Permakultura

petwiatraczki

Powoli zamawiam rozmaite nasiona i sadzonki roślin do ogrodu w Biotopie Lechnica. Kilka dni temu opłaciłem kolejny pakiet złożony z nasion arcydzięgla Aneglica archangelica (zestawie go z arcydzięglem z Sapmi), achochy zwanej też caiqua lub kai-wa czyli Cyclanthera pedata – boliwijskiego ogórka, sadzonki morwy białej i czarnej (Morus sp. … bo zobaczymy czy to faktycznie dwa gatunki czy tylko odmiany barwne owoców morwy białej) i sadzonki pigwowca (nie pigwy!) Chaenomeles japonica. Oferta internetowa jest bardzo bogata, a ilość gospodarstw szkółkarskich robi wrażenie! Pewnie robiłaby jeszcze większe, ale od lat obserwuję jedną z największych firm tego rodzaju w Małopolsce i fakty są takie, że jednej rośliny sami nie wyhodowali i jedynie wkopują w ziemię setki sadzonek przywożonych z Holandii. To nie krytyka, to stan faktyczny i nie wszyscy zajmują się rozmnażaniem sprzedawanych roślin. Warto o tym wiedzieć i nie spodziewać się cudów po kontaktach z tego typu hurtownikami. Wracajmy jednak do zestawu roślin… nie jest „rodzimy” i ma cechy eksperymentu, zważywszy, że rośliny są przeznaczone do ogrodu położonego około 500 m n.p.m. w górach.

Zadziwiają mnie i czasem irytują zwielokratniane w sieci rady, jak zakładać ogród, jak być ekologicznym, jak produkować kompost i w jaki sposób (zwykle to bardzo proste i szybkie w realizacji 🙂  stać się niezależnym od korporacji, państwa, a nawet od sąsiadów… 🙂 Rady zaczynają się od pokazania prostokąta równego terenu (symulacje zazwyczaj zbliżają się do pokrycia terenu, jak z pola golfowego… zielona, niska i dobrze utrzymana trawka…) i pokazują właściwie wszystko tak, jak NIGDY się nie trafia w rzeczywistości, a jeżeli tak się trafia to współczuję, bo oznacza to zakupienie jednej z wielu „działeczek” do odsprzedania miastowym. W świecie rzeczywistym mamy do czynienia z a/ zastanami elementami b/ bogactwem ukształtowania terenu i obiegu wody c/ konkretnym (a nie idealnym) usytuowaniem działki względem dróg, mediów i energii… Tu już nie jest łatwo wyznaczyć linię pomiędzy ekologicznym i nie-ekologicznym… bo działki nie leżą zazwyczaj na pokładach świetnej gliny i nie produkują słomy, a na granicy nie leżą zwały świetnego kamienia i pryzmy sezonowanego drewna gotowego do użycia za pocałowanie ręki. W wielu przypadkach budowa „ekologicznych instalacji” jest mocno energochłonna i zdecydowanie nieekologiczna ze względu na transport, koszty i zużycie energii. Ktoś, kto bryluje w stołecznych salonach i mieszka w partyjnym mieszkanku na wielkim osiedlu nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem wiedzy o ekologicznych sposobach budowy domu i gospodarowania. Taka „ekologiczność” zaczyna być niezwykle dogmatyczna. Prawdziwe życie zaczyna się, gdy odpuścimy sobie ludzkość i zajmiemy się sobą w sposób, który sami sprawdzimy i uznamy za dobry. Uznawanie za dobre nie jest jednak naszym pozbawionym uzasadnienia uznaniem, a raczej odniesieniem się do konkretnej sytuacji, w tym do klimatu, stron świata, ukształtowania terenu i zasad fizyki. Nie ma to wiele wspólnego z realizacją dogmatu. Jeżeli nie możesz wybudować dobrej lepianki dla siebie, to nie potrafisz zaprojektować dobrej lepianki dla Afryki. Jeżeli znasz głębokiego ekologa, ktory jest filozofem, jeździ samochodem, kupuje gazety i nie ma swojego warzywaniaka, to nie jest to prawdziwy głęboki ekolog. To Twój wróg. W projektowaniu swojego własnego ogrodu nie warto kierować się „zdobyczami rolnictwa” nauczanego na uniwersyteteach pomiędzy 1930 a 1980 rokiem. Ta nauka uczyniła wiecej szkody Ziemi niż jakikolwiek inny czynnik. A co z dzikością? Powinna być pozostawiona samej sobie, a do starych, naturalnych lasów warto zaglądać jak na lekcje tego, co możesz sam starać się kształtować, albo przynajmniej nie zepsuć.

I tak mógłbym dalej, ale wyróżnione zdania zwracają pewnie już Waszą uwagę i pora napisać o co w tym chodzi? Chodzi o wytłumaczenie, czym jest permakultura w praktyce (i teorii wywiedzionej z praktyki) autora pierwszej książki na temat tego sposobu życia w środowisku – Billa Mollisona. Oczywiście byli przed nim inni, którzy stosowali te same idee pod zbliżoną nazwą: permanent agriculture i są także najnowsi autorzy, którzy interpretują permakulturę nie jako ciągłe (stałe, zrównoważone, bez końca) rolnictwo (ogrodnictwo), ale jako ciągłą kulturę, co podkreśla tzw. czynnik ludzki. Masanobu Fukuoka, Sepp Holzer i wielu innych ludzi (np. Joe Hollis o jakim pisałem na tym blogu w 2014 roku) prowadzą fantastyczne projekty, które realizują w praktyce (i często nieco innymi metodami niż dogmat „ekologiczności” poleca) zrównoważone sposoby bycia na tej Planecie.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, zawsze się znajdą mądrale, którzy zaczynają wprowadzać zasady i definicje. Nie obchodzi ich to, że Mollison sam przyznaje (i czyni z tego ważny punkt metody permakulturowej), że nie wie dokładnie, czym jest permakultura. Zawsze się znajdą mądrale, którzy permakulturę sprowadzą do efektownych spiralnych nasadzeń wszystkiego, co wpadnie im w ręce na odwróconej darni… plus założenie wzorcowego kompostownika. Bill Mollison w jednym z wywiadów opowiedział o początkach swojej wersji permakultury… i była to opowieść nie o zakładaniu grządek czy sianiu zboża… ale o tym, jak skończyły się jego badania zachowania ludzi. Obserwując ludzi i analizując osobno gesty, mimikę i czynności, a osobno treść rozmów i wypowiedzi, doszedł do wniosku, że nie ma związku pomiędzy tym, co ludzie robią, a tym o czym ludzie mówią. Poradził nawet czytelnikom, aby szukać sobie przyjaciół analizując tylko to, co ludzie robią i co akceptujemy, nawet jeżeli ci sami ludzie mówią coś, co się nam niezbyt podoba. Permakultura jest fascynującym spotkaniem z rzeczywistością, nie z gąszczem idei produkowanych przez umysły stroniące od wszelkiej pracy i odpowiedzialności. Permakulturę znacznie latwiej jest realizować w praktyce niż o niej teoretyzować. W szerszym rozumieniu (które odpowiada mi, bo praktykuję ten styl życia od jakiś 30 lat) permakultura jest realizowaniem sposobów życia, które przybliżyć by można kilkoma opisami wyborów (uznawanymi czasem za zasady permakultury): obserwuj – wyciągaj wnioski i bierz udział – eksperymentuj, a nie małpuj / naucz się pracować z energią / bądź konsekwentny i zaakceptuj skutki swoich działań / wybieraj i stosuj zasoby i usługi odnawialne / nie wytwarzaj odpadów / projektuj od ogółu do szczegółu – miej jasny cel i dobieraj środki, bo środki nie są celem / staraj się łączyć, scalać nie dzielić / stosuj powolne i małe rozwiązania swoich problemów i planów / doceniaj różnorodność, zawsze / zauważaj i doceniaj elementy granic, ekotonów, przejść i obszary peryferyjne / zauważaj i reaguj na zmiany… Do tego dochodzą strefy działania permakultury (w tym strefa dzikości, w której nie stosuje się działania…), grupy środowisk, ekotony i efekty styku, warstwy i techniki w rodzaju agroforestry, uprawy roślin bez orki, wzbogacania gleb bez nawozów sztucznych i zwalczania (czy raczej ograniczania ich oddziaływania) tzw. szkodników bez chemii i krwawych jatek, wykorzystywania zwierząt wiodących nieomal dziki żywot na terenach prowadzonych permakulturą. Jeżeli przełożycie wspomniane zasady czy też zestaw decyzji leżących u podstaw permakultury na uprawianie sztuki, rękodzieło czy coś innego, to permakultura okaże się najbardziej wywrotowym ze sposobów życia. Ale to się nie spodoba wielu… bo jak zaobserwował Mollison – związek pomiędzy tym, co ludzie robią, a tym, o czym mówią jest nikły lub nie ma go wcale… 🙂

Tak na marginesie, gdyby nie technika permakulturowa kuli nasiennych stosowana przez pioniera Masanobu Fukuoka, nie było by „bomb nasiennych” stosowanych w guerrilla gardeningu …

W naszym Biotopie Lechnica – cokolwiek byśmy mówili 🙂 – prawdziwe rozwiązania ekonomicznego obiegu energii, prowadzenia ogrodu i wykorzystaniu zasobów bardzo trudnego kawałka ziemi prowadzą do permakultury. W tym sensie, siedlisko z trzema domami i zabudowaniami gospodarczymi (starymi i nowymi) plus kawałki ziemi na stoku opadającym stromo do strumienia gorskiego – aby przetrwać, musi mieć cechy zrównoważonego systemu. W system ten wliczyć należy także nas i wszystkich, którzy się w Biotopie będą pojawiali.

Wywiady, autorski opis permakultury Seppa Holzera, sporo materiałów filmowych i portali internetowych jakie pokaże się Wam po wpisaniu słowa: permaculture … pozwoli zweryfikować to co napisałem, albo obalić… 🙂 Jedyne, co się liczy, to ogród, kultura, sieci przyjacielskie, sztuka uprawiana jak permakultura… reszta to gesty.

Ten wpis jest trochę inny niż ostatnie, ale żyję obecnie realizacją Biotopu Lechnica i chwila teorii nie przeszkodzi w następnych, bardziej praktycznych informacjach, jakie na etnobotanicznie.pl znajdziecie…

Aby zakonczyć czymś na czasie… to podam tylko, że wiosną wszystkie „zielone” miejsca w internecie i pismach laifstajlowych odkrywają uroki „rzeżuchy”… rozpisują się o „prostych metodach” uprawy, zastosowaniach kulinarnych i dobrodziejstwach „rzeżuchy”… a to wcale nie jest rzeżucha, tylko pieprzyca siewna Lepidium sativum. Ot, taka drobna obserwacja kulturowa… czyli etnobotaniczna, o tym, że rzeczywistość swoje, a kulturowa potoczność i nawyki swoje i mimo, że rzeżuchy rosnące w Polsce w stanie dzikim doskonale nadają się na sałatki, to azjatycka pieprzyca (rośnie też w Afryce) zagarnęła ich nazwę i odebrała sałatkowe zastosowania.

Na mojej fotce ze Słowacji – „ekologiczne” odstraszacze kretów i nornic z nie-ekologicznego materiału… plastikowych butelek.

Reklamy

Jajo węża albo gwiazdosz potrójny w Pieninach!

gwiazdosz

Gwiazdosz potrójny (Geastrum triplex) jest interesującym grzybem z Czerwonej listy roślin i grzybów o statusie gatunku w Polsce wymierającego (E)… który od października tego roku został wycofany z listy krajowych gatunków chronionych! Nie wiadomo z jakiego powodu gwiazdosz przestał być w Polsce ściśle chroniony: czy dlatego, że został już uznany za wymarły (i spokój?), czy dlatego, że stał się tak pospolity? Ciekawe jest, że za gatunek zagrożony jest dalej uznawany m. innymi na Litwie i Finlandii… wiadomo, u nas dziczy więcej?

Poza gwiazdoszem potrójnym jest u nas także g. frędzelkowany (G. fimbriatum) i g. rdzawy (G. rufescens), które są nieco mniejsze.

Na ładny osobnik gwiazdosza potrójnego natrafiłem 14.12.2014 r. w pobliżu turystycznego szlaku (zielonego) wiodącego ze Sromowców Niżnych na Koronę (Trzy Korony) w Pieninach. Oznaczenie gwiazdosza nie jest całkiem proste i dziękuję za merytoryczne wsparcie prof. Andrzejowi Chlebickiemu, który wracając z poszukiwań barwinka (Vinca minor) w rezerwacie Biała Woda w Małych Pieninach, spotkał się z nami w terenie. Interesujące jest, że okaz tego bardzo oryginalnego z wyglądu (w każdej fazie rozwoju) grzyba znalazłem na wysokości około 700 m n.p.m. Stanowisko to jest zapewne dobrze znane w Pienińskim Parku Narodowym, ale warto o znalezisku wspomnieć, bo w całej Polsce znamy takich miejsc kilkanaście? Gwiazdosz wydaje się być związany z drzewami: bukiem lub dębem. W Pieninach oczywiście znalazłem go w lesie bukowym, ale na nizinach i poza zasięgiem buka, grzyb ten korzysta z sąsiedztwa dębów, krewniaków buka.

Wspomniałem o interesującym wyglądzie gwiazdosza i poza okazem dorosłym (na fotografii A.Ch) na uwagę etnobotaników zasługuje szczególnie postać młodociana tego gatunku. W pierwszej fazie jest to twór przypominający jajo o lekko poszerzonej podstawie i średnicy dochodzącej nawet do 5 cm! Takie „jajo” po jakimś czasie ciemnieje i pęka do połowy wysokości na kilka ramion, tworzących coś w rodzaju gwiazdy z resztą „jaja” w środku. Kiedy to się dzieje grzyb może mieć nawet kilkanaście cm średnicy i wygląda naprawdę intrygująco. Na dodatek, w odróżnieniu od innych gatunków, gwiazdosz potrójny wykształca poza obowiązkową gwiazdą, coś co przypomina kołnierz czy falbankę…Wiele opowieści ludowych o tzw. „jajach węża” napotykanych w lesie, dotyczy właśnie tego grzyba (czasem także młodego sromotnika) i wcale się nie dziwię, że spotkanie z gwiazdoszem dawało taką pożywkę dla wyobraźni. Ten aspekt etnobiologiczny plus aktualne roszady z ochroną i brakiem ochrony czynią gwiazdosza prawdziwa gwiazdę pośród interesujących grzybów możliwych do znalezienia w Karpatach.