Manna z … jesionów!

MannaPalermo1

Tegoroczny wypad do Kalabrii i na Sycylie, opisany już we wpisie: https://etnobotanicznie.pl/2017/10/22/mandragora-trip-sicily-2017/, a także : https://etnobotanicznie.pl/2017/10/12/wezydlo-z-sycylii/ miał, poza kolejnym spotkaniem z mandragorami jesiennymi, drugi cel etnobotaniczny. Była nim manna i całe zjawisko przywracania do (nowego) życia starych praktyk związanych z dobroczynnym oddziaływaniem drzew. Chodzi w tym wypadku o jesiona mannowego i tradycyjne metody pozyskiwania tzw. manny oraz odkrywanie nowych zastosowań dla tej niezwykle interesującej substancji.

Poza częścią techniczną i odtwarzaniem tradycji w nowej sytuacji kulturowej (a co za tym idzie także rynkowej) jest też bardzo subtelna część tej niezwykłej opowieści, która wprawnego etnobotanika powinna zainteresować najbardziej. Jest nią unikalny splot mikroklimatu miejscowego, obecności gatunków dających pożytek w postaci manny i przechowania wiedzy o jej pozyskiwaniu i wykorzystywaniu. Ten subtelny splot okoliczności ekologicznych i kulturowych jest zazwyczaj niewidoczny dla szerszego grona zainteresowanych, a nawet nieco maskowany w razie pojawienia się dużego popytu, który zaspakajany jest stopniowo w mniej wyrafinowany sposób.

Mannapalermo2

Mannapalermo3

Przypomina mi się nasza własna historia pozyskiwania wydzieliny sosny zwyczajnej (ale także bardzo poszukiwane pożytki sosny limby) zwanych potocznie żywicą. W prehistorii żywice były pozyskiwane z naturalnych wycieków uszkodzonych drzew (spowodowanych działaniem wiatru, piorunów, dzikich zwierząt), później inicjowano wypływ żywicy przez nacinanie drzew, a wraz z rosnącym popytem pojawiły się bardzo intensywne i częściowo zmechanizowane metody żywicowania sosny, doprowadzające do obumierania tak potraktowanych drzew. Pojawiła się krytyka tej metody, ale popyt nie malał i stworzono całkiem inne sposoby pozyskiwania substancji uchodzących za żywicę w postaci przeróbki drewna i syntez chemicznych, a żywicowania drzew zabroniono. Ten zakaz jest typowym efektem nieporozumienia – najpierw zniekształca się starą praktykę i czyni z niej wyniszczający przemysł, a kiedy staje się dla handlu zbędna, a wizerunkowo szkodzi … zakazuje się wszelkich praktyk tego rodzaju, nawet bardzo starych i prowadzonych w odmienny sposób. Niepostrzeżenie zabija się ewentualną konkurencję, która być może miałaby do zaoferowania coś naprawdę dobrej jakości i wyjątkowego… ale czy nie o to zawsze chodzi? Pytanie czy przemysłowa „żywica” destylowana wprost z drewna lub sztucznie stworzona według najbardziej ekonomicznej receptury, jest tą samą żywicą jaka powoli wypływa ze starej sosny po rozmaitej maści zranieniach lub wprawnych nacięciach? Odpowiedź jest oczywista, ale ponieważ dotyczy cennego i olbrzymiego rynku namiastek naturalnych sustancji sprzedawanych pod fałszywymi nazwami, to opracowano całe strategie potwierdzania jakości produktów nowoczesnej, komercyjnej chemii. Szkoda czasu na tego rodzaju polemiki.

mannagosc

Manna, wydzielina drzewna jesiona mannowego Fraxinus ornus (ale też z jesiona wąskolistnego F. angustifolia) bywa często podawana na Sycylii jako specjalność regionu gór Madonia. Góry te objęto przepisami tworzącymi tzw. park regionalny, co odpowiada w pewnej mierze polskiej praktyce parków krajobrazowych. Manna to dość gęsta wydzielina jesiona, która szybko zestala się w formie długich, czasem ponad metrowych, wiszących nacieków lub zestalonych wypływów ściekający po pniu, twory te przypominające kolorem i formą nacieki skalne z jaskiń. Nazwy antyczne w penej mierze odpowiadają wyglądowi sycylijskiej manny: Miele di Rugiada, Secrezione della Stelle.W wikipedii polskiej wydzielinę określa się jako „ziarenka”, co jest biblijną kalką wprowadzającą jedynie zamieszanie. Na Sycylii obowiązuje prawna definicja manny i manna z jesionów – manna di fraxinus – nie może być mylona czy mieszana z mitycznymi tworami o tej samej nazwie. Na Sycylii manna to manna jesionowa i basta.

Mannaglutki

Wielkie zasługi dla powrotu do starych technik pozyskiwania i zastosowania manny na Sycylii ma niestrudzony badacz, ogrodnik (czy leśnik?) i propagator – Giulio Geraldi. Jego sanktuarium mannowym są okolice miejscowości Castelbuono w Górach Madonia, a nazwa surowca to „manna madonita”. Dla zachowania prawdziwej praktyki slow przy zwiększającym się zapotrzebowaniu na kosmetyki i lekarstwa z manny, zawiązano konsorcjum, którego stronami są – park Madonia, producenci, sprzedawcy i promotorzy produktów z tego regionu. Manna jest zręcznie (ale czy skutecznie?) broniona przed staniem się jedynie poszukiwanym wytworem roślinnym, który dzisiaj łatwo skopiować chemicznie (nie dbając zbytnio o szczegóły) i jak obserwuję z nadzieją, staje się pewnego rodzaju etnobotaniczną atrakcją jako całość zjawiska o nazwie „manna”. Poniżej pokazuję trzy kolejne fotografie z Castelbuono z naszego rekonesansu w 2015 roku.

DSC_5458

DSC_5466

Wieloletnia praca przynosi efekty, bo kiedy wizytowaliśmy Castelbuono trzy lata temu, to głównym miejscem sprzedaży kilku produktów z manny był stolik ustawiony na placu w pobliżu zabytkowego kościoła, na szlaku licznych tam grup wycieczkowych (fota poniżej). W jesieni tego roku zaopatrywaliśmy się już w produkty z manny i inforamcje o niej w specjalistycznym sklepie Manna (adres FB tego sklepu jest dobrze widoczny na jednej z górnych fotek) w Palermo, usytuowanym na tyłach Cattedrale di Palermo. Poza tym, wiele sklepów (w tym z kosmetykami naturalnymi) poza Palermo (np. w Cefalu, Taorminie) ma już kremy, mydełka i inne kosmetyki, a nawet porcje czystej manny do stosowania ziołoleczniczego. Koszty tego rodzaju porcji to na miejscu na Sycylii : 7 euro za paczuszkę 20 gramową i 12 euro za 40 gramowe opakowanie. Paczuszki są na zamieszczonych wyżej fotkach.

DSC_5471

Manna bywa produkowana w innych miejscach na Sycylii (np. okolice Palermo), a Kalabria uchodzi za obszar gdzie zachowały się (jeszcze czy „do niedawna”?) stare „sady” jesionowe, to jednak w górach Madonia przypomniano o tym bardzo intrygującym pożytku z drzew.

Ciekawą wiadomością może się okazać to, że jesion mannowy osiąga na swej północnej granicy zasięgu w Europie tereny południowej Słowacji (gdzie go niejednokrotnie fotografowałem), a rośnie dość dobrze w wielu krajach jako drzewo ozdobne, które jest także sadzone w Polsce. Tu powraca wątek z subtelnym splotem okoliczności jakie dały nam sycylijską mannę … unikalne warunki nie są do uzyskania w naszych szerokosciach geograficznych.

Co takiego jest w mannie, że powstała z popiołów (nowoczesności) w dalekich od „centrów” górach i zaczyna być w centrum zainteresowania wielu badaczy i sektora kosmetologicznego i medycznego? Skład % podany w opisie naturalnych, zestalonych wycieków z jesiona mannowego wygląda następująco: substancje specyficzne dla manny (Mannite – 45,15 / Mannotetrosio – 16,08 / Mannotrosio – 13,49), a także: cukry (Fruttosio – 5,26 / Glucosio – 3,28) i Solfati – 0,53, Cloruri – 0,14, Ceneri – 3,07, Umidita – 7,53 , a poza tym zawiera minerały: Cromo – 0,076, Manganese – 0,240, Rame – 0,507, Zinco – 1,026, Magnesio – 0,094, Stagno – 0,011, Piombo – 0,136, Potassio – 0,827 oraz Calcio – 0,219 (podałem za źrodłem włoskim bez tłumaczenia, ale nie jest trudne).

Manna jest stosowana leczniczo jako specyfik: antywirusowy, antyoksydant, środek odrobaczający, pobudzający laktację, łagodny środek przeczyszczający, przeciwdziałający niszczącemu działaniu słońca na skórę (ma wiele dobrych dla skóry oddziaływań, które opisuje się słowem „odmładzanie”), podnosi sprawność układu odpornościowego, przeciwbakteryjny, przeciwzapalny, odżywczy, słodzący, korygujący smak (polepszający lub wzmacniający smak), a także substancja o działaniu toniku zbliżonego do produktów z witani (ashwagandhy). Nie jest bagatelne, to skąd pochodzi ten surowiec i muszę z zadrością potwierdzić czystość środowiska źródłowego dla manny. W Polsce już nie ma takich regionów, a zaczynają ubywać nawet i niewielkie enklawy i miejsca.

Mannapalermo4

O mannie jeszcze pewnie napisze, bo pracuje nad rozmową z sycylisjkim producentem i „odkrywcą” manny, a także zaprzyjaźniona firma zielarska BAKRA wyraziła wstępne zainteresowanie sprowadzeniem manny i jej przetworów do Polski. Obecnie produkty mannowe trafiają się w sklepach sprowadzających produkty z Sycylii, ale nam chodzi (jak w przypadku gojnika) o nieco inne, długofalowe i twórcze podejście do manny w stylu dobrze pojętego SLOW. Proszę zaintrygowanych manną o ew. kontakt w celu stworzenia sieci osób zainteresowanych produktami kosmetycznymi i leczniczymi z jesiona mannowego, ale także poznaniem kompleksu etnobotanicznego na Sycylii.

Reklamy

Torfowiska – tundra pod Tatrami

Staram się pokazywać, że skuteczna ochrona gatunkowa roślin polega na ochronie siedlisk… i jest kilka takich siedlisk, które są tego wzorcowym przykładem. Do tej grupy należą torfowiska. Mamy ich sporo odmian i łączą się nierozerwalnie z siedliskami o zbiorowej nazwie: wody słodkie, więc nic dziwnego, że opracowano je w ramach serii Poradniki ochrony siedlisk i gatunków Natura 2000 jako osobny tom (tom2.) pt. Wody słodkie i torfowiska. Jedno z najciekawszych i najbardziej czułych na zmiany środowiska siedlisk z tej grupy opisywałem na blogu, skupiając się na głównym gatunku jakim jest tam września https://etnobotanicznie.pl/2017/09/07/we-wrzesniu-o-wrzesni/, a siedlisko zostało nazwane: zarośla wrześni na kamieńcach i żwirowiskach górskich potoków.

Torfowisk mamy sporo i podzielono je na siedem głównych typów. Zawodowo zajmuję się od kilkunastu lat bardzo ciekawym siedliskiem o nazwie: górskie i nizinne torfowiska zasadowe o charakterze młak, turzycowisk i mechowisk. Tak długie zajmowanie się głównie jedną młaką o pow. około pół hektara dało mi wiele doświadczenia, a główne jest takie, że jest to tak bogate zbiorowisko, że nawet przy wielkim zainteresowaniu wielu doskonałych botaników i regularnym badaniom, dopiero po blisko dziesięciu latach intensywnych obserwacji udało się uzyskać (prawdopodobnie) pełną listę chronionych i cennych roślin jakie na tej młace występują. Mówiąc wprost : dopiero od roku nie przybywa nowych gatunków na tej liście… Ten aspekt botanicznej praktyki znają jedynie ci, którzy z racji zawodu lub dociekliwości (najlepiej jedno i drugie) odwiedzają latami te same obszary. Eksperci od efektownych, ale powierzchownych analiz florystycznych, zazwyczaj nie docierają do prawdziwego zestawu roślin i dlatego analizując tego typu opracowania mam wrażenie wielkiej nudy płynącej z przewidywalności zestawu podanych gatunków.

torfTatry

Wybraliśmy się na spacer po jednym z nie tak licznych obszarów należących do siedlisk określanych jako: karpackie torfowiska wysokie, a my weszliśmy na nie od strony Czarnego Dunajca. Najciekawszy (podczas tej wycieczki) był obszar za czynną kopalnią torfu (!). Torfowiska podhalańskie już nie są z wyglądu naturalnie „wysokie” gdyż eksploatowano na nich dość intensywnie torf w sposób wymagający budowy linii kolei wąskotorowej…

torftory

 

Mimo to, natknęliśmy się na miejsca i obszary żywcem jak z naszych wypraw w tundrę za krąg polarny… mimo, że tamte torfowiska mają nieco odmienną budowę. Klasyczny zestaw gatunków z tego obszaru to: moja ulubiona łochynia Vaccinium uliginosum, bażyna Empetrum nigrum, bagno Ledum palustre, wełnianki Eriophorum sp., turzyc Carex sp., brusznicy Vaccnium vitis-idea, torfowcami Sphagnum…

torfSosny

torfbagno

torfbrz3

torfloch:bagno:brusz

torfcarexhills

torfowoceloch1

torflochynia1

Tu widać krzew borowki bagiennej (łochyni) jak broni się i trwa pomimo zmian w otoczeniu, powyżej owoce łochynii ciągle są dostępne…

torfmechtorf

Osobnym i bardzo interesującym tematem jest etnobotaniczny aspekt użytkowania wielkich Puścizn (tak brzmi nazwa lokalna obszaru torfowisk pod Tatrami i ma już w sobie etnobotaniczną informację). Na kilku poniższych fotkach zobaczycie część torfowisk użytkowanych rolniczo w formie długich i wąskich pasków łąk i pastwisk. Towarzyszą im sporej powierzchni miedze z zachowaną roślinnością pierwotną. Nie jestem pewny, czy takie zagospodarowanie części wielkich torfowisk jest jednoznacznie szkodliwe dla całości (co jest pewne w przypadku kopalni torfu i urządzeń jakie jej towarzyszą: nasypów, wyrobisk, składowisk, torów i dróg plus bezpowrotne ubywanie masy torfu idącego do ogrodnictwa i na opał, tak: kiedyś opał z suchego torfu był głównym „produktem” wychodzącym z tego obszaru!). Dla okolicznych mieszkańców, torfowiska i miedze pomiędzy pastwiskami i łąkami były miejscem gdzie zbierało się brusznice. Mam pewne źródło informacji w tym zakresie… Brusznice były i są nadal. Dzisiaj także można je zbierać…

torfpastwisko

torfmiedza

torfbaciTatr

torfAniabrusz

Ta relacja jest jedynie poruszeniem tematu torfowisk, będziemy tam wracali, a z pewnością też poprowadzę na tych „tundrowych” obszarach zajęcia terenowe podczas jednego z warsztatów etnobotanicznych w 2018 roku!

Dziękujemy Tomkowi B. za towarzystwo i transport z Biotopu Lechnica! 🙂

 

 

 

 

 

Mandragora Trip, Sicily 2017

mandrakManzrob

Jednym z dwóch głównych celów etnobotanicznych, naszego wypadu do Kalabrii i na Sycylię, była mandragora jesienna (wiele o niej i pokrewnym gatunku znajdziecie tu: https://etnobotanicznie.pl/2015/10/18/sycylia-druga-czesc-etnobotanicznego-sprawozdania/ a także w drugim numerze naszego Biotop’owego herbalistycznego zina The Diggers Morning, gdzie bardzo pięknie o mandragorze lekarskiej napisał świetny botanik Tomek Kozłowski (znany wielu Wam z FB i doskonałej znajomości Grecji).

W Kalabrii, mimo poszukiwań w bardzo typowych dla mandragory miejscach, rośliny nie znalazłem. Pewnie tych miejsc odwiedziłem zbyt mało, ale okolice Lamezia Terme i Reggio di Calabria były bardzo obiecujące… trzeba tam wrócić na dłużej!

Na Sycylii przeciwnie, tam gdzie mandragory miały być – były! Tym razem już nie biegałem w uniesieniu i ekstazie, ale systematycznie dokumentowałem pewne zjawiska, które nurtują mnie od pierwszego spotkania z tymi niezwykłymi roślinami. Jednym z nich jest zróżnicowanie kwiatów mandragory jesiennej. Zobaczcie sami na wstępnie przygotowaną tablicę (dziękuję @Bogdan Kiwak) gdzie zestawiono kwiaty roślin rosnących na jednym terenie (maksymalna odległość roślin od siebie to ok. 500 m, a wiele rosło tuż obok siebie).

mandrakTablflos

Zróżnicowane są nie tylko kolory, ale i kształty i liczba płatków korony… Aby się Wam nie wydawało, że poszukiwanie mandragor w terenie jest takie całkiem łatwe, to, prosze zobaczcie jakie to miejsca:

mandrakUwaga

mandrakTablOtocz1

Tym razem, zrobiłem kilka skrętek filmowych (niestety niezbyt dobrej jakości!) i dzięki talentowi i cierpliwości @Marcina Saroty (znanego z FB jako Tresura Aparatu) udało się przygotować mały filmik i pokazę go w najbliższy czwartek (26.X.2017 od godz. 19.00 w Bo-No-Bo w Krakowie) podczas pierwszego z trzech jesiennych spotkań etnobotaniczno-permakulturowych. Uczestnicy tych spotkań zawsze mają coś ekstra i nie będzie innych możliwości dotykać pewnych spraw… ale tu mogę pokazać plansze z filmu…

mandrakFilmTablB

mandrakManFilm1

 

Wężydło z Sycylii

wezydlo1Są takie rośliny, które intrygują i zadziwiają swoją formą, miejscem występowania i powodują, że myślimy o nich jak o depozytariuszach trudnej do sprecyzowania tajemnicy. Z pewnością jest tak w przypadku wężydła z rodziny obrazkowatych, które jest bliskie tajemniczej Voodoo Lily Dracunculus vulgaris z Bałkanów, jest od tamtej rośliny znacznie mniejsze.

Na stromych stokach spieczonych słońcem gór na Sycylii wyrasta z ziemi wężydło i jest to miejscowa odmiana o łacińskiej nazwie Biarum tenuifolium subsp. abbreviatum. Roślina ta i jej wielu krewniaków wchodzi w skład unikalnego zbiorowiska roślinności twardolistnej. Zbiorowiska tego typu można odnaleźć jedynie w pięciu obszarach na świecie: śródziemnomorskim, w części Australii, na południu Afryki (tam nazywa się fynbos i bywa rozpatrywany oddzielnie) oraz w części Chile w formacji mattoral i w części Kaliforni. W jakimś, dość pokrętnym (a jednak!) sensie, wężydło przypomina mi biologią naszego zimowita, bo wszystko co najistotniejsze skrywa pod ziemią.

W strefie śródziemnomorskiej jesień jest całkiem dobrą porą roku dla poszukiwań botanicznych i wężydło, jej bliscy krewni – obrazki włoskiej Arum italicum, psianka Linneusza Solanum sodomeum, a także Ona – mandragora jesienna Mandragora autumnalis jest w pełni rozwoju lub owocowania jesienią. Więcej o botanice Sycylii znajdziecie w relacji (2 części) jaką znajdziecie z wyprawy w 2015 roku: https://etnobotanicznie.pl/2015/10/18/sycylia-druga-czesc-etnobotanicznego-sprawozdania/ Dlatego też będę przez jakiś czas publikował krótkie posty o interesujących roślinach jakie w 2017 udało się spotkać na nieco dłuższym szlaku od poludniowej części Kalabrii do południowej części Sycylii.

wezydlo3

wezydlo4

wezydlo6

                                              

Liście na Wiatr!

LISCIEnaWIATRkolor:net

Zbliża się pierwsze, jesienne spotkanie z cyklu Etnobotanika praktyczna jakie już drugi rok udaje się organizować w księgarni/kawiarni Bo-No-Bo przy Małym Rynku w Krakowie. Spotkanie jest osobno anonsowane i dlatego tylko przypomnę, że najbliższe (26.X.2017) ma trzy główne tematy: prawzory ogrodów, relacja z etnobotanicznych spacerów w Kalabrii i Sycylii, podsumowanie 4-go sezonu w Biotopie Lechnica. Pewnie coś jeszcze się pojawi do tego czasu…

W Biotopie zaczynamy realizować projekty, które pokazują zapomniane ryty związane wprost z roślinami, albo też pokazujące mentalne podstawy otwierania się na żywe otoczenie. Jest już gotowy zapis filmowy krótkiego rytuału, który ma dla mnie dwa główne źródła. Pierwsze z nich, to stara praktyka azjatyckiego szamanizmu (Azja wschodnia i centralna) znana pod symbolicznym wzorem „konia wiatru”- alegorii ludzkiego ducha. Jest ona zazwyczaj utożsamiana z tybetańską praktyką lungta. Nie wdając się w szczegóły (co koresponduje z charakterem czynności nazywanych rytualnymi) jest dobrowróżbną celebracją życzenia powodzenia dla wszystkich istot. Niewielkie, papierowe odbitki z drewnianych matryc, przedstawiające symbolicznego „konia wiatru” bywają rozrzucane ze szczytów i grani górskich aby wraz z wiatrem dotarły do wszystkich (wędrowców) i przyniosły im powodzenie. W tej tradycji znane są powszechniej flagi modlitewne, młynki i młyny modlitewne, które wprawia w ruch/modlitewne przesłanie wiatr, woda, ludzie. Słyszałem wielokrotnie kpiny z flag modlitewnych „że to dla leniwych, bo wiatr ma ich wyręczać”… ale to nieporozumienie, a czasem zła wola, bo dobra współpraca z tak potężnymi siłami jak górskie wiatry nie jest wcale śmieszna i świadczy o mocnym przekonaniu o potrzebie współdziałania z Naturą.

W tradycji celtyckiej istnieje praktyka celebracji wiatru i pojęcie Anam Cara. W języku gaelickim  oznacza ono duchowego przyjaciela, nauczyciela, przewodnika duchowego. Celebracji wiatru z pomocą/ w duchu Anan Cara, dokonuje się z pomocą wysuszonych liści bzu czarnego zebranych o określonej porze wiosną i rzucanych w jesieni z miejsc wyniesionych i znaczących w miejscowej topografii.

Dzięki moim cierpliwym i utalentowanym współpracownikom, we wrześniu tego roku powstał zapis dobrowróżbnej celebracji na stokach Szpicy w otoczeniu Pienin i gór Zamagurza. Zapis filmowy wykonał Marcin Sarota i pokażemy go 24 listopada podczas wernisażu wystawy fotograficznej (plon dwóch Fotograficznych Akcji Górskich w 2016 i 2017 roku) w Krakowie (będę jeszcze osobno informował o zapowiadającej się bardzo ciekawie wystawie), a tu w ramach zapowiedzi ujawniam dwie wersje zapisu fotograficznego jaki przygotował Bogdan Kiwak. Muszę zaznaczyć, że w serii tego rodzaju akcji nie staram się zupełnie o ich odtworzeniowy charakter w sensie stylizacji kroju spodni, długości brody czy wiernego oddania łapci z łyka … skupiam się na intencji i organizcznej podstawie.

W przygotowaniu mamy drugi film o rodzajach ludzkiej aktywności … ten w części organicznej bazuje na jednej z najpiękniejszych górskich rzek – Białce Tatrzańskiej w jej magicznym miejscu przełomu pod Krompachami. Być może uda się także i ten film pokazać w trakcie wspomnianego wernisażu.

LISCIEnaWIATR czar:net

 

Jesienne (roślinne) przyjemności!

Bardzo mi miło pokazać Wam – całkowicie przedpremierowo – okładkę interesującej książki, która jest jeszcze w drukarni… Wszyscy zielarze/ wszystkie zielarki będą miały co czytać i nad czym się zastanawiać! Autorką powieści „W ciemność” jest czeska pisarka Anna Bolava, a książka ukaże się w Polsce dzięki naszemu ulubionemu Wydawnictwo Książkowe Klimaty http://www.ksiazkoweklimaty.pl Niczego nie zdradzam, ale sam przeczytałem w jeden wieczór… bo rzecz o zielarce i 10 ziołach, a wszystko raczej w klimacie mojego Manifestu RADYKALNY HERBALIZM !

BolavaCover

Z innych (roślinnych) przyjemności na jesień podaje ekscytujący, ramowy program otwartych spotkań w Księgarni/Kawiarni BONOBO w Krakowie. Jak przez ostatnie dwa sezony i tym razem spotykamy się raz w miesiącu, zaczynamy o 19.00 i prezentujemy rozmaite, pogłębione podejścia do pracy z roślinami – głównie z zakresu ETNOBOTANIKI i PERMAKULTURY. Sami zobaczcie!

Październik, 26.X.2017, godz. 19.00

Źródła nowych wizji ogrodów : od upraw nie-ludzkich do permakultury

Ryż w Karpatach albo : czwarty sezon w BIOTOPIE – relacja fotograficzna

Etnobotaniczny wypad do Kalabrii i na Sycylie – relacja fotograficzna

Listopad, 16.XI.2017, godz. 19.00

ZEN w permakulturze – zaniechanie, czas i intuicja w praktyce pracy z roślinami

Koło Czasu w permakulturze i pracy z roślinami wspierającymi

Relacja z wizyty w permakulturze górskiej Seppa Holzera (Piotr Siwek)

Grudzień, 14.XII.2017, godz. 19.00

ETNOBOTANIKA TUNDRY

Rośliny Samów i Inuitów / Ogród Botaniczny za kręgiem polarnym – relacja fotograficzna

Podajemy tematy główne, ale będzie sporo żywych roślin, pomocne wydawnictwa, pokazy, przepisy i porady, a także goście!

W grudniu poza spotkaniem, zaplanowaliśmy także w BONOBO  KONCERT muzyki symbiotycznej The Magic Carpathians / Karpaty Magiczne

02.XII.2017, SOBOTA, godz. 20.00

Anna Nacher i Marek Styczyński : Deep North

Zapraszam zainteresowanych!

Ryż w Karpatach!

ryz1

Permakultura nie jest dogmatyczna, a rośliny spoza bioregionalnego kanonu bywaja bardzo interesujące  🙂

Zmiany klimatyczne są faktem i dzieją się na naszych oczach, a znajomość z podstawowymi dla ludzi roślinami pokarmowymi powinna być – według mnie – oparta o coś więcej niż fotografie czy rysunki w atlasach i książkach. Od jakiegoś czasu myślę o kilku podstawowych i pierwotnych gatunkach zbóż. Przyglądałem się „etnobotanicznym okiem” takim podstawowym zbożom jak owies i jęczmień. Zobaczyłem, że jęczmień miał być kiedyś nazywany „ryżem niemieckim” ….

Dalej poszło już szybko i dzięki brawurowej akcji Nataszy i p. Marty (która zawodowo i hobbystycznie odwiedza Wietnam) dostałem kilka garści nasion ryżu „górskiego”. Pomyślałem, że zboże (ryż Oryza sativa należy do traw, nazywanych teraz wiechlinowate) uprawiane już 5 tys. lat przed naszą erą, o tak wielkim zasięgu i znaczeniu warto zobaczyć nie tylko na talerzu … Jedna trzecia ludności świata żywi się ryżem, a ciekawe jest, że ponad 90 procent zbiorów idzie na żywność dla ludzi, a nie na pasze dla zwierząt.

Ryż „górski” oznacza odmiany uprawne, które nie wymagają uprawy w wodzie, tak jak „padi” czyli ryż mokry. Zatem miałem kilka garści ryżu siewnego, odmiany „górskiej” z Wietnamu. Co więcej, także darczyńcy z Wietnamu czekali na rozwój wypadków … w dalekich i zimnych Karpatach. 🙂

Pierwsza klęska przyszła szybko, już na etapie prób uzyskania sadzonek. Było zimno i nasiona zaczęły się psuć… Szybka akcja przemywania, zmiany gleby i uwodnienia pomogły i po długim czasie coś zielonego zaczęło się pojawiać. Wszystko szło bardzo wolno przez zimne noce. Wreszcie sadzonki nadawały się do wysadzenia do gruntu. Nie chciałem niczym okrywać roślin, bo ryż w Karpatach nie miał być eksperymentem w akwarium… Przygotowałem mini poletko, rozebrałem murek aby od zachodu także zaglądało słońce i na kolanach posadziłem sadzonki. Bardzo zaskoczyły mnie same rośliny, bo małe, zielonkawo-żółte nie wydawały się zbytnio odporne, ale w dłoni czułem bardzo sztywne, mocne liście, a sadzonki doskonale sadziło się w mulistej glebie lekko zalanej wodą. Mimo tego, że odmiana górska nie wymaga „stania w wodzie” to w miesiącach, w których temperatura sięgała w dzień plus 36 stopni C, podlewałem uprawę regularnie odstana wodą 1-2 razy dziennie.

ryz2

Ryż ładnie przyrastał w lipcu i sierpniu, ale we wrześniu po pierwszej nocy o temp. 7 stopni C rośliny „stanęły” i jest tak do teraz. Nie pomogła też wielka ulewa z gradem i nawet ryż wyglądał kiepsko przykryty w całości przez wodę. Ubocznym efektem mini ryżowiska w Biotopie było pojawienie się kumaka górskiego (Bombina variegata), który zdecydowanie nie miał nic przeciwko tej uprawie.

ryz3

Czekam jeszcze na kwiaty… ale czy się doczekam?, bo nasion zapewne nie!

Mam wiele obserwacji i cały ten eksperyment nie jest zupełnie oderwany od tego co robimy w permakulturze Biotopu. Jeszcze o tym napisze. Moje foty (zestawił z bardzo wielu) Bogdan Kiwak. Dla sceptyków mam też informację, że w eksperymentalne uprawy ryżu dobrze udawało się np. w okolicach Wrocławia w Polsce, we Włoszech jest tak duża produkcja ryżu, że idzie na eksport, a ryż uprawia się także np. na Węgrzech… W Karpatach Zachodnich jest trudniej, ale… 🙂