udaje, że nie wie, że ludzie „żrący” darmowy czosnek wyrywają go w maksymalnych ilościach … bo robią z niego pastę, nazywaną „pesto” i najwyraźniej nie tylko dla siebie, bo jest jej pełno na targowiskach w Polsce… a także polskiej produkcji w Austrii. Niżej pokazuję fotkę z takiego zbioru „na swoje potrzeby” w miejscu, które odwiedzałem kilkakrotnie i z łanów czosnku w okresie kwitnienia pozostaje tam kilkanaście osłabionych roślin.

czosnek17PN kosze (2)

To było ciekawe i miłe spotkanie, a także wiele się dowiedziałem po co i dla kogo się ten czosnek zbiera. Nie winię tych spotkanych miłych pań, ale one nie prowadzą na FB miejsca zajmującego się … no właśnie, czym? „Dziki” czyli darmowy ?

No i Styczyński już nie jest taki dobry, nie ubije dzięcioła i nie zje go upieczonego na ognisku, nie powie gdzie czosnek jest do wydarcia, gdzie można czegoś narwać, wykopać, urwać i połamać. Jest niedobry, bo z jakąś ochroną wychodzi, z siedliskami, a tu wszyscy głodni, wszyscy prowadzą tryb życia z paleolitu, tylko źródlana woda i… pesto. Podobno chłopi pańszczyźniani na Słowiańszczyźnie żyli głównie na „pesto”…

Nie gniewajcie się zbytnio, bo nie ma nic personalnego (wbrew pozorom) w tym co Wam chcę przekazać. Jestem już bardzo zmęczony tym rzucaniem grochem o ścianę, ale jednak przypomnę, że jest nas 8 miliardów ludzi na tej samej Planecie nie z gumy, że pokręcone ideologie wyszarpują całe kawały przyrody i je zżerają dla zysku dla kilku osób. Zwierzęta są traktowane nawet nie jak rzeczy… rośliny nie liczą się wcale, prawie wszyscy są w jakimś obłąkańczym ciągu nażerania się wszystkiego.

Chcę Wam powiedzieć, że mimo wszystko przyroda jest niezwykle bogata i jeżeli nie ulegamy ślepo jakimś obłąkanym akcjom, to i do wiosennych kanapek czosnku nazbierać się da bez szkody. Na chwilę ( a jest okazja …) zrezygnujcie z pesto, z tych wszystkich planów jak to zarobicie na słoiczkach wystawianych na jarmarku w realu lub wirtualu, o tym, że zrobicie w konia tych od ochrony przyrody, że żyjecie dzikim życiem pradawnej puszczy… Otwórzcie oczy, to zobaczycie, że nie ma już puszczy, że potoki zasypane są śmieciami, że kilka wysp normalnej (czyli dzikiej) przyrody otaczać trzeba tablicami z napisem – „rezerwat przyrody”, znienawidzonymi przez „wolny i dumny” (tam gdzie nie trzeba) lud miast i wsi, że woda już raczej płynie do butelek na sprzedaż lub do armatek wodnych na stoki narciarskie, gdzie jacyś lunatycy udają, że nie widzą, że wokół już dawno nie ma śniegu, a ich dwa metry ubitej sztucznie trasy powstało z wody, która już nie spłynie  do wilgotnych kiedyś łąk i młak.

Mam takie zajęcie, że widzę trochę szerzej niż z perspektywy jednej wsi, miasteczka czy nawet regionu i zapewniam Was, że nie jest dobrze, że ludzie – tacy sami jak Wy piszą z prośbą o przywrócenie pełnej ochronie czosnku niedźwiedziego … ich postawa nie jest tak popularna, nie kręci mas, ale jest odpowiedzialna i właściwa, współczująca i wybiegająca na te siedem pokoleń w przyszłość, a nie na dwa tygodnie wiosny, tej wiosny. Może czosnek niedźwiedzi wróci na listę roślin chronionych, może „pesto” zniknie z targowisk (bo nie powinno go i teraz tam być), ale przecież nie chodzi o to by postawy etyczne były regulowane w sądzie lub mandatami. Chyba, że nie będzie wyjścia.

Nie chcę być taki „niedobry”, nie specjalnie podoba mi się to fejsowe puszczanie oka kiedy tylko mówi się o jakimkolwiek samoograniczeniu, bo my tu „wicie rozumicie” sobie w kaszę nie damy dmuchać, bośmy dzicy przecież…  W gruncie rzeczy kochamy przecież tak samo resztki dzikiego i dlatego konstruktywnie polecam na zamianę, dla ulżenia czosnkowi niedźwiedziemu inny czosnek – szczypiorek (dziki !) Allium schoenoprasum…

Wprawdzie szczypiorek nie brzmi tak dobrze i nie zwiastuje Waszej potęgi i zyskiwanej mocy jak po zjedzeniu „niedźwiedziego” (czy raczej niedźwiedziom…), ale to nie mniej leczniczy, nie mniej mocny, nie mniej zdrowy i leczniczy i nie mniej dziki… Niestety, nie powiem tego sakramentalnego – „nażerajcie się”, ale skubnijcie trochę i cieszcie się zdrowiem.

IMG_3954

IMG_3950

IMG_3951

Kasztanowiec indyjski

Na początku lutego tego roku, kolejny raz odwiedziliśmy nasz ulubiony (ba! kultowy) KEW Królewski Ogród Botaniczny w Londynie. O każdej porze roku jest tam coś wspaniałego do oglądania, a poza bardzo bogatymi kolekcjami pod szkłem i w ogrodach skalnych, do KEW przyciąga nas przestrzeń obsadzona drzewami. Wiele z nich ma już sporo lat i wspaniale kwitną i owocują. Tym razem zwróciliśmy uwagę na wspaniałe z pokroju i rozmiarów kasztanowce indyjskie.

IMG_3544 (3)

IMG_3543 (1)

IMG_3546

Kasztanowiec indyjski pochodzi z północnej części Indii, ale rośnie wspaniale w Himalajach od Kaszmiru do Nepalu. Ma wiele zastosowań  kuchni indyjskiej, w tradycyjnej medycynie, w kulturze zasłynął jako drzewo kształtowane w rodzaj „dużych bonzai”, ale głównie znany jest z pięknego kwitnienia, pokroju i wspaniałych liści. Owoce – potocznie u nas zwane kasztanami, ma lśniąco czarne, a ukryte są osłonach bez kolców.

Opisy tego drzewa na wiki pokazują zazwyczaj ten sam okaz (z KEW) z fotografii samego drzewa jaki prezentuję wyżej, ale w szacie letniej. Łatwo sobie uzupełnicie ogląd tego kasztanowca.

Na początku lutego, w ostatni dzień gdy Wielka Brytania była jeszcze w Unii Europejskiej, pod kasztanowcem w KEW leżały nieprzebrane ilości kasztanów. W sąsiedztwie, pracownicy KEW sprzątali kwatery i trawniki z zimowych pozostałości i wszystko świadczyło na rzecz tego, że kasztany zostaną szybko zgrabione i umieszczone na kompostownikach. Cztery z najbardziej wydatnymi białymi kiełkami powędrowały do torby z napisem KEW, a ponieważ nikt nie interweniował, to trzy dni później wysadziłem je w jednorazowych, tekturowych doniczkach w Krakowie. Dwa poniższe zdjęcia pokazują sadzonki kasztana indyjskiego 24 lutego (trzy tygodnie od posadzenia) !

IMG_3863

IMG_3862 (1)

8 marca, po miesiącu od posadzenia, sadzonki przesadziłem, bo tekturowe doniczki zostały rozsadzone przez bardzo silne korzenie. Umieściłem sadzonki o wysokości od 40 do 60 cm (!) i z niepokojem obserwuję co będzie się działo dalej. Z niepokojem, bo za oknem trafiają się jeszcze przymrozki, a do czasu gdy będzie można drzewka wynieść na balkon lub posadzić w gruncie (?) musi upłynąć jeszcze ze dwa miesiące.

IMG_3920

Dla dociekliwych „farmerów okiennych” podam jeszcze, co poza kasztanowcem indyjskim znalazło się na fotografiach. Bardzo polecam krzew Sarcococca humilis – kwitnie w zimie (!) i wspaniale pachnie, łącząc aromat jaśminu z lillakiem. Sadzonka pochodzi ze sklepu z sadzonkami w KEW, który polecam tylko tym, którzy mają silne nerwy, albo bardzo duży budżet na zakup roślin. Na fotografii jest też bardzo ładna sadzonka drzewa laurowego, który uratowałem przed wyrzuceniem i kupiłem jako przecenione za 7 zł w jednym z hipermarketów. Mało widoczny na focie zbiorczej jest jeszcze jeden ciekawy gatunek – kolczoch jadalny Sechium edule. To roślina dyniowata, bardzo interesująca ze względu na znakomite w smaku i różnorodnym zastosowaniu owoce.