Warsztaty, warsztaty! Programy majowych warsztatów etnobotanicznych.

czerwklaszmaj14.jpg

Jest już początek marca i czas na zapowiadany program dwóch odmiennych warsztatów etnobotanicznych, jakie zaplanowaliśmy na maj 2016 roku. Tematów jest sporo, kilka z nich to rozwinięcie interesujących zagadnień omawianych w 2014 i 2015 roku, są też oczywiście całkiem nowe. Z przyjemnością i dumą informuję, że część pokazów przeprowadzimy we własnym miejscu na słowackim Zamagurzu, czyli w budowanym od lipca 2014 roku Biotopie Lechnica www.biotoplechnica.eu

Etnobotanika jest dziedziną, której należy bronić przed akademizmem, gdyż jej źródła kryją się w bezpośrednim doświadczeniu i tradycyjnej wiedzy budowanej przez całe pokolenia, a także dlatego, że jest ważnym elementem indywidualnego stylu życia. Tym bardziej z radością tworzymy nasze małe, górskie siedlisko, które zaskakuje nas swoją różnorodnością i złożonością. Biotop udziela nam każdego dnia lekcji, jak wyzbyć się dogmatycznych przekonań i zbytniego teoretyzowania. Jestem pewny, że najistotniejszym doświadczeniem kontaktu z roślinami jest bezpośrednia praca z nimi. Wolne i świąteczne dni w maju 2016 roku pozwoliły na zaproponowanie dwóch odmiennych warsztatów i wzbogacenie ich o nowych współprowadzących i interesujące zagadnienia.

Biotop Lechnica i Pracownia Edukacji Żywej zapraszają na Etnobotaniczny weekend w Karpatach, Pieniny i Zamagurze, maj 2016 r.

Pierwszy majowy „długi weekend” nie jest niestety rekordowo długi i dlatego proponujemy termin: 29.04 – 3.05. 2016 r. z możliwością umówienia się także na przyjazd w sobotę 30.04.2016 r.

Spotykamy się w piątek lub sobotę 29-30 kwietnia, czekamy w piątek od godziny 15-stej do późnego wieczora po słowackiej stronie kładki na Dunajcu (na lewym, polskim brzegu leży miejscowość Sromowce Niżne, na prawym brzegu słowacka wieś Czerwony Klasztor). Po przejściu kładki lub dotarciu tam od strony słowackiej macie Państwo do dyspozycji kawiarnie i restauracje, a także zadaszone wiaty turystyczne na brzegu Dunajca, co ułatwi oczekiwanie nam/Wam w razie deszczu.

Jak dotrzeć do miejsca zbiórki? Można dostać się tam na wiele sposobów: dokładny opis dotarcia do Biotopu Lechnica podpowiada, jak dotrzeć do Czerwonego Klasztoru.

Chętnie podpowiem indywidualne sposoby i trasy dotarcia do miejsca zbiórki!

Jak zwykle planujemy wolne spacery i niezbyt forsowne wycieczki etnobotaniczne, do których przyda się jednak dobre obuwie i ubranie turystyczne plus coś od deszczu. Trasy spacerów, jakie wypracowaliśmy w ostatnich dwóch latach, zaprowadzą nas w mniej znane rejony Zamagurza i Pienin. Nie jest potrzebne specjalistyczne przygotowanie botaniczne, ale i wprawni przyrodnicy znajdą z nami coś dla siebie. Sporo czasu spędzimy w Biotopie Lechnica i Klasztorze, a także podczas wieczornych prezentacji i spotkań przy kolacji, podczas których omówimy i zaprezentujemy wiele unikalnych w Polsce książek, zagadnień i idei z obszaru herbalizmu, hortiterapii, leczenia lasem, roślin rytualnych i sposobów na ich wykorzystanie w swoim życiu. Przypominam, że spacery opierają się na mojej książce pt. Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów. Ponieważ książka wydana w 2012 roku jest obecnie trudno dostępna, proponuję zainteresowanym możliwość wcześniejszego zamówienia dobrej jakości kopii ekonomicznej z moim potwierdzeniem legalności.

Zapewniamy noclegi we wsi Lechnica w doskonałych warunkach miejscowego pensjonatu położonego tuż przy Biotopie Lechnica.

Cena warsztatów wraz z trzema noclegami (30.04/1.05, 1 na 2.05, 2 na 3.05) wynosi 150 EUR lub równowartość w złotówkach po aktualnym kursie.

Do wpisania na listę uczestników jest niezbędne zgłoszenie i wpłata bezzwrotnej zaliczki w wys. 50 EUR do 11 kwietnia 2016 roku.

Wszystkie osoby, które wsparły finansowo Biotop Lechnica mają 10 procent zniżki, a osoby biorące udział w kilku warsztatach organizowanych w poprzednich latach, mogą liczyć na indywidualne potraktowanie i zniżki do 30 procent, podobnie mogą być potraktowane pary i małe grupy przybywające razem. Ilość miejsc jest ograniczona i proszę o pilnowanie terminu zgłoszenia. Wszelkie sprawy organizacyjne proszę kierować bezpośrednio do mnie na wskazany niżej adres mailowy i telefon: Marek Styczyński – adres mailowy: marek.styczynski@gmail.com tel. 0048 605334923

Wszystkie wpływy z warsztatów zostaną przekazane jako darowizna na realizację Biotop Lechnica, a postępy pracy sprawdzicie Państwo na miejscu w Biotopie, gdyż część zajęć odbywać się będzie w naszym permakulturowym gospodarstwie.

P r o g r a m etnobotanicznego kwietniowo – majowego weekendu w Karpatach. Warsztaty poprowadzą – Marek Styczyński (etnobotanika, permakultura, las, herbalizm, magiczne gatunki roślin) – Maja Głowacka i Bogdan Ogrodnik z Pracowni Edukacji Żywej w Katowicach (jak być w naturze / jak być z naturą).

  1. Rośliny wiosenne Pienin i Zamagurza (pokaz w terenie, m.innymi lulecznica, pokrzyk wilcza-jagoda, wawrzynek, barwinek, żywokost sercowaty … i inne) – jak obserwować rośliny, czy rośliny się z nami komunikują? Czy rośliny wędrują? Praca z roślinami i osobiste rośliny wspierające.

  2. Klasztor Lechnicki (Czerwony Klasztor) i pierwsi badacze flory Pienin i Tatr. Co kryje zielnik Cypriana? Złota Trójka pierwszych badaczy flory Tatr i Pienin. Herbalizm i botanizowanie czyli jak i po co zbierać rośliny (pokaz terenowy, sprzęt, tradycje)

  1. Celebracja wiosennego święta Maj (celtyckie: Beltain) w Biotopie Lechnica.

  2. Permakultura – znacznie więcej niż zrównoważone ogrodnictwo! Objaśnienie zasad permakultury jako sposobu prowadzenia ogrodu, ale także jako indywidualnego sposobu życia i praktykowania kultury. Podstawowe wiadomości teoretyczne i pokaz wybranych elementów w ogrodzie Biotopu Lechnica.

  3. Bioregionalizm – źrodła pojęcia i praktyczne przesłanki do wyróżnienia bioregionu na przykładzie Pienin, Zamagurza, Tatr.

  4. Czym są czyżnie – formacja roślinna, krajobrazowa, użytkowa (tarnina, róże, kalina, głogi, dzikie jabłonie i grusze…)

  5. Etnobotaniczne aspekty karpackiej muzyki tradycyjnej (pokaz instrumentów muzycznych i sposobu ich wyrobu).

  6. Bycie w naturze, bycie z naturą – indywidualne aspekty kontaktu z przyrodą, syndrom deficytu kontaktu z przyrodą, sposoby na edukację domową z uwzględnieniem stałego kontaktu z przyrodą.

an_szalwia

Drugi majowy termin warsztatów etnobotanicznych organizujemy w dniach: 26.05 – 29.05.2016 r.

Warsztat podczas drugiego „długiego weekendu” majowego poprowadzi Marek Styczyński i Anna Nacher

P r o g r a m

  1. Permakultura Biotopu Lechnica – co to jest permakultura i jak ją realizujemy w Biotopie (pokaz i praca indywidualna)

  2. Radykalny herbalizm – czym jest, dla kogo jest ? Zajęcia praktyczne w Czerwonym Klasztorze i jego otoczeniu.

  3. Wyprawa do roślin magicznych.

  4. Być (z) Lasem: kontemplacja, relaksacja i leczenie lasem wg. różnych szkół i metod oraz słuchanie i słyszenie – elementy praktyki osobistej (shinrin-yoku, deep listening, metody własne) na terenie wybranego szlaku leśnego.

  5. Etnobotaniczne aspekty muzyki – pokaz instrumentów i instalacji muzycznych, prezentacja muzyki i dźwięków otoczenia.

Koszt warsztatu, warunki zakwaterowania i kontakt, a także zniżki są takie same jak w przypadku pierwszego majowego warsztatu. Zapraszam!

Uwaga! Sposób realizacji warsztatu, tematy, duża część informacji przekazywana podczas zajęć terenowych i kuluarowych jest autorskim dorobkiem organizatorów i prowadzących zajęcia, opisywanym w ich książkach, publikacjach i na blogach, a ich wykorzystanie jest możliwe (i zalecane) pod warunkiem podania źródła, daty i autora informacji, idei lub/i techniki prowadzenia warsztatu.

Warsztaty etnobotaniczne i staże w Biotopie Lechnica

czerwklaszmaj14.jpg

Udało się ustalić konkretne daty spotkań warsztatowych w pierwszej połowie 2015 roku! Podaję je już dzisiaj, bo po pierwszym orientacyjnym anonsie mam już pierwsze zgłoszenia i połowę listy na majowy „długi weekend”, a wiem, że wszyscy chcą sobie zaplanować wyjazdy możliwie wcześnie.

Termin Wiosennego warsztatu etnobotanicznego w Pieninach i Zamagurzu (Czerwony Klasztor/Biotop Lechnica, Słowacja) to:

1-3.05.2015 z możliwością wcześniejszego przyjazdu lub późniejszego wyjazdu po uzgodnieniu indywidualnym.

Termin warsztatu etnobotanicznego – Noc Letniego Przesilenia w Górach Lewockich, Brutovce, Słowacja – to: 19-22.06.2015

Termin spaceru etnobotanicznego i wycieczki na jeden z najciekawszych festiwali i targów rzemiosła ludowego  25. Europske L’udove Remeslo w Kezmarku, Słowacja to: 10-11.07.2015

Jest także możliwość odbycia indywidualnego stażu w Biotopie Lechnica po uzgodnieniu terminu i programu składającego się z trzech aktywności: spaceru etnobotanicznego, pracy w ogrodzie, zajęć w bibliotece. Zgłoszenia indywidualne lub małych grup (do 5 osób) muszą być uzgodnione i potwierdzone korespondencją: marek.styczynski@gmail.com

Wszystkie środki uzyskane z podanych zajęć będą traktowane jako pomoc w budowie Ośrodka Praktyk Bioregionalnych Biotop Lechnica http://www.biotoplechnica.eu

Zapraszam!

brutdrogablisko

Co czytać, co planować?!

Pierwszy wpis na tym blogu pojawił się 25 czerwca 2012 roku i zaczynał się od odnotowania, że „ moja książka Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów ma miesiąc…”. Wspomnę tylko, że Zielnik… napisałem w 2010 roku, a gotowy do druku był w 2011 roku, ale z powodu nierzetelności pierwszego wydawcy, musiałem szukać innego i na szczęście trafiłem na otwarte na nowe pisanie o przyrodzie Wydawnictwo Ruthenus. Książkę nieco przeredagowałem i ukazała się w wiosną 2012 roku. Od tamtej pory wiele się wydarzyło, a etnobotanika zyskała na popularności i zainteresowała wielu ludzi, którzy dotąd tego podejścia do roślin nie zauważali. Pomimo pewnego polemicznego elementu 🙂 jaki czasem towarzyszy moim wpisom, blog etnobotanicznie.pl udało się utrzymać w pozytywistycznym duchu budowania i stawiania pytań.

Blog miał początkowo spełniać rolę miejsca poszerzania informacji z Zielnika... bo, jak pewnie każdy autor, miałem chwile zwątpienia gdy czytałem po raz pierwszy swoją wydrukowaną już książkę 🙂 . Z czasem jednak stał się też miejscem ogłaszania interesujących obserwacji botanicznych (ze wskazaniem na etnobotaniczne tło), opisów działania i idei dociekliwych ludzi, których pracę szczególnie szanuję oraz miejscem ogłaszania kolejnych warsztatów etnobotanicznych jakie prowadzę wg. autorskiej metody i publikowania sprawozdań i podsumowań z tych warsztatów – co chciałbym podkreślić, bo nie jest to praktyka powszechna.

Po pierwszym roku istnienia etnobotanicznie.pl okazało się, że blog naturalnie stał się też miejscem dla wielu informacji dotyczących kultury i sztuki związanej ściśle z roślinami i naszymi z nimi związkami. Następne lata: 2013 i 2014, przyniosły kilka ważnych manifestów, recenzji książek (które traktuję jako podpowiedzi dla szukających wzbogacenia swej wiedzy, a nie jedynie wyrażenia swojej osobistej opinii) i opisów doświadczania/praktykowania etnobotanicznego podejścia do ludzkich rytuałów i praktyk dnia codziennego. Etnobotanika jest dziedziną interdyscyplinarną i w sposób naturalny w postach na moim blogu pojawiły się teksty innych autorów. Stała współpraca z Anną Nacher i Andrzejem Chlebickim, Lenką i Michalem Smetanką oraz doskonałymi fotografikami – Bogdanem Kiwakiem, Ewą Grzeszczuk i Mieszkiem Stanisławskim znacznie wzbogaciła to co czytacie i oglądacie.

W 2014 roku, który jest już za nami, a w którym ustaliła się już ostateczna formuła etnobotanicznie.pl opublikowałem kilkadziesiąt tekstów, do których warto, jak myślę, wracać. Mój własny wybór i sugestia do ponownej zimowej lektury to:

w styczniu 2014: Fitoremediacja / botanika krytyczna oraz Ekopunktura miasta jako podstawa kilkunastu tematów z ważnego cyklu moich wykładów Bio::Flow w Bunkrze Sztuki w Krakowie (od stycznia do maja plus październik 2014)

w lutym 2014: Joe Hollis i Jego PARADISE GARDEN oraz Mity i magie ziół vs Zmysłowe życie roślin

w marcu 2014: Stare źrodła ( o znakomitej książce pt. Zielnik ekonomiczno-techniczny J. Geralda-Wyżyckiego z 1845 roku) i Forest Garden oraz wpis: Carsten Holler i jego magiczne grzyby

w kwietniu 2014: Symbolic and Ritual Plants o monumentalnym dziele na temat botanicznej Europy, w której nas prawie nie ma…

w maju 2014: Rozmowa z Elżbietą Jabłońską o projekcie Nieużytki sztuki oraz bardzo popularny 🙂 wpis: Rośliny letniego przesilenia

w czerwcu 2014: Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu tekst podstawowy do wygłoszonego wykładu w ramach Zjazdu Kooperatyw Spożywczych w Krakowie oraz inspirujący wielu: Dron zamiast buta

w sierpniu 2014: Etnobotaniczne wędrówki w tundrze Samów cz. 1

we wrześniu 2014: Etnobotaniczne wędrówki w tundrze Samów cz. 2

w październiku 2014: Drzewa na jesień

w listopadzie: Biotop Lechnica z lotu ptaka drona

W grudniu: Przestęp czyli żarty się skończyły

Za dotychczasowe wsparcie i znakomite towarzystwo bardzo wszystkim Wam dziękuję!

Zmiany są stałą częścią życia i w 2015 roku będą widoczne skutki ważnych wydarzeń z poprzedniego roku. Nie wiem jeszcze dokładnie jakie przybiorą kształty, ale z pewnością zmienią wiele, także na moim blogu. Część czytelników wie o co chodzi, a co nazwaliśmy najprościej jak się dało 🙂 Biotopem Lechnica i co ma już swoje miejsce w sieci pod adresem: www.biotoplechnica.eu i pamiętajcie o końcówce EU, bo to nasze „miejsce do życia” znajduje się na Słowacji.

Pierwsza, przewidywana zmiana dotyczy tego, że zyskujemy stałe miejsce usytuowane w taki sposób, że dla etnobotanika zajmującego się Karpatami jawi się jak senne marzenie… Druga zmiana polega na tym, że dawno już przekonałem się, że BL nie jest jednak sennym marzeniem 🙂  i wymaga wiele ciężkiej pracy i nakładów, które znacznie przekraczają możliwości „ludzi księgi” w naszym kraju… 🙂 Praca, którą wkładamy w Biotop Lechnica od lipca 2014 roku, zmierza do uczynienia z BL miejsca do życia i odpoczynku, ale i do konkretnej pracy nad kolekcją żywych roślin, budowaniem ekspozycji do autorskiego uczenia się etnobotaniki i bioregionalizmu oraz udostępnieniem księgozbioru mojego ojca. Region w jakim się znajduje Biotop Lechnica – Zamagurze i Pieniny, pozwala na opracowanie i praktykowanie specjalnych metod bycia z przyrodą i sobą w nurcie slow i deep ecology. Spodziewam się, że wiele interesujących Was spraw pojawi się na stronie biotoplechnica.eu, ale zawsze będę to sygnalizował i polecał.

Mam też już dla Was daty spotkań warsztatowych w 2015 roku, które zyskają pewnie nowy wymiar i w dużej części będą oparte o Biotop Lechnica (nie przypadkowo leży w odległości 25 minut marszu od Czerwonego Klasztoru 🙂 ).W pierwszej połowie roku proponuję następujące daty: 1-3 maja, 4-7 czerwca i 19-22 czerwca.

W drugiej połowie roku zaczniemy regularne staże dla pojedynczych osób lub grup do 5 osób i całkiem specjalny program grudniowy – ciemna strefa roślin !

Programy i szczegóły co do zapisów będę publikował od lutego, pewne jest już teraz to, że grupy nie będą liczniejsze niż 15 osób.

Dziękuję, proszę o cierpliwość i współuczestnictwo!

Na fotografiach Bogdana Kiwaka – spisska drevenica – jeden z obiektów znajdujących się w Biotopie Lechnica, który w całości jest przeznaczony na miejsce przechowywania dokumentacji, bibliotekę i pracownię etnobotaniczną.

lechnicadrevplansza1

Czyżnie

tarninazimalech

Od zawsze intrygowały mnie roślinne zbiorowiska złożone z krzewów i drzew rosnących na skarpach polnych dróg, na miedzach i stromych stokach Karpat. Są urozmaicone, zagadkowe, bogate w gatunki i piękne o każdej porze roku. Zestaw gatunków budujących te fitocenozy jest zmienny i zależy od gleby, wystawy, stosunków wodnych, wpływu człowieka i oczywiście geograficznego usytuowania. Szczególnie interesujące wydawały mi się kolczaste, trudne do przebycia zakrzaczenia złożone z tarniny i głogów, w jakie niejednokrotnie zabrnęliśmy z A. podczas naszych karpackich bioflow w Pieninach i Zamagurzu. Sprawiały sporo kłopotu, ale były zawsze intrygujące.

W kilku edycjach moich warsztatów etnobotanicznych w terenie, zwracałem uwagę na zestawy złożone z tarniny, głogów, szakłaku, derenia świdwy, róż, bzu czarnego, kaliny, leszczyny, klonu polnego, czasem wiąza z domieszką dzikich jabłoni, grusz i pojedynczych czereśni ptasich, osiki i wierzby.

W okolicach wsi Lechnica na Zamagurzu, gdzie urządzamy swoje miejsce do praktykowania bioregionalizmu, odpoczynku i uprawiania naturalnego ogrodnictwa (www.biotoplechnica.eu) dominującym elementem w krajobrazie pasterskim kilku małych pasm górskich są płaty ciernistej tarniny. Nie da się ich przejść na przełaj i wymagają długich obejść. Tego rodzaju gęstwiny krzewów mają od kilku arów do kilku hektarów powierzchni. Poza tarniną budują je głogi, derenie świdwa, dzikie grusze i jabłonie, trafia się kalina koralowa, czasem inne drzewa i krzewy. Te wyraźnie inne niż towarzyszące drogom i skarpom (obszarom ekotonowym) zespoły roślinne (fitocenozy) zostały zidentyfikowane, wyodrębnione i nazwane przez prof. Janusza Falińskiego (1934-2004), bardzo interesującego botanika i ekologa o niebanalnym podejściu do botaniki, daleko wykraczającym poza zbieranie punktów za akademickie publikacje. Badania prof. Janusza Falińskiego mogą służyć jako przykład modelowego podejścia etnobotanicznego (prace w interdyscyplinarnych zespołach czy specjalizowanie się w badaniu antropogenicznych zmianach roślinności), których celem było zrozumienie jak i dlaczego… a nie tylko dokonanie kolejnej kompilacji znanych faktów w nowe tabele lub przeprowadzenie inwentaryzacji gatunków. Faliński nazwał kolczasty i na pierwszy rzut oka nieprzyjazny człowiekowi, ale bardzo interesujący zespół roślinny mianem: czyżnie, sięgając po tradycyjną nazwę stosowaną wobec połaci zakrzaczeń złożonych w przewadze z kolczastych krzewów – tarniny i głogów. Nazwa naukowa tego zespołu brzmi: Rubo fruticosi – Prunetum spinosae.

Wiele hektarów tarniny i głogów (plus kilka innych cennych gatunków domieszkowych) to świat broniący wielu zwierząt, karmiący pszczoły, dający owoce i kwiaty lecznicze, a przy tym mocny stabilizator stromych stoków. Mógłbym tu zacząć wyliczanie wielu pożytków, jakie dają tego rodzaju zespoły roślinne (a także tarnina, głogi, dzikie jabłonie i grusze, kalina… każde z osobna) ale sprawy wykraczają daleko poza te jednostkowe korzyści i zastosowania. W Biotopie Lechnica będziemy badać karpackie czyżnie dogłębnie, o każdej porze roku i w możliwie wszystkich aspektach przyrodniczych i kulturowych. Te karpackie czyżnie są być może nieco inne niż znane z nizin… a my będziemy się nimi w pierwszej kolejności cieszyli i z radością poznawali w rytmie kolejnych pór roku.

Dla zaintrygowanych tematem czyżni i tarniny dodam jedynie, że krzew ten jest niezwykle interesujący. Ma swe mocne tradycje w kulturze Celtów, a w Irlandii znane są i cenione od starożytności do czasów współczesnych niezwykłe zastosowania twardego i mocnego – a przy tym mającego niezwykłe kształty – drewna tarniny w postaci kijów bojowych shillelagh udających obecnie laski :-). Ciernioki, czyli młode pędy tarniny z licznymi cierniami służyły tradycyjnie w okolicach Szczawnicy do suszenia grzybów i owoców, co jest zapożyczonym od ptaków zwyczajem charakterystycznym dla dzierzby gąsiorek (Lanius collurio)…

tarninabogdantarninapientarninajabłka

Zima jest doskonałym okresem do mapowania i ustalania granic karpackich czyżni, wyglądają jak czarne fantazyjne (?) plamy na białych od śniegu stokach górskich. Poświęcimy wiele czasu na poznanie i nauczenie się pracy z tarniną we wszelkich jej aspektach i będzie to stały temat warsztatów w Biotopie Lechnica.

W Biotopie Lechnica, znalazły wczoraj swe miejsce piękne okazy narośli brzozowych… więcej na www.biotoplechnica.eu

Zaglądajcie czasem na stronę Biotopu, bo od wiosny zacznie się tam wiele dziać, a i teraz nie ma zastoju… 🙂

brzozalechntaczki1A tak wygląda to na drzewie…

brzozarak

Poza jedną fotografią Bogdana Kiwaka (samotny owoc tarniny) wszystkie fotografie moje.

Bez czarny wkracza w popkulturę!

stevenfujarista2

Będzie o tym, jak największy europejski tradycyjny flet nazywany fujarą pasterską lub fujarą detwiańską, który wyrabia się z bzu czarnego przez wiercenie (nie rozcina się pnia, instrument jest zawsze z jednego kawałka drewna) i na którym gra się trzymając instrument pionowo (!) wkracza do światowej popkultury.

Pod koniec lat 90. XX wieku 🙂 moje zainteresowanie muzycznymi aspektami obecności bzu czarnego w kulturze, przybrało formy przemyślane i zorganizowane. Z pomocą Fundacji Stefana Batorego i w oparciu o własną galerię Stary Dom udało mi się opracować sporo informacji na temat fujary pasterskiej (projekt pt. Wiele narodów, jeden bioregion – powrót do korzeni muzycznych pogranicza Polski i Słowacji zakończony w 1999r.), które posłużyły jako baza do kilku sporych tekstów opublikowanych w różnych periodykach, a także do napisania rozdziału Fujara pasterska w mojej i A. pierwszej wspólnej książce Ucho jaka. Muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe (Wyd. Bezdroża, s. 178-184, książka jest obecnie dostępna w formatach elektronicznych). W Zielniku... przy okazji pisania o bzie czarnym także sygnalizuję jego bardzo ciekawe aspekty muzyczne. Pisanie o instrumentach wypływa u mnie wprost z fascynacji możliwościami dźwiękowymi i muzycznymi i z tego, że gram na ich starannie dobranej kolekcji. Podobnie jest z fujarą pasterską i mogę polecić swoje nagrania na fujarę pasterską jeszcze z okresu pracy grupy Atman,  a fujara z Dietvy stała się prawdziwie ważnym instrumentem w Karpatach Magicznych i moim indywidualnym projekcie eksperymentalnym Cyber Totem. Polecam Cyber Totem w wersji World Flag Records; opis na:  http://worldflagrecords.blogspot.com a sprowadzić można z http://www.serpent.pl

Od zawsze traktowałem ten fascynujący instrument jako indywidualność w świecie fletów i nie pamiętam abym nagrał jeden utwór o charakterze folklorystycznym. 🙂 Podróżując po świecie zawsze z zainteresowaniem przyglądam się zastosowaniom fujary pasterskiej i jej aktualnie powstającym klonom w rodzaju fujary szlanej, plastikowej… Do tego tygodnia, fujara pasterska (i bez czarny, jej prawdziwa podstawa) zajmowała raczej niewielkie, ale bardzo wysmakowane rejony muzyki improwizowanej, czasem nowego jazzu i podobnych środowisk, poza – rzecz jasna – tradycji kultywowanej na Słowacji. Dobrze pamiętam ile śmiechu w Polsce było z tej mojej fascynacji zjawiskowym instrumentem z góry Pol’jana koło Zvolenia…a przycichł dopiero gdy fujara znalazła się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO! Chwilę „później” w Polsce „wszyscy” już grali na fujarach, a teraz jest jak zwykle…

Od dzisiaj 🙂 fujara pasterska (fascynująca forma świata kultury i medycyny stworzonego przez bez czarny) trafiła do świata globalnej popkultury… 🙂 A hitoria tego jak to się dzieje, powinna zainteresować etnobotaników nie poprzestających na zainteresowaniu roślinami jadalnymi! Kilka tygodni temu zamówiłem bardzo specjalną fujarę pasterską (poza strojeniem i technicznymi sprawami wyrobu jest przystosowana do transportu samolotem w klasie: bagaż podręczny! mimo, że ma pod 180 cm długości) u Martina Brxa – jedynego na Słowacji wytwórcy tego rodzaju instrumentów o zawodowych parametrach. Kiedy ustalaliśmy szczegóły, otrzymałem wiadomość, że powstaną dwie bardzo podobne (ale nie identyczne, bo to nie fabryka…) bo ktoś z USA zamówił flet podając te same wymagania. Dzisiaj dostałem kilka fotografii tego „kogoś”, a fujara już poleciała do USA! Bez czarny zachwycił i wciągnął w swoją orbitę nawet tak twardego zawodnika jakim jest Steven Seagal! Mam tylko nadzieję, że p. Martin nie opowiedział p. Stevenowi o jednym z licznych pobocznych zastosowań fujary pasterskiej czyli samobronie po wyjściu z karczmy…

Uczestnicy warsztatów w Górach Lewockich pewnie pamiętają, że wspominaliśmy z A. kilka razy, że Steven Seagal jest na Słowacji ze swoim zespołem muzycznym (tak, tak… nie tylko film) i z pokazem sztuk walki zorganizowanym na wsi… Niektórzy potraktowali te informacje pewnie jak naszą ekstrawagancję lub żarcik… ale pewnie i ja tak zareagowałbym gdybym się dowiedział, że Steven w tym czasie ogrywa fujarę pasterską… Fotografie i prasówka dzięki uprzejmości p. Martina!

stevenfujarista1stevenfujaristapress

 

Slnovrat

brutowce14vatra

Moje warsztaty układają się od kilku lat w pewien cykl roczny i z pewnością astronomiczny początek lata jest doskonałym terminem na botanizowanie i przypominanie sobie subtelnych nici jakie łączą nas z roślinami. Może się wydawać, że spotkanie z okazji Letniego Przesilenia należy bardziej do celebracji starej/najnowszej duchowości, ale w Górach Lewockich udało się nam chyba zrównoważyć osobiste zaangażowanie z interesującym botanizowaniem?! Moja relacja będzie analityczna i skrótowa (na ile się uda! 🙂 ) z dwóch ważnych powodów. Pierwszy to ten, że grupa warsztatowa, co jakiś czas rozpadała się na małe lub większe podgrupy (co było podyktowane koniecznościami typu: transport, kondycja, zdrowie) i całość naszych działań wyłoni się dopiero jako suma relacji fotograficznych i opisowych, a drugi, to spory dorobek dokumentacyjny i obserwacyjny wymagający uporządkowania. Liczę na ujawnienie fotografii i relacji na naszej liście etnobotanicznie.pl na FB, ale bardzo proszę także o podesłanie mi wyjątkowo cennych informacji, fotografii i opinii do zamieszczenia na głównej stronie.

Czwartek

Do Lewoczy i Brutowców dotarliśmy różnymi drogami. Dojazd załogi: Ania, Ewa, Maciek, Dawid i ja, był tak interesujący, że można przypuszczać, że pozostałe ekipy miałyby także wiele do opisania?! Nasza droga wiodła przez Niedzicę i Lechnicę (tu zapuściliśmy się jedynie na kilka minut aby pokazać małe gospodarstwo, które dzisiaj jest już nasze 🙂 ), Czerwony Klasztor, Starą Lubovnię (gdzie w Szałasie u Franka prowadziliśmy badania nad etnobotanicznymi aspektami potraw regionalnych typu: szulańce z makom, zamagurski wyprażany syr, bryndzowe haluszki…), Plavec, Brutovce i do Lewoczy. W drodze do Lewoczy i do Brutowców podziwialiśmy panoramę Spiskiego Zamku (Spisski Hrad), co okazało się proroczym zajęciem, zważywszy na świetne miejsca jakie wokół zamku poznaliśmy później…

Michał Smetanka (www.smetankovo.sk) powitał nas jak zwykle – ciepło i konkretnie. O ile dobrze odczytałem sygnały 🙂 nasze miejsce w Brutovcach – Pod Skałą, zrobiło dobre wrażeniach na przybyłych tu pierwszy raz, a bywalcy sami wiedzą, że jest to właściwe środowisko dla wszelkich kontaktów z Naturą (także własną).

Moje przypomnienie programu i informacji o 13 gatunkach roślin i 9 gatunkach drewna potrzebnych do celebracji Slnovratu (letnie przesilenie w slovencinie) nabrało dodatkowych treści. Mimo zmęczenia wszyscy chętnie zobaczyli pracownię i muzeum instrumentów tradycyjnych, które w niczym nie przypomina zabalsamowanych sanktuariów z miast. Muzeum i wszystko to, co nazywam: etnobotanicznymi aspektami muzyki tradycyjnej, poruszyło właściwe rejony wielu uczestników warsztatu, a szczególnie tych zajmujących się poważnie muzyką. Mam wrażenie, że ten pierwszy wieczór potwierdził, że dzielenie zajęć na te dotyczące roślin, te dotyczące praktyk muzycznych i śpiewu i te, które pomagają w kontakcie z żywym otoczeniem, byłoby w tych warunkach dziwacznym zabiegiem.

Piątek

To miał być najważniejszy i najbardziej pracowity dzień warsztatu. Bez problemu udało się podzielić pracę na kilka ważnych zadań: zbieranie roślin, gromadzenie drewna, budowa kukły do spalenia, przygotowanie kosza na zioła, przygotowanie płonącego koła, wybranie miejsca na celebrację, zapewnienie tafli wody do kontemplacji wróżebnej, zaproponowanie aspektów dźwiękowych i wybranie metody uzyskania żywego ognia.

Zbieranie ziół zaplanowałem podczas długiej i dość męczącej wędrówki. Jak zwykle zaczynaliśmy od bogatych siedlisk okrajkowych i zakrzaczeń śródpolnych pełnych bzu czarnego w pełni kwitnienia, derenia świdwy także w apogeum kwitnienia, kaliny koralowej z ostatnimi kwiatami, róży, głogu, tarniny, szakłaku… a dalej macierzanka, kozibród wschodni, storczyki: kukawka, podkolan i nawet wczesna gółka, czyścce, firletki, przytulia właściwa, goździki kartuzki, jastruny i ostrożenie głowacze w rozmaitych stadiach rozwojowych, cieszyły wszystkich nastawionych na spotkania z roślinami. Początek był znakomity, ale w drugiej godzinie weszliśmy w strefę powalonych wiatrem modrzewi i transowość marszu zamieniła się w poważne kłopoty. Grupa zareagowała znakomicie i po jakimś czasie osiągnęliśmy główny cel czyli wielkie połacie łąk… i tu pierwsza nauka i ciekawe wnioski. Łąki były wprawdzie pełne dziurawca, ale roślina o tej porze jeszcze nie kwitła. Opowieści o wiankach i bukietach z dziurawca podczas Nocy Przesilenia nie mogą (a przynajmniej nie każdego roku) dotyczyć tego czasu i miejsca ( Karpaty, wys. powyżej 900 m n.p.m.). Nie udało się też odszukać werbeny z zestawu 13 roślin, a także olszy dla pozyskania drewna z listy obejmującej 9 gatunków. Poza olszą, także nie było w okolicy dębu, ale drewno mieliśmy do dyspozycji dzięki zapobiegliwości Lenki Smetankovej. Tak więc, weryfikacja zestawów ziół/drewna jest zawsze konieczna, ale sam proces poszukiwania, oparty o przygotowanie w postaci uświadomienia sobie czego szukamy ma fundamentalne znaczenie. Przed samą akcją wieczorną wysłuchaliśmy informacji słowackiego specjalisty – antropologa kulturowego – o zwyczajach dotyczących Letniego Przesilenia w Bułgarii i na Słowacji. Było więc sporo pracy, sporo wspólnych decyzji, sporo ustępstw, ale i teoria. Po tym doświadczeniu zaczynam myśleć o tej fazie przygotowań jako o treningu uważności, skupienia i oderwania się od zwyczajnych okoliczności. Jest to niby oczywiste, ale indywidualna praktyka jest czymś innym od każdej teorii.

Bardzo miłym momentem było przekazanie 10 kompletów toreb i worków zielarskich, jakie w prezencie przysłała Basia, nasza stała warsztatowiczka, która tym razem nie mogła być z nami! To był piękny widok: kilkanaście osób (kilka osób miało torby z warsztatu w Czerwonym Klasztorze) z wielkimi torbami zielarskimi w akcji! Basiu – dziękujemy!

Po powrocie z poszukiwań i bez wielkich przerw zabraliśmy się za przygotowanie materialnych warunków rytuału. Wspólne budowanie kukły ofiarnej i przenosiny na miejsce celebracji było wesołym, ale też znaczącym przeżyciem. Kosz, koło, rośliny, drewno, stos, naczynie z wodą i stroma łąka do puszczania płonącego koła ożyło szybko, sprawnie, radośnie i wspólnie. Za dobry omen uznaliśmy obecność orlika krzykliwego, który wyraźnie obserwował nasze przygotowania!

Dwie ekipy śmiałków podjęły się krzesania ognia w archaiczny sposób. Andrzej z kilkoma oddanymi sprawie osobami walczył z pomocą hubki i krzesiwa metalowego i kamiennego, a Mieszko z rewelacyjną Asią (co za moc i wytrwałość!) i pomocą innych osób, kilkakrotnie osiągał spore kłęby dymu z pocierania drewna o drewno… i nic. Grupowy doping/prośba/wezwanie w postaci rytmicznego powtarzania słowa ogień/agni dawał dodatkowe siły i wszystko zaczynało się od nowa… Słowaccy goście obserwowali wszystko z lekkim zakłopotaniem… później zaczęli pomagać… i nic! Nie pomogły szczapki przeżywiczonego drewna sosny, hubki, gniazda os, kora brzozy, suche trawy… Dym walił, iskry się skrzyły, ale nie udało się! Paradoksalnie, od momentu uznania, że w ten sposób nie uda się rozniecić ognia, uczestnicy warsztatu stali się jedną celebracyjną grupą i wszystko poszło już dobrze! Stos pięknie się zapalił, kukła błyskawicznie spłonęła wraz z tym, co chcieliśmy pozostawić za sobą, rośliny zostały wspólnie darowane dla powodzenia wszystkiego co żyje. Głosy, żarty, recytacje, trąbita i poczęstunek w postaci syropu z bzu czarnego (przygotowanego przez Bogdana w Nowym Sączu) pitego z wołowego rogu, plus zaskakująco mocny moment puszczenia płonącego koła w ciemność rozświetloną jedynie na moment i tylko dla tych co dostatecznie byli uważni… Fotografie powiedzą więcej, praktyka za rok podpowie resztę?!

Noc była gwiaździsta, a ognisko tliło się do samego rana…

Mam wiele przemyśleń co do świętowania Slnovratu, ale najbardziej podstawowe mówi, że rytuał i cała celebracja wymaga długiego cyklu przygotowań, grupowej realizacji i musi być doskonale zaplanowana.

Sobota

Mimo nocnych zajęć na śniadaniu zjawili się wszyscy i do tego pełni energii 🙂 ! Wyruszyliśmy pieszo do Spiskiego Zamku przez okolice wsi Podprocz i dalej, ostro w dół zalesionymi zboczami. Pojawiły się szałwie łąkowe, werbeny, a niżej we wsi natrafiliśmy na gigantyczne pole soi. Okolice Spiskiego Zamku to już południowe, wapienne siedliska (Brutowce leżą na fliszu karpackim) pełne wiązówki łąkowej, pięknie kwitnących lilii bulwkowatej i pojedynczych ale okazałych żółto kwitnącej dziewanny (prawdopodobnie to Verbascum chaixii subsp. austriacum), naparstnic, ślazówki, krzewów ligustru, jarząbu mącznego, szaklaku, głogu i małych, naskalnych muraw kserotermicznych z wilczomleczami, rojnikami i rozchodnikiem. Krótka wizyta w rezerwacie skalnym Drevenik była bardzo zachęcająca i podobnie jak odwiedziny pomnika przyrody Siwa Broda (Siva Brada) czyli intrygującego trawertynowego „gejzeru” w pobliżu Spiskiej Kapituły, została wpisana na listę przyszłorocznych warsztatów.

Niedziela

Warsztat kończył się pięknym wejściem na szczyt Spiska, z którego widać pełną panoramę: od Tatr, Pienin, Zamagurze, pogranicze Spiszu i Szarisza aż po wapienne wzgórza na Węgrzech. Jeszcze mała powtórka z karpackich krajobrazów kulturowych, siedlisk łąkowych i tradycji pasterskich… i wspólne śpiewanie rusińskich pieśni. Przez cały warsztat Ania i Janka zręcznie wprowadzały grupę w tajniki travnic, kobiecych pieśni pracy o właściwościach terapeutycznych.

Ze Spiskiej wracaliśmy drogą przy kapliczce gdzie zastaliśmy piękny okaz gniewosza. Wąż ten okazuje się być „znajomym” Janki, naszej słowackiej koleżanki i uczestniczki wielu warsztatów. Podobno spotyka się z nim regularnie, gdy odpoczywa pod kapliczką grając na koncovce. W ten sposób zyskujemy jeszcze jeden terenowy znak i miejsce porządkujące nasze rozeznanie w topografii okolic Brutowców – kapliczka z gniewoszem, dolna droga z macierzanką, droga z tarniną i bzem, łąki dziurawcowe, las modrzewiowy, młaka z wełnianką…

To co opisałem jest jedynie szkicem. Sensem warsztatu jest osobiste uczestnictwo i uczenie się poprzez praktykę i doświadczanie. W Brutowcach było sporo muzyki (dwa sety muzyki Michala Smetanki, trochę naszej Karpat Magicznych, sporo wspólnej, bardzo dużo śpiewu i ćwiczenia otwierające), wiele mówiło się o pasterstwie i własnych doświadczeniach, a botanizowanie zwalniało nasze wędrówki i daleko wykraczało poza rośliny wspomniane w tekście. Trochę z tego objawi się w formie fotografii, a reszta zostanie w głowach i sercach uczestników.

Suplement

Od pierwszych do ostatnich chwil warsztatu, towarzyszył nam bez czarny: kwitnące krzewy na każdym stoku i miedzy, na łące i w lesie, w parku i na murach, za stodołą i przy karczmie…, a także napary i lemoniadki z kwiatów, syrop podczas celebracji, powietrze pełne pyłku i zapachu rozgrzanych kwiatostanów, muzyka na wielu instrumentach wykonanych z drewna bzu, drewno darowane przez ogień… Wszyscy śmiali się z opowieści o zdolności bzu do wysyłania śpiących pod nim ludzi w dalekie miejsca! Czy po tych warsztatach, w których uczestniczyli goście z Trójmiasta, Londynu, Poznania, Warszawy, Krakowa i wielu innych miejsc – dalej w to wątpicie?

Uwaga: te kilka fotografii pochodzi z mojego telefonu… czekam na bardziej zawodowe! 🙂

brutowce14sivabrutowce14kukl2

 

Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu

 

Etnobotaniczny klucz do bioregionalizmu

Mój pomysł jest prosty i opiera się na dobrze opisanych i funkcjonujących w praktyce przesłankach. Jego istotą jest możliwość / okazja / potrzeba kształtowania składu gatunkowego upraw / hodowli / produkcji ogrodniczej przez świadomy popyt, własne doświadczenia z uprawą roślin i świadome kształtowanie diety.

Świadomy popyt sprowadza się do wyboru takich gatunków roślin, produktów zwierzęcych i przetworów, które odpowiadają miejscowym warunkom naturalnym i sprzyjają utrzymaniu równowagi biologicznej regionu. Jest wiele możliwości negocjacji rodzaju upraw, z jakich będziemy korzystać w ramach rozmaitych form kooperatyw, a najskuteczniejsza z nich to zastosowanie listy produktów preferowanych i zamawianych przy porozumieniach długofalowych. Kooperatywy spożywcze nie muszą polegać jedynie na odbiorze / zakupie wyprodukowanych dóbr, ale mogą być czynnikiem kształtującym skład upraw / produkcji na długie lata.

Aby wybory były świadome i służyły równowadze biologicznej w skali pojedynczego odbiorcy, jego rodziny i grupy przyjaciół (a także w skali regionu, w jakim kooperatywa zaczyna działać), powinny być rozpoznane: bioregion oraz jego zasoby naturalne: tradycyjne i nowe gatunki roślin i zwierząt, w oparciu o które wytwarza się żywność oraz naturalne (dzikie) zasoby pokarmowe i podstawowe dla życia: zasoby wody, stan powietrza oraz źródła energii.

Bioregionalizm jest pojęciem stosunkowo nowym, pojawiło się wraz z rozwojem kontrkultury w latach 70. XX wieku i za jego autora uważa się Allana van Newkirka, który w 1973 roku do znanego pojęcia: region (o zabarwieniu antropocentrycznym) dodał bio dla zaznaczenia podejścia biocentrycznego.

W przybliżeniu bioregion można zdefiniować jako: spójny obszar wyznaczony przez naturalne siedliska i przyrodnicze granice, który cechuje swoista budowa geologiczna, flora, fauna, rzeźba terenu i szerzej krajobraz, klimat – w połączeniu z tradycyjnymi formami kultury ludzi zamieszkującymi bioregion, wraz z ich zwyczajami, stylem życia i sztuką. W żywym, nie zniekształconym bioregionie, mamy do czynienia z silną więzią pomiędzy kulturą ludzką a przyrodą, która jest głęboko zapisana i praktykowana w duchowści, sposobach użytkowania ziemi i stylu życia, a nawet w mentalności. Można powiedzieć, że kiedy ludzie zamieszkujący jakiś region traktują go poważnie jako swój dom, a nie dekorację do czasowego przebywania czy miejsce eksploatacji zasobów aż do ich wyczerpania, mamy przesłanki do wyodrębnienia bioregionu.

Bioregionalizm zyskał nowe, prawne oblicze w wyniku przyjęcia w dużym stopniu biocentrycznego sposobu myślenia w kształtowaniu Unii Europejskiej i właściwie nigdzie poza Europą nie jest w takim stopniu wprowadzony w życie na poziomie regulacji międzynarodowych. Jedną z form prawnych i szansą na administracyjną oraz gospodarczą realizację idei bioregionalizmu jest europejska sieć Natura 2000. Nie znaczy to, że wszyscy powołani do zarządzania bioregionami w Polsce rozumieją podstawową ideę bioregionalizmu. Istnieje wręcz pilna potrzeba przypominania o niej i prowadzenia dyskusji podczas podejmowania decyzji gospodarczych na każdym poziomie. Bioregionalizm był ważnym elementem tzw. ekologii radykalnej, podstawami tego podejścia są: ekologia głęboka, ekofeminizm i ekologia społeczna.

Dzisiaj, rzecz jasna, nieco inaczej rozumiemy podstawy bioregionalizmu i zasady ekologii radykalnej, ale warto przypomnieć (w kontekście kooperatyw spożywczych i wszelkich działań mających wpływ na bioregion, w jakim żyjemy) kilka historycznych, ważnych zasad, które przyświecały w tworzeniu ich teoretycznego zaplecza.

Sześć funkcji bioregionalizmu wg wskazówek Thomasa Berry’ego:

  1. Uznajemy, że wszystkie gatunki na obszarze mają takie samo prawo do życia i korzystania z niego jak my, zachowujemy ich środowisko naturalne i korytarze migracyjne;

  2. Wzajemna opieka: oznacza, że wzrost, rozwój, użycie środków są limitowane dobrem pozostałych uczestników wspólnoty życia na tym obszarze, nie możemy przekraczać granic ani zajmować życiowych obszarów innych gatunków;

  3. Edukacja od bioregionu: na poziomie fizycznym, chemicznym, biologicznym i kulturowym bioregion dostarcza wzorów edukacyjnych, ważnym aspektem tej edukacji jest doświadczenie, a nie tylko przekaz informacji;

  4. Samozarządzanie: każdy bioregion cechuje pewien wewnętrzny porządek, powstały w wyniku procesu ewolucji, naruszanie tego porządku odbije się na niszczeniu bioregionu i jego „zewnętrznych” związków, zarządzanie powinno odbywać się „oddolnie” – powinny być reprezentowane interesy każdego mieszkańca bioregionu (nie tylko ludzi);

  5. Samouzdrawianie: każdy bioregion wyposażony jest w siły, które pozwalają mu na regenerację, nawet zniszczenie jakiegoś obszaru w ramach bioregionu może być „zagojone” dzięki tym potencjalnym możliwościom – odnoszą się one nie tylko do świata przyrody, ale także i do człowieka;

  6. Własna ekspresja i samowystarczalność: każdy bioregion jest do pewnego stopnia samowystarczalny; jego istota wyraża się w różnych formach przyrodniczych i kulturowych, to z nich właśnie pochodzi kulturowa różnorodność regionalna.

Po zbadaniu sytuacji i rodzaju własnego bioregionu, do świadomego kształtowania popytu na żywność potrzebujemy określenia swojego stylu odżywiania i interesującym (a także spełniającym postulat sprzyjania utrzymaniu równowagi naturalnej, zapewnienia zdrowia i różnorodności pokarmowej) wydaje się być makrobiotyka. Ten styl odżywiania opiera się na poglądzie, że ludzie są częścią środowiska w którym żyją i w sposób stały poddawani są jego wpływom poprzez pożywienie, społeczne interakcje, klimat i obszar geograficzny, w jakim żyją. Można powiedzieć, że makrobiotyka jest żywieniową formą bioregionalizmu. Przyjęty w makrobiotyce udział preferowanych rodzajów pożywienia jest istotną przesłanką do podejmowania decyzji co do popytu (oraz kształtowania w rozmaity sposób w ramach kooperatyw spożywczych) na konkretne grupy i rodzaje pokarmu. Podstawą żywienia makrobiotycznego jest kształtowanie diety w oparciu o następujące wskazania: 50% naszej diety powinny stanowić pełne ziarna różnych zbóż, 20-30 % to warzywa, 5-10% to rozmaite zupy, 5-10 % to fasola i produkty z fasoli, a jedynie okazjonalnie: ryby, owoce morza, orzechy i naturalne przekąski. Ważne jest, że makrobiotyka nie musi oznaczać radykalnego wegetarianizmu, ale także zdecydowanie jest odejściem od ciężkiej, mięsnej diety, która jest przyczyną wielu chorób ludzi i środowiska naturalnego. Dobrze pojęta makrobiotyka odpowiada właściwie idei slow, która słusznie jest obecnie popularna w wielu środowiskach.

W sytuacji gdy mamy świadomość własnego bioregionu, zasad odżywiania dla zdrowia i równowagi, potrzeba nam już jedynie wiedzy na temat odpowiadających tym podstawom roślin jakie można (i trzeba) uprawiać i zbierać ze stanu dzikiego. Taką wiedzę daje nam etnobotanika.

Etnobotanika jest badaniem dynamicznych powiązań pomiędzy roślinami i ludźmi, które od zawsze kształtowały ludzką kulturę oraz losy samych roślin. Samo pojęcie ma blisko 120 lat, a użył go po raz pierwszy botanik z Uniwersytetu Pensylwania w USA– prof. John W. Harshberger w 1895 roku. Chociaż etnobotanika nie zajmuje się jedynie roślinami użytkowymi w sensie roślin jadalnych, to daje informacje o tym, jak kształtowały się losy wielu gatunków, które wpływały na przeżycie, rozwój i możliwości ludzi, także w sensie duchowym. Pojęcie o rozległości etnobotaniki daje klasyczna książka Henry’ego Hobhouse’a – Ziarna zmian. Sześć roślin, które zmieniły oblicze świata (wydana w Polsce w 2001, 2010 roku przez Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, a znana na Zachodzie od 1985 roku). Autor przedstawił w niej fascynujące losy roślinnych źrodeł takich specyfików jak: chinina, trzcina cukrowa, herbata, bawełna, ziemniak i kokaina, które ukształtowały świat współczesny.

Etnobotanika bywa ukazywana jako zbiór wiadomości na temat roślin i ich możliwych zastosowań lub jako nauka pomocna do analizowania historycznych zmian w biogeografii, a bywa użyteczna we właściwym rozumieniu przyczyn zmian w kulturze i polityce na skalę społeczną. Najciekawszą i najistotniejszą częścią etnobotaniki jest jednak próba zrozumienia, na czym właściwie polega odwieczny, organiczny i silny związek pomiędzy roślinami a ludźmi, Aktualne badania naukowe potwierdzają wiele subtelnych sposobów komunikowania się roślin oraz ich niezwykłą plastyczność biologiczną wywodzącą się z komórkowych źródeł życia, co w pewnym stopniu może być pomocne przy określaniu, dlaczego rośliny są tak ważne dla ludzi i jak się z nami komunikują?

Wyżej podana, klasyczna podstawa diety makrobiotycznej, przeanalizowana za pomocą klucza etnobotanicznego dla bioregionów Małopolski już na samym wstępie wskazuje na to, że fasola winna być zastąpiona przez groch (bo fasola jest całkiem nowym nabytkiem na terenach Małopolski, a groch należy do tradycyjnych i miejscowych upraw) oraz w pewnym stopniu przez bób. Przyjmując pewną plastyczność w doborze składników diety po preferowanym grochu i bobie, można zalecać miejscowe odmiany fasoli (np. jaś), albo ze względów sentymentalnych i historycznych fasolkę patriotyczną (!) i dopiero potem inne, dostępne w ogrodnictwie i na rynku. Taka sama pobieżna analiza kategorii makrobiotycznej: całe ziarna zbóż, w Małopolsce wskazuje na jęczmień, owies, żyto, może proso – dopiero później zaś na pszenicę, nie mówiąc już o ryżu! Zamiast niego zdecydowanie w naszych bioregionach winna być wykorzystywana gryka w postaci kaszy gryczanej. Tak można byłoby przeanalizować wszystkie produkty, jakie rolnicy i ogrodnicy nam proponują kierując się modą, opłacalnością, przyzwyczajeniem, ale też sygnałami płynącymi od odbiorców. Istnieje wiele interesujących miejscowych (bioregionalnych) rozwiązań opartych na zdrowych komponentach, czasem dostępnych także ze stanu dzikiego. Klasyczny przykład sprzecznego z bioregionalizmem wykorzystaniem aronii ( Tymbark musi się poprawić!) zamiast miescowego, tradycyjnego i ważnego także w tradycyjnej kulturze bzu czarnego. To postawienie na aronię ma ciekawe podstawy, których źródłem jest jeszcze niegdysiejsza wiodąca rola rolnictwa z ZSRR i walory antyradiacyjne (bo przecież nie smakowe!). Roślina nie wytrzymuje konkurencji z bzem czarnym, o znacznie większych możliwościach, bo wykrzystuje się u tego gatunku: kwiaty, owoce, korę i rosnące na niej grzyby, a także drewno, bedące podstawą produkcji rodzimych – bioregionalnych – isntrumentów muzycznych. Bez czarny z pewnością ograniczy w najbliższych latach rolę aronii poprzez wydajne kultywary wprowadzone już do upraw. Podobnym nieporozumieniem żywieniowym w aspekcie bioregionalizmu jest zanik całego szeregu innych zapomnianych lub tylko zaniedbanych roślin w rodzaju brukwi(w bioregionach Małopolski nazywanej karpielem), czy pasternaku, nie mówiąc o wielu interesujących zastosowaniach kłokoczki południowej czy arcydzięgla. Przeglądając stare wydawnictwa w rodzaju książeczki Warzywa mało znane (H.Fajkowska K.Wolfowa, PWRiL, Warszawa 1978), możemy się dowiedzieć, że w Polsce stosunkowo niedawno do mało znanych warzyw należała sałata krucha i salata pekińska, a w reklamówce, jaką otrzymałem wczoraj w sklepie sieci Tesco reklamuje się kilkanaście mieszanek sałat i roślin sałatkowych jak rukola, roszponka, sałata batawska, sałaty czerwone, lodowe, escarole, radicchio, frise… Brukiew zanikła prawie całkowicie, ale pasternak jest czasem dostępny na giełdach spożywczych w opakowaniach po 5 kg, albo bywa sprzedawany jako duży korzeń pietruszki przez nieuczciwych i zdesperowanych sprzedawców.

Całkowicie fascynujący jest obszar badania i zachowywania starych, tradycyjnych odmian drzew owocowych. Na tym polu wiele w Polsce zrobiono, ale także wiele pozostaje do zrobienia. Być może świadome formy kooperacji z rolnikami pomogą w powrocie do rodzimych, zdrowych i smacznych odmian roślin, nie tylko jadalnych.

Pozostaje jeszcze świadome wspieranie takich rodzajów uprawy i produkcji żywności, które nie są sprzeczne z zasadami bioregionalizmu. Tu polecam manifest ogrodniczy Joe Hollisa (opublikowałem go w całości na www.etnobotanicznie.pl we wpisie: Joe Hollis i Jego Paradise Garden z 28.02.2014 r., za zgodą i ze wsparciem autora https://etnobotanicznie.pl/2014/02/28/joe-hollis-i-jego-paradise-garden/ ). Jego istone przesłanie mówi o tym, że ogrodnictwo jest zdecydowanie bardziej ekologiczną formą pracy z roślinami niż rolnictwo i daje świadomym ogrodnikom coś więcej niż tylko korzyści ekonomiczne. Rajski Ogród Joe Hollisa położony w USA nie jest koncepcją ortodoksyjną. Rosną w nim, poza gatunkami rodzimymi, rośliny lecznicze pochodzące z Chin, ale ma to swoje uzasadnienie i dobrze się sprawdza w praktyce. Wszelka ortodoksja jest przeciw różnorodności życia.

Jest wiele przykładów na etnobotaniczne odkrycia przekładające się szybko na praktykę. Tak jest z zapomnianym, niedocenianym i mało poznanym różeńcem górskim. To dobrze znana tradycyjnej medycynie i w pewnej mierze magiczna roślina Hucułów z Karpat, Samów ze Skandynawii, Tybetańczyków z Himalajów, mieszkańców Ałtaju i Mongolii, której właściwości dorównują słynnemu żeń-szeniowi! Co więcej, to różeniec (zwany także złotym korzeniem) pełnił rolę żeń-szenia dla mniej obeznanych odbiorców! Roślina ta rośnie w Polsce, m.in. w Tatrach i na Babiej Górze. Co z naszym bioregionalizmem jest nie tak, że lepiej znamy rośliny z Chin niż własne? A przy tej okazji warto wspomnieć jeszcze jedno znamienne nieporozumienie dotyczące tzw. tybetańskich jagód goji. Są to jagody kolcowoju, który spokojnie i od dawna rośnie w całej Polsce, ale też i innych krajach Europy, a bywa uprawiany w ogrodach, gdzie daje obfite plony. Jego jagody mają faktycznie wiele wartościowych i mocnych składników, ale nie w wersji gdy pochodzą z intensywnych upraw chińskich, w których nie stosuje się norm co do nawozów sztucznych. Trzeba było sporych nacisków ze strony Unii Europejskiej ,aby setki ton jagód z Chin przynajmniej opisać co do kraju pochodzenia. Niech Was nie zmyli napis na opakowaniu: wyprodukowano w Polsce, bo chodzi jedynie o paczkowanie suszonych jagód wyprodukowanych bez przestrzegania jakichkolwiek norm. Zapytani o to „producenci” z Polski – milczą uparcie. Jagody goji warte są sprawdzonych upraw i uczciwych dostawców, a kolcowoje są tak u nas zadomowione, że bez problemów należy je włączyć do miejscowych upraw, albo odszukać na półnaturalnych stanowiskach.

W analizowaniu bioregionów Małopolski pod względem żywieniowym i zielarskim, będzie pomocna także moja książka Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów (2012) oraz wiele wpisów na wspomnianej wyżej blogu: etnobotanicznie.pl

Tekst wystąpienia przygotowanego na zaproszenie Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej i zaplanowany do wygłoszenia 8.06.2014 r. o godzinie 15.00 podczas Zjazdu Kooperatyw Spożywczych.

Marek Styczyński, Kraków, 8.06.2014r.

pasternakarpiel