Chryzantema Zawadzkiego – następne spotkanie!

chryzzawadzDWA5

Kilka dni temu sporym zainteresowaniem cieszył się wpis z dwoma fotografiami chryzantemy Zawadzkiego, rośliny endemicznej dla Pienin. Nie będę ponownie opisywał tego gatunku i zainteresowanych odsyłam o dwa wpisy wstecz…

I tym razem fotografie są wykonane IPhonem, bo nie planowałem sesji fotograficznej, ale rośliny skusiły mnie dorodnością i zauważalnym, lekko liliowym odcieniem. Na zdjęciach widać, że do wykonania fotografii chryzantemy Zawadzkiego nie jest niezbędny sprzęt wysokogórski i łamanie przepisów porządkowych Pienińskich Parków Narodowych (taki napis spotkałem i bardzo mnie ucieszył! chociaż jeszcze lepiej brzmi: parki narodowe Pienin), ale przydaje się rower… 🙂

chryzzawadzDWAchryzzawadzDWA2chryzzawadzDWA4chryzzawadzDWA3

 

Sideritis scardica raz jeszcze…

sideritis3grad1

Ponad miesiąc wyjazdów przyniosło (poza przerwą w moim blogowaniu) całą górę materiałów etnobotanicznych z wielu interesujących miejsc. Nie bardzo wiadomo od czego zacząć nadrabianie zaległości i w takim wypadku staram się stosować prostą zasadę kalendarza. Pierwszy z wyjazdów dotyczy Londynu… nie wiem czy na jednym wpisie się skończy, zwłaszcza, że naszą przewodniczką po etnobotanicznej mapie Londynu była Joanna Milewska! Do Londynu dołączę fotografie i krótkie uzupełnienie z wyjazdu do Liverpoolu. Później była tundra Samów za kręgiem polarnym i poszukiwania maleńkiego różanecznika lapońskiego… ale także wiele nowych uzupełnień do etnobiologii Samów opisanej w naszej książce Vaggi Varri. W tundrze Samów z 2013 roku. A zaraz po tundrze był kilkudniowy pobyt w Pradze. Tu jest problem z ilością wpisów… bo wiele się dzieje teraz i muszę szukać właściwych proporcji.:-) Równolegle do tych wyjazdów remontujemy nasze maleńkie gospodarstwo na Słowacji… gdzie budujemy miejsce niezależnych spotkań, ogród (etnobotaniczna kolekcja roślin rytualnych i magicznych, ogród motyli, ogród w stylu agro-forestry, instalacje dźwiękowe…) i to jest całkowity priorytet tego czasu! Prawdopodobnie nasze słowackie miejsce, które nazwaliśmy Biotope Lechnica, zyska swój osobny blog i dam o tym znać.

Przewrotnie, rozpocznę nadrabianie relacji i inspiracji etnobotanicznych od jeszcze innego tematu. Natasza Styczyńska nadesłała interesujące fotografie małej plantacji Sideritis scardica w okolicy Trigradu, Bułgaria. Powodzenie informacji na temat tego gojnika jest zastanawiająco wielkie (ale w pełni zasłużone przez tę wspaniałą roślinę) i warto pokazać jak wygląda jego uprawa. Gatunek jest chroniony i w górach nie można go zbierać, ale jak sam widzę po mojej kilkuletniej uprawie na balkonie, nadaje się doskonale do tego typu hodowli.

Zapowiadam wykład etnobotaniczny (ze sporą ilością prezentacji roślin, instrumentów itp.) we wrześniu w Krakowie: http://sztukioswajanie.blogspot.com/

Osoby, które pierwszy raz czytają ten blog lub informacje na temat gojnika zachęcam do odszukania poprzednich wpisów na ten temat!

sideritis3grad2sideritis3grad3

 

 

Jabłroń

jablka

Jabłka, to owoce niewielkich, ale regularnie ukształtowanych drzew jabłoni (Malus sp.), które pochodzą z naturalnych stanowisk kilku gatunków jabłoni, m.innymi rosnącej w Polsce jabłoni dzikiej (Malus sylvestris). Północna granica naturalnego zasięgu dzikich jabłoni biegnie przez środkową Szwecję, Finlandię, Rosję aż daleko w głąb Azji. Od dzikich jabłoni pochodzi wiele odmian jabłoni ozdobnych (pięknie kwitnących!) i jabłoni owocowych (Malus domestica), dających dziesiątki typów i odmian jabłek. Już w I wieku n.e. w Rzymie znano około trzydziestu (!) odmian jabłoni domowej. Poza Drzewem Wiedzy z biblijnego ogrodu (gdzie jabłoń została umieszczona dopiero około V wieku przez teologa Gallusa i zastąpiła granat, pigwę, a może jedynie słowo: „owoc”), jabłoń jest niezwykle ważna dla źródeł kultury celtyckiej, gdyż Avalon – celtycki raj (wyspa), pochodzi od nazwy jabłka w miejscowych językach (afallen, abhal). Sady w hrabstwie Somerset (… i Glastonbury, Tor) to avalonia, kraina sadów jabłoniowych. Jabłka wiązano z Demeter i Afrodytą, boginiami płodności i miłości. Warto zauważyć, że „płodność” w aspekcie Demeter to nie całkiem jednoznaczne określenie i często ma zabarwienie „organiczności” czyli raczej potencjału rozwoju (nie tylko rozmnażania), co w aspekcie dzisiejszej wiedzy o dobrym działaniu jabłek na mózg widzimy nieco klarowniej. Zawartość potasu, żelaza, witamin (m. innymi: E i A) i wielu innych substancji plus naturalne słodycze i subtelne walory smakowe i zapachowe czynią z jabłek jedno z najstarszych i najprzyjemniejszych lekarstw i środków zapobiegających chorobom. Angielskie powiedzenie: jedno jabłko dziennie trzyma lekarza z daleka, jest w pełni uzasadnione.

Istnieją karpackie ryty związane z jabłkami (Rumunia, zwyczaje ślubne), zwyczaje kultywowane we Francji i wielu innych krajach. Wszystkie one bazują na geście darowania jabłka jako akcie ofiarowania miłości, zachowaniu zalotnym. 

Poza Europą z owoców dzikich jabłoni korzystali mieszkańcy Chin, Japonii i Ameryki Północnej. Ci ostatni wykorzystywali także liście rodzimych jabłoni!

Wracając na chwilę do wiedzy Druidów, kaplanów i mędrców (bo jak wiemy, nie zawsze idzie to w parze…) Celtów (a warto coś o Nich wiedzieć, bo już 2,5 tys. lat przed Chrystusem rozprzestrzeniali się pod całej Europie, aż po Indie…) przypominam, że jabłoń ma główną konotację: piękno, kolor: zieleń, zwierzę symboliczne/patronujące jabłoni to jednorożec, a miesiąc jabłoni to 2-29 września.

W świetle tej garści informacji na temat jabłoni i jej owoców, warto rozważyć komu się jabłka oferuje, kto boi się dobrostanu mózgów obywateli i zauważyć, że walczyć można nie tylko na froncie, gdzie chwilowe przewagi mają ludzie nie stosujący zasad czyli najemni bandyci. Z jabłek można zrobić szlachetną jabłroń i użyć jej dla długoterminowych przewag.

 

Bez czarny wkracza w popkulturę!

stevenfujarista2

Będzie o tym, jak największy europejski tradycyjny flet nazywany fujarą pasterską lub fujarą detwiańską, który wyrabia się z bzu czarnego przez wiercenie (nie rozcina się pnia, instrument jest zawsze z jednego kawałka drewna) i na którym gra się trzymając instrument pionowo (!) wkracza do światowej popkultury.

Pod koniec lat 90. XX wieku 🙂 moje zainteresowanie muzycznymi aspektami obecności bzu czarnego w kulturze, przybrało formy przemyślane i zorganizowane. Z pomocą Fundacji Stefana Batorego i w oparciu o własną galerię Stary Dom udało mi się opracować sporo informacji na temat fujary pasterskiej (projekt pt. Wiele narodów, jeden bioregion – powrót do korzeni muzycznych pogranicza Polski i Słowacji zakończony w 1999r.), które posłużyły jako baza do kilku sporych tekstów opublikowanych w różnych periodykach, a także do napisania rozdziału Fujara pasterska w mojej i A. pierwszej wspólnej książce Ucho jaka. Muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe (Wyd. Bezdroża, s. 178-184, książka jest obecnie dostępna w formatach elektronicznych). W Zielniku... przy okazji pisania o bzie czarnym także sygnalizuję jego bardzo ciekawe aspekty muzyczne. Pisanie o instrumentach wypływa u mnie wprost z fascynacji możliwościami dźwiękowymi i muzycznymi i z tego, że gram na ich starannie dobranej kolekcji. Podobnie jest z fujarą pasterską i mogę polecić swoje nagrania na fujarę pasterską jeszcze z okresu pracy grupy Atman,  a fujara z Dietvy stała się prawdziwie ważnym instrumentem w Karpatach Magicznych i moim indywidualnym projekcie eksperymentalnym Cyber Totem. Polecam Cyber Totem w wersji World Flag Records; opis na:  http://worldflagrecords.blogspot.com a sprowadzić można z http://www.serpent.pl

Od zawsze traktowałem ten fascynujący instrument jako indywidualność w świecie fletów i nie pamiętam abym nagrał jeden utwór o charakterze folklorystycznym. 🙂 Podróżując po świecie zawsze z zainteresowaniem przyglądam się zastosowaniom fujary pasterskiej i jej aktualnie powstającym klonom w rodzaju fujary szlanej, plastikowej… Do tego tygodnia, fujara pasterska (i bez czarny, jej prawdziwa podstawa) zajmowała raczej niewielkie, ale bardzo wysmakowane rejony muzyki improwizowanej, czasem nowego jazzu i podobnych środowisk, poza – rzecz jasna – tradycji kultywowanej na Słowacji. Dobrze pamiętam ile śmiechu w Polsce było z tej mojej fascynacji zjawiskowym instrumentem z góry Pol’jana koło Zvolenia…a przycichł dopiero gdy fujara znalazła się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO! Chwilę „później” w Polsce „wszyscy” już grali na fujarach, a teraz jest jak zwykle…

Od dzisiaj 🙂 fujara pasterska (fascynująca forma świata kultury i medycyny stworzonego przez bez czarny) trafiła do świata globalnej popkultury… 🙂 A hitoria tego jak to się dzieje, powinna zainteresować etnobotaników nie poprzestających na zainteresowaniu roślinami jadalnymi! Kilka tygodni temu zamówiłem bardzo specjalną fujarę pasterską (poza strojeniem i technicznymi sprawami wyrobu jest przystosowana do transportu samolotem w klasie: bagaż podręczny! mimo, że ma pod 180 cm długości) u Martina Brxa – jedynego na Słowacji wytwórcy tego rodzaju instrumentów o zawodowych parametrach. Kiedy ustalaliśmy szczegóły, otrzymałem wiadomość, że powstaną dwie bardzo podobne (ale nie identyczne, bo to nie fabryka…) bo ktoś z USA zamówił flet podając te same wymagania. Dzisiaj dostałem kilka fotografii tego „kogoś”, a fujara już poleciała do USA! Bez czarny zachwycił i wciągnął w swoją orbitę nawet tak twardego zawodnika jakim jest Steven Seagal! Mam tylko nadzieję, że p. Martin nie opowiedział p. Stevenowi o jednym z licznych pobocznych zastosowań fujary pasterskiej czyli samobronie po wyjściu z karczmy…

Uczestnicy warsztatów w Górach Lewockich pewnie pamiętają, że wspominaliśmy z A. kilka razy, że Steven Seagal jest na Słowacji ze swoim zespołem muzycznym (tak, tak… nie tylko film) i z pokazem sztuk walki zorganizowanym na wsi… Niektórzy potraktowali te informacje pewnie jak naszą ekstrawagancję lub żarcik… ale pewnie i ja tak zareagowałbym gdybym się dowiedział, że Steven w tym czasie ogrywa fujarę pasterską… Fotografie i prasówka dzięki uprzejmości p. Martina!

stevenfujarista1stevenfujaristapress

 

Wreszcie! Gojnik Sideritis scardica dostępny w Polsce!

gojnikanfi1

Po jakimś czasie świadomej pracy z roślinami, pośród setek gatunków znajdujemy kilka lub kilkanaście, które z różnych powodów są dla nas ważne. W Zielniku… nazwałem je roślinami wspierającymi (s.21-22) i mam oczywiście swoją listę. Jest na niej od dłuższego już czasu piękna roślina o wielu zastosowaniach i wyraźnym smaku – gojnik Sideritis scardica. Pisałem o niej sporo w Zielniku… (s.197-200 oraz s.191, a warto też zobaczyć do podrozdziałów: Zielarka z Pirynu i Bałkańskie napary). Właściwości gojnika czynią go rośliną z pierwszej dziesiątki europejskich ziół leczniczych, ale napar z niego ma też dobry smak, wyraźny kolor i zapach… a nie jest to atut wszystkich roślin o podobnym zastosowaniu. Od trzech lat hoduję Sideritis scardica na balkonie w sporej donicy i obserwacje czynione na kilkunastu roślinach plus obserwacje terenowe z gór Bułgarii gdzie gojnik ten występuje na swych naturalnych siedliskach wiele mi wyjaśniło. Gojnik kwitnie w drugim roku życia i to właśnie kwiaty są najcenniejszą częścią rośliny. Gojnik w naturze rośnie w skupiskach po kilkanaście do kilkudziesięciu okazów i dopiero w hodowli widzimy dlaczego zbiera się ją latami z tych samych stanowisk, a intensywniejsze zbiory mogą doprowadzić do zaniku jej skupisk. Sideritis scardica rzeczywiście zakwita w drugim roku, ale po kwitnieniu intensywnie rozmanaża się przez rozłogi i odrosty, co powoduje zagęszczenie roślin. Takie skupisko jest częściowo chronione przez warstwę obumierających i martwych liści starszych roślin i w następnym roku pojawiają się liczniejsze kwiaty z młodych osobników. Nie jest też wykluczone, że część starszych osobników kwitnie ponownie. Po trzech, czterech latach gojnik tworzy splątane, bogate i dynamicznie się rozwijające skupienia, które jednak nie przechodzą w murawy, a raczej szereg kęp złożonych z kilkudziesięciu roślin o różnym wieku, wytwarzających kwiaty każdego roku. Więcej o bałkańskim gojniku napiszę w przygotowywanej na jesień publikacji. Jest dość znamienne, że w klasycznym dziele, uznawanym z biblię europejskiej etnobotaniki czyli: Compendium of symbolic and ritual plants in Europe (dwa tomy tego kompendium opisałem i wstępnie zrecenzowałem wcześniej) nie znalazłem Sideritis scardica, ale duet autorski tego dzieła nie zauważa w Europie nie tylko Bałkanów, ale i Karpat.

Napary z gojnika pojawiały się czasem w herbaciarniach i kawiarniach w Polsce jako „herbatka grecka” lub „herbatka górska”, ale zazwyczaj (do pojawianienia się Zielnika... 🙂  ) bez świadomości właściwości tej rośliny i miejsca jej pochodzenia. Nie pomagała w tym też ilość jej nazw lokalnych (w samej Bułgarii są stosowane trzy lub cztery), a do tego mamy jeszcze obszary jej występowania w Grecji, Turcji i niektórych krajach Afryki. Za największego eksportera gojnika uchodzi Turcja, ale znakomite są miejscowe źródła bułgarskie i greckie.

Od kilku tygodni gojnik na napary (pakowany po 20 gr. i wyceniony na ok. 12 zł za taką paczuszkę) jest wreszcie dostępny w Polsce. Dystrybucją gojnika sprowadzanego z Turcji zajęła się firma, której strona internetowa – Bakra – będzie dostępna w najbliższych dniach, a bardziej niecierpliwych odsyłam do kontaktu mailowego z odważną czytelniczką etnobotanicznie.pl p. Karoliną Bartoszewską-Krawczyk: handel@anfi.com.pl

Surowiec oferowany przez p. Karolinę jest bardzo dobrej jakości, a opakowanie zawiera ilość gojnika wystarczającą na kilka dużych dzbanków naparu z gojnika. Zdecydowanie polecam zakup kilku opakowań i dodawanie kwiatów gojnika do mieszanek ziołowych (doskonały z macierzanką!, ale łagodzi też smak różeńca górskiego i żeń-szenia). Ten post sprawia mi wiele satysfakcji, bo sprowadzenie gojnika do Polski ma w wypadku p. Karoliny związek z czytaniem Zielnika podróżnego i moje wprowadzenie do etnobotaniki Karpat i Bałkanów zyskało kolejny praktyczny aspekt. To duża nagroda za moją pracę! Dlatego też bez owijania w bawełnę: sympatycy etnobotaniki, sprowadźcie gojnik do siebie, namawiajcie znajomych i prowadzących sklepy z ziołami, przyprawami i tzw. „zdrową żywnością” ! Gojnik dla każdego! 🙂

Na fotografiach i skanach gojnik z mojego balkonu oraz opakowania gojnika, paczuszki jakie można zamawiać i informacje Anfi/Bakra, które poszerzą ten wpis.

gojnikanfi2sideritis2014bsideritisopakowaniesideritiszbiorja

Ekoton sztuki

Pod takim tytułem ukazał się mój tekst o żywym otoczeniu galerii sztuki i sposobach myślenia o życiu w miastach. Wyszło trochę jak manifesto, ale to nie szkodzi, bo jednocześnie jest sporo miejsca na inwencję czytelników. Tekst jest bardzo długi, ale było to konieczne aby wskazać możliwości rozwoju bardzo zdrowych i interesujących zjawisk oddolnej samoorganizacji miast. Ekoton sztuki napisałem na zaproszenie Galerii BWA w Zielonej Górze, które nadeszło na początku roku, ale jego publikacja zbiegła się z publikacją tekstu/wykładu Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu dla Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej (na 3 Zjazd Kooperatyw jaki odbył się w Krakowie w ostatnią niedzielę) i wydaje mi się to z wielu powodów szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Jeżeli te dwa teksty pozwolą na odrobinę bardziej ugruntowany rozwój zadziwijąco witalnych i różnorodnych działań w nurcie samoorganizowania się miast, to będę naprawdę szczęśliwy.

Ekoton sztuki znajdziecie tu:

http://nieuzytkisztuki.pl/aktualnosci/artykul.id299

elewmocak1

Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu

 

Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu

Mój pomysł jest prosty i opiera się na dobrze opisanych i funkcjonujących w praktyce przesłankach. Jego istotą jest możliwość / okazja / potrzeba kształtowania składu gatunkowego upraw / hodowli / produkcji ogrodniczej przez świadomy popyt, własne doświadczenia z uprawą roślin i świadome kształtowanie diety.

Świadomy popyt sprowadza się do wyboru takich gatunków roślin, produktów zwierzęcych i przetworów, które odpowiadają miejscowym warunkom naturalnym i sprzyjają utrzymaniu równowagi biologicznej regionu. Jest wiele możliwości negocjacji rodzaju upraw, z jakich będziemy korzystać w ramach rozmaitych form kooperatyw, a najskuteczniejsza z nich to zastosowanie listy produktów preferowanych i zamawianych przy porozumieniach długofalowych. Kooperatywy spożywcze nie muszą polegać jedynie na odbiorze / zakupie wyprodukowanych dóbr, ale mogą być czynnikiem kształtującym skład upraw / produkcji na długie lata.

Aby wybory były świadome i służyły równowadze biologicznej w skali pojedynczego odbiorcy, jego rodziny i grupy przyjaciół (a także w skali regionu, w jakim kooperatywa zaczyna działać), powinny być rozpoznane: bioregion oraz jego zasoby naturalne: tradycyjne i nowe gatunki roślin i zwierząt, w oparciu o które wytwarza się żywność oraz naturalne (dzikie) zasoby pokarmowe i podstawowe dla życia: zasoby wody, stan powietrza oraz źródła energii.

Bioregionalizm jest pojęciem stosunkowo nowym, pojawiło się wraz z rozwojem kontrkultury w latach 70. XX wieku i za jego autora uważa się Allana van Newkirka, który w 1973 roku do znanego pojęcia: region (o zabarwieniu antropocentrycznym) dodał bio dla zaznaczenia podejścia biocentrycznego.

W przybliżeniu bioregion można zdefiniować jako: spójny obszar wyznaczony przez naturalne siedliska i przyrodnicze granice, który cechuje swoista budowa geologiczna, flora, fauna, rzeźba terenu i szerzej krajobraz, klimat – w połączeniu z tradycyjnymi formami kultury ludzi zamieszkującymi bioregion, wraz z ich zwyczajami, stylem życia i sztuką. W żywym, nie zniekształconym bioregionie, mamy do czynienia z silną więzią pomiędzy kulturą ludzką a przyrodą, która jest głęboko zapisana i praktykowana w duchowści, sposobach użytkowania ziemi i stylu życia, a nawet w mentalności. Można powiedzieć, że kiedy ludzie zamieszkujący jakiś region traktują go poważnie jako swój dom, a nie dekorację do czasowego przebywania czy miejsce eksploatacji zasobów aż do ich wyczerpania, mamy przesłanki do wyodrębnienia bioregionu.

Bioregionalizm zyskał nowe, prawne oblicze w wyniku przyjęcia w dużym stopniu biocentrycznego sposobu myślenia w kształtowaniu Unii Europejskiej i właściwie nigdzie poza Europą nie jest w takim stopniu wprowadzony w życie na poziomie regulacji międzynarodowych. Jedną z form prawnych i szansą na administracyjną oraz gospodarczą realizację idei bioregionalizmu jest europejska sieć Natura 2000. Nie znaczy to, że wszyscy powołani do zarządzania bioregionami w Polsce rozumieją podstawową ideę bioregionalizmu. Istnieje wręcz pilna potrzeba przypominania o niej i prowadzenia dyskusji podczas podejmowania decyzji gospodarczych na każdym poziomie. Bioregionalizm był ważnym elementem tzw. ekologii radykalnej, podstawami tego podejścia są: ekologia głęboka, ekofeminizm i ekologia społeczna.

Dzisiaj, rzecz jasna, nieco inaczej rozumiemy podstawy bioregionalizmu i zasady ekologii radykalnej, ale warto przypomnieć (w kontekście kooperatyw spożywczych i wszelkich działań mających wpływ na bioregion, w jakim żyjemy) kilka historycznych, ważnych zasad, które przyświecały w tworzeniu ich teoretycznego zaplecza.

Sześć funkcji bioregionalizmu wg wskazówek Thomasa Berry’ego:

  1. Uznajemy, że wszystkie gatunki na obszarze mają takie samo prawo do życia i korzystania z niego jak my, zachowujemy ich środowisko naturalne i korytarze migracyjne;

  2. Wzajemna opieka: oznacza, że wzrost, rozwój, użycie środków są limitowane dobrem pozostałych uczestników wspólnoty życia na tym obszarze, nie możemy przekraczać granic ani zajmować życiowych obszarów innych gatunków;

  3. Edukacja od bioregionu: na poziomie fizycznym, chemicznym, biologicznym i kulturowym bioregion dostarcza wzorów edukacyjnych, ważnym aspektem tej edukacji jest doświadczenie, a nie tylko przekaz informacji;

  4. Samozarządzanie: każdy bioregion cechuje pewien wewnętrzny porządek, powstały w wyniku procesu ewolucji, naruszanie tego porządku odbije się na niszczeniu bioregionu i jego „zewnętrznych” związków, zarządzanie powinno odbywać się „oddolnie” – powinny być reprezentowane interesy każdego mieszkańca bioregionu (nie tylko ludzi);

  5. Samouzdrawianie: każdy bioregion wyposażony jest w siły, które pozwalają mu na regenerację, nawet zniszczenie jakiegoś obszaru w ramach bioregionu może być „zagojone” dzięki tym potencjalnym możliwościom – odnoszą się one nie tylko do świata przyrody, ale także i do człowieka;

  6. Własna ekspresja i samowystarczalność: każdy bioregion jest do pewnego stopnia samowystarczalny; jego istota wyraża się w różnych formach przyrodniczych i kulturowych, to z nich właśnie pochodzi kulturowa różnorodność regionalna.

Po zbadaniu sytuacji i rodzaju własnego bioregionu, do świadomego kształtowania popytu na żywność potrzebujemy określenia swojego stylu odżywiania i interesującym (a także spełniającym postulat sprzyjania utrzymaniu równowagi naturalnej, zapewnienia zdrowia i różnorodności pokarmowej) wydaje się być makrobiotyka. Ten styl odżywiania opiera się na poglądzie, że ludzie są częścią środowiska w którym żyją i w sposób stały poddawani są jego wpływom poprzez pożywienie, społeczne interakcje, klimat i obszar geograficzny, w jakim żyją. Można powiedzieć, że makrobiotyka jest żywieniową formą bioregionalizmu. Przyjęty w makrobiotyce udział preferowanych rodzajów pożywienia jest istotną przesłanką do podejmowania decyzji co do popytu (oraz kształtowania w rozmaity sposób w ramach kooperatyw spożywczych) na konkretne grupy i rodzaje pokarmu. Podstawą żywienia makrobiotycznego jest kształtowanie diety w oparciu o następujące wskazania: 50% naszej diety powinny stanowić pełne ziarna różnych zbóż, 20-30 % to warzywa, 5-10% to rozmaite zupy, 5-10 % to fasola i produkty z fasoli, a jedynie okazjonalnie: ryby, owoce morza, orzechy i naturalne przekąski. Ważne jest, że makrobiotyka nie musi oznaczać radykalnego wegetarianizmu, ale także zdecydowanie jest odejściem od ciężkiej, mięsnej diety, która jest przyczyną wielu chorób ludzi i środowiska naturalnego. Dobrze pojęta makrobiotyka odpowiada właściwie idei slow, która słusznie jest obecnie popularna w wielu środowiskach.

W sytuacji gdy mamy świadomość własnego bioregionu, zasad odżywiania dla zdrowia i równowagi, potrzeba nam już jedynie wiedzy na temat odpowiadających tym podstawom roślin jakie można (i trzeba) uprawiać i zbierać ze stanu dzikiego. Taką wiedzę daje nam etnobotanika.

Etnobotanika jest badaniem dynamicznych powiązań pomiędzy roślinami i ludźmi, które od zawsze kształtowały ludzką kulturę oraz losy samych roślin. Samo pojęcie ma blisko 120 lat, a użył go po raz pierwszy botanik z Uniwersytetu Pensylwania w USA– prof. John W. Harshberger w 1895 roku. Chociaż etnobotanika nie zajmuje się jedynie roślinami użytkowymi w sensie roślin jadalnych, to daje informacje o tym, jak kształtowały się losy wielu gatunków, które wpływały na przeżycie, rozwój i możliwości ludzi, także w sensie duchowym. Pojęcie o rozległości etnobotaniki daje klasyczna książka Henry’ego Hobhouse’a – Ziarna zmian. Sześć roślin, które zmieniły oblicze świata (wydana w Polsce w 2001, 2010 roku przez Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, a znana na Zachodzie od 1985 roku). Autor przedstawił w niej fascynujące losy roślinnych źrodeł takich specyfików jak: chinina, trzcina cukrowa, herbata, bawełna, ziemniak i kokaina, które ukształtowały świat współczesny.

Etnobotanika bywa ukazywana jako zbiór wiadomości na temat roślin i ich możliwych zastosowań lub jako nauka pomocna do analizowania historycznych zmian w biogeografii, a bywa użyteczna we właściwym rozumieniu przyczyn zmian w kulturze i polityce na skalę społeczną. Najciekawszą i najistotniejszą częścią etnobotaniki jest jednak próba zrozumienia, na czym właściwie polega odwieczny, organiczny i silny związek pomiędzy roślinami a ludźmi, Aktualne badania naukowe potwierdzają wiele subtelnych sposobów komunikowania się roślin oraz ich niezwykłą plastyczność biologiczną wywodzącą się z komórkowych źródeł życia, co w pewnym stopniu może być pomocne przy określaniu, dlaczego rośliny są tak ważne dla ludzi i jak się z nami komunikują?

Wyżej podana, klasyczna podstawa diety makrobiotycznej, przeanalizowana za pomocą klucza etnobotanicznego dla bioregionów Małopolski już na samym wstępie wskazuje na to, że fasola winna być zastąpiona przez groch (bo fasola jest całkiem nowym nabytkiem na terenach Małopolski, a groch należy do tradycyjnych i miejscowych upraw) oraz w pewnym stopniu przez bób. Przyjmując pewną plastyczność w doborze składników diety po preferowanym grochu i bobie, można zalecać miejscowe odmiany fasoli (np. jaś), albo ze względów sentymentalnych i historycznych fasolkę patriotyczną (!) i dopiero potem inne, dostępne w ogrodnictwie i na rynku. Taka sama pobieżna analiza kategorii makrobiotycznej: całe ziarna zbóż, w Małopolsce wskazuje na jęczmień, owies, żyto, może proso – dopiero później zaś na pszenicę, nie mówiąc już o ryżu! Zamiast niego zdecydowanie w naszych bioregionach winna być wykorzystywana gryka w postaci kaszy gryczanej. Tak można byłoby przeanalizować wszystkie produkty, jakie rolnicy i ogrodnicy nam proponują kierując się modą, opłacalnością, przyzwyczajeniem, ale też sygnałami płynącymi od odbiorców. Istnieje wiele interesujących miejscowych (bioregionalnych) rozwiązań opartych na zdrowych komponentach, czasem dostępnych także ze stanu dzikiego. Klasyczny przykład sprzecznego z bioregionalizmem wykorzystaniem aronii ( Tymbark musi się poprawić!) zamiast miescowego, tradycyjnego i ważnego także w tradycyjnej kulturze bzu czarnego. To postawienie na aronię ma ciekawe podstawy, których źródłem jest jeszcze niegdysiejsza wiodąca rola rolnictwa z ZSRR i walory antyradiacyjne (bo przecież nie smakowe!). Roślina nie wytrzymuje konkurencji z bzem czarnym, o znacznie większych możliwościach, bo wykrzystuje się u tego gatunku: kwiaty, owoce, korę i rosnące na niej grzyby, a także drewno, bedące podstawą produkcji rodzimych – bioregionalnych – isntrumentów muzycznych. Bez czarny z pewnością ograniczy w najbliższych latach rolę aronii poprzez wydajne kultywary wprowadzone już do upraw. Podobnym nieporozumieniem żywieniowym w aspekcie bioregionalizmu jest zanik całego szeregu innych zapomnianych lub tylko zaniedbanych roślin w rodzaju brukwi(w bioregionach Małopolski nazywanej karpielem), czy pasternaku, nie mówiąc o wielu interesujących zastosowaniach kłokoczki południowej czy arcydzięgla. Przeglądając stare wydawnictwa w rodzaju książeczki Warzywa mało znane (H.Fajkowska K.Wolfowa, PWRiL, Warszawa 1978), możemy się dowiedzieć, że w Polsce stosunkowo niedawno do mało znanych warzyw należała sałata krucha i salata pekińska, a w reklamówce, jaką otrzymałem wczoraj w sklepie sieci Tesco reklamuje się kilkanaście mieszanek sałat i roślin sałatkowych jak rukola, roszponka, sałata batawska, sałaty czerwone, lodowe, escarole, radicchio, frise… Brukiew zanikła prawie całkowicie, ale pasternak jest czasem dostępny na giełdach spożywczych w opakowaniach po 5 kg, albo bywa sprzedawany jako duży korzeń pietruszki przez nieuczciwych i zdesperowanych sprzedawców.

Całkowicie fascynujący jest obszar badania i zachowywania starych, tradycyjnych odmian drzew owocowych. Na tym polu wiele w Polsce zrobiono, ale także wiele pozostaje do zrobienia. Być może świadome formy kooperacji z rolnikami pomogą w powrocie do rodzimych, zdrowych i smacznych odmian roślin, nie tylko jadalnych.

Pozostaje jeszcze świadome wspieranie takich rodzajów uprawy i produkcji żywności, które nie są sprzeczne z zasadami bioregionalizmu. Tu polecam manifest ogrodniczy Joe Hollisa (opublikowałem go w całości na www.etnobotanicznie.pl we wpisie: Joe Hollis i Jego Paradise Garden z 28.02.2014 r., za zgodą i ze wsparciem autora https://etnobotanicznie.pl/2014/02/28/joe-hollis-i-jego-paradise-garden/ ). Jego istone przesłanie mówi o tym, że ogrodnictwo jest zdecydowanie bardziej ekologiczną formą pracy z roślinami niż rolnictwo i daje świadomym ogrodnikom coś więcej niż tylko korzyści ekonomiczne. Rajski Ogród Joe Hollisa położony w USA nie jest koncepcją ortodoksyjną. Rosną w nim, poza gatunkami rodzimymi, rośliny lecznicze pochodzące z Chin, ale ma to swoje uzasadnienie i dobrze się sprawdza w praktyce. Wszelka ortodoksja jest przeciw różnorodności życia.

Jest wiele przykładów na etnobotaniczne odkrycia przekładające się szybko na praktykę. Tak jest z zapomnianym, niedocenianym i mało poznanym różeńcem górskim. To dobrze znana tradycyjnej medycynie i w pewnej mierze magiczna roślina Hucułów z Karpat, Samów ze Skandynawii, Tybetańczyków z Himalajów, mieszkańców Ałtaju i Mongolii, której właściwości dorównują słynnemu żeń-szeniowi! Co więcej, to różeniec (zwany także złotym korzeniem) pełnił rolę żeń-szenia dla mniej obeznanych odbiorców! Roślina ta rośnie w Polsce, m.in. w Tatrach i na Babiej Górze. Co z naszym bioregionalizmem jest nie tak, że lepiej znamy rośliny z Chin niż własne? A przy tej okazji warto wspomnieć jeszcze jedno znamienne nieporozumienie dotyczące tzw. tybetańskich jagód goji. Są to jagody kolcowoju, który spokojnie i od dawna rośnie w całej Polsce, ale też i innych krajach Europy, a bywa uprawiany w ogrodach, gdzie daje obfite plony. Jego jagody mają faktycznie wiele wartościowych i mocnych składników, ale nie w wersji gdy pochodzą z intensywnych upraw chińskich, w których nie stosuje się norm co do nawozów sztucznych. Trzeba było sporych nacisków ze strony Unii Europejskiej ,aby setki ton jagód z Chin przynajmniej opisać co do kraju pochodzenia. Niech Was nie zmyli napis na opakowaniu: wyprodukowano w Polsce, bo chodzi jedynie o paczkowanie suszonych jagód wyprodukowanych bez przestrzegania jakichkolwiek norm. Zapytani o to „producenci” z Polski – milczą uparcie. Jagody goji warte są sprawdzonych upraw i uczciwych dostawców, a kolcowoje są tak u nas zadomowione, że bez problemów należy je włączyć do miejscowych upraw, albo odszukać na półnaturalnych stanowiskach.

W analizowaniu bioregionów Małopolski pod względem żywieniowym i zielarskim, będzie pomocna także moja książka Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów (2012) oraz wiele wpisów na wspomnianej wyżej blogu: etnobotanicznie.pl

Tekst wystąpienia przygotowanego na zaproszenie Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej i zaplanowany do wygłoszenia 8.06.2014 r. o godzinie 15.00 podczas Zjazdu Kooperatyw Spożywczych.

Marek Styczyński, Kraków, 8.06.2014r.

pasternakarpiel