Jesienne (roślinne) przyjemności!

Bardzo mi miło pokazać Wam – całkowicie przedpremierowo – okładkę interesującej książki, która jest jeszcze w drukarni… Wszyscy zielarze/ wszystkie zielarki będą miały co czytać i nad czym się zastanawiać! Autorką powieści „W ciemność” jest czeska pisarka Anna Bolava, a książka ukaże się w Polsce dzięki naszemu ulubionemu Wydawnictwo Książkowe Klimaty http://www.ksiazkoweklimaty.pl Niczego nie zdradzam, ale sam przeczytałem w jeden wieczór… bo rzecz o zielarce i 10 ziołach, a wszystko raczej w klimacie mojego Manifestu RADYKALNY HERBALIZM !

BolavaCover

Z innych (roślinnych) przyjemności na jesień podaje ekscytujący, ramowy program otwartych spotkań w Księgarni/Kawiarni BONOBO w Krakowie. Jak przez ostatnie dwa sezony i tym razem spotykamy się raz w miesiącu, zaczynamy o 19.00 i prezentujemy rozmaite, pogłębione podejścia do pracy z roślinami – głównie z zakresu ETNOBOTANIKI i PERMAKULTURY. Sami zobaczcie!

Październik, 26.X.2017, godz. 19.00

Źródła nowych wizji ogrodów : od upraw nie-ludzkich do permakultury

Ryż w Karpatach albo : czwarty sezon w BIOTOPIE – relacja fotograficzna

Etnobotaniczny wypad do Kalabrii i na Sycylie – relacja fotograficzna

Listopad, 16.XI.2017, godz. 19.00

ZEN w permakulturze – zaniechanie, czas i intuicja w praktyce pracy z roślinami

Koło Czasu w permakulturze i pracy z roślinami wspierającymi

Relacja z wizyty w permakulturze górskiej Seppa Holzera (Piotr Siwek)

Grudzień, 14.XII.2017, godz. 19.00

ETNOBOTANIKA TUNDRY

Rośliny Samów i Inuitów / Ogród Botaniczny za kręgiem polarnym – relacja fotograficzna

Podajemy tematy główne, ale będzie sporo żywych roślin, pomocne wydawnictwa, pokazy, przepisy i porady, a także goście!

W grudniu poza spotkaniem, zaplanowaliśmy także w BONOBO  KONCERT muzyki symbiotycznej The Magic Carpathians / Karpaty Magiczne

02.XII.2017, SOBOTA, godz. 20.00

Anna Nacher i Marek Styczyński : Deep North

Zapraszam zainteresowanych!

Reklamy

Ryż w Karpatach!

ryz1

Permakultura nie jest dogmatyczna, a rośliny spoza bioregionalnego kanonu bywaja bardzo interesujące  🙂

Zmiany klimatyczne są faktem i dzieją się na naszych oczach, a znajomość z podstawowymi dla ludzi roślinami pokarmowymi powinna być – według mnie – oparta o coś więcej niż fotografie czy rysunki w atlasach i książkach. Od jakiegoś czasu myślę o kilku podstawowych i pierwotnych gatunkach zbóż. Przyglądałem się „etnobotanicznym okiem” takim podstawowym zbożom jak owies i jęczmień. Zobaczyłem, że jęczmień miał być kiedyś nazywany „ryżem niemieckim” ….

Dalej poszło już szybko i dzięki brawurowej akcji Nataszy i p. Marty (która zawodowo i hobbystycznie odwiedza Wietnam) dostałem kilka garści nasion ryżu „górskiego”. Pomyślałem, że zboże (ryż Oryza sativa należy do traw, nazywanych teraz wiechlinowate) uprawiane już 5 tys. lat przed naszą erą, o tak wielkim zasięgu i znaczeniu warto zobaczyć nie tylko na talerzu … Jedna trzecia ludności świata żywi się ryżem, a ciekawe jest, że ponad 90 procent zbiorów idzie na żywność dla ludzi, a nie na pasze dla zwierząt.

Ryż „górski” oznacza odmiany uprawne, które nie wymagają uprawy w wodzie, tak jak „padi” czyli ryż mokry. Zatem miałem kilka garści ryżu siewnego, odmiany „górskiej” z Wietnamu. Co więcej, także darczyńcy z Wietnamu czekali na rozwój wypadków … w dalekich i zimnych Karpatach. 🙂

Pierwsza klęska przyszła szybko, już na etapie prób uzyskania sadzonek. Było zimno i nasiona zaczęły się psuć… Szybka akcja przemywania, zmiany gleby i uwodnienia pomogły i po długim czasie coś zielonego zaczęło się pojawiać. Wszystko szło bardzo wolno przez zimne noce. Wreszcie sadzonki nadawały się do wysadzenia do gruntu. Nie chciałem niczym okrywać roślin, bo ryż w Karpatach nie miał być eksperymentem w akwarium… Przygotowałem mini poletko, rozebrałem murek aby od zachodu także zaglądało słońce i na kolanach posadziłem sadzonki. Bardzo zaskoczyły mnie same rośliny, bo małe, zielonkawo-żółte nie wydawały się zbytnio odporne, ale w dłoni czułem bardzo sztywne, mocne liście, a sadzonki doskonale sadziło się w mulistej glebie lekko zalanej wodą. Mimo tego, że odmiana górska nie wymaga „stania w wodzie” to w miesiącach, w których temperatura sięgała w dzień plus 36 stopni C, podlewałem uprawę regularnie odstana wodą 1-2 razy dziennie.

ryz2

Ryż ładnie przyrastał w lipcu i sierpniu, ale we wrześniu po pierwszej nocy o temp. 7 stopni C rośliny „stanęły” i jest tak do teraz. Nie pomogła też wielka ulewa z gradem i nawet ryż wyglądał kiepsko przykryty w całości przez wodę. Ubocznym efektem mini ryżowiska w Biotopie było pojawienie się kumaka górskiego (Bombina variegata), który zdecydowanie nie miał nic przeciwko tej uprawie.

ryz3

Czekam jeszcze na kwiaty… ale czy się doczekam?, bo nasion zapewne nie!

Mam wiele obserwacji i cały ten eksperyment nie jest zupełnie oderwany od tego co robimy w permakulturze Biotopu. Jeszcze o tym napisze. Moje foty (zestawił z bardzo wielu) Bogdan Kiwak. Dla sceptyków mam też informację, że w eksperymentalne uprawy ryżu dobrze udawało się np. w okolicach Wrocławia w Polsce, we Włoszech jest tak duża produkcja ryżu, że idzie na eksport, a ryż uprawia się także np. na Węgrzech… W Karpatach Zachodnich jest trudniej, ale… 🙂

 

 

 

We wrześniu o wrześni

Września pobrzeżna Myricaria germanica to naprawdę piękna i bardzo charakterystyczna roślina zaliczana do „półkrzewów” … chociaż dorasta do 2,5 m wysokości (znajdziecie najczęściej, że do 2 m, ale wierzcie mi, że bywa wyższa!).          Przy okazji mała dygresja, pisałem jakiś czas temu tekst o drzewach i przez kilka stron pokazywałem jak ich prawdziwy wygląd (w sensie: spotykany u osobników dzikich, w wieku dorosłym i w starości, a nie w dołach z zaprawioną nawozami ziemią i mających 5-15 lat) nie odpowiada aktualnej definicji drzewa i jego pop-kulturowego wyobrażenia wyniesionego z miast i zieleni urządzonej terenów turystycznych. Po tym wszystkim dostałem uwagi od recenzenta, który zacytował mi „naukową” definicję drzewa i zakwestionował moje wywody… czytał czy nie? Już nie tylko ludzie, ale i drzewa nie mieszczą się w definicjach i pewnie dlatego się je u nas tak masowo wycina. Polska znana jest bowiem powszechnie z ukochania nauki.                                                                 Za chwile zobaczycie te „półkrzewy”, ale warto jeszcze wspomnieć, że września jest bliskim krewniakiem tamaryszku i dawniej nosiła nazwę Tamarix germanica.        Roślina jest niezwykle ciekawa i ekologicznie plastyczna, ale nawet jej zdolności, które czynią z niej gatunek pionierski, nie uchroniły wrześni od masowej zagłady w naszym kraju (ale nie tylko w nim). Różne źródła podają, że występuje od południa Europy aż po Himalaje, w innych podaje się jeszcze Skandynawie (za kręgiem polarnym nigdy jej nie widziałem). Krzew ten rośnie na charakterystycznych nadbrzeżnych kamieńcach czystych, górskich rzek i w Polsce głównym areałem jej występowania są Karpaty. Nie jest długowieczna (żyje ok. 10 lat) i dobrze sobie radzi ze zmiennością koryta rzek górskich, a tam gdzie znajdzie dobre warunki jest jej setki, a nawet tysiące. To może teraz zobaczcie jak wygląda, a opis dodamy jeszcze dalej…

wrzesnia1

wrzesnia2

wrzesnia3

wrzesnia4

wrzesnia5

wrzesnia6

Foty pochodzą z dodatkowej, nie wykorzystywanej w pracy, puli dokumentacji jaką zrobiłem podczas sierpniowego rozpoznania terenowego. Zostało ono zainicjowane doniesieniem o niezwykle licznym stanowisku wrześni. Obecność dużej ilości wrześni pobrzeżnej wskazuje na chronione w UE siedlisko o nazwie: zarośla wrześni na kamieńcach i żwirowiskach górskich potoków ( Salici – Myricarietum – z przewagą wrześni) o specjalnym kodzie 3230. Tego typu stanowiska powinny być chronione jako mało liczne na obszarze UE i dające osłonę wielu innym organizmom, nie tylko roślinnym! Zobaczcie na kilku fotach z jak licznym stanowiskiem mamy do czynienia. Jest ono częścią koryta rzeki Kamienica Nawojowska  (źródlisko znajduje się w rejonie Krzyżówki pod Krynicą, a ujście do Dunajca w Nowym Sączu) na terenie granicznym Beskidu Sądeckiego.

wrzesnia7

wrzesnia10

wrzesnia12

wrzesnia11

Pisałem już, że września jest gatunkiem pionierskim, co oznacza, że w przypadku dobrych (dla niej) warunków siedliskowych, zasiedla szybko nowe połacie czystych i nowych żwirowisk. To zastanawiające jak te wielkie krzewy dają sobie radę na kamieńcach czyli piasku ze żwirem i otoczakami, bez zasobnej gleby, a za to z wielką ilością wody o zmiennej wysokości zalewania terenu! Wszelkie odkrycia żwirowisk powodują, że września (o ile nie jest mechanicznie zniszczona) szybko je opanowuje. Zobaczcie jak tu ekspansywnie wchodzą młode wrześnie i na jak sporym terenie.

wrzesnia15

wrzesnia14

wrzesnia13

Taka piękna roślina, której łanowe występowanie wielu z nas pamięta z dzieciństwa, zasługuje na ochronę, a kamieńce na zachowanie. Niemiecki tamaryszek (pod taką nazwą czasem znajdziecie wrześnię w literaturze i sieci) wraz z właściwym tamaryszkiem i podobnym do nich, ale nie spokrewnionym z nimi – saksaułem, to bardzo interesujące rośliny pionierskie o oryginalnym ulistnieniu, biologii, zastosowaniu i znaczeniu. Zaryzykuje tezę, że to września pobrzeżna z trzech wyżej wymienionych roślin, jest najmniej poznana i zapewne kryje jeszcze wiele tajemnic.

 

 

 

Trędowniki

Te interesujące rośliny mają/miały tak wiele zastosowań i opinii (także dyskusyjnych i to aktualnie!), że nadają się wspaniale do studiowania etnobotaniki. Wszystko zaczyna się już od samej nazwy – podobno od leczenia trądu (a raczej zdolności kojenia wszelkich podrażnień skórnych)… ale przecież nie trĘdu… do tego jest ich wiele gatunków na świecie (w Polsce generalnie jedynie trzy) i jeszcze spokrewnione są z takimi arystokratycznymi roślinami w kulturze jak dziewanny, albo z tak mało znanymi (w sensie wiedzy o nich, a nie rozpoznania) jak np. namulnik. Kto z Was wie coś o namulniku? 🙂

Do typowego dla naszej części świata (a trędowniki występują głównie w Europie i Azji, także w Ameryce Płn.) gatunku zalicza się trędownika bulwiastego Scrophularia nodosa. Jest znany kilku środowiskom przyrodników np. pszczelarzom (bo daje naprawdę dużo pożytków pszczelich !), ale też ziołoznawcom jako roślina lecznicza. Badacze ciem wiedzą, że z trędownikiem jest związana jeden z nocnych motyli poprzez bazę pokarmową i miejsce rozwoju.

Co do leczenia, to jest to główne pole do popisu dla badań etnobotanicznych – po pierwsze roślina trująca (ale poza tym stwierdzeniem niewiele więcej się doczytamy), po drugie leczono nią kiedyś specyficzną odmianę gruźlicy, po trzecie istnieje wiele podejść do leczniczego stosowania rośliny: najczęściej to liście lub ich przetwory, także w starszych opisach występują „kłącza”, a pojawia się czasem także zalecenie stosowania doustnego. Oby to nie było tak jak w przypadku żywokostu…

Jest oczywiście obecna i w tej grupie roślin kulturowa figura specjalnego, niezwykle pomocnego trędownika chińskiego / xuan shen – Scrophularia ningpoensis. W Europie wszelkie rośliny – nawet te same lub bardzo blisko spokrewnione w wydaniu chińskim  uchodzą za fantastyczne lekarstwa. To z tego gatunku wywodzi się (prawdopodobnie) pomysł na stosowanie suszonych korzeni i płynów/tinktur wytwarzanych na sproszkowanych korzeniach. Pewnie dotyczy to trędownika bulwiastego? Troche tracimy jednak na pewności, gdy dowiemy się, że w Chinach występuje 681 gatunków trędowników, w tym 415 endemicznych (czyli takich, które nie występują poza określonym obszarem, czasem niezbyt dużym, w pewnych warunkach także na obszarach rozproszonych).

Informacji jest sporo… Szukajcie, a znajdziecie! Do tego wszystkiego jest spór co do zapachu trędownika bulwiastego: czy to jest „niemiła woń” czy roślina wręcz śmierdzi? No i co z bliskimi krewnymi trędownika bulwiastego, gdybym Wam zacytował opisy dwóch z trzech gatunków z Polski, to są identyczne… a rośliny jednak inne.

Co w takiej sytuacji robić? Jak żyć z takim mętlikiem trędownikiem? 🙂 Pewnie najlepiej sprawdzić samemu. Zacząłem od uprawy, którą nazwałbym pół-dziką, bo raczej wspierałem rośliny, które licznie się pojawiały w różnych miejscach Biotopu niż sadziłem czy rozsiewałem. Trędownik okazał się bardzo piękną, ekologicznie ważną i mocną rośliną. To co się działo na kwiatach w lecie, to nie mieści się w kategorii – „budzi zainteresowanie pszczół”… to była masowa, nieprzerwana pszczela (wielu rozmaitych gatunków) celebracja kwiatów trędownika. Na koniec jeszcze jeden problem, co z bulwami… jakiekolwiek i gdziekolwiek miały by one być?

Po fotografiach jakie zrobiłem w ogrodzie zorientujecie się, że na liściach jednak nie poprzestałem.

tradownik1

tradownik2

tradownik3

tradownik4

tradownik5

 

Valeriana officinalis (radix)

Kończy się sierpień i powoli wracam do pisania blogowych listów o roślinach. Mam kilka bardzo interesujących doswiadczeń, a w Biotopie przybyło nam kilka bardzo ciekawych istot… od wczoraj obserwuje przepiękną ćmę (ale lata także w dzień) o intrygującej nazwie: krasopani hera, dwa dni pod rząd odwiedzał nas (na pewnej wysokości rzecz jasna) klasyczny orzeł przedni, a po sporych opadach w moim ryżowym mini poletku pojawił się kumak górski! Mieliśmy ulewne deszcze, grad i wiele dni po 35-38 stopni C przez pół dnia… górska permakultura się całkiem dobrze wybroniła!

Wiele się dzieje w zielarstwie i ziołolecznictwie, a na FB wydaje się być już wielki ścisk i kolejne fantastyczne ziołowe odkrycia gonią kolejne fantastyczne odkrycia… dziesiątki zielarzy/zielarek spotyka się i rwie, kopie, wyciska i „odkrywa”… co za piękny świat nas czeka, tyle umiejętności, retort i specyfików. Wyszliśmy już nawet poza mydła! Ba, poza kremy na lanolinie! Nie wszystko też zalewa się spirytusem, chociaż ta ścieżka trzyma się mocno.

Pomyślałem, że może i ja coś Wam pokaże, ale tak klasycznie bardziej, powściągliwiej, uspokajająco i bez odkryć… Foty z Biotopu pokażą Wam najlepiej jak wiele pracy potrzeba do sprawnego pozyskania i wysuszenia korzeni kozłka lekarskiego Valeriana officinalis.

Ta roślina to pewnego rodzaju kanon i klasyka, obecnie lekko zapomniana w powodzi „nowinek” 🙂 a warta jest zainteresowania i stosowania w swoim życiu. Jak to bywa z dawno poznanymi roślinami, dobrze opisuje jej moce sama nazwa – valeriana jest od mocnego, twardego zdrowia. Opisy i zastosowania znajdziecie tam gdzie Wam łatwiej będzie czytać. Zielarstwo staje się bardzo ideologiczne w Polsce więc korzystajcie z własnych, ulubionych źrodeł, a to od guru zielarstwa wszelakiego, a to od guru dzikich roślin jadalnych, a to od tych co kiszą wszystko co wpadnie w rece, a to od słowiańskiej tożsamości … co komu w duszy gra, bo to bez znaczenia gdyż roślina pozostaje stale ta sama.

Powolutku uprawiałem (przez dwa lata) obok siebie kozłka „uogrodowionego” na tle wielu kęp dzikich kozłków jakie rosną w Biotopie, bo chcą, a ja im nie przeszkadzam. W jesieni zeszłego roku wykopałem kilka dzikich roślin w kilku miejscach Zamagurza i to dało mi do myślenia. w tym roku, po dwóch latach uprawy udokumentowałem zbiór korzeni w ogrodzie. Fot jest więcej i wiele ciekawych obserwacji i wniosków zostawiam do mojej nowej książki… także o walorach zapachowych kwiatów i korzeni… ale teraz cieszmy się kozłkiem i jego korzeniami czyli surowcem zielarskim – radix valeriana officinalis.

kozlekradixA

kozlekradicB.jpg

kozlekradixC.jpg

kozlekradixD.jpg

kozlekradixE.jpg

kozlekradix1

kozlekradix2

kozlekradix3

Lato albo zbieranie myśli po warsztacie czerwcowym…

madzianot1

Sporo czasu upłynęło od warsztatu czerwcowego, jaki w znakomitym towarzystwie celebrowaliśmy pomiędzy 14 a 18 czerwca! Program obejmował praktyczny wstęp do permakultury górskiej ( budujemy ją od 2014 roku w Biotopie Lechnica) oraz wycieczki etnobotaniczne, które zawsze łączę z elementami bioregionalizmu.

Tym razem poza samym Biotopem, gdzie widać 7 warstw i 4 strefy permakultury wg. Billa Mollisona (zobaczcie na notatki! uczestniczki warsztatu), wybraliśmy się na południowa granicę Zamagurza. Celem było jeziorko górskie tuż pod granią Magury Spiskiej, a prowadziła do niego droga i ścieżka w znakomitym terenie gdzie jak na dłoni widać było zróżnicowanie siedlisk i kolejne strefy górskie: doliny, stoki wzdłuż potoków i strome stoki z lasem typu reglowego. Przy jeziorku złapał nas drobny deszcz, ale nikt się nie przestraszył na tyle aby nie podziwiać pracy bobrów i widoku na Koronę (Trzy Korony), które pięknie oznaczają północną granicę Zamagurza. Z najciekawszych siedlisk warto wymienić interesujący potok niosący wapienny rumosz skalny wypływający ze stoku zbudowanego z fliszu karpackiego! Zwracały uwagę zarośla róży bezkolcowej (alpejskiej), storczyki, podmokłe łąki i owocujące wawrzynki wilcze-łyko… i wiele, wiele innych roślin.

madzianotki3

Osobną wyprawą (na wyraźne prośby warsztatowiczów) poprowadziłem w Beskidzie Sądeckim. Chodziło o wyczekiwane spotkanie z pokrzykiem wilczą jagodą czyli „belladonną” ! To była prawdziwie karpacka wyprawa! Deszczyk, potem mgły, wilgoć i kolejne pięknie kwitnące „belladonny” , znajoma salamandra, a na koniec prawdziwa bacówka z wędzonymi serami z mleka owczego! Oczywiście były bliższe spacery i obiady w miejscowych knajpkach – kofola i vinea lały się strumieniami! :-)))

Sporo mówiliśmy o całkiem nowych i w części moich autorskich koncepcjach etnobotanicznych w rodzaju „super roślin” istniejących (tylko) w kulturze, ale także o sztuce blisko roślin, a nawet o świadomości roślin. Interesujące było także zakończenie warsztatu, bo udało się na krótko (zbyt krótko!) dotrzeć do zachodniej granicy Zamagurza, nad przełom Białki pod Krempachami. Tam znajduje się górach o nazwie Obłazowa, a w niej kilka jaskiń. Znaleziono w nich kości wielkich, wymarłych drapieżników (np. lwa!), a także najstarszy, znany bumerang. Ta broń (ale bywa też instrumentem muzycznym) wykonana jest z ciosu mamuta. W jaskini żyli ludzie potrafiący wykonywać rozmaite przedmioty użyteczne z radiolarytu pienińskiego. Cóż, mnie zainteresowały tam najbardziej kości reniferów… 🙂 To była kolejna nasza wyprawa w to miejsce, a planujemy coś znacznie większego jeszcze w te wakacje!

Skład grupy warsztatowej gwarantował interesujące interakcje i było sporo ciekawych rozmów i planów na przyszłość.

Mój plan jaki ogłosiłem nad jeziorkiem na stokach Magury Spiskiej (spontanicznie wybrane miejsce będzie strażnikiem postanowień) brzmi: KONIEC WARSZTATÓW JAKIE ZNACIE! Tak, to były ostatnie warsztaty z tzw. naborem chętnych i promocją na fejsie. Dla mnie ta formuła się wyczerpała.

Upływa już cztery lata od rozpoczęcia naszej holistycznej pracy pod nazwą Biotop Lechnica i pewnie wszyscy, którzy chcieli się przyłączyć, zrobili to. Praca z roślinami, ze sztuką, z sobą wymaga czasu. Wkrótce opiszę problem czasu jaki jawi mi się jako podstawowy w rozumieniu i badaniu roślin. Mam wrażenie, że zaczynamy kolejny, nowy etap w tym co robimy z Anią w muzyce, w relacjach z innymi, z organizowaniem swojego czasu i teoretycznym namysłem, a głównie z uczeniem się. Mam ciągle entuzjazm do pracy z innymi, do dzielenia się, może czasem do nauczenia czegoś (bo sam popełniałem wiele błędów i zyskałem doświadczenie), ale nie czuję się dobrze z „naborem” do uczestniczenia w świętowaniu bycia w cudownych miejscach. Nie zamierzam się ścigać, zabiegać i oszałamiać programem! 🙂

Tłumacząc moje postanowienia na język praktyki: nie będzie warsztatów majowych w 2018 roku, w czerwcu będę chętnie widział grupy i osoby z konkretnymi propozycjami co do zakresu spotkania (więcej permakultury górskiej, ale i pogłębiona praca z roślinami). Jeżeli będą zainteresowani, to uzgodnimy terminy, sposób rezerwacji noclegów (najlepiej jak to uczynicie sami – podam wszelkie namiary). Bardzo chętnie będę się spotkał na przyjacielskich lub barterowych zasadach z osobami, które przez ostatnie cztery lata znalazły czas aby być z nami, pomagać i wspierać! Zawsze znajdzie się jakaś sensowna praca, a potrzeby znacie, są i będą wielkie (Aga, dzięki wielkie za zestaw organicznych środków kuchennych!). Przez cztery lata wyłoniła się już grupa podstawowa i mam wiele chęci pracować z Wami znacznie więcej!

Czy to się uda? Nie wiem, ale podam fakty: w maju poza „zwykłymi” warsztatami, odbyły się jeszcze dwa inne, specjalnie umówione i bardzo satysfakcjonujące. Od tamtej pory mieliśmy tak dużo ciekawych gości przynoszących tyle nowych pomysłów i energii, a czekamy jeszcze na kilka do końca lipca, że liczymy na odpoczynek dopiero w sierpniu?

W Krakowie mamy w jesieni cykl otwartych spotkań i one przejmą rolę warsztatów, na które możecie przyjść (lub nie), niczego wcześniej nie planować, a nawet nie wiedzieć czy interesują Was rośliny, albo czy warto poświęcać swój cenny czas Markowi Styczyńskiemu ! Planujemy 3 takie spotkania w Bonobo przy Małym Rynku w Krakowie plus jeden koncert sięgający do surowych praktyk z tundry. Sporo piszemy, teksty są zazwyczaj dostępne, przygotowuje książkę i sporo zmian w Biotopie. To co się dzieje wokół nas, to szaleństwo zapowiada głębokie zmiany w świadomości, ale tego rodzaju zmiany nie przychodzą łatwo i bez oporów. Koncepcja Żywej Ziemi powraca, zajmujemy się świadomością roślin, szukamy nowych dźwiękowych ścieżek porozumienia i słów na opisanie ważnych praktyk, budujemy niezależne obiegi i mamy sposoby na leczenie oskalpowanej Ziemi. To nie jest czas na podchody na fejsie, lajfstajl i zabieganie o uwagę ludzi, którzy na niczym uwagi skupić nie potrafią.

madzianotki6

Miejcie oko na wydawnictwo BWA w Katowicach – będzie szybko, a w nim znakomite prace artystów, podsumowanie projektu i teksty, w tym mój i Anny Nacher. Tak, tak o „szamanach i rytuałach” … 🙂

Madzi Podziewskiej jestem bardzo wdzięczny za udostępnienie notatek, ale głównie za to, że te notatki robiła! To buduje chęć uczenia się aby dzielić się czymś istotnym!

my.tujko

Fota Małgosia Tujko, „gejzer” trawertynowy, dzięki!

Radykalny herbalizm i inne czerwcowe aktywności

tarninasnow5

Tegoroczny maj dał mi wiele do myślenia… np. to, że bardzo trudno łączyć systematyczne i terminowe prace w permakulturze Biotopu z aktywnościami w rodzaju pisania teoretycznych tekstów, przygotowywania otwartych, publicznych spotkań, prowadzenie warsztatów terenowych, a dodatkowo zajmowania się muzyką i to w ten, najbardziej wymagający sposób, czyli grania koncertów i sesji w studiu nagraniowym.

Przy tych wszystkich pracach, których kulminacja zdaje się rozciągać także na czerwiec, obserwuję jednocześnie jak media (w tym FB) z sukcesem zagospodarowują ekologiczne problemy w rodzaju polskiej niechęci do drzew (jednym z objawów tego długotrwałego zjawiska jest  „lex Szyszko”), medialny wzrost (?) zainteresowania zielarstwem, tzw. dziką kuchnią i wieloma aspektami życia ludzi z wielkich miast, którzy deklarują niezwykłe przywiązanie do przyrody, a nawet grają (pewnie nieświadomie) nawróconych na „ekologię”. Jak grzyby po deszczu powstaje cały przemysł lajfstajlowy o sugerowanym, zielonym zabarwieniu. Wszystko, (prawie) wszystkim zaczyna się mieszać ze sobą i ekopapka podlana polityką, zaczyna zatykać, jako tako drożne dotąd, kanały informacji i rozmydlać, jasne dotąd, myśli i idee. Wchodzimy w czas społecznej „ekomiażdżycy”, bo miażdżyca to inaczej arterioskleroza. Mamy zatem „wielkie” akcje (stwarzane jako „wielkie” przez media, a nie przez ich odbiorców), akcje małe (omijane przez „oko Saurona”, broniące się uporem i konsekwencją, a głównie oryginalną ideą), akcje w nurcie środowiskowego trendu i te „niszowe”, bo środowisko – jak nigdy przedtem – przypomina stado owiec prowadzonych przez sprytną kozę. Tak, tak, okazało się, że owce bardzo szybko przyjmują, że koza jest hiperowcą i należy się jej kierownicza rola.

To wszystko pestka, niech mają, niech się cieszą, może są w wielkiej potrzebie, może nie potrafią inaczej, egowzdęcia są uciążliwe, więc nie ma czego zazdrościć, niech tam! Szkoda tylko, że tyle emocji, tyle słusznego gniewu, porywów woli i słów, dyskusji, polemik idzie w gwizdek. To, że moi starzy koledzy z tzw. środowiska ekologicznego powielają błędy popełniane z podziwu godną konsekwencją już od 30 lat, można (?) jakoś zrozumieć, ale całe rzesze młodych ludzi dają się wodzić jak na sznurku, a raczej odwodzić od wszystkiego, co ma w tej naszej poważnej grze o życie, jakiekolwiek znaczenie.

Nie specjalnie czuję powołanie, ale przypominam: # rośliny i zwierzęta to nie rzeczy, są żywmymi istotami, # las i łąka, morze i góry, nie są „zielonym marketem” stworzonym do brania darmówek (co zrobiliście dla tych miejsc?), # zabawa w „ekofarmy” na oknie albo trzymanie roślin w butelkach, jest jak obóz koncentracyjny (one też były doskonale zorganizowane) i niewiele się różnią od aktów powolnego uśmiercania drzew, przez ich tzw. ogławianie, # przemysłowe rolnictwo zaczyna gubić określenie „rolnictwo” i dawno nie produkuje dobrej dla zdrowia żywności, a ciągle uczy się tych metod, # tzw. rolnicy w naszym kraju sypią, leją i opylają chemią wszystko co się da i dzielą swoje uprawy na te dla siebie (mniej zatrute) i te na sprzedaż. Karmią nas przy tym także słabymi w smaku bajkami o wysokiej jakości żywności produkowanej przez rodzinne gospodarstwa. # W prawie każdej sprawie związanej z ochroną przyrody jaką nagłaśniają media, ta ochrona jest najmniej ważna i zawsze chodzi o zbudowanie drogi, parkingu, podzielenia na działki itp. sprawy. # Ci co bałamucą w dyskusjach „ekologicznych” pseudoreligijnym „interesem człowieka”, mają na myśli bardzo konkretny własny interes i nie jest trudno go zobaczyć, # podpuszczaczom od „zielonej energii” chodzi głównie o to, aby wreszcie dostać zwrot za wykupione papiery udziałowe, # a mediom chodzi o podbicie sprzedaży reklam za sprawą wzrostu „klikalności”.

I dlatego warto myśleć, sprawdzać, pytać i uczyć się. Staram się ciągle uczyć.

Nauczyłem się w maju, że # sadzonki ze szklarni utrzymywanych w sposób, jaki jest przedmiotem nauczania na studiach ogrodniczych i rolniczych, nie nadają się do obsadzania ogrodu, nauczyłem się, że # hydroponika jest efektownym sposobem na wchodzenie tylnymi drzwiami z przemysłem produkującym tkanki roślinne przeznaczone do produkcji pseudo-pokarmu w sposób całkowicie sztuczny, utwierdziłem się w przekonaniu, że #  5 hektarów ziemi w górach ciasno zasłoniętych „panelami słonecznymi”, to nie „zielona energia”, a 5 hektarów zniszczonej ziemi plus dotacje na sieć dróg, budowli, kablowania i śmietnisko, nauczyłem się, że # „czerwone” róże z kwiaciarni (przepraszam: „od florystów”) są ledwo różowymi kwiatami, chemicznie i krótkotrwale spreparowanymi dla osiągnięcia celu handlowego, zobaczyłem też u siebie na osiedlu, że #  rodzice małych dzieci, którzy nie zgadzali się na podwyższenie czynszu o 1 zł miesięcznie na wzbogacenie zieleni, chętnie zrzucili się (także z mojej kieszeni) na śmierdzącą, plastikową wykładzinę wyłożoną wokół piaskownicy. Ich dzieci będą miały dzieciństwo w „bezpiecznej” odległości od przyrody… i zapewne zaakceptują w przyszłości wycięcie wszystkich lasów jakie jeszcze zostaną (?), a także przerażających i pełnych kleszczy wysokich traw! 🙂

superziolo3

Zmiana wymaga namysłu, analizy sytuacji, otwartości na wymianę myśli, praktycznego dotknięcia czegokolwiek realnego, od zgromadzenia nasion po zaakceptowanie, że jesteśmy ciągle na początku drogi w rozumieniu świata. Ewolucja tworzy nadmiar, aby pula rozwiązań była możliwie szeroka. Nic nie jest dane na zawsze. Drobni szaleńcy, którzy mają władzę na kilka chwil odejdą, a my z czym zostaniemy? Z naszą „racją”? Nie powinniśmy się zbytnio wiązać emocjonalnie z „przeciwnikami”, są inne sprawy, ważniejsze, te, które budują przyszłość. Do nich należy skopanie grządki pod bogate zestawy roślin wspierających nas i siebie: kukurydza z fasolami i dynią, ryż z soją, ziemniaki z bobem… Do tych spraw należy indywidualne odkrycie, że rośliny budują naszą kulturę i nawet najgłubszy minister nie zmieni tego nawet na ułamek sekundy, co gorsza dla niego, podtrzymuje i umocnia ten proces (wzruszenie ramionami czasem jest skuteczniejsze niż ogniste polemiki wygłaszane do ściany).

Osiem roślin zbudowało mityczną, legendarną super-roślinę, a bioaktywność zapewniła jej wejście do dość prymitywnej jeszcze kultury ludzkiej. Czy na tym koniec? Według mnie, jest to dopiero początek nowej historii związków roślin i ludzi. Bo wreszcie przestaliśmy się jałowo śmiać z koncepcji komunikowania się roślin. Rośliny mają zmysły, bywają rozedrgane i można wejść w sferę ich świadomości. Świadomość roślin – koncepcja zbyt radykalna? To może praktyczna strona wiedzy, że tylko powszechna sieć drobnych gospodarstw i upraw ( pierwsza książka Billa Mollisona zaczyna się od cytatu ” możesz podziwiać wielkie posiadłości, ale jeżeli chcesz założyć ogród … to mały”) jest w stanie wyżywić miliardy ludzi. Stale odnawiające się, trwałe rolnictwo (permanent agriculture) jest zaprojektowaniem dobrego życia. Bonusem będzie hortiterapia, leczenie drzewami, kontakt dłoni i stóp z glebą, dobre i budujące organizm jedzenie i kreatywny, uwolniony z medialnych glutów umysł. Taki umysł jest w stanie zrozumieć, że sprzedawane wysyłkowo pudła z nasionami i łopatką nie są „permakulturą”… 🙂 Rożróżnianie spraw istotnych od niepotrzebnych i nieistotnych jest ważne.

Wszyscy się mogą tego nauczyć.

Fotografia/idea (Piotr Siwek/Marek Styczyński) i grafika (Aneta Sitarz/Marek Styczyński) to robocze etapy wizualnie opracowywanego tematu wykładu Radykalny Herbalizm jaki odbędzie się w Bunkrze Sztuki w Krakowie w sobotę 10.06.2017 r. Także w Bunkrze Sztuki – 11.06.2017 r. zagramy koncert Throbbing Plants z muzyką i tekstami z CD o tym samym tytule (zobacz na http://www.magiccarpathians.com) Kuratorką tego projektu jest Karolina Vyšata.

Wszystkie poruszone w tym wpisie problemy będziemy omawiali i praktykowali podczas warsztatu etnobotanicznego/permakulturowego w Biotopie Lechnica 15-18.06.2017 r. Sporo z nich pojawi się w czasie ostatniego przed wakacjami, cyklicznego spotkania w Krakowie w Księgarni/Kawiarni Bonobo 8.06.2017, a tych, którym bliska jest symbiotyczna muzyka zapraszam na koncert 11.06 w Bunkrze Sztuki (Throbbing Plants), 24.06 (Throbbing Plants i utwory z jeszcze nie opublikowanej płyty Closely Knit, Tightly Woven) w Bonobo i 25.06 w ramach cyklu imprez organizowanych przez Teatr Łaźnia Nowa w Nowej Hucie (Karpaty Magiczne – Nacher/Tekiel/Adrjanczyk/Kubek/Styczyński) gdzie zaprezentuję tradycyjne, roślinne rośliny i zagramy nowy program, przygotowywany na nową płytę Karpat Magicznych.

gesi17OM

A do tego dość bogatego programu dochodzi jeszcze Fotograficzne Akcja Górska Plener Fotograficzny w Lechnicy realizowany równolegle z warsztatem w Biotopie w dniach 15-18.06.2017. Gęsi w potoku Havka, tuż pod Biotopem fotografował w ostatnią sobotę Omar Marques.

Wszelkie pytania i rezerwacje w sieci lub na maila: marek.styczynski@gmail.com