Jesienne prace (organiczne)

IMG_2649 (1)

Ta jesień jest całkiem nietypowa dla Biotopu Lechnica i naszych aktywności miejskich. Wiąże się to z wyjazdem A. na kilka miesięcy do USA, o czym uważni czytelnicy już wiedzą za sprawą relacji z wybranych sytuacji i miejsc, prezentowanych w cyklu wpisów na stronie Biotop Lechnica. Polecam je Waszej uwadze, a tym, którym się te wpisy podobają, nieoficjalnie donoszę 🙂 , że szykuje się książka, może druga część Rubieży kultury popularnej!? Ten nietypowy czas obfituje w aktywność teoretyczną, bo właśnie ukazał się nowy numer pisma Herito z rozmową o Karpatach (i o Karpatach Magicznych, jaką przeprowadziliśmy kiedyś w Biotopie Lechnica), a na druk czeka ważny i gęsty tekst A. o permakulturze pt. Obserwuj, reaguj, odkrywaj: permakultura przeciw agrologistyce, który ukaże się (w jesieni?) w piśmie Prace Kulturoznawcze, wydawanym we Wrocławiu. W drodze są też teksty dla BWA w Katowicach i jeszcze jesienią ukaże się tam z pewnością, ważny tekst A. w tomie towarzyszącym projektowi Głębokie Słuchanie, w jakim mieliśmy przyjemność uczestniczyć na wiele sposobów. Ja sam, siedzę już nad nową książką o 7. sezonach w Biotopie Lechnica, będzie gotowa do druku w przyszłym roku. Nie mam jeszcze wydawcy, więc nie umiem powiedzieć kiedy się ukaże. 🙂

reindtour

Bardzo udanym pomysłem, okazały się wspominane już – Etnobotaniczne Wyprawy Biotopu Lechnica i za tydzień z okładem, ruszamy na kolejną z nich, już czwartą (!) i o tym pewnie warto napisać jeszcze raz kilka słów. Zasada jest prosta; wybieram cel/region i opracowuję etnobotaniczny scenariusz, który dyktuje sprawy logistyczne. To doskonała forma na uprawianie turystyki, ale w naszym przypadku chodzi także o dwie ważniejsze sprawy. Pierwsza z nich, to zbudowanie dobrej sytuacji dla celebracji naszych starych i nowych znajomości, przyjaźni i wspólnej pracy (i dlatego sięgam po grafikę z jednej z tras Karpat Magicznych, odwołującą się do idei Samów, nazywanej „reindeer luck”),  a druga, to praktykowanie etnobotaniki praktycznej jako metody poznawania świata (metody badawczej) w interdyscyplinarnym zespole. Tym razem wybieramy się w Białe Karpaty na pograniczu Słowacji i Czech, pogranicznym obszarze Moraw, znanym (nie u nas…) z najstarszych w Europie tradycji upraw winorośli, sadów, ogrodów i tego co dzisiaj trzeba by po polsku nazwać – zadrzewieniami karmiącymi. Wolimy nazywać te rodzime dla Europy, bardzo interesujące przyrodniczo, trwałe i wielofunkcyjne (a więc permakulturowe) wytwory ludzi/Natury mianem-  „food forest” lub „forest gardening”, bo ciągle brzmi to nam „lepiej”. 🙂                                                                                              Mamy wiele rozmaitych celów i miejsc do zobaczenia (niestety czas jest zawsze nieubłagany…), ale dwa zobrazują Wam mój sposób myślenia o Wyprawach. Miasteczko Puchov z Muzeum archeologicznym to cel ze sfery badania dawnych kultur, w tym wypadku bardzo interesującej „kultury puchowskiej” i śladów jakie pozostawiły silne obecności Celtów (a więc i Druidów) w tym regionie. Drugi cel jest także bardzo konkretny, ale i inspirujący do szerszych badań. To najplenniejsze drzewo owocowe Europy – jarząb domowy (Sorbus domestica), które wydaje się być mało u nas znanym hitem (z) przyszłości. Daje nawet 1200 kg owoców (jabłonie dają ok. 500 kg owoców z rekordowych drzew) i stanowi jeden z najbardziej interesujących „kejsów” badawczych w zakresie etnobotaniki, ale i sadownictwa. Łatwo dostępne hasła w sieci, nie dają zbyt łatwo odpowiedzi na rozmaite pytania, ale mam już najważniejsze publikacje na temat tej niezwykłej jarzębiny i to one wyznaczają naszą marszrutę.

Jarząb domowy z Białych i Małych Karpat to ekotyp drzewa, które nadaje się do pozytywnej, afirmacyjnej akcji wobec sprowokowanej przez ludzi katastrofy klimatycznej i ekobójstwa na skalę światową. Drzewo to bowiem owocuje w swej „czystej” postaci, dopiero po 30 latach. Po pierwsze, sadzimy je zatem dla innych, po drugie sadzimy je z nadzieją, że będzie dla ludzi jakieś „za 30. lat”. W planie mamy kupienie kilku sadzonek w renomowanej szkółce drzew specjalizującej się w tym właśnie gatunku. W naszej ekipie znaleźli się fachowcy ogrodnicy i mam nadzieję na uzyskanie wielu odpowiedzi podczas tego wypadu.

tablicaAboryg

Spotkania otwarte w Bonobo w Krakowie (Mały Rynek 4, najbliższe to: 17.X, 14.XI i 12.XII, od 19.00), to bardzo satysfakcjonująca forma jesiennej i zimowej aktywności. Na pierwszym spotkaniu z tego cyklu przedstawiłem relację z 3. Etnobotaniczej Wyprawy Biotopu Lechnica (na pogranicze słowacko-węgierskie, do Cerova Vrchovina z jej 100. wygasłymi wulkanami), ale głównym tematem były zręby permakultury i proste ćwiczenie (w formie pisemnej ankiety) dotyczące tego na ile poważnie myślimy o zmianach jakie wraz z katastrofą środowiskową nadciągają. Dodatkowo, jak zwykle, mówiłem o kilka realizacjach praktycznych praktycznych: budkach dla orzesznicy, dokarmianiu owadów i bardzo ciekawym systemie stałego, oszczędnego nawadniania OLLA, a także mojej nawadniającej „instalacji lejkowej”. 🙂

Najbliższe spotkanie w Bonobo zapowiada się ekscytująco!!! Właściwie, to jest potwierdzenie osiągnięcia celu jaki sobie kiedyś stawiałem (a spotkania tego typu prowadzę już 6. rok, pierwotnie w krakowskim Bunkrze Sztuki – BioFlow, a potem w Bonobo – Etnobotanika praktyczna), w postaci stworzenia miejsca i okoliczności dla swobodnej prezentacji różnych ludzi i wielu idei wokół głównego tematu jakim jest udział roślin w kulturze ludzkiej. Program jest następujący; Goście i ich rewelacyjne doniesienia i propozycje oraz prapremiera filmu pt. PlantVision, który pokaże realizację naszego projektu Plantline podczas Festiwalu w Wojszynie, w sierpniu tego roku.

Prezentacja filmu nastąpi przy udziale jego głównego twórcy – Marcina Saroty, a także Bogdana Kiwaka, który odpowiadał za główną oś projektu czyli realizację uprawy fotografii organicznej… wystarczy?                                                                                            Poza tym Bogdan pokaże kilkadziesiąt rozmaitych instrumentów z bzu czarnego własnej produkcji (można będzie coś kupić lub zamówić) firmowanej przez Domową Manufakturę Instrumentów  i Biotop Lechnica. Dlatego też przypomnimy też inny film z Wytwórni Spitzenberg Studio (od starej nazwy Lechnicy z austriackich map) o zimowym pozyskiwaniu drewna księżycowego bzu czarnego. Goście specjalni to Katarzyna Przyjemska-Grzesik z Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie z dobrymi wieściami z Chin oraz Joanna Milewska z Londynu, powie o tym jak się pracuje w zawodowym i społecznym sektorze zieleni w Londynie i jak czasem daleko to prowadzi… zobaczcie na ilustrację nad tym akapitem!

Jeżeli się wybieracie, to bądźcie punktualnie, bo tym razem mowy nie ma o przeciąganiu dyskusji (co bywa takie przyjemne…), gdyż część z nas bezpośrednio z Bonobo jedzie do Lechnicy, aby rano ruszyć w Białe Karpaty…

sustainism2

W samym Biotopie Lechnica także dzieje się wiele na każdym „froncie”… 🙂 Przybywa gatunków roślin w ekspozycyjnych miejscach, zioła są pozbierane i dosuszają się na werandzie, postępuje remont w tzw. dolnym domku i zmiany są znaczące, a także powoli, ale wytrwale 🙂 postępuje rozbiórka starego garażu. Utrzymał się też plan budowy letniej kuchni i pieca chlebowego do początku grudnia. Mamy już prawie dopracowany projekt techniczny i część konstrukcji do postawienia samskiego lavvo („tipi”), a także wybrane miejsce dla niego, co zmieni mocno sytuację w górnej części ogrodu. Jeszcze trochę wysiłku i na koniec 2020 roku, tak jak zakładałem w 2014 roku, zamkniemy główne zręby dla budowy permakultury. Bardzo czekam na czas, gdy już nie będę musiał sprzątać i remontować aż tak wiele i zabiorę się za inicjowanie permakultury w większym wymiarze, teraz mogę na to przeznaczyć jakieś 25 procent „mocy”, a chciałbym wreszcie odwrócić proporcje.

Mam nadzieję, że zainteresowały Was te aktywności i zastanowicie się nad wsparciem nas poprzez uczestnictwo, pomoc i wszelkie inne aktywności. Może z tego kiedyś urośnie coś bardziej autentycznego i mniej naprędce nadymanego, niż te dziwne przedwyborcze polityczne”zielone” twory? Może jacyś politycy i animatorzy kultury wspaniale opowiadający o edukacji ekologicznej i społecznościowej, łaskawie posłuchają o czym od 6. lat mówimy (a nie chodzi tu jedynie o mnie, bo przez moje spotkania przewija się wspaniała ekipa fachowców, utytułowanych naukowców, znakomitych aktywistów …) i przyniesie to dobre skutki w przyszłości? Byłoby pięknie… Z nadzieją i stale zapraszam!

Pierwsza od góry fotka, to nowa pokrywa kanału zamontowana przy ul. Mogilskiej w Krakowie, a grafika na końcu wpisu to znak zaproponowany w książce YES NATURALLY. How Art SAVES The WORLD wydanej przez Niet normal Foundation w Rotterdamie w 2013 roku (wydawnictwo towarzyszące wystawie o tym samym tytule).

 

 

 

 

 

 

 

PLANTLINE : ku uprawie koegzystencji

Projekt PLANTLINE, to wielopoziomowa realizacja z elementami techniki fotografii bezkamerowej, tradycyjnych technik uprawy i naturalnej biodynamiki, bioregionalizmu i etnobotaniki, rytualnej tradycji Aborygenów (ze wskazaniem na podobne zjawiska i wiedzę w innych częściach świata) oraz chęci praktykowania koegzystencji ludzi ze światem pozaludzkim.

Projekt PLANTLINE opisałem dokładnie w zapowiedziach publikowanych w internecie, ale także opracowałem w formie dwustronnych plakatów z częścią tytułową i tekstem. Plakaty były przeznaczone dla uczestników Projektu i rozdano je wszystkim zainteresowanym 16 i 17 sierpnia 2019 r.. Głównym elementem plakatu jest grafika wydrapana pazurkami nietoperzy na okopconych ścianach, zestawiona w sylwetkę „praprzodka” z jednego z rytuałów Aborygenów. Zarys „praprzodka” usypuje się z ziemi i ma to swe głębokie uwarunkowania (zobacz tekst).

W warstwie podstawowej Plantline jest odpowiedzią na wezwanie zawarte w Uncyvilisation. The Dark Mountain Manifesto. Chodzi o osiem lekarstw Acywilizacji (tak brzmi to w naszym tłumaczeniu), a szczególnie o punkt 5, 7 i 8: ” Ludzie nie są celem, ani powodem istnienia tej planety. Chcemy zacząć od wyjścia poza bańkę mydlaną, jaką jest świat stworzony przez człowieka. Poprzez wzmożoną uwagę będziemy dążyć do odtworzenia powiązań między światem ludzi a naturą„,  „Nie zatracimy się w rozważaniach o teoriach i ideologiach. Będziemy pisać z brudem pod paznokciami, używając jak najprostszych słów” / „Koniec świata jaki znamy nie jest prawdziwym końcem świata. Razem odnajdziemy nadzieję, nawet tam gdzie jej nie ma, a także ścieżki, które zaprowadzą nas do nieznanego świata, który jest gdzieś przed nami”.

Właściwie poza cytowanymi 3 punktami, mógłbym dodać pozostałe 5 … odsyłam do naszego tłumaczenia podstawowego fragmentu Uncyvilisation. Omówienie i fragmenty Manifestu zamieściliśmy w The Diggers Morning – herbalistycznym zinie Biotopu Lechnica nr 3 (2018).

PLANTLINE_projekt_LIGHT_LIGHT (1)

PLANTLINE_projekt_strona2_LIGHT

Na realizację projektu wybraliśmy kameralny, artystyczny i grupujący ludzi bliskich (świadomie czy nie) ideom permakultury, Festiwal Dźwięki z korzenia w Wojszynie.

Decydujące było to, że Festiwal (a była to już jego 5. edycja) jest przedsięwzięciem niezależnym, organizowanym na własnej ziemi i przez grono osób zaangażowanych w muzykę i kulturę niezależną. To nie jest zabawa w realizację młodzieńczej listy życzeń za cudze pieniądze pani/pana z domu kultury, ani też zwykła, znojna robota kilku agencji koncertowych i promocyjnych, grupujących zawodowe megagwiazdy wycierające wszystkie kąty świata ze starym repertuarem, ale bez dawnego entuzjazmu i swobody. Za to namaszczenie „wielkim światem” płaci się kilkaset złotych i pozostaje dalej w pozycji konsumenta z rozpłaszczonym nosem na szybie popkulturowego hipermarketu. W takich warunkach nie pojawi się nigdy nic nowego, nie ma wartości dodanej, ewolucji i nowych odkryć. To systemy kopiujące wielkoprzemysłowe hodowle, uprawy i zarządzanie masami ludzkimi dla rozmaitych celów, a głównie dla wzdęcia ego organizatorów, którzy są na dodatek, jedynie nadzorcami w tej machinie. Dawno powinniśmy porzucić tego rodzaje sytuacje o ile poważnie traktujemy konieczność zmiany. Świat jest bezgranicznie różnorodny i wszystko co robimy (o ile robimy to świadomie i liczymy się ze skutkami) powinno służyć zachowaniu tej różnorodności.

Realizację Projektu rozpoczęliśmy w niecałą godzinę po dotarciu do Wojszyna (a wyruszyliśmy rankiem z Biotopu Lechnica na Słowacji!) w piątek 16.08.2019 r. od wprowadzenia w Projekt pierwszej grupki zainteresowanych. Udało się w przeciągu następnej godziny zainicjować uprawę organicznej fotografii i usypać ręcznie sylwetkę praojca/pramatki (praprzodków), dość pobieżnie (niestety) zapoznać się z biochorą Wojszyna i podstawowymi roślinami jakie w znaczącym udziale rosły na dostępnym nam terenie. Interesującym i nieco zaskakującym elementem realizacji Projektu, było wcielanie się na moment w Praprzodków jako Wzoru dla usypania sylwetki / obrysu / wytyczeniu granicy dla naszej uprawy.

002 PLANTLINE akcja fot Bogdan Kiwak (1)

Fot. górna i dolna: Praojcowie i Pramatki … Praprzodkowie, przekazujący poprzez tradycyjną kuchnię, ogrodnictwo, bliskość swoisty, regionalny biom istot żywych.

pra1 (1)

Pewną rolę w tworzeniu fotogramów organicznych ma chemia roślin zebranych w danym czasie i miejscu, oczywiście światło rozproszone i przechodzące przez części roślin, ale rozmaite inne czynniki (np. wilgoć), które staramy się wzmocnić poprzez staranne układanie części roślin i innych elementów substratu (także przekazując elementy osobistego biomu) oraz poprzez umiejętne ugniatanie całości.

IMG_2316

Po wszystkich czynnościach przygotowawczych – uprawa zostaje ogrodzona i opisana i wchodzi w fazę Inkubacji na minimum 20-24 godziny, chociaż praktykowaliśmy czas Inkubacji wydłużony do trzech dni.

IMG_2323

Po upływie doby uprawa ukazuje plony i następuje faza Zbioru. Fotogramy są myte, proces naświetlania zostaje przerwany, a wynik utrwalony cyfrowo, fotogram suszy się w formie pozwalającej na swobodne zbadanie każdego artefaktu.

IMG_2333

IMG_2341 (1)

009 Wynikowe fot Bogdan Kiwak

015 Wynikowe _DSC0025

Dwie godziny po Zbiorze, fotogramy zostały zaprezentowane na ścianie namiotu – sceny jako obraz cyfrowy zestawiony z symbiotyczną muzyką. Proces zainicjowany w sposób fizyczny dobę wcześniej, znajduje w ten sposób swą symboliczną kulminację w sferze abstrakcji. W ten sposób artyści, uczestnicy Festiwalu, świat Natury ma wiele okazji aby zamienić się miejscami, współpracować, oddać coś własnego innym, a to co nazywamy zazwyczaj koncertem, nabiera innego znaczenia.

017 KM koncert fot Bogdan Kiwak (5)

022 KM koncert fot Bogdan Kiwak (12) (1)

Fot. górna: fujara stołeczkowa – jeszcze jeden instrument z bzu czarnego, dalekie echo i modyfikacja konstrukcji Jana Kawuloka z Istebnej, wykonana przez Bogdana Kiwaka we współpracy z MS – prapremiera instrumentu nastąpiła w Wojszynie.

Fotografie: Marek Styczyński, Bogdan Kiwak oraz kadry wyjęte z materiałów filmowych zrealizowanych przez Marcina Sarotę. Najprawdopodobniej jesienią tego roku będzie gotowa relacja filmowa z realizacji Projektu PLANTLINE w Wojszynie.

BARDZO dziękujemy Kubie i Agnieszce Pieleszek za zaproszenie i wspaniałe, ciepłe i na doskonałym poziomie przygotowanie i poprowadzenie Festiwalu. Dzięki za wszystko całej Ekipie realizatorów wspomagających Gospodarzy Miejsca, a szczególnie wielkie dzięki należą się dla Ruffi Libnera!

W przygotowaniu plakatu PLANTLINE główną rolę odegrali – Bogdan Kiwak i Kasia Gierszewska-Widota, w tłumaczeniu i przygotowaniu do druku tekstu Manifestu Acywilizacji pomagało wiele osób z Ekipy i Przyjaciół Biotopu Lechnica, w tym Kuba Pieleszek (grafiki) i Aneta Sitarz ( przygotowanie do druku, oprawa plastyczna, projekt całości) – jesteśmy Im bardzo wdzięczni!!!

 

W krainie wygasłych wulkanów

IMG_2089

Po latach prowadzenia warsztatów etnobotanicznych i permakulturowych, pojawiła się spontanicznie potrzeba stworzenia innych niż warsztatowe okoliczności dla spotkań osób zaprzyjaźnionych i pojawiających się w rozmaitych okolicznościach w Biotopie Lechnica. Chodziło nie tylko o spotkanie z nami, ale także stworzenie sytuacji, dzięki której rosnąca z roku na rok grupa osób, które poznały się w BL, mogłaby odnowić swoje kontakty i pogłębić znajomości. Mamy wielkie szczęście utrzymywać kontakty z interesującymi i twórczymi ludźmi, a wszyscy potrzebujemy inspiracji, nauki, wymiany doświadczeń i chociaż kilku dni w otoczeniu, dla którego nasze fascynacje i zainteresowania nie wydają się „dziwne” 🙂 Bardzo cieszy mnie ta organiczna, rozwijająca się na rozmaite sposoby forma wzajemnych kontaktów i z wielką przyjemnością przygotowuję propozycje nowych tras, umownych celów i miłych warunków pobytu. Wybieram intrygujące miejsca i trasy w taki sposób, aby w kluczowym momencie wszyscy uczestnicy wyprawy byli w równej mierze odkrywcami nowych obszarów i nowych historii. Unikam w ten sposób funkcji „oprowadzacza”, co wymaga też od uczestników wspólnych decyzji o tempie i najbliższych celach. Tytułowe określenie „ekspedycja” nawiązuje do dziecięcych marzeń o wyprawach i odkryciach, ale także wskazuje na wartość i autentyczny pierwiastek eksploracji, jaki zawsze jest obecny podczas naszych wspólnych wypraw. Już sama interdyscyplinarność kolejnych ekip powoduje, że odkrywamy razem rozmaite aspekty interesujących miejsc i zjawisk. Wyprawy są niekomercyjne, a kilkuosobowa grupa powoduje, że noclegi i koszty paliwa są niższe niż przy indywidualnych wycieczkach. Już samo przepakowywanie się z pięciu samochodów w trzy lub dwa na początku wyprawy ma swój ładunek symboliczny.

Dotąd udało się zorganizować trzy tego typu wyprawy i wszystkie były niezwykle interesującymi podróżami w znakomitym towarzystwie.

Pierwsza ekspedycja (2017) zawiodła nas do unikalnego ośrodka sztuki niezależnej o nazwie Periferne Centra (Peryferyjne Centra), które prowadzi pracę z krajobrazem nazywaną przez Andrieja Polaka – landarchem. PC potraktowały rozległe krajobrazy wokół wsi Dubravica, jak olbrzymią galerię sztuki i od wielu lat realizują tam bardzo interesujący program artystyczny, społeczny i osobisty.

Druga wyprawa (2018) zaprowadziła nas do kaldery olbrzymiego mezowulkanu i bajecznego miasteczka – Banska Stiavnica. Uczestniczyliśmy tam w corocznym święcie górników i celebracji Salamandrowych Dni, które upamiętniają zwyczaje pierwszej na świecie Akademii Górniczej (!), ale także napotkaliśmy ślady nadwornego fotografa The Beatles (!) i wpadliśmy na kilka innych tropów. Po drodze szukaliśmy legendarnego Trąbiącego Kamienia i dębowego lasu pastwiskowego Gavurki. Do Kamienia nie udało się nam dotrzeć, ale Gavurki odwiedziliśmy i spędziliśmy tam kilka chwil, jakby poza czasem…

Trzecia ekspedycja miała za cel dotarcie do krainy wygasłych wulkanów i gigantycznej strefy ekotonowej pomiędzy Karpatami (bioregion alpejski) i bioregionem pannońskim.

IMG_2067

3. Etnobotaniczna Ekspedycja Biotopu Lechnica (3.EEBL) w krainę wygasłych wulkanów.

Wszystko zaczęło się od spotkania w Biotopie, a uczestnicy tym razem przybyli z Krakowa, Niepołomic, Londynu, z okolic Kielc i Żywca. Osiem osób i jeden pies to nasza ekipa wyprawowa.

IMG_8907 (1)

3.EEBL w Filakowie

IMG_8915

3. EEBL w Nova Basta

Zaplanowaliśmy trzy dni wyprawowe i wyruszyliśmy w piątek z godzinnym opóźnieniem, a celem wędrówki pierwszego dnia było dotarcie do miasteczka Filakovo i pensjonatu we wsi Nova Basta tuż przy węgierskiej granicy.

Pierwszy etap to klasyka naszych wypadów na Słowację – Poprad, źrodła Hronu, Telgart z widokiem na masyw Kralova Hol’a, czyli olbrzymi początek Niżnych Tatr. Potem znana nam dobrze droga przez Murańską Planinę do miejscowości Murań. Tam zaplanowaliśmy (jak zwykle) pierwszy odpoczynek i posiłek, a tym razem trafiła się nam także niezła gratka, bo udało się zająć dobrą pozycję w kolejce po wyjmowane akurat z pieca tzw. murańskie buchty…

IMG_2079

Z Murania przez Tisovec dojechaliśmy do znanego nam z dawnych wypraw rowerowych miasta – Rimavska Sobota i tam z miejsca trafiliśmy na lokalny targ. Rozmaite odmiany miejscowych moreli i brzoskwiń, papryki, melony… to bardzo wciągające badania etnobotaniczne, ale i znak, że zaczyna się powoli już inna strefa bioregionalna.

IMG_2082

Z Rimavskej Soboty, przez Jesensko, nieco slabszą i dłuższą drogą, ale przez krajobrazy zapowiadające cel naszej podróży czyli Cerova Vrchovina – krainę powulkanicznych wzgórz pokrytych lasami z dużym udziałem dębu burgundzkiego (Quercus cerris)…dotarliśmy wreszcie do miasteczka Filakovo.

IMG_2084

IMG_2215

W Filakovie zwiedziliśmy park stworzony na miejscu dawnych ogrodów tureckich. Miasto i zamek przez ponad 100 lat były w rękach garnizonu tureckiego i jednym z naszych celów było szukanie pozostałości po tamtym czasie. Napotkaliśmy pewne poszlaki i nici, ale to wymaga jeszcze potwierdzenia. Herb Filakova (palma daktylowa) okazał się być jednym z nielicznych atrakcyjnych elementów tego miejsca i bez żalu ruszyliśmy do wsi Nova Basta, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Pensjonat Pohansky Hrad (Poganyvar) osiągnęliśmy około ósmej wieczorem, przyglądając się po drodze bardzo intrygującej skalistej części szczytowej dawnego wulkanu z ruinami zamku Hajnaczka.

Pensjonat okazał się wygodny, a jadalnia w ogrodzie sprawiła, że nikt przed północą jej nie opuścił. Pewny udział w tym miał koncert najprawdziwszej cykady i wino z upraw winorośli na wulkanicznych glebach tego regionu.  Tu warto wspomnieć o tym, za co tak kochamy Słowację. Przejechaliśmy trochę więcej niż dwieście kilometrów, a pokonaliśmy całą szerokość Karpat Zachodnich, pokonując kilka potężnych grzbietów i pasm górskich, aby jeszcze tego samego dnia znaleźć się na progu całkiem innego europejskiego regionu.

Drugi dzień rozpoczęliśmy po doskonałym śniadaniu w jadalni pensjonatu, w której odkryliśmy prawdziwą ekspozycję tradycyjnego wyposażenia kuchni i gospodarstwa rolnego. Ruszyliśmy wprost na południe w kierunku granicy z Węgrami, a potem wzdłuż granicy SK/H podążaliśmy na zachód, do starego wulkanu i zamku Somoska. Włączyliśmy szybko tryb o nazwie „swobodny dryf” zapożyczony z praktyk psychogeografii i wypraw sytuacjonistów. Także tym razem przyniosło to doskonały skutek w postaci bezbłędnego trafienia w szlak pasterski na olbrzymie tereny wypasowe, pokryte częściowo dzikimi drzewami owocowymi – gruszami, jabłoniami, głogami, czarnym bzem, bzem hebdem i wiśniami ptasimi, z których zwisały malownicze zasłony złożone z chmielu i powojnika zwyczajnego. Zaraz na początku przywitał nas witeź (paź) żeglarz, motyl, którego biologia upoważnia do uznania go za prawdziwy znak rozpoznawczy terenów z dużym udziałem drzew owocowych, ciepłych i słonecznych. To żeglarek powinien widnieć w opisach tej krainy i od tamtego spotkania będziemy go w Biotopie Lechnica łączyli z naszymi projektami dotyczącymi lasów i zadrzewień karmiących (food forest) i lasów ogrodowych (forest garden). Dlatego też jego fotografia otwiera to sprawozdanie. W lesie i na pastwiskach leżały kawałki zerodowanych tufów wulkanicznych, co przypominało nam, że chodzimy po wulkanicznych skałach i glebie ukształtowanej w inny sposób niż ten znany nam z karpackiego fliszu.

IMG_2183

Skała z górnej części fotografii, pochodzi z bliskich okolic Etny na Sycylii, a pod nią jest kawałek skały z pastwisk (lasoparków) w okolicach Somoski.

Szybko dotarliśmy do masywu wulkanicznego ze szczytem i zamkiem Somoska. Jednak prawdziwe skarby odkryliśmy pod zamkiem i sporo niżej. Było to gołoborze bazaltowe (nazywane „kamiennym morzem”) i urwisko z odsłonięciem regularnych, bazaltowych słupów nazwane ” kamiennym wodospadem”. Mimo deszczu i pomruków burzy nie mogliśmy się oderwać od dryfowania po kamiennym morzu i wydobywania zaskakująco mocnych, metalicznych dźwięków z niektórych skał. A. zanotowała ten brzmieniowy dryf, ale deszcz i burza skłoniły nas wreszcie do schronienia się najpierw w zamku, a potem szybkiej ewakuacji do samochodów. Przez Filakovo dotarliśmy pod ostrą skałę wieńczącą wulkaniczne wzgórze Hajnaczka.

IMG_2093

IMG_2096

Burza tymczasem odeszła gdzieś daleko i słońce wyczarowało piękny i długi wieczór. Mieliśmy doskonałe warunki, aby wspiąć się na Hajnaczkę i początkowo drogą przy której rosły wielkie ilości kolcowoju („goji”) i uczepu, a potem wąską ścieżkę osiągnęliśmy partię szczytową. Skały okazały się być ostoją muraw ciepłolubnych z wieloma interesującymi roślinami. W oko wpadły nam z miejsca kępy żmijowców, suchokwiaty, bylice i wiele innych. Nasze penetracje botaniczne obserwował człowiek uzbrojony w kosiarkę mechaniczną, a w duchu prosiłem o jeszcze kilka minut spokoju. Koszenie jednak nie następowało, a obserwujący nas człowiek dyskretnie przysłuchiwał się naszym okrzykom i potakiwał przy padających nazwach łacińskich roślin… Zamiast odpalić silnik kosiarki podszedł do nas i wywiązała się miła i bardzo fachowa rozmowa. Kosiarz okazał się być pracownikiem ochrony przyrody i znawcą wulkanów (a nawet odkrywcą dwóch nowych dla tego terenu), doskonałym praktykiem w czynnej ochronie muraw naskalnych, a do tego mieszkańcem jednego z domów na stokach Hajnaczki. Wszystkie lody puściły, gdy okazało się, że wino z miejscowych gleb wulkanicznych jakie wzbudziło nasze zainteresowanie w pensjonacie, pochodzi z jego winnicy i sam je wyprodukował. To nie Filakovo, ale Hajnaczka i okolice Somoski okazały się hitem tego wyjazdu, chociaż czekały nas jeszcze inne ciekawe miejsca i obiekty.

IMG_2106.jpg

IMG_20190727_175143

Kolacja w „naszej” jadalni ogrodowej na tyłach pensjonatu mimo deklaracji nie skończyła się przed północą… a usprawiedliwia nas jedynie to, że świętowaliśmy także proklamowanie w tym dniu pierwszego miejskiego parku narodowego na świecie – London City National Park, a wiadomości o nim mieliśmy z pierwszej ręki i wprost z Londynu dzięki Asi.

Trudno się było oderwać od śniadania, od wybierania do domu znanego nam już lepiej (także od strony miejsc uprawy ) wina z powulkanicznych winnic, ale wreszcie ruszyliśmy. W miarę punktualny wyjazd był spowodowany chyba wizją tajemniczego Trąbiącego Kamienia i dębowego lasu pastwiskowego Gavurki, jaką roztaczałem uparcie od poprzedniego wieczora.

Ruszyliśmy, najpierw na zachód, a potem na północ i tym razem (lekcja z 2018 roku została odrobiona) bez większych problemów trafiliśmy do Trąbiącej Skały. Zazwyczaj tego typu obiekty lepiej się prezentują w legendzie niż w rzeczywistości, ale nie tym razem. Trąbiący Kamień (Skała Sygnałowa, Tatarska Piszczała, Zvonec) całkowicie nas zaczarował, a jego otoczenie wydaje się być dobrym celem wielu wypraw i studiów.

IMG_2120 (2)

Nie bez trudu, ale udało się „uruchomić” skałę i jej andezytowy system sygnałowy o nieznanej ciągle budowie. Po kilku próbach niski, mocny w wzbogacony o echo dźwięk wypełnił doliny. Być może ten właśnie sygnał budził kiedyś paniczny strach w mieszkańcach tych okolic, bo zwiastował nadejście napastników słynących z połowu ludzi sprzedawanych później na niewolników. W dolinie przed Kamieniem znajdują się dwie studnie i tablica z legendą (a może relacją…) o pewnym znaczącym wydarzeniu. Poetyka i siła tego opowiadania robi wrażenie i przypomina greckie mity.

IMG_2128

841a76b7-4614-4a62-a4d3-58c8cefebd0d

Po znaczącym czasie, nagraniach terenowych i chłonięciu intrygującego zjawiska o zbiorczej nazwie Trąbiący Kamień (bo zdecydowanie mamy tam do czynienia z czymś więcej niż blok andezytu z dwoma dziurami) po pół godzinnej jeździe dotarliśmy do rezerwatu Gavurki, czyli dębowego lasu pastwiskowego. Po spokojnym czasie pod dębami w wyczuwalnym specyficznym mikroklimacie i miłym cieniu, musieliśmy się pożegnać z ekipą, która krótszą drogą zmierzała już wprost do Krakowa, a właściwie na lotnisko w Balicach, aby Asia mogła odlecieć do Londynu. Dwa pozostałe auta z resztą ekipy ruszyły w stronę Brezna i zaknęliśmy naszą trasę w Czerwonej Skale. Potem jeszcze przejazd do Popradu i Lechnicy.

Fotografie uczestników 3.EEBL.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trzy wiosenne warsztaty za nami!

IMG_8267

Bardzo długi 🙂 majowy weekend i tydzień po nim, Biotop Lechnica gościł aż trzy grupy warsztatowe. Od 1-5 maja były to dwie rodziny z dziećmi i młodzieżą, a nasze pokazy, spacery i wyprawy do ciekawych roślin okazały się całkiem udaną propozycją na kilka wspólnych dni spędzonych w znakomitym otoczeniu, czystym powietrzu i rozrywkach poza siecią… Równolegle z Warsztatem, rezydowali u nas zaprzyjaźnieni z nami miłośnicy rozmaitych eskapad, przyrody i autentycznej kultury… ofiarnie i sensownie pracujący nad kilkoma projektami w ogrodzie Biotopu.

10-12 maja w Biotopie pojawili się zawodowcy, znawcy i doskonali propagatorzy kontaktu z dziką przyrodą, roślin, permakultury i alternatywnego stylu życia! Dwie grupy zawodowców to pracownicy, studenci i doktoranci Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie z Wydziału Ogrodniczego oraz ekipa z Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie wspierana przez inicjatywy – Zielony Blok i Krakowskie Ogrody Społeczne.

Specjalny program jaki przygotowałem dotykał dwóch zagadnień: permakultury i etnobotaniki, a jako, że w Biotopie Lechnica, permakultura jest budowana na podstawach złożonych z etnobotaniki, bioregionalizmu oraz zestawu pomocowego jaki nam zostawili panowie Mollison, Fukuoka, Hart, Smith i kilku innych Pionierów, nie mogło się obyć bez porcji teorii i całego stosu książek i czasopism!

Dużą przyjemnością i satysfakcją było otrzymanie Pracy inżynierskiej nt. permakultury. Pewnie jest to jedna z pierwszych prac nt. permakultury, złożona w trybie studiów na kierunku ogrodniczym w Polsce. Jest to zapewne wynik otwartości Profesorów, zainteresowania Studenta… ale i wielu lat, kiedy to pokazywałem permakulturę od wszelkich możliwych stron i wszystkim naprawdę zainteresowanym. Praca ta i dedykacja Autora – „w podziękowaniu za inspirację”,  była doskonałym akcentem na to trzecie spotkania Profesorów i Studentów w Biotopie Lechnica, rozpoczętych w 2017 roku!

IMG_1375

Warsztaty 10-12 maja, ze względu na charakter zajęć i skład gości były niezwykle intensywne. Sporo prac w Biotopie (sadzenie drzew i krzewów owocowych, mulczowanie, siew interesujących roślin – np. organicznej ciecierzycy z USA – płynnie przechodziło w wycieczki etnobotaniczne poza utartymi szlakami.

IMG_8222

IMG_8234

Biotopowa „kolekcja roślin wspierających”, cieszyła się dużym zainteresowaniem (na fotografii Rhodiola rosea / różeniec górski w 4. roku uprawy), a obserwacje ogrodowych upraw np. lulecznicy / Scopolia, uzupełnialiśmy oglądaniem bogatych, dzikich stanowisk.

IMG_1310

IMG_1311

Prace w Biotopie ilustrowały rozmaite fazy budowania permakultury z rozmaitymi problemami, ale i eksperymentami. Na fotografii jedna ze ścieżek przygotowana do eksperymentalnego obsiania oryginalnymi zestawami nasion i wytyczenia szlaku pieszego odpadowym drewnem.

IMG_1333

W 6. letniej permakulturze jest wiele napraw i modyfikacji, wszystko dynamicznie się przekształca i ewoluuje bez zatrzymywania zainicjowanych procesów. Nic tak dobrze nie utrwala tej wiedzy jak konkretna praca… A praca w pobliżu pokrzyku / Atropy musi być perfekcyjna… 🙂

IMG_1324

IMG_1322

Tym razem nasze miejsce odpoczynku pod żaglem 🙂 ledwo mieściło wszystkich chętnych…

6.lat temu zakładaliśmy grzędy na podkładzie z odpadowego drewna, teraz możemy już pokazać w co takie założenia się przekształcają…

IMG_1321 (1)

IMG_1320

Fascynujące tematy, doświadczenia i niezwykłe rośliny, krajobraz, kontakt z dziką przyrodą poza utartymi traktami, wspólna i sensowna praca wszystkich osób jakie odwiedziły Biotop Lechnica w ostatnich dwóch tygodniach mają jedną i niezwykle ważną cechę wspólną – są spotkaniem ludzi ceniących Naturę, szukających stylu życia w zgodzie z przyrodą i jej prawami, ale też ludzi potrzebujących oparcia, potwierdzenia i podzielenia się inspiracjami, zachwytem i siłą płynącą ze wspólnoty. Wcale nie jest nas mało, nie musimy przegrywać, możemy konsekwentnie i z uporem zmieniać nastawienie, styl życia, nawyki i motywacje niszczące żywe otoczenie. To prawdziwa permakultura!

IMG_1325

Na samym początku czerwca będziemy cieszyli się intensywnym warsztatem grupy zielarskiej, na który już nie ma wolnych miejsc, ale…

… przed nami warsztat/spotkanie witające lato – w czerwcu (20-23.06.2019) … jeszcze są miejsca! Kontakt: marek.styczynski@gmail.com

Fotografie: Piotr Siwek, Marek Styczyński

 

Wielkie pożary jako skutek zmian klimatu

IMG_1227 (1)

Wygląda na to, że z uporem brnę w pokazywanie problemów i ważnych książek, ale obawiam się, że „eko konfekcja” zręcznie podsycana przez media i korporacje, całkowicie przysłoni nam obraz tego co się dzieje naprawdę. Zanim jeszcze słynna Greta napisze cokolwiek, stare, winne wszystkiemu pokolenie, stara się jak może w rozpoznaniu i ostrzeganiu przed skutkami zmian klimatu.

W 2017 roku, bardzo interesujący, kanadyjski autor – Edward Struzik, napisał książkę FIRESTORM. How Wildfire will Shape Our Future. Książka ta powinna stać się obowiązkową lekturą na wydziałach leśnych… przynajmniej tam, poza oczywistym szkoleniem służb pożarniczych i samorządów.

Książka zawiera 10 części i podsumowanie (257 stron i sporo bardzo interesujących fotografii), a jej osią jest opis przyczyn, przebiegu i skutków wielkiego pożaru nazywanego przez kanadyjskich strażaków – Bestią (The Beast). Pożar ten, nawiedził prowincję Alberta w Kanadzie i zamienił w zgliszcza 566,168 ha, zniszczył 2,800 budynków, zabił setki, a może tysiące ludzi, których zwęglone ciała znajdowano potem w ich własnych samochodach, domach i lasach, a całkowity koszt strat oszacowano na blisko 9 miliardów dolarów. Przyczyny i przebieg tego pożaru, a także jego gwałtowność (… Bestia) zwróciły uwagę na nowy typ wielkich pożarów, jakie wybuchają raz za razem z pozornie trudnych do rozpoznania przyczyn. Także skutki tych pożarów, wykraczają poza ramy znanych dotąd kataklizmów i nie kończą się wraz z wygaśnięciem ognia. Najbardziej widocznym, zabójczym i długotrwałym skutkiem tego typu pożarów jest wielomiesięczne, a nawet wieloletnie skażenie powietrza.

W związku z opisywanym pożarem, przyjęto określenie megafire, na pożary naturalne (wildfire), które dotykają powierzchni około 40 tys. ha i większych. Zajęto się historią tego typu pożarów, częstotliwością, przyczynami i sposobami walki z nimi. Jest się czym zajmować, bo tylko w 2004 roku spaliło się na Alasce 2,7 milionów ha, a na pobliskim Terytorium Yukonu spaliło się 1, 5 milionów ha… oczywiście dzieje się to także i w pobliskiej Rosji, ale zwyczajowo nie znamy dokładnych danych…  To zimne, północne obszary, które są najbardziej podatne na zmiany klimatu, które wytwarzają zupełnie nowe sytuacje ekologiczne.

Trzy z 10 części książki wydają się kluczowe i noszą także znamienne tytuły: The Beast Awakens, Visions of the Pyrocene i The Big Smoke. Mimo, że Autor nie popada w emocjonalne rozedrganie, to jednak obraz jaki wyłania się z tego przeglądu faktów, układających się w wizję życia wśród wielkich pożarów, nie napawa optymizmem…

Pisałem wyżej o tym, że książka Edwarda Struzika powinna stać się pozycją obowiązkową w ramach nauki o wyzwaniach jakim będziemy musieli sprostać (chyba, że Polska nie musi?) w wyniku zmian klimatycznych. Podtrzymuję tę opinię, bo pożary opisane przez Struzika nie są zagrożeniem jedynie dla (niby) dalekiej Kanady. Warunki w jakich powstają, rozmiary jakie osiągają i aktualna częstość ich pojawiania się, dotyka już nie tylko Kanadę, USA czy Australię. Tego typu pożary bywały już i w Polsce, a są stałym elementem w Strefie Śródziemnomorskiej, gdzie wspomagane są celowymi podpaleniami. Niestety, naszą „klasę” dziennikarską nie interesują zupełnie tego typu problemy, a przez lata pewnie i nie ma już w tym środowisku ludzi dysponujących wiedzą podobną do tej jaką dysponuje Autor FIRESTORM… Bo książka Struzika jest przykładem znakomitej roboty dziennikarskiej o jakiej już prawie w Polsce zapomnieliśmy, mimo znakomitych postaci w historii.

Struzik przytacza opinię, że do wystąpienia ogniowych nawałnic na skalę Bestii, potrzeba spełnienia trzech czynników: przesuszenia lasów i łąk, wzrostu średniej temperatury i pojawiania się gwałtownych, porywistych wiatrów. Na terenach leśnych, potwierdzeniem tego typu konfiguracji ekologicznej, a w konsekwencji Wielkiego Ognia, są masowe pojawy szkodników drzew i drewna.

Według moich obserwacji i wiedzy, wszystkie trzy elementy są już obecne w Polsce, a i zapowiedzi kataklizmu mamy przed oczyma. Bardzo chciałbym się mylić, ale wielkie obszary stale odwadnianych lasów i torfowisk, także olbrzymie powierzchnie rachitycznych sośnin jakie utrzymujemy w 2/3 Polski, to pierwsze miejsca, gdzie wystąpią pożary nowego typu. Mamy za sobą ich zwiastun w postaci olbrzymiego pożaru w Kuźni Raciborskiej i obecnego pożaru jaki właściwie mało kogo obchodzi. Także Puszcza Białowieska, została w sporej części doskonale przygotowana do wywołania pożarowej Bestii i miał tam miejsce masowy pojaw kornika… Kilka innych obszarów szykuje się do tej roli starannie i z dużym wysiłkiem ekonomicznym. Trudno jest pojąć ten rodzaj szaleństwa i braku wiedzy.

Dla tych, którzy zazwyczaj zwalają wszystko na „emocje” i „ekologiczną histerię”, a programowo nie wyciągają wniosków z tego co można zobaczyć i przeczytać, Struzik przytacza interesujący aspekt skutków nawalnych pożarów (nazywając je częścią nowego pożarowego paradygmatu) w postaci zauważalnej migracji poważnie zaniepokojonych ludzi. Od lat 90. XX wieku przewidujący mieszkańcy Kalifornii uciekają przed pożarami i przenoszą się na północ i w góry. Podaje się, że migracja ta osiąga już setki tysięcy osób, a to co działo się w Kalifornii w ubiegłym roku, potwierdziło słuszność ich decyzji. Najwyraźniej żarty się już skończyły.

IMG_1228

Skarbiec nasion: Svalbard Global Seed Vault

svalbard3Od czasu do czasu natrafić można na krótkie doniesienia o intrygującym projekcie polegającym na gromadzeniu i przechowywaniu nasion roślin uprawnych w spektakularnym obiekcie, zwanym Svalbard Global Seed Vault. Zazwyczaj informacje są krótkie, ogólnikowe i okraszone jedynie widoczkiem wejścia do SGSV, tym samym lub podobnym do tego nad wpisem. Intrygujące w projekcie jest wszystko… od wielowątkowej idei głównej, czyli próby przechowania nasion roślin użytkowych (próby obliczonej na setki lat i traktującej groźbę globalnej wojny atomowej bardzo poważnie), po światową kooperację dla ratowania zasobów, od których zależy przetrwanie ludzkości. Zasoby nasion ubożeją w zastraszającym tempie i są realnie zagrożone, o czym świadczy np. depozyt nasion z Syrii… Najważniejsze jest jednak sięgnięcie po proste, mądre i sprawdzone siły natury. Dobrze jest obudzić się z cyfrowego letargu na czas, bo wizualizacje nas nie nakarmią.

Projekt SGSV i jego realizacja jest dla mnie czymś w rodzaju hiper-permakulturowej matrycy o globalnym znaczeniu. Ważna dla mnie jest prosta – i jakże „skandynawska” w stylu – odpowiedź na jedną z wielu prób systemowego rozmycia permakulturowej rewolucji. To rozmycie polega na zamianie spójnego, systemowego, krytycznego wobec dominującego nurtu i ulotnych mód podejścia w przegląd starych i nowych technik ogrodniczych, spirali z kapusty i gadżetów, całej tej eko-konfekcji, która pozwala spać (nieco) spokojniej.

Bardzo się ucieszyłem, że ktoś tak kompetentny, jak legendarny Cary Fowler, nazywany „ojcem” SGSV, zdecydował się na opracowanie, napisanie i wydanie znakomitej książki o tym, czym jest Svalbard Global Seed Vault. Książka nosi tytuł SEEDS ON ICE Svalbard and The Global Seed Vault. Fowlera i jego pomysł na wyjątkowe wydawnictwo (książkę / album), wsparli: Mari Tefre – fotograficzka, aktorka, wokalistka i producentka filmowa (pełni rolę „nadwornej” dokumentalistki SGSV od 2007 roku, czyli od początku jego budowy!), fotografik Jim Richardson (National Geographic, Traveler, który prowadzi własną galerię Small World w Kansas, USA), oraz „ciężka jazda” w postaci Sir Petera Crane (o którym nawet nie zaczynam pisać, bo wszyscy, którzy wiedzą kim trzeba być, aby podpisywać się „president of Oak Spring Garden” … pojmują powagę sprawy). Wszystkie (!!!) fotografie z opisywanej książki są REWELACYJNE, ale Mari Tefre została moją faworytką i Jej foty w niezamierzony sposób (jedynie poprzez zestawienie z pozostałymi) pokazują wszystko to, czego nie lubię (ale doceniam) w stylu National Geographic.

Książka jest wydana ze swobodą, która rodzi się jedynie w tym mało znanym u nas przypadku, gdy autor, a nie wydawca rządzi jej kształtem. Opiszę tylko obwolutę, aby się nie pastwić bezproduktywnie nad tym, co nas otacza. Otóż obwoluta z tytułem i obowiązkowym widoczkiem Skarbca tylko pozornie powiela schemat wydawniczy… bo jest nieco ponad 2 cm krótsza niż twarda okładka książki z wyklejką pokazującą setki rozmaitych nasion… Efekt jest bardzo inspirujący… bo spod skał pokrytych lodem i śniegiem widać rozmaite nasiona. Już widzę jak  toczy się moja rozmowa z wydawcą o takiej „przykrótkiej” obwolucie… 🙂

svalbard4

svalbardbook1

Obwoluta i okładka, to tutaj jedynie smakowity i sensowny wstęp do całkowicie wizyjnej, mądrej i niezwykle inspirującej treści. Wliczając w to także znakomite pokazanie samego Svalbardu i warunków życia w najbliższej Skarbcowi stałej osadzie – Longyearbyen. Osada – sama w sobie niezwykle specyficzna, osobna, intrygująca pod wieloma względami – „zagrala” w pierwszej serii mocnego serialu telewizyjnego, Fortitutde (2013-2015), traktującej o przedziwnych wypadkach, jakie miały miejsce po uwolnieniu mrocznej epidemii z lodów Svalbardu…

Skarbiec został wykuty w litej skale pokrytej lodem w 2008 roku, a uzyskany tą metodą tunel ma 130  m długości. Jak zaznacza Autor, to nie jest laboratorium, to goły, suchy, zimny, chroniący przed wpływami z zewnątrz skarbiec. Tu warto byłoby chyba użyć innego znaczenia słowa „vault”: skarbiec, ale także krypta… To ważna definicja, bo koncepcja SGSV nie odpowiada instalacjom o nazwie zbiorczej w jęz. angielskim phytotron (specjalne komory do badania wpływu na rośliny czynników takich jak tempertura, wilgotność itd. itd., a dzisiaj komercyjne instalacje do mnożenia wszystkiego), ale także nie jest tym samym, co np. Bank Nasion i Tkanek w Powsinie. Dlatego napisałem wcześniej o jego znaczeniu jako „hiper-permakultury”.

Lekceważenie ruchów opartych o permakulturę i budowanie całkiem nowych sposobów na życie z Ziemią (a nie na Ziemi, jakbyśmy tu wylądowali miesiąc temu i „musieli” zrabować jeszcze trochę, bo zaraz odlatujemy…), polega na rozmaitych zabiegach. Jednym z nich jest „oswajanie” mocnych przekazów… bo z popularnych notatek nie dowiecie się, że Skarbiec Nasion ma znaczenie, bo „te zasoby stoją pomiędzy nami, a katastroficznym głodem o niewyobrażalnej skali. Całkiem realnie, właśnie od nich zależy przetrwanie ludzi” (Jack Harlan). Dowiecie się raczej, że na Svalbardzie zbudowano Arkę Noego, co niby oznacza to samo, ale jednak jakże te przekazy się różnią! Inny fragment książki mówi, że: „Każdego dnia, więcej i więcej ludzi przenosi się do miast i szybko zapędza się w objęcia technologii, która stanowić zaczyna centralny element każdego aspektu codziennego życia. Bardzo łatwo przy tym zapomnieć o kilku fundamentach spajających nas wszystkich: podstawą ludzkości jest wymaganie żywności. Nie ma innych opcji wobec tej na pozór prostej ludzkiej potrzeby” …

Formalnie SGSV jest niekomercyjnym obiektem współpracy pomiędzy Royal Norwegian Ministry of Agriculture and Food, a Nordic Genetic Resource Center (Szwecja) i Global Crop Diversity Trust (Niemcy) i nie jest otwarty dla publiczności. Na jednej z fot w książce Fowler otwiera stalowe, oszronione drzwi do Skarbca, zwanego też „doomsday vault” … czyli „skarbcem (kryptą?) dnia sądu ostatecznego”!

Każdy, kto rozumie na czym polega permakultura, wie, że dywersyfikacja, różnorodność i rozproszenie zasobów jest prawdziwym i najprawdopodobniej najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia się przed tym, co szybko nadchodzi. Zmiany klimatu dotykają wszystkich, a korporacje ponadnarodowe z rozmysłem nas trują i ograniczają swobodny dostęp do normalnej żywności nazywanej „zdrową”, swobodnej uprawy roślin i zróżnicowania diet. Szokujące jest zapoznanie się z danymi o tym, jak wiele odmian roślin uprawnych już straciliśmy! Zestawienie przytoczone w książce daje do myślenia: np. przepadło 80,6 procent odmian pomidorów w latach od 1903 do 1983… marchwi ubyło nam 92, 7 procent (z 287 odmian w 1903 zostało 21 w 1983…), cebuli ubyło 94,1 procent (z 357 w 1903 do 21 w 1983…), itd. itd. (a może są tylko zaginione (?) i uprawiane w ukryciu, izolacji – oby…). Autor nie przytacza aktualnych danych i może to lepiej dla czytelników.

Zasoby nasion tradycyjnych odmian roślin uprawnych są w centrum zainteresowania wszystkich rozumnych społeczności lokalnych i dzieje się tu wiele dobrego. Zaczynają się też i procesy sądowe o prawa autorskie dotyczące nasion… to jest logika korporacji  – do czasu gdy zdolni prawnicy społeczności jednej z First Nations wytoczą taki proces samej korporacji, tej czy innej, która przywłaszczyła sobie ich tradycyjne zasoby. Wszystko to, co obecnie najdziwniejsze i najbardziej niebezpieczne przyszło wraz z przemysłowym rolnictwem, tym wymysłem demonów zachłanności.  Scenariusz jest już jasny: zubożenie listy roślin pokarmowych, ograniczenie obrotu nasionami poza kontrolą korporacji, patenty i prawa autorskie… sądy, a drukarnie palą się do druku dowolnej ilości nalepek „bio” i „organic”. To jak dodrukowywanie pieniędzy bez pokrycia. Smog i śmieci, wszelkie odpady toksyczne mogą uniemożliwić uprawę zdrowych roślin i „dzień sądu ostatecznego” osiągniemy szybciej, niż się to wydaje i to bez ingerencji sił nadprzyrodzonych.

Jeżeli brać projekt Svalbard Global Seed Vault za jeden z rozmaitych przejawów troski o przyszłość, który pokazuje realność zagrożenia swobodnego i zdrowego życia ludzi, to warto uważnie przeczytać książkę Fowlera i dobrze zapamiętać fotografie Mari Tefre!

Książka ma 161 stron, format 28 x 23, a tekst i fotografie są sobie równe, co do poziomu i wartości!

Wszystkie reprodukcje fragmentów fotografii pochodzą z opisywanej książki, za co bardzo przepraszam, ale wydawnictwo to uznałem za warte ryzyka i odstępstwa od moich zasad blogowania.

 

 

Pieniny etnobotanicznie – dwa miejsca!

czerwklaszmaj14.jpg

Jak to zwykle bywa, a wiem co mówię, dwie osoby na skutek splotu rozmaitych życiowych sytuacji zawiadomiły mnie, że nie mogą przyjechać na mój warsztat 1-5 maja 2019 roku. Tak więc jest szansa dla Tych z Was, którzy mają ochotę i czas aby trochę pospacerować po dzikich i tradycyjnych ścieżkach w słowackich Pieninach i na Zamagurzu. Program warsztatu i wiadomości ogólne o co w nim chodzi znajdziecie tu:

https://etnobotanicznie.pl/2019/01/28/warsztaty-spotkania-wycieczki-w-2019/

Pozostałe osoby z grupy, która zebrała się już w lutym, potwierdziły swój udział i jak obiecywałem, to będzie mała i sympatyczna ekipa. W sam raz na spotkania z ciekawymi roślinami i krajobrazem kulturowym, dobre jedzenie i wiele ciekawych słowackich specjalności. Oczywiście będzie i permakultura, bo wszystko oparte jest o nasze miejsce na Zamagurzu czyli Biotop Lechnica. Majowy czas, to także Wasz urlop i dobrze się składa, bo preferujemy w naszych zajęciach styl SLOW, o którym także porozmawiamy.

Jest jeszcze trochę czasu, ale zapraszam do szybkich (a także przemyślanych) decyzji! Dwa wolne miejsca (gdyby chodziło o rodzinę lub bliską sobie ekipę, to może być i trzy osoby) czekają! Piszcie na adres mailowy: marek.styczynski@gmail.com

tarninasnow5

biotopnocaOmar