Serbia

serbiaMy

Obiecałem dopisek do relacji z Festiwalu SURVA i wypadu do Monastyru Rilskiego w Bułgarii i czekałem jedynie na foty kwitnących krokusów, jakie kilka lat temu zrobiła Natasza w miejscu, które zwróciło naszą uwagę podczas powrotu z Bułgarii. Przed przełęczą z pięknym widokiem na górę, znaną nam z letniego przejazdu land-roverem, a także niżej położonym jeziorem, napotkaliśmy kilka interesujących artefaktów…

serbiaGora

serbiaJez

serbiaBibliot

serbiaKukery

serbiaRyba

Także w Serbii postacie „kukerów” są obecne i popularne, ale towarzysza im smoki (?), a drzewa nie muszą być usunięte … nawet jeżeli uschną.

Prawdziwym powodem przyglądania się okolicom Vlasiny, są jednak ciekawe łąki, które wiosną (fotografie Nataszy z Jej przejazdu wiosną kilka lat temu) wyglądają tak:

serbiaN2.jpg

serbiaN4.jpg

serbiaN3.jpg

Dwa podsumowania tego dopisku: w etnobotanice ważne są powroty w interesujące miejsca (w rozmaitych porach roku), siedliska krokusów na fotografiach, według mnie, to część „wołoskiej drogi (migracji) roślin” w Europie.

 

 

Reklamy

Bułgaria – zimowa etnobiologia!

survaMaski

Bułgaria w kulturze popularnej Polski, jawi się jako kraina słońca, plaż i niegdysiejszego, socjalistycznego raju wakacyjnego nad Morzem Czarnym. Tymaczasem, Bułgaria jest raczej krainą gór, z których Piryn, Riła i Rodopy są w części znane i bywały popularne, ale Stara Planina i np. Strandża już niespecjalnie. Wszyscy, którzy się interesują starą kulturą Karpat, powinni chociaż raz wniknąć w Starą Planinę i posiedzieć chwilę na szczytach ( a mają blisko 3 tys. m n.p.m.) i grzbietach Pirynu, Riły i Rodopów. Jeżeli jest ktoś, kto interesuje się pasterstwem transhumancyjnym, to Strandża i Rodopy wydają się bardzo interesujące i oferujące obserwacje tradycji, które wcale tam nie wygasły. Takie wyprawy pozwalają na wpuszczenie nieco ożywczego powiewu do monotonnych dyskusji i stale powtarzanych „prawdach” o nomadach Europy i mitycznych Wołochach.

W ostatnim czasie (a bywam w Bułgarii od 45 lat! więc wiem co i jak się tam zmieniało), za sprawą poważnego zniszczenia i przejęcia bułgarskiego wybrzeża Morza Czarnego na rozmaite formy rekreacji i masowej turystyki, odpada w moim przypadku rozwiązywanie bułgarskiego dylematu: morze czy góry? Zdecydowanie „w góry”! Niestety i w swoich górach, Bułgaria funduje sobie samobójcze niszczenie Pirynu i Riły, ale jest jeszcze wiele miejsc gdzie warto się wybrać.

survaRomski1

survaMaskNat

Zimowy wypad do Bułgarii planowaliśmy już od dawna, bo w styczniu odbywają się tu spotkania i festiwale nazywane SURVA. Są oparte o bardzo stare ryty i zwyczaje, których podstawowymi elementami są maski/stroje, rytualna muzyka i tańce. Dla bardziej wprawnych obserwatorów jest oczywiste, że wiele symbolicznych zachowań odnosi się do świata zwierząt i roślin. SURVA jest doskonałą okazją do terenowego studiowania etnobiologii. W moim Zielniku Podróżnym opisywałem survakane i survaczki (s. 159-162) czyli zastosowanie derenia jadalnego do wyplatania survaczki, obrzędowej „packi” do przeprowadzania czynności survakane czyli bezkarnego (a nawet zwyczajowo nagradzanego) walenia po plecach starszych w rodzinie… 🙂 jakie odbywa się wokół nowego roku.

Surva jest rytualnym spotkaniem gdzie praktykowane są rozmaite zachowania, które kultywuje dana wieś, społeczność, region. Bułgarski SURVA Fest. w Perniku k/ Sofii gromadzi reprezentantów wielu wsi z całej Bułgarii, którzy przez trzy dni skupiają się na tej celebracji. Jest bardzo interesujące, że SURVA przetrwała czas socjalizmu, jest w często w żartobliwej opozycji wobec cerkiewnego kleru, a obecnie przeżywa fascynujące wzbogacenie o uczestników ze środowisk poza wioskowych z dużą ilością kobiet w rozmaitym wieku, w tym młodych dziewcząt! Tu się nie da etnobiologii studiować bez obycia w nowych zjawiskach społecznych. O tym więcej w mojej nowej książce (którą powoli pisze po wielokrotnej zmianie koncepcji), a tu skupie się na roślinach… 🙂

survaDziewDzownki

SURVA wg. mojej wiedzy jest świętem i cyklem rytualnych spotkań raczej żegnającym zimę, niż witającymi wiosnę, ale i ten aspekt jest w niej widoczny. Wiosenne akcenty to rzecz jasna zielone cześci roślin, w tym wypadku gałązki bukszpanu (Buxus serpenvirens) ujęte w rozmaite instalacje, od „zielonego dziada”, po gałązki zatknięte na kijach pasterskich, czy za grube skarpety tuż nad butami. Bukszpan jest zimozielonym krzewem, który przybył do Bułgarii z daleka wraz z tradycją monastyczną. Nie widziałem klasztoru, cerkwi lub innego miejsca związanego z kultem religijnym w Bułgarii bez krzewów, żywopłotów lub chciaż krzaczka bukszpanu. Jego zimotrwałość czyni go symbolem zwyciężania życia (wiosna) nad śmiercią (zima), ale dlaczego bukszpan i jakimi drogami przybył… to osobny temat. Inny gatunek krzewu o zimozielonych pędach to mirt (Myrtus communis) i na zdrowy umysł biogeograficzny 🙂 to on powinien pełnić podobne role i… pełni je, ale w mniejszym stopniu i raczej znajdziemy go w starych klasztorach niż w ludowym obiegu!?

survadziadBukszp2

survaDziadBuksz1

survaBuszkKije

Inne roślinne akcenty, to tradycyjne roślinne pokarmy i wypieki rytualne – chleby z przybraniem „choinkowym” i instalacje survaczek z suszonymi owocami i zbożem (kukurydza) jako przypomnienie powitania nowego roku. Opisuje tu gatunki roślin i rodzaje instalacji, ale równie ważne jest ich prezentowanie, podnoszenie ku górze, ku słońcu, ku wiośnie! Zachowania w rodzaju tańców, rytualnych rytmicznych podskoków w przybraniu z ciężkich dzwonków pasterskich (niektórzy tancerze mieli na sobie 50-70 kg tych dzwonków), sugestywne elementy muzyczne realizowane przez ograniczony zestaw instrumentów (tapan, dzwonki, gadułka, gajdy, zurna, głos) w postaci nieograniczonych wariantów podobnych tematów, dawały wspaniałe i mocne doznania silnych wezbrań energetycznych. W obliczu nijakości i słabości oferowanych przez pop-kulturę muzycznych doznań, było to bardzo interesujące doświadczenie i dotknięcie czegoś autentycznego. Każdy rodzaj instrumentów to osobna opowieść, ale tutaj tylko dodam, że gadułki w wersji ludowej zupełnie odbiegają od tych „uświęconych” etnomuzykologicznymi normami i wzorami. Skorupy żółwi jako rezonatory prostych form instrumentów smyczkowych i zurny ręcznie wystrugane z grubych konarów plus wielkie i małe bębny tapan… a do tego kilka rodzajów dzwonków, a pośród nich te, które kompletuje od kilkunastu lat i które poza Bułgarią znajdziemy jedynie na północy Afryki (!), to osobne i fascynujące tematy! Na wielu straganach oferowano prawdziwe perełki w postaci autorskich wersji noży (te z rękojeściami z ptasich kości biły nawet samskie noże z Johkamohka), ale bywały także dość osobliwe artefakty w postaci erotycznych „rajskich” płaskorzeźb, wystawianych razem z wykonanymi tą samą techniką „świętych” podobizn… Jeżeli jaszczur ten (zamiast węża) jest owocożerną iguaną, to prawda etnobiologiczna jest w tym dziele znacznie bardziej realistyczna niż w innych interpretacjach rajskich wydarzeń…

survaNaked1

Maski i całe instalacje postaci jak z sennych wizji, reprezentują w tłumie ludzi przybywających na SURVA Fest. element hybrydyczny, nie(całkiem) ludzki lub całkiem(nie) ludzki… co jest znakomitym i bardzo zwyczajnie autentycznym obcowaniem z prawdziwym światem, który jest znacznie bardziej złożony niż się to wielu wydaje. Warto tu zaznaczyć, że tysiące ludzi, ktorzy całymi rodzinami przybywają na SURVA Fest. do Pernika to uczestnicy, nie tylko widzowie. Najbardziej zwraca uwagę to, że radość zabawy i obcowania z autentycznym przejawem energii miejsca jest tak duża, że nikomu nie przeszkadza obecność całego tego pop-kulturowego modułu festynowego w postaci baloników, kolorowego badziewia na straganach, różowej waty cukrowej i setek miejsc gdzie na oczach klientów przygotowuje się jedzenie w rodzaju grilowanego mięsa, słodkich „pączków” i wielu innych specjałów. Sam Pernik jest przemysłowym (czy raczej post-przemysłowym) miasteczkiem z ruinami zakładów, kominów i socjalistycznym rozkładem miasta. Mimo, że w Perniku jest jakaś pozostałość tego co nazywamy zazwyczaj „starówką”, to Festiwal odbywa się na głównym, „nowym” placu i okolicznych „prospektach”. Może dlatego, że taka dawka energii nie potrzebuje specjalnej oprawy, bo może się odbywać wszędzie. SURVA jest tak popularna, że korki na drodze z Sofii do Pernika wydłużały dojazd, który powinien trwać ok. 35 minut do 2 godzin…

Po uczestniczeniu w SURVA Fest. 2018 i zgromadzeniu pokaźnej dokumentacji (najcenniejsze są nagrania terenowe, ale potrwa zanim je udostępnimy w formie jakiegoś wydawnictwa lub sampli) poczuliśmy potrzebę wyciszenia, wejścia w góry, samotności. Bułgaria zna takie miejsca i my znamy te miejsca w Bułgarii… Pojechaliśmy z Sofii (już wygodnym odcinkiem autostrady, nie jak kiedyś drogą z tysiącem dziur i zakrętów) do wsi Rila i potem stromo w góry, do mojego ulubionego klasztoru Rilski Monastyr. I tym razem powołam się na swój własny tekst z Zielnika Podróżnego, gdzie na str. 140 – 177 (sporo!) opisuję letnie odwiedziny w Klasztorze i Pustelni pod Maljowicą.

monastyrBrama

monastyrZdravec

monastyrBukszp

Tam, w okolicach Pustelni Ivana Rilskiego napotkaliśmy kilka bardzo interesujących roślin, jakby na potwierdzenie tego, co zapowiadała SURVA w Perniku. Poza bukszpanem i „zdravcem” (Geranium), bułgarską rośliną pomyślności, najważniejsze w kontekście wiosny (bo w kulturze celtyckiej napotkanie pierwszych kwiatów potwierdza wiosenne świętowanie na samym początku lutego!) było napotkanie kwitnących okazów i kęp bałkańskiego ciemiernika Helleborus odorus, w tym samym miejscu wyłaniały się kwiaty miodunki czerwonej Pulmonaria rubra.monastyrCiemier3

monastyrCiemier1

monastyrMiodunWszystko to znajdowaliśmy na stromym stoku pośród bukowego lasu z enklawami bardzo interesujących siedlisk leśnych z ekstremalnie dla mnie ciekawymi dębami Quercus protoroburoides, który jest najprawdopoodbniej endemitem Riły

monastyrDabczy jaworami bałkańskimi (klon Heldreicha) Acer heldreichii, klonami hyrkanskimi (Acer hyrcanum), albo chmielograbami europejskimi (Ostrya carpinifolia). Wyżej rosły kępy jodły i być może była to nawet sama jodła Borysa (jodła bułgarska – Abies borisii-regis). Wszędzie niżej łatwo przyglądać się drzewostanom sosny rumelijskiej (Pinus peuce)…

Dopiero wstępnie opracowuję dokumentację z SURVA Fest. i wypadu do Klasztoru i na stoki Maljowicy, jest sporo ciekawych i inspirujących wątków, pewnie coś pomieszczę w nowej książce, a także jeszcze opiszę bardzo ciekawy powrót z tej eskapady przez góry w Serbii… 🙂

Bułgaria zimą lub wczesną wiosną wydaje się być bardzo obiecującym celem etnobiologicznych wypadów i będziemy je kontynuowali. 🙂

 

2018 – plan wiosenny!

kukerfamily4

Kilka ostatnich tygodni upłynęło mi, poza świątecznym odpoczynkiem i pracą zawodową,  na ocenie tego co udało się / nie udało się zrobić w 2017 roku w Biotopie Lechnica i związanych z nim aktywnościach, a także na planowaniu rozmaitych projektów na rok 2018. Zima jest doskonałym czasem na zwolnienie twórczego rozedrgania 🙂 i spokojniejsze analizy, a także na wybór i układanie tego w co chce się wkładać energię w przyszłości. Mam poczucie, że w dużej części ten czas ciemnej pory roku, udaje się dobrze wykorzystać.

Odpowiada mi roczny kalendarz oparty o cykliczne zjawiska astronomiczne i tradycyjne celebracje ważnych okresów w rocznym kole czasu. Cztery główne (kwartalne) święta słoneczne: przesilenia (dwa zrównania dnia i nocy oraz dwa okresy gdy dzień jest najdłuższy i najkrótszy w roku) oraz cztery święta ognia (półkwartalne) pomiędzy nimi, doskonale odpowiadają obserwacji fenologicznej w naszych szerokościach geograficznych. Dobre w tym ujęciu jest wszystko: cykliczność, oparcie o obserwacje astronomiczne faz Księżyca i pozycji Ziemi wobec Słonca, także to, że wszyscy znajdą własne święta w tym cyklu i jeżeli uznamy za sprawę poboczną kwestię nazewnictwa, to zostaje zaspokojona wyobraźnia i religijne światy wszystkich, którym to jest potrzebne w życiu, a do tego także tych, którzy się obywają bez jakichkolwiek religinych systemów. Odpowiada mi bogata i witalna tradycja wywodząca się z kultury Celtów. Pieniny i spora część Spisza to stara, zapomniana kraina Celtów (świadczy o tym wiele i nie jest to jakiś wymysł, wystarczy wybrać się do Muzeum Etnograficznego w Krakowie…), a więc według wielu pouczeń serwowanych ostatnio dość nachalnie 🙂 trzymam się miejscowej tradycji.

Mamy zatem za sobą Yule – święto słoneczne (kwartalne) środka zimy w okresie gdy noc staje się najdłuższa w roku (ale ostatni raz w tym cyklu!), a przed sobą półkwartalne celebrowanie Imbolc – święta ognia ( praktycznie jest to święto świec!), które zapoczątkowuje wiosnę! Imbolc przypada na ok. 1 lutego. Od początku lutego do święta Ostara (20-21 marca) czyli wiosennego zrównania dnia i nocy, mamy zaledwie trzy tygodnie. Tak więc cieszmy się styczniem z jego zawieszonym, wolnym biegiem (a jednak dnia przybywa!), bo to dobry czas na końcówkę twórczego bezruchu. Tak, tak, to najważniejsza umiejętność : twórczy bezruch, niezauważalne zmiany, trudno dostrzegalne ruchy i niepostrzeżenie przesuwające się granice! Powszechne ustyskiwania na zimę, na ciemności, temperaturę, „złą” pogodę i wygłaszane mechanicznie, jakby była to oczywistość peany na cześć ciepła, plażowania, wygrzewania się i leniuchowania w słoneczku… To nie jest tak! Dla ludzi żyjących blisko z Naturą jest jasne, że pory roku (wszystkie) to części tego samego cyklu przemian i wszystkie mają wiele do zaoferowania. To w ciemnej części roku rodzi się jego jasna część.

Jeżeli poważnie się zajmujecie roślinami, to nie ma tygodnia w roku, aby nie było czegoś zastanawiającego w ich życiu. Bodaj najbardziej tajemnicze są tygodnie zimowe, bo to przecież w tym czasie dokonuje się duża część transformacji u wielu roślin. Nie zastanawia Was skąd w kwietniu i maju biorą się zielone łodygi, liście i torebki nasienne zimowitów, które u progu zimowych mrozów miały jeszcze wygląd / formę jedynie fioletowych kwiatów? Co dzieje się w grubych korzeniach o bulwiastym wyglądzie lulecznicy kraińskiej, że w Pieninach zaraz po lepiężnikach wybucha liśćmi i szybko rozwijającymi się kwiatami? Dlatego bardzo pomocne w pracy z roślinami jest obserwowanie cykliczności doskonale opisanej celtyckim kołem czasu. Może wtedy przyjdzie zrozumienie, że świętowanie wiosny to raczej radość z przetrwania zimy, a nie z zapowiedzi lata 🙂 ono i tak nadejdzie.

Jeżeli komuś odpowiada język naukowy, to niech zapomni o celtyckich tradycjach i zapozna się z niezwykle ciekawymi obserwacjami fenologicznymi. W Polsce fenologia była (a pewnie jest nadal) uważana za przynależną do starego stylu przyrodoznawstwa, które polega na wnikliwej i cierpliwej obserwacji zjawisk naturalnych, głównie faz rozwojowych roślin. Wiele gatunków rozwija się w tym samym czasie, a inne ich grupy rozwijają się przed i po nich. Rok w naszych szerokościach geograficznych można by opisać gatunkami rozkwitających roślin. Każdy wie (?), że gdy zaczyna kwitnąć tarnina będzie bardzo zimno… W czasie, gdy nasza akademicka biologia przekształciła się w kuriozalną odmianę odwróconej astronomii (w sensie oderwania od Planety Ziemia) czyli mikroskopowych penetracji plazmy komórkowej, do której nie była potrzebna wiedza o gatunkach, o ekologii, o koewolucji, symbiotyczności, a mogła zaszkodzić (i szkodzi…) etyka ekologiczna, na tzw. Zachodzie (a głównie w USA) znaleziono nowe, bardzo interesujące naukowe wersje fenologii. Jest fascynujące, jak rośliny reagują na zmiany klimatyczne, jak potrafią trwać setkami i tysiącami lat na niewielkich powierzchnicach albo wędrować po całym świecie. Jest też już znacznie bardziej zrozumiałe, że wiosenny aspekt roślinny (zestaw gatunków roślin pojawiających się kolejno wraz z postępowaniem wiosny) nie jest jedynie mechanicznym odzewem tkanek na podwyższającą się średnią temperaturę. Mówiąc krótko, w wielu wypadkach raczej to rośliny zaczynają wiosnę niż czekają na jej fizykalne parametry. Jest jak w podaniach (wiara czy wnikliwa obserwacja?) wielu rdzennych nacji, które są przekonane, że to pierwsze pioruny (pierwsza wiosenna burza) „włączają” wiosenny rozwój roślin, a nie jedynie roztopy i ciepło. Dlatego dla etnobotanika, ta ciemna część roku wydaje się być bardzo intrygująca, bardzo inspirująca i pełna wyzwań.

Bułgarskie święto o nazwie SURVA ma wiele rozmaitych objawień, ale wszystkie są wyrazem radości z przetrwania zimy. Poprzez maski zwierzęce i przebrania, mocne dźwięki (specjalne i liczne dzwonki pasterskie), tańce i parady obwieszcza się wszystkim, że ludzie w zgodzie z Naturą świętują wejście w czas wiosny. SURVA zaczyna się w Bułgarii pod koniec stycznia i trwa do około połowy lutego. Ludzie nie przetrwają zimy bez zapasów, bez roślin (pokarm, lekarstwa, opał, budynki…), a Ci, co nie utracili więzi z Organicznością wiedzą, że radość z przetrwania kolejnej zimy jest radością uprawnioną. W celebracjach celtyckich najważniejsza jest w tym czasie oddawanie czci Brygidzie i bez roślin tego nie da się zrobić dobrze. Krzyże Brygidy (rownoramienne) i słomiane lalki, dużo świec i dużo wonnych kadzideł. Ile jeszcze rozmaitych świąt, obyczajów i rytów znajdziecie w tym ważnym okresie przejścia?! Narodowe święto Samów – 6 lutego, Chiński Nowy Rok i Święto Wiosny, Tybetański Nowy Rok… Matki Boskiej Gromnicznej, Rogatego Boga, Juno, Renenutet, Dzień Świstaka, Walentynki, Tłusty Czwartek…czego jeszcze potrzeba, aby zobaczyć jak ważne jest Koło Czasu i jego roczny cykl?

U progu wiosny pojawili się u nas goście – Mirka, Eliazar i Janik z fantastycznymi podarunkami z Armenii. Wielkie torby z mieszankami ziół z górskich łąk Armenii, worek z intrygującymi obsydianami i słodycze w postaci miejscowego smakołyku – młodych orzechów włoskich (jeszcze zielonych) w słodkiej, cukrowej zalewie.

Wspomniane mieszanki ziołowe znamy już od jakiegoś czasu i to zarówno z Armenii, jak i z Pamiru, a także gór Bułgarii (głównie Riła i Pirin) i rzecz jasna z Karpat i Alp. Wszyscy pytają zawsze o skład gatunkowy tego rodzaju mieszanek, co sugeruje, że znając go, można odtworzyć np. w Polsce oddziaływanie, smak i zapach tego rodzaju zestawów. Nie, nie można, nawet gdy skład gatunkowy odpowiada temu co rośnie w pobliżu. To podstawowa sprawa w mniej powierzchownej wiedzy o ziołach. Pisałem o tym wielokrotnie, a ostatni raz w grudniu, przy okazji publikacji pierwszego odcinka o sycylijskiej mannie. Przypomnę, że chodzi o specyficzne oddziaływanie (wzajemne!) właściwości gleby, roślin, mikroklimatu, nawodnienia i innych, często mało poznanych mechanizmów ekologicznych, fizycznych i chemicznych, dających w rezultacie całkowicie unikalny zestaw oddziaływania ziół pochodzących z określonego, naturalnego dla nich bioregionu. Kłania się bioregionalizm, który mówi, że bioregiony składają się z wszystkiego, czego potrzeba do utrzymania ich równowagi biologicznej. Mówiąc prosto, wszystko co na nas wpływa źle w bioregionie, ma swoje antidotum w tym samym bioregionie. W obecnej sytuacji nawrotu wojny z Naturą, warto też dodać, że w bioregionie jest wszystko to, co nas za nadużycia ekologiczne wyniszcza. Nie od parady używa się sloganu: Polska węglem stoi.

ArmeniaZiola2018

ArmeniaOrzech

ArmeniaObsydian

W czasie zimowych rozmyślań, poza oceną tego co było i odrzucania nietrafnych przedsięwzięć, tworzymy też plany na przyszłość. Mocno pracowałem i po konsultacjach z najbliższymi pojawił się plan prac dla Biotopu Lechnica. Jest to plan pracy rozpisany na miesiące i cząstkowe projekty z uwzględnieniem specyfiki poszczególnych okresów cyklu rocznego (i nie chodzi tu jedynie o to, że sieje się na wiosnę, a zbiera w jesieni…), a ponieważ w Biotopie pracy jest w dalszym ciągu bardzo dużo, to… plan zamienił się z rocznego w 3-letni. Projektowanie w permakulturze jest absolutną podstawą, a w naszej jest może jeszcze ważniejszy i bardziej konieczny.

Dla Was, Drodzy Czytelnicy ważne są zapewne najbliższe daty warsztatów, plenerów i innych działań o charakterze może  nie publicznym, ale szerszym niż wewnętrzne działania, jakie zazwyczaj prowadzimy sami lub z bardzo ograniczoną grupką naszych przyjaciół i współpracowników. Zatem podaję daty:

Od 1.05 do 5.05. 2018 roku (z możliwością pewnych modyfikacji czasowych przy wczesnym zgłoszeniu udziału), odbędzie się IV Górska Akcja Fotograficzna („plener”), a także na początku maja organizujemy dla śmiałków 🙂 akcję pn. The DAY AFTER (Garage)! w dniach 30.04 do 1.05.2018, która będzie polegała na wyburzaniu garażu z filmową rejestracją tego wydarzenia! 🙂 Zalecane jest zakwaterowanie w pensjonatach w Lechnicy (najbliższy – „U Mateja”, położony jest ok. 200 m od Biotopu Lechnica). Uczestnicy rezerwują sobie noclegi we własnym zakresie. UWAGA – pensjonaty w Lechnicy bywają w sezonie mocno obsadzone i aby mieć pewność, że będzie wolne miejsce należy rezerwować miejsca możliwie wcześnie (od lutego).

W dniach: 31.05 – 3.06.2018 r. organizujemy V Górską Akcję Fotograficzną. Warunki jak wyżej.

We wrześniu : 21-23 września organizujemy warsztat Spotkanie Jesienne, mocno nakierowane na bioregionalną kuchnie i muzyczny rytuał związaną z celebracją jesiennego przesilenia (celtyckie święto Mabon), odnoszącą się do konkretnego miejsca, w którym jesteśmy. Grupa i wymagania jak wyżej.

Plenery Fotograficzne nazwane przez nas Górskimi Akcjami Fotograficznymi są bezpłatne z wymaganym noclegiem w Lechnicy dla pełnoprawnych uczestników GAF (dwa noclegi w cenie ok. 10 euro za jeden). Tym razem plenery będą bardziej moderowane i mamy kilka propozycji dla uczestników. Jedną z nich są fotografie inscenizowane i takie zaczął już w styczniu realizować Omar Marques …

kukerfamily3

W lipcu i sierpniu zajmiemy się nowym cyklem jaki zaczniemy w 2018 roku i będzie to cykl seminariów i działań terenowych z zakresu rejestracji dźwięków otoczenia, pogłębionego słuchania i eksperymentów dźwiękowych z symbiotyczną muzyką komponowaną przez Naturę. Zajmujemy się tym od dawna (w moim przypadku od ponad trzydziestu lat) i samo uporządkowanie dokumentacji (płyty, rejestracje, instrumenty, teksty, pomysły) da wiele przy konstruowaniu programu. Planujemy edycję Zero tego przedsięwzięcia, aby w 2019 roku realizować już konkretny program.

Co do miejskiego życia, to zapraszam na koncert celebrujący utwory z CD Throbbing Plants i nowej płyty Khemia, jaki przygotowujemy na 1 marca 2018 roku na scenie Magazynu Kultury w Kolanku przy ul.Józefa 17 w Krakowie, będzie niespodzianka muzyczna i wydawnicza! Może uda się także w marcu zorganizować otwarte spotkanie w Bonobo w Krakowie, które ma anonsować pracowity rok 2018 w Biotopie Lechnica, pojawimy się także w Warszawie i najprawdopodobniej w Gdańsku…

Rok 2018 to celebrowanie 20 -lecia naszego muzycznego (chociaż nigdy nie był to jedynie muzyczny projekt i Biotop Lechnica jest tego dowodem) projektu Karpaty Magiczne / The Magic Carpathians.

 

 

 

 

 

Manna z … jesionów!

MannaPalermo1

Tegoroczny wypad do Kalabrii i na Sycylie, opisany już we wpisie: https://etnobotanicznie.pl/2017/10/22/mandragora-trip-sicily-2017/, a także : https://etnobotanicznie.pl/2017/10/12/wezydlo-z-sycylii/ miał, poza kolejnym spotkaniem z mandragorami jesiennymi, drugi cel etnobotaniczny. Była nim manna i całe zjawisko przywracania do (nowego) życia starych praktyk związanych z dobroczynnym oddziaływaniem drzew. Chodzi w tym wypadku o jesiona mannowego i tradycyjne metody pozyskiwania tzw. manny oraz odkrywanie nowych zastosowań dla tej niezwykle interesującej substancji.

Poza częścią techniczną i odtwarzaniem tradycji w nowej sytuacji kulturowej (a co za tym idzie także rynkowej) jest też bardzo subtelna część tej niezwykłej opowieści, która wprawnego etnobotanika powinna zainteresować najbardziej. Jest nią unikalny splot mikroklimatu miejscowego, obecności gatunków dających pożytek w postaci manny i przechowania wiedzy o jej pozyskiwaniu i wykorzystywaniu. Ten subtelny splot okoliczności ekologicznych i kulturowych jest zazwyczaj niewidoczny dla szerszego grona zainteresowanych, a nawet nieco maskowany w razie pojawienia się dużego popytu, który zaspakajany jest stopniowo w mniej wyrafinowany sposób.

Mannapalermo2

Mannapalermo3

Przypomina mi się nasza własna historia pozyskiwania wydzieliny sosny zwyczajnej (ale także bardzo poszukiwane pożytki sosny limby) zwanych potocznie żywicą. W prehistorii żywice były pozyskiwane z naturalnych wycieków uszkodzonych drzew (spowodowanych działaniem wiatru, piorunów, dzikich zwierząt), później inicjowano wypływ żywicy przez nacinanie drzew, a wraz z rosnącym popytem pojawiły się bardzo intensywne i częściowo zmechanizowane metody żywicowania sosny, doprowadzające do obumierania tak potraktowanych drzew. Pojawiła się krytyka tej metody, ale popyt nie malał i stworzono całkiem inne sposoby pozyskiwania substancji uchodzących za żywicę w postaci przeróbki drewna i syntez chemicznych, a żywicowania drzew zabroniono. Ten zakaz jest typowym efektem nieporozumienia – najpierw zniekształca się starą praktykę i czyni z niej wyniszczający przemysł, a kiedy staje się dla handlu zbędna, a wizerunkowo szkodzi … zakazuje się wszelkich praktyk tego rodzaju, nawet bardzo starych i prowadzonych w odmienny sposób. Niepostrzeżenie zabija się ewentualną konkurencję, która być może miałaby do zaoferowania coś naprawdę dobrej jakości i wyjątkowego… ale czy nie o to zawsze chodzi? Pytanie czy przemysłowa „żywica” destylowana wprost z drewna lub sztucznie stworzona według najbardziej ekonomicznej receptury, jest tą samą żywicą jaka powoli wypływa ze starej sosny po rozmaitej maści zranieniach lub wprawnych nacięciach? Odpowiedź jest oczywista, ale ponieważ dotyczy cennego i olbrzymiego rynku namiastek naturalnych sustancji sprzedawanych pod fałszywymi nazwami, to opracowano całe strategie potwierdzania jakości produktów nowoczesnej, komercyjnej chemii. Szkoda czasu na tego rodzaju polemiki.

mannagosc

Manna, wydzielina drzewna jesiona mannowego Fraxinus ornus (ale też z jesiona wąskolistnego F. angustifolia) bywa często podawana na Sycylii jako specjalność regionu gór Madonia. Góry te objęto przepisami tworzącymi tzw. park regionalny, co odpowiada w pewnej mierze polskiej praktyce parków krajobrazowych. Manna to dość gęsta wydzielina jesiona, która szybko zestala się w formie długich, czasem ponad metrowych, wiszących nacieków lub zestalonych wypływów ściekający po pniu, twory te przypominające kolorem i formą nacieki skalne z jaskiń. Nazwy antyczne w penej mierze odpowiadają wyglądowi sycylijskiej manny: Miele di Rugiada, Secrezione della Stelle.W wikipedii polskiej wydzielinę określa się jako „ziarenka”, co jest biblijną kalką wprowadzającą jedynie zamieszanie. Na Sycylii obowiązuje prawna definicja manny i manna z jesionów – manna di fraxinus – nie może być mylona czy mieszana z mitycznymi tworami o tej samej nazwie. Na Sycylii manna to manna jesionowa i basta.

Mannaglutki

Wielkie zasługi dla powrotu do starych technik pozyskiwania i zastosowania manny na Sycylii ma niestrudzony badacz, ogrodnik (czy leśnik?) i propagator – Giulio Geraldi. Jego sanktuarium mannowym są okolice miejscowości Castelbuono w Górach Madonia, a nazwa surowca to „manna madonita”. Dla zachowania prawdziwej praktyki slow przy zwiększającym się zapotrzebowaniu na kosmetyki i lekarstwa z manny, zawiązano konsorcjum, którego stronami są – park Madonia, producenci, sprzedawcy i promotorzy produktów z tego regionu. Manna jest zręcznie (ale czy skutecznie?) broniona przed staniem się jedynie poszukiwanym wytworem roślinnym, który dzisiaj łatwo skopiować chemicznie (nie dbając zbytnio o szczegóły) i jak obserwuję z nadzieją, staje się pewnego rodzaju etnobotaniczną atrakcją jako całość zjawiska o nazwie „manna”. Poniżej pokazuję trzy kolejne fotografie z Castelbuono z naszego rekonesansu w 2015 roku.

DSC_5458

DSC_5466

Wieloletnia praca przynosi efekty, bo kiedy wizytowaliśmy Castelbuono trzy lata temu, to głównym miejscem sprzedaży kilku produktów z manny był stolik ustawiony na placu w pobliżu zabytkowego kościoła, na szlaku licznych tam grup wycieczkowych (fota poniżej). W jesieni tego roku zaopatrywaliśmy się już w produkty z manny i inforamcje o niej w specjalistycznym sklepie Manna (adres FB tego sklepu jest dobrze widoczny na jednej z górnych fotek) w Palermo, usytuowanym na tyłach Cattedrale di Palermo. Poza tym, wiele sklepów (w tym z kosmetykami naturalnymi) poza Palermo (np. w Cefalu, Taorminie) ma już kremy, mydełka i inne kosmetyki, a nawet porcje czystej manny do stosowania ziołoleczniczego. Koszty tego rodzaju porcji to na miejscu na Sycylii : 7 euro za paczuszkę 20 gramową i 12 euro za 40 gramowe opakowanie. Paczuszki są na zamieszczonych wyżej fotkach.

DSC_5471

Manna bywa produkowana w innych miejscach na Sycylii (np. okolice Palermo), a Kalabria uchodzi za obszar gdzie zachowały się (jeszcze czy „do niedawna”?) stare „sady” jesionowe, to jednak w górach Madonia przypomniano o tym bardzo intrygującym pożytku z drzew.

Ciekawą wiadomością może się okazać to, że jesion mannowy osiąga na swej północnej granicy zasięgu w Europie tereny południowej Słowacji (gdzie go niejednokrotnie fotografowałem), a rośnie dość dobrze w wielu krajach jako drzewo ozdobne, które jest także sadzone w Polsce. Tu powraca wątek z subtelnym splotem okoliczności jakie dały nam sycylijską mannę … unikalne warunki nie są do uzyskania w naszych szerokosciach geograficznych.

Co takiego jest w mannie, że powstała z popiołów (nowoczesności) w dalekich od „centrów” górach i zaczyna być w centrum zainteresowania wielu badaczy i sektora kosmetologicznego i medycznego? Skład % podany w opisie naturalnych, zestalonych wycieków z jesiona mannowego wygląda następująco: substancje specyficzne dla manny (Mannite – 45,15 / Mannotetrosio – 16,08 / Mannotrosio – 13,49), a także: cukry (Fruttosio – 5,26 / Glucosio – 3,28) i Solfati – 0,53, Cloruri – 0,14, Ceneri – 3,07, Umidita – 7,53 , a poza tym zawiera minerały: Cromo – 0,076, Manganese – 0,240, Rame – 0,507, Zinco – 1,026, Magnesio – 0,094, Stagno – 0,011, Piombo – 0,136, Potassio – 0,827 oraz Calcio – 0,219 (podałem za źrodłem włoskim bez tłumaczenia, ale nie jest trudne).

Manna jest stosowana leczniczo jako specyfik: antywirusowy, antyoksydant, środek odrobaczający, pobudzający laktację, łagodny środek przeczyszczający, przeciwdziałający niszczącemu działaniu słońca na skórę (ma wiele dobrych dla skóry oddziaływań, które opisuje się słowem „odmładzanie”), podnosi sprawność układu odpornościowego, przeciwbakteryjny, przeciwzapalny, odżywczy, słodzący, korygujący smak (polepszający lub wzmacniający smak), a także substancja o działaniu toniku zbliżonego do produktów z witani (ashwagandhy). Nie jest bagatelne, to skąd pochodzi ten surowiec i muszę z zadrością potwierdzić czystość środowiska źródłowego dla manny. W Polsce już nie ma takich regionów, a zaczynają ubywać nawet i niewielkie enklawy i miejsca.

Mannapalermo4

O mannie jeszcze pewnie napisze, bo pracuje nad rozmową z sycylisjkim producentem i „odkrywcą” manny, a także zaprzyjaźniona firma zielarska BAKRA wyraziła wstępne zainteresowanie sprowadzeniem manny i jej przetworów do Polski. Obecnie produkty mannowe trafiają się w sklepach sprowadzających produkty z Sycylii, ale nam chodzi (jak w przypadku gojnika) o nieco inne, długofalowe i twórcze podejście do manny w stylu dobrze pojętego SLOW. Proszę zaintrygowanych manną o ew. kontakt w celu stworzenia sieci osób zainteresowanych produktami kosmetycznymi i leczniczymi z jesiona mannowego, ale także poznaniem kompleksu etnobotanicznego na Sycylii.

Torfowiska – tundra pod Tatrami

Staram się pokazywać, że skuteczna ochrona gatunkowa roślin polega na ochronie siedlisk… i jest kilka takich siedlisk, które są tego wzorcowym przykładem. Do tej grupy należą torfowiska. Mamy ich sporo odmian i łączą się nierozerwalnie z siedliskami o zbiorowej nazwie: wody słodkie, więc nic dziwnego, że opracowano je w ramach serii Poradniki ochrony siedlisk i gatunków Natura 2000 jako osobny tom (tom2.) pt. Wody słodkie i torfowiska. Jedno z najciekawszych i najbardziej czułych na zmiany środowiska siedlisk z tej grupy opisywałem na blogu, skupiając się na głównym gatunku jakim jest tam września https://etnobotanicznie.pl/2017/09/07/we-wrzesniu-o-wrzesni/, a siedlisko zostało nazwane: zarośla wrześni na kamieńcach i żwirowiskach górskich potoków.

Torfowisk mamy sporo i podzielono je na siedem głównych typów. Zawodowo zajmuję się od kilkunastu lat bardzo ciekawym siedliskiem o nazwie: górskie i nizinne torfowiska zasadowe o charakterze młak, turzycowisk i mechowisk. Tak długie zajmowanie się głównie jedną młaką o pow. około pół hektara dało mi wiele doświadczenia, a główne jest takie, że jest to tak bogate zbiorowisko, że nawet przy wielkim zainteresowaniu wielu doskonałych botaników i regularnym badaniom, dopiero po blisko dziesięciu latach intensywnych obserwacji udało się uzyskać (prawdopodobnie) pełną listę chronionych i cennych roślin jakie na tej młace występują. Mówiąc wprost : dopiero od roku nie przybywa nowych gatunków na tej liście… Ten aspekt botanicznej praktyki znają jedynie ci, którzy z racji zawodu lub dociekliwości (najlepiej jedno i drugie) odwiedzają latami te same obszary. Eksperci od efektownych, ale powierzchownych analiz florystycznych, zazwyczaj nie docierają do prawdziwego zestawu roślin i dlatego analizując tego typu opracowania mam wrażenie wielkiej nudy płynącej z przewidywalności zestawu podanych gatunków.

torfTatry

Wybraliśmy się na spacer po jednym z nie tak licznych obszarów należących do siedlisk określanych jako: karpackie torfowiska wysokie, a my weszliśmy na nie od strony Czarnego Dunajca. Najciekawszy (podczas tej wycieczki) był obszar za czynną kopalnią torfu (!). Torfowiska podhalańskie już nie są z wyglądu naturalnie „wysokie” gdyż eksploatowano na nich dość intensywnie torf w sposób wymagający budowy linii kolei wąskotorowej…

torftory

 

Mimo to, natknęliśmy się na miejsca i obszary żywcem jak z naszych wypraw w tundrę za krąg polarny… mimo, że tamte torfowiska mają nieco odmienną budowę. Klasyczny zestaw gatunków z tego obszaru to: moja ulubiona łochynia Vaccinium uliginosum, bażyna Empetrum nigrum, bagno Ledum palustre, wełnianki Eriophorum sp., turzyc Carex sp., brusznicy Vaccnium vitis-idea, torfowcami Sphagnum…

torfSosny

torfbagno

torfbrz3

torfloch:bagno:brusz

torfcarexhills

torfowoceloch1

torflochynia1

Tu widać krzew borowki bagiennej (łochyni) jak broni się i trwa pomimo zmian w otoczeniu, powyżej owoce łochynii ciągle są dostępne…

torfmechtorf

Osobnym i bardzo interesującym tematem jest etnobotaniczny aspekt użytkowania wielkich Puścizn (tak brzmi nazwa lokalna obszaru torfowisk pod Tatrami i ma już w sobie etnobotaniczną informację). Na kilku poniższych fotkach zobaczycie część torfowisk użytkowanych rolniczo w formie długich i wąskich pasków łąk i pastwisk. Towarzyszą im sporej powierzchni miedze z zachowaną roślinnością pierwotną. Nie jestem pewny, czy takie zagospodarowanie części wielkich torfowisk jest jednoznacznie szkodliwe dla całości (co jest pewne w przypadku kopalni torfu i urządzeń jakie jej towarzyszą: nasypów, wyrobisk, składowisk, torów i dróg plus bezpowrotne ubywanie masy torfu idącego do ogrodnictwa i na opał, tak: kiedyś opał z suchego torfu był głównym „produktem” wychodzącym z tego obszaru!). Dla okolicznych mieszkańców, torfowiska i miedze pomiędzy pastwiskami i łąkami były miejscem gdzie zbierało się brusznice. Mam pewne źródło informacji w tym zakresie… Brusznice były i są nadal. Dzisiaj także można je zbierać…

torfpastwisko

torfmiedza

torfbaciTatr

torfAniabrusz

Ta relacja jest jedynie poruszeniem tematu torfowisk, będziemy tam wracali, a z pewnością też poprowadzę na tych „tundrowych” obszarach zajęcia terenowe podczas jednego z warsztatów etnobotanicznych w 2018 roku!

Dziękujemy Tomkowi B. za towarzystwo i transport z Biotopu Lechnica! 🙂

 

 

 

 

 

Mandragora Trip, Sicily 2017

mandrakManzrob

Jednym z dwóch głównych celów etnobotanicznych, naszego wypadu do Kalabrii i na Sycylię, była mandragora jesienna (wiele o niej i pokrewnym gatunku znajdziecie tu: https://etnobotanicznie.pl/2015/10/18/sycylia-druga-czesc-etnobotanicznego-sprawozdania/ a także w drugim numerze naszego Biotop’owego herbalistycznego zina The Diggers Morning, gdzie bardzo pięknie o mandragorze lekarskiej napisał świetny botanik Tomek Kozłowski (znany wielu Wam z FB i doskonałej znajomości Grecji).

W Kalabrii, mimo poszukiwań w bardzo typowych dla mandragory miejscach, rośliny nie znalazłem. Pewnie tych miejsc odwiedziłem zbyt mało, ale okolice Lamezia Terme i Reggio di Calabria były bardzo obiecujące… trzeba tam wrócić na dłużej!

Na Sycylii przeciwnie, tam gdzie mandragory miały być – były! Tym razem już nie biegałem w uniesieniu i ekstazie, ale systematycznie dokumentowałem pewne zjawiska, które nurtują mnie od pierwszego spotkania z tymi niezwykłymi roślinami. Jednym z nich jest zróżnicowanie kwiatów mandragory jesiennej. Zobaczcie sami na wstępnie przygotowaną tablicę (dziękuję @Bogdan Kiwak) gdzie zestawiono kwiaty roślin rosnących na jednym terenie (maksymalna odległość roślin od siebie to ok. 500 m, a wiele rosło tuż obok siebie).

mandrakTablflos

Zróżnicowane są nie tylko kolory, ale i kształty i liczba płatków korony… Aby się Wam nie wydawało, że poszukiwanie mandragor w terenie jest takie całkiem łatwe, to, prosze zobaczcie jakie to miejsca:

mandrakUwaga

mandrakTablOtocz1

Tym razem, zrobiłem kilka skrętek filmowych (niestety niezbyt dobrej jakości!) i dzięki talentowi i cierpliwości @Marcina Saroty (znanego z FB jako Tresura Aparatu) udało się przygotować mały filmik i pokazę go w najbliższy czwartek (26.X.2017 od godz. 19.00 w Bo-No-Bo w Krakowie) podczas pierwszego z trzech jesiennych spotkań etnobotaniczno-permakulturowych. Uczestnicy tych spotkań zawsze mają coś ekstra i nie będzie innych możliwości dotykać pewnych spraw… ale tu mogę pokazać plansze z filmu…

mandrakFilmTablB

mandrakManFilm1

 

Wężydło z Sycylii

wezydlo1Są takie rośliny, które intrygują i zadziwiają swoją formą, miejscem występowania i powodują, że myślimy o nich jak o depozytariuszach trudnej do sprecyzowania tajemnicy. Z pewnością jest tak w przypadku wężydła z rodziny obrazkowatych, które jest bliskie tajemniczej Voodoo Lily Dracunculus vulgaris z Bałkanów, jest od tamtej rośliny znacznie mniejsze.

Na stromych stokach spieczonych słońcem gór na Sycylii wyrasta z ziemi wężydło i jest to miejscowa odmiana o łacińskiej nazwie Biarum tenuifolium subsp. abbreviatum. Roślina ta i jej wielu krewniaków wchodzi w skład unikalnego zbiorowiska roślinności twardolistnej. Zbiorowiska tego typu można odnaleźć jedynie w pięciu obszarach na świecie: śródziemnomorskim, w części Australii, na południu Afryki (tam nazywa się fynbos i bywa rozpatrywany oddzielnie) oraz w części Chile w formacji mattoral i w części Kaliforni. W jakimś, dość pokrętnym (a jednak!) sensie, wężydło przypomina mi biologią naszego zimowita, bo wszystko co najistotniejsze skrywa pod ziemią.

W strefie śródziemnomorskiej jesień jest całkiem dobrą porą roku dla poszukiwań botanicznych i wężydło, jej bliscy krewni – obrazki włoskiej Arum italicum, psianka Linneusza Solanum sodomeum, a także Ona – mandragora jesienna Mandragora autumnalis jest w pełni rozwoju lub owocowania jesienią. Więcej o botanice Sycylii znajdziecie w relacji (2 części) jaką znajdziecie z wyprawy w 2015 roku: https://etnobotanicznie.pl/2015/10/18/sycylia-druga-czesc-etnobotanicznego-sprawozdania/ Dlatego też będę przez jakiś czas publikował krótkie posty o interesujących roślinach jakie w 2017 udało się spotkać na nieco dłuższym szlaku od poludniowej części Kalabrii do południowej części Sycylii.

wezydlo3

wezydlo4

wezydlo6