Przed zimowym przesileniem

dziursekator

Czekamy na odrodzenie światła, które przypada w naszej strefie na połowę grudnia (13-15 grudnia), ale zwyczajowo osiąga swe apogeum – we współczesnej kulturze popularnej naszej części Europy – od 20 do 26 grudnia. Czas ten (20-23 grudnia), dobrze obrazuje skandynawska nazwa święta Zimowego Przesilenie: Yule – koło. Czas bezpośrednio przed ZP, jest jak zatrzymanie koła, które zostanie wprawione w ruch kolejnym odrodzeniem światła.  Carole Guyett, znakomita znawczyni roślin i duchowości związanej z roślinami, opisuje ten czas w ten sposób: Zimowe Przesilenie to czas gdy Natura wstrzymuje oddech na moment, który poprzedza wejście w nowy cykl (roczny). Dlatego, w naszej strefie, tak ważne jest palenie otwartego ognia, świec i ceremonialne spalanie ziół i okadzanie. W ten sposób „pomagamy” Naturze wejść w nowy cykl. Z tego samego powodu, ważne są także zimozielone drzewa i krzewy jako swego rodzaju życzeniowa zapowiedź i zapewnienie nadejścia nowego cyklu życiowego. Jodła, bluszcz, ostrokrzewy, jabłoń (jabłka), jesion, osika, brzoza, tarnina, bez, leszczyna, jałowiec, dąb, sosna, a także jemioła są pomocne w celebracji tego bardzo ważnego, ale i trudnego czasu. Jednak główną rośliną Zimowego Przesilenia jest ziele dziurawca (Hypericum sp.). Dlatego warto pamiętać o jego zebraniu, suszeniu i przechowywaniu do czasu gdy Koło na chwilę się zatrzyma. W moim odczuciu, okres Zimowego Przesilenia jest najważniejszym, najtrudniejszym, ale i przynoszącym ulgę i nadzieję świątecznym czasem w cyklu rocznym. Letnie Przesilenie, wydaje się przy Czasie Gdy Koło Nieruchomieje aby Rozpocząć Nowy Cykl Życia, celebracją opartą o nieporozumienie. To od niego bowiem, zaczyna ubywać światła dzień za dniem…aniadziurawiec

Okres Zimowego Przesilenia – jeśli tylko można – należy celebrować z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi i nie dziwi mnie współczesny pęd ku pięknie oświetlonym, ludnym, pachnącym i ciepłym hipermarketom… jakkolwiek wydaje się to czasem smutne. Ważna jest praca z własnymi emocjami w kierunku integracji czy jak się określa w starych tradycjach celtyckich „bycia kompletnym, zintegrowanym”.

12 grudnia tj. poniedziałek zapraszam na dodatkowe spotkanie w księgarni/kawiarni Bonobo przy Małym Rynku w Krakowie (jak zwykle od 19-tej). Tematem spotkania będzie celebrowanie Zimowego Przesilenia w różnych tradycjach, ale także zrobimy kilka celebracji razem. Nie wiem czy to jasne, ale samo zebranie się w pozytywnym miejscu i zaplanowanie własnych praktyk roślinnych jest już dobrym, pierwszym krokiem na roślinnej ścieżce. Uzupełnię także temat zapowiadany już na ostatnie spotkanie, ale z rozmaitych powodów nie zrealizowany czyli – ASHWAGANDHA w Ayurwedzie i ogrodzie Biotopu Lechnica…🙂 Podzielimy się z Wami nową ofertą naszej ulubionej Firmy BAKRA… sami zobaczcie jakie piękne nowości oferuje wysyłkowo:

bakrayoga

Podczas spotkania w Bonobo porozmawiamy także o terminach i tematach warsztatów w Biotopie Lechnica w 2017 roku. Na samym początku stycznia opublikuję daty i tematy zaplanowanych na 2017 rok warsztatów w Biotopie, bądźcie czujni!🙂

Pamiętajcie o zaplanowaniu swoich zakupów interesujących roślin na wiosnę (bo teraz warto zrobić pauzę), a zobaczcie sami jaka jest oferta Ethno-Garden, polecana i demonstrowana w postaci rarytasowych sadzonek ! podczas ostatnich spotkań w Bonobo.

Dla kilku osób zglaszających chęć… mam dobrą wiadomość: będę miał w Bonobo kilka dodrukowanych przez Wydawcę (bardzo dobry i kompletny wydruk cyfrowy) Zielników Podróżnych… czas prezentów się zbliża… wiem, wiem!🙂

2016 rok zakończymy (umownie) na Sopatowcu w Beskidzie Sądeckim, gdzie nasze zajęcia (tzn. Ani Nacher – warsztat głosowy, ja – etnobotaniczne spacery po rośliny wspomagające) towarzyszyć będą głównym zajęciom Krakowskiej Szkoły Jogi.

Na koniec dzisiejszego wpisu z wielką radością zapowiem owoc naszych działań studyjnych czyli materiał nagrany i zaplanowany do wydania na początku stycznia 2017 roku! To bardzo osobiste, organicznie związane z Biotopem Lechnica, trzy tematy opracowane w formie specyficznych opowiadań (spoken word), którym towarzyszy muzyka. Płyta nosi tytuł Throbbing Plants. Od 10 stycznia będzie ją już można zamawiać, a nie będzie jej zbyt wiele. Jest dla koneserów i zainteresowanych nowym podejściem do roślin. Obiecujemy zaprezentować fragmenty tej sesji w Sopatowcu, a może też 12-tego grudnia w Bonobo?!

throbbingcover

throbbingbackcover

Więcej o nagraniach i płycie będzie wkrótce na stronie domowej Karpat Magicznych!

Zapraszam Was serdecznie!

 

 

Ashwagandha

ashwagandhalech

Witania ospała (Withania somnifera), znana powszechnie (dzięki tradycyjnemu, indyjskiemu systemowi leczniczemu Ayurveda) jako ashwagandha, to jedna z tych roślin, które są niezwykle pomocne dla ludzi żyjących w przegęszczonych populacjach miast, narażonych na stały stres i inne czynniki kancerogenne. Warto zainteresować się tą rośliną, bo jak można przeczytać w świetnej książce The YOGA of HERBS : ” ashwagandha w Ayurwedzie zajmuje miejsce, które w chińskiej medycynie przynależy żeń-szeniowi, ale jest znacznie od niego tańsza„, a ja mogę dodać: i można ją bez wielkich problemów uprawiać w ogrodzie!

Rośłina należy do tej niezwykłej rodziny roślin psiankowatych, którym światła część ludzkości powinna stawiać pomniki. Przypomina bardzo częste u nas „lampiony” czyli rozmaite miechunki, a jej owoce także są ukryte w małych „lampionikach”. Roślina ta była kiedyś zaliczana do miechunek i z tego okresu, poza nieaktualną dzisiaj nazwą łacińską Physalis somnifera, pozostała jeszcze nazwa „dunal”. W Azji znana jest też jako Samm Al Ferakh i Kanaje Hindi, pozostałe nazwy to zazwyczaj urocze, angielskie słowotwórstwo botaniczne… np. winter cherry🙂 .

Witania sprawia wrażenie rośliny mocnej i zachowującej równowagę – na grządce spokojnie rośnie, nie słabnie w mniej sprzyjających okresach i nie „wystrzela” przyrostami w sprzyjających pogodowo tygodniach. W moim ogrodzie, o dość trudnych warunkach dla roślin z cieplejszych stref (wysokość ok. 500 m n.p.m., zimne wiatry, słaba gleba), rośliny posadzone w kilku miejscach (testowałem rozmaite stanowiska), rozwijały się całkiem dobrze, zakwitły, wydały owoce i jesienią miały ok. 60-80 cm wysokości – na 150 cm jakie osiągają podobno w swej ojczyźnie. Napisałem „podobno”, bo witania rośnie czasem dziko na Bałkanach i we Włoszech i tam, mimo świetnych warunków cieplnych, nie widywałem tak dużych okazów…? Zazwyczaj miały 50-100 cm wysokości.

Surowcem dla rozmaitych mikstur leczniczych jest rozdrobniony korzeń i owoce witani oraz chemiczne odpowiedniki.

O zastosowaniach ashwagandhy przeczytacie w necie (bo i tak zawsze sprawdzacie?🙂 ), a moje doświadczenie w tej sferze jest jeszcze dość ograniczone. Wszystkie opisy wyglądają bardzo zachęcająco, a opinie ludzi stosujących ashwagandhę są pozytywne.

Jeszcze sprawa zapachu korzeni. Witania jest nazywana czasem „końskim zielem” i są tacy, co przypisują to nie tyle mocy jaką zyskuje się🙂 stosując ashwagandhe jako wzmacniający specyfik, ale zapachowi stajni jaki czują przy suszeniu korzeni… Trudno mi się z tym zgodzić, bo kiedy piszę tę notkę, to z podsuszanej porcji korzeni ( na górnej fotce z Biotopu) dochodzi do mnie delikatny, ale dość zdecydowany zapach lekko przypominający złoty korzeń (różeniec górski – Rhodiola rosea)… i to co wydobywa się z suszonego powoli korzenia kozłka – Valeriana )… ? Może nie mam wystarczającego doświadczenia ze stajniami?

Powoli zamykamy sezon ogrodniczy w Biotopie i w weekend pracowaliśmy sporo z ziołami jakie zebraliśmy i suszyliśmy latem i jesienią. Podczas przeglądu zasobów znalazłem kiszone jabłka, które mają dokładnie 13 miesięcy is są całkiem smaczne! Woda?! Jabłka? Bo owoce z naszych bardzo starych i jak mordercy sztuki sadowniczej nazywają „prymitywnych” odmian jabłoni…

Zapowiadałem ostatnie spotkanie etnobotaniczne 23 listopada (najbliższa środa) w Krakowie, a tu wczoraj okazało się, że 9 grudnia mogę zaprosić Was do Katowic!!! Wiecej wkrótce na FB…🙂

jablkakisz1rok

 

Po warsztatach zbieracko-przetwórczych

anetaplenerzbior

Organizowanie warsztatów etnobotanicznych późną jesienią stało się już tradycją. Po raz pierwszy pomysł ten zrealizowałem w pażdzierniku 2015 roku i mimo niewielkiej grupki śmiałków zaliczam go do bardzo udanych. W tym roku jedynym możliwym terminem był „długi” weekend listopadowy i tym bardziej ucieszył mnie sukces w postaci liczniejszej grupki uczestników, maksymalnej ze względu na aktualną pojemność naszej biotopowej kuchni. Oczywiście, poza magią Zamagurza i Pienin oraz zainteresowaniu terenowym zbieractwem dzikich owoców (grzybów, kory, ziół) wielkim magnesem była wiedza, dowcip i konkrety jakie prezentuje Kaja Nowakowska, współtwórczyni naszych jesiennych spotkań.

Mimo dość trudnej pogody (zimno przechodzące w lekki mróż, opady śniegu i deszczu, wiatr, szybki zmierzch), udały się nam dwa wyjścia w teren. Za drugim razem zebraliśmy sporo dzikiej róży (dwa gatunki), kaliny koralowej (owoce, kora), sosny (kora), trochę owców tarniny (ten rok nie był bogaty w owoce tak jak 2015!), głogu, a także kilkanaście owocników uszaka bzowego i jesiennej, lekko już zmrożonej, ale ciągle aromatycznej macierzanki…Oglądaliśmy także dziką jabłonkę, odwiedzaną i obieraną z owoców przez niedźwiedzia. Kilka innych było trudno dostępnych (bronionych przez czyżnie karpackie) i udało się pozyskać tylko kilka owoców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widać na fotach Anety Sitarz, było naprawdę ostro i pięknie. Zajmowanie się roślinami w terenie ograniczone do późnej wiosny i lata, wydaje mi się zdecydowanie zubożeniem tej praktyki. W Biotopie robimy to przez cały rok, a teraz okazuje się, że dla sporej grupy ludzi jest to także interesujące doświadczenie.

Kilka osób przyjechało do Lechnicy już 10-tego listopada i mieliśmy miły wieczór w Biotopie. W piątek i sobotę (11,12 listopada) zajęcia były intensywne – do pory obiadowej wyprawy terenowe ze zbieraniem napotkanych owoców i sporą dawką etnobotanicznych wiadomości odnoszących się do elementow krajobrazu i napotkanych gatunków roślin. Po obiedzie, który celebrowaliśmy nie bez trudności (długi weekend w Polsce jest zawsze rojnym weekendem na Słowacji) wspólnie, od godziny 17-stej do ok. 21-szej grupa oddawała się degustacji, oglądaniu i notowaniu bardzo bogatego bagażu z jakim przyjechała Kaja! Moja rola ograniczała się do szukania kolejnych słoików, podkładania do kuchni i pieca i zalewaniu kolejnych naparów… W kuchni Biotopu było naprawdę dużo osób, dużo doskonałego jedzenia, przypraw, lekarstw i kosmetyków… W niedziele po śniadaniu i krótkiej mowie końcowej🙂 prawie wszyscy ruszyli w drogę!

Kaja Nowakowska czeka na ew. pytania od uczestników warsztatów, ew. zainteresowanych opracowanymi przez nią skryptami pod adresem: meadladykm@gmail.com

Obiecuję, że warsztaty zorganizujemy także w 2017 roku, pewnie jednak w październiku? Już chodzi mi po głowie pomysł na nieco inne zorganizowanie całości, ale opiszę to w stosownym czasie.

Warsztat odbywał się w Biotopie w tym samym czasie co II Plener fotograficzny i I Fotograficzna Akcja Górska i nasze spacery były fotografowane przez ekipę fascynatów fotografii… wprawdzie uczestnicy tych dwóch różnych przedsięwzięć mieszkali w dwóch różnych pensjonatach w Lechnicy, ale fotograficy, zbieracze-przetworcy i spora ekipa gości szybko się przemieszała i zaprzyjaźniła i dlatego podaję namiary na przymiarki do organizacji wystawy https://biotoplechnica.eu/2016/11/15/plener-i-fotograficzna-akcja-gorska-lechnica-2016-fotograficy-uprawnieni-do-skladania-prac-na-wystawe/

W tym roku czeka jeszcze ostatnie spotkanie z serii wieczorów w Księgarni BoNoBo w Krakowie (23 listopada od 19-stej), a także Sylwester z jogą na Sopatowcu

W Biotopie mamy jeszcze spore prace budowlane zaplanowane na koniec tygodnia i wchodzimy w czas planowania, okadzania i celebrowania ciemnej i zimnej połowy roku, a także  zawieszenia czasu od 13-stego grudnia, wypatrywania przybywania światła, potem zima do początku lutego, w którym zaczynamy nasz nowy rok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

 

Ryga

rygaczosnek

W październiku odwiedziliśmy Rygę. To piękne miasto i poza wieloma wspaniałymi tworami architektury (starej, z różnych okresów bogatych dziejów Rygi, ale i całkiem nowych – Biblioteka Narodowa!) okazało się ono niezwykle interesujące pod względem rozmaitych wpływów kulinarnych, targów ziołowych i zaopatrzenia w owoce i wszelkie produkty rolne. Prawdę mówiąc, liczyłem na jakiś targ rybny (był, był!) i właściwie tyle…a tu proszę!

Już w pierwszych godzinach naszego pobytu w Rydze, wiedzeni naszym doświadczeniem, ale i intuicją, „odkryliśmy” wielki targ, który znajduje się tuż obok dworca autobusowego i bardzo blisko dworca kolejowego. Określenie wielki, oznacza to, że poza około 2-hektarowym placem z targowiskiem owoców i wszelkich „zieloności” sąsiadujących niekiedy z majtkami, rajstopami itp. obiektami znanymi z wszystkich bazarow świata, było tam kilka olbrzymich, krytych przeszklonymi dachami, hal targowych. Nasze badania z wielką przyjemnością połączyliśmy z dobrym i tanim zaopatrzeniem na kilka dni, a może odwrotnie?

Pierwsze wrażenie dotyczyło źródeł zaopatrzenia, które najwyraźniej są w Rydze inne niż w Krakowie. Nigdy bym nie uwierzył, że najsmaczniejsze winogrona w 2016 roku kupimy na Łotwie… a były to drobne, tanie i rewelacyjne w smaku owoce z Mołdawii… i w odróżnieniu od winogron z Hiszpani jakie są podstawą naszego handlu, widziały słońce, a jest prawdopodobne, że dojrzały na powietrzu. Piękne bakłażany i granaty sprowadzone były z Turcji… Co jest z naszymi handlowcami, że mają (mogą mieć?) za nic nas kupujących, a celem jest tylko masowy kontrakt na zawalenie sklepów? Dlaczego dopiero w ostatnich tygodniach znalazłem w Krakowie, dobre w smaku winogrona z Włoch, niestety w małej ilości, leżące obok tych zielonych, kwaśnych i przeczyszczających produktów, jakoś mało przekonywującego smakiem, rolnictwa Hiszpanii. Orzechy włoskie w kilku miejscach miały bardzo, bardzo interesującą cenę, pełno było dyniowatych (arbuzy, melony, dynie, ogórki…) z wielu pięknych miejsc na świecie. Przypominam, że Łotwa jest jak my w UE, a leży znacznie dalej na północ od wielu krajów, z których te dobre owoce pochodzą.  Mówiąc z pewną ironią – te świetne produkty latają nad nami do Rygi.

Po wejściu do pierwszej krytej hali targowej… nasza ekscytacja weszła w fazę trwałą, ale jednocześnie trochę się nam zrobiło smutno. Ekipa z Uzbekistanu piekąca swoje chleby i placki chlebowe w dużym piecu, masa kiszonek z całkowitym hitem w postaci kiszonych pędów kwiatowych czosnku i samego czosnku (na górnej focie), sery i liczne (liczne!) stoiska z suszonymi pękami ziół przyprawowych i leczniczych, ale także rozmaitymi ziołowymi lekami, specyfikami sprowadzanymi w dużej ilości z Rosji. Następne hale już tylko utwierdziły w nas przekonanie, że wrócimy tu szybko! Z ciekawostek, tych grubych, to warto zauważyć, że na stoiskach z rybami znalazłem tak wiele gatunków ryb, skorupiaków i małży, że zaczynam się zastanawiać, czy Polska leży nad tym samym morzem co Łotwa? Odróżniam ryby sprowadzane z Norwegii, ale np. piękne minogi ! były z Bałtyku. Rozumiem, że rejs z Rygi do Sztokholmu kosztuje 30 euro… ale z Gdańska też nie ma problemu w dotarciu do Skandynawii.

rygaziola1

rygaziola2

Bardzo interesująca jest miejscowa oferta produktów pszczelich. Łotwa słynie na tym rynku, ale to co zobaczyliśmy było naprawdę intrygujące. Wiele produktów pochodzi z małych pasiek i drobnych firm, ale widać, że adresowane są do ludzi, którzy znają się na rzeczy i „ziołomiodami” nie da się im zamącić w głowie. Niestety, nasi pszczelarze mają wielki kłopot wewnątrz swojego własnego środowiska i naprawdę nie dotyczy on tylko tych drobnych napisów na słoikach z miodem ze „swojskich” i „rodzinnych” pasiek w stylu „… i zawiera produkty pszczele z krajów poza UE” czytaj: z Chin. Aby pociągnąć ten temat, po Rydze jestem już całkiem przekonany, że wcale nie musimy być zalani rolnymi produktami z Chin. A jesteśmy i jakoś nikt tak tego nie przeżywa jak straszliwych umów z Kanadą i USA. A może chodzi o to, że miody z Kanady będą tak samo „dobre”, ale tańsze?

miodryga2

Ryga jest miastem wielu pięknych parków i sporej ilości wody. Stare drzewa zachowane i pielęgnowane w zieleni miejskiej są bardzo pięknym elementem w przestrzeni miejskiej i czuje się, że na Łotwie drzewa się szanuje i lubi. Nie mieliśmy wiele czasu, ale i tak napotkaliśmy wiele okazów starych dębów, a pięknie owocująca miłorzębica (można tak nazwać żeński osobnik miłorzęba Ginkgo biloba?) sprawiła mi sporo radości, bo w Polsce sadzi się wyłącznie okazy męskie, gdyż „śliwki” miłorzębu mają niedobry zapach. Ciekawe, ze zapach palonego plastiku i zasiarczonego węgla z wadliwych instalacji zaśmierdział nam dopiero od niedawna…dopiero gdy zaczęliśmy się dusić.😦 W Krakowie rośnie także stara „miłorzębica” i może warto wspomnieć, że pestki wydobyte z żółtych „śliwek” są jadalne i były pokarmem w Chinach od zawsze. „Zawsze” w przypadku tego drzewa dotyczy wyłącznie ludzi, bo rosło ono na długo przed pojawieniem się ludzi.

zurawinaryga

Młodsi badacze etnobotaniki miejskiej, rynku produktów spożywczych i ziołolecznictwa, a także entuzjaści tradycyjnych smaków, znajdą w Rydze wiele inspiracji, ale uprzedzam, że powszechnie używanym językiem jest tu rosyjski i to on króluje na ulicach. Bardzo żałujemy, że nie znamy ani słowa po łotewsku (i lepiej się przygotujemy na ponowne odwiedzimy Rygi!), ale tym bardziej znajomość podstaw rosyjskiego się nam przydała. A trudno bez niej prowadzić badania nad miejscowym jedzeniem w doskonałych barach i lanczeriach… warto wiedzieć co to „pielmień”… Gdybyście kiedyś wylądowali w Rydze bez pieniędzy nawet na bary szybkiej obsługi (ale z miejscowym jedzeniem), to zawsze pozostają hale targowe opisane wyżej… całkiem dobra kawa z ekspresu (a jest jakaś inna dobra kawa?) poniżej 1 euro plus placuszki nadziewane (lub nie) serem za drugie 1 euro … i da się żyć!

Kiszone pędy kwiatowe czosnku, kupuje się na wagę i warto wiedzieć o jednej jeszcze ich właściwości, poza wybornym smakiem! Jest to mocny, aromatyczny🙂 zapach! Nasz zapas tej kiszonki został na podróż opakowany w plastikowe, szczelnie zamykane pudło i umieszczony w trzech workach plastikowych…ale z plecaka gdzie ten pakunek schowałem, wydobywał się przez 14 godzin (tyle autokar jedzie z Warszawy do Rygi) zdecydowany komunikat o dużej ilości czosnku na pokładzie. Chociaż raz nie byliśmy osamotnieni wśród sporej grupy podróżnych, którzy mają w zwyczaju epatować mocną aurą tworzoną przez kanapki z kiełbasą nadziewaną smalcem i czosnkiem z niewielkim dodatkiem mięsa.

Ostatnia fotka jest ze środka starszej części Rygi, widać, że ludzie z Krakowa w Rydze mają prawo się czuć dobrze, zwłaszcza gdy lubią Gdańsk…🙂

aniawrydze

Jakość fot tym razem słaba, ale pochodzą z telefonu…

 

 

Efedra…

ephedraviridis1

Widzę, że ta bardzo oryginalna roślina spodobała się sympatykom etnobotanicznie.pl i dlatego zamieszczam ten mały dopisek. Przypomnę, że poza mitologiczną indyjską soma i perską haoma, a chemicznym oddziaływaniem efedryny, jest jeszcze🙂 cała intrygująca, przyjazna ludziom przestrzeń łagodnych interakcji pomiędzy ludźmi a przęślami. Jeden z gatunków przęśli o nazwie Ephedra viridis, który rośnie w USA (np. w stanie Utah, ale też w Nowym Meksyku i innych, pustynnych obszarach Ameryki) znany jest od tzw. niepamiętnych czasów jako napar „indian tea”, a nieco krócej jako… „green Mormon tea”! Naparom z tego gatunku przypisuje się właściwości antydepresyjne i zdrowotne. Zaznacza się często, że efedrynę pozyskuje się z gatunków azjatyckich, głównie z przęśli chińskiej.🙂

23 listopada od 19-stej w Księgarni BONOBO przy Małym Rynku w Krakowie kończę tegoroczny cykl spotkań etnobotanicznych i także tym razem będą do oglądania i kupowania sadzonki ciekawych roślin. Jak ustaliłem z prezentowaną już na moim blogu i spotkaniach pracownią botaniczną: www.ethno-garden.com (Magic Find – sklep z nasionami i sadzonkami interesujących kulturowo roślin) będzie można zobaczyć i kupić sadzonki Ephedry viridis! Poza przęślą będą także: sadzonki szałwi białej, a nawet mandragory jesiennej!

ephedraviridis2

Nad tekstem i powyżej – przęśle z pracowni Ethno-Garden. Fot. Ethno-Garden

mandragorasadz

Mandragora – sadzonka Fot. Ethno-Garden

mandragorapl2

Mandragora lekarska Fot. Marek Styczyński

Podczas spotkania w BONOBO powiem o przęślach, pokaże wiecej fotografii z wycieczki nad Dunaj i pokażę także fotografie leczniczego grzyba lakownicy lśniącej,  znanej jako Ling Zhi albo Reishi, ale ładnie rosnącej w Polsce i na Słowacji.

Ze względu na porę (ciemna część roku zaczyna się dzisiaj (3o. X/ 1.XI to Noc If, zwana także Saman lub Samhain czyli celtyckie wejście w ciemne półrocze i inspiracja dla anglosaskiego święta Halloween) powiem i zademonstruję zastosowanie bylic.

Mam nadzieję, że z kilkoma czytelnikami/czytelniczkami etnobotanicznie.pl spotkam się jeszcze przed 23-cim listopada podczas warsztatu zbieracko-przetwórczego 11-13.XI.2016!

Zapraszam!

 

Na tropie efedry cz.2

Czas i kolejne wyjazdy i prace galopują… dlatego dopiero teraz druga część opowieści o letniej wyprawie nad Dunaj w poszukiwaniu siedliska ephedry, rośliny mitycznej, interesującej i trudnej do odnalezienia w naszej części Europy.

dsc_5817

Po długim i nie całkiem łatwym przejściu przez bardzo ciekawy las liściasty, jaki pokrywa wzgórza nad Dunajem od strony północnej, wyszliśmy wreszcie na otwarte urwisko. Widok na dolinę Dunaju, Ostrzyhom, wzgórza po stronie węgierskiej był tak mocny, że jego kontemplacja zabrała nam sporo czasu. Złożyliśmy plecaki pod pięknym dębem i zaczęło się botanizowanie… Marcin był w tym miejscu pierwszy raz i jego aparat fotograficzny rozgrzewał się do czerwoności, bogu dzięki, że nie pracuje się już na błonie fotograficznej…

dsc_5813

Urwisko okazało się dość trudne do eksploracji i w części nawet niebezpieczne bez asekuracji. Wszędzie podlatywały spłoszone trajkotki, prostoskrzydłe o czerwonych i błękitnych skrzydłach (a raczej drugiej parze skrzydeł), rozmaite motyle i chrząszcze próchnojady z buczeniem mijające nas w poszukiwaniu starych dębów… Trajkotki, bardzo bliskie szarańczy pokazywał mi mój ojciec na łączkach przy szlaku turystycznym z Rytra na Prehybę w Beskidzie Sądeckim, jakieś 50 lat temu… Niestety, nie ma ich tam już przynajmniej od 30 lat, a z dość pospolitych stały się tematem doniesień naukowych o ich „nowym” areale występowania.  Trajkotki stosują dwie, całkowicie różne strategie obronne. Pierwsza to barwy ochronne, nieruchomość i mimikra, zobaczcie sami na poniższej fotografii🙂. Druga strategia polega na błyskawicznym wyskoku w górę i nagłym rozpostarciu skrzydeł, które oślepiają napastnika mocnym kolorem… a potem jeszcze dość długi lot w bezpieczne miejsce. Trajkotki czerwone (Psophus stridulus) i trajkotki (siwoszki) błękitne (Oedipodo caerulescens) potwierdzają natychmiast ciepłe, suche siedliska. Podobnie jak występujący w Polsce na Pustyni Błędowskiej przewężek błękitny (Sphingonotus caerulans) – mniejszy niż trajkotki, ale także dysponujący błękitnymi skrzydłami prostoskrzydły.

dsc_5818

Botanizowanie na Kowaczowskich Kopcach sprawia wiele przyjemności i wymaga jedynie spokojnego spacerowania na dość ograniczonym urwistymi skałami i lasem terenie. Poza wpadającymi w oko, pięknymi trawami Stipa sp., kępami róż, dębów, jesionów mannowych, nagle zobaczyłem coś całkiem niewiarygodnego… Były to kępy owocującej opuncji…

dsc_5822

Kto, po co … ? To celowe działanie, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że akurat na pikniku w Kowaczowskich Kopcach jedzono słodkie owoce opuncji…? Tak czy siak, opuncja tam rośnie i owocuje najwyraźniej od dobrych kilku lat i potwierdza to tylko, że Kopce mają bardzo sprzyjający mikroklimat dla roślin ciepłolubnych.🙂

dsc_5821

dsc_5836dsc_5840

dsc_5847

Po zejściu nad Dunaj po raz kolejny fotografowaliśmy nasze ulubione piwniczki winne. W kilku z nich zachowały się tradycyjne czerpaki do degustacji wina zwane pipa, a zrobione z tykw. Tak, to strefa, w której tykwa czuje się znakomicie i służy do wyrobu ciekawych przedmiotów, w tym także instrumentów muzycznych!

dsc_5878

dsc_5876

Był jeszcze targ w Estergomie, stare ścieżki wokół ruin zamku królewskiego, kawa w pozostałościach „tureckiego miasta” tuż nad Dunajem, które kilka lat temu odkryliśmy dla siebie kluczem etnobotanicznym po zobaczeniu krzewu granatu i sadzwki z wodą…Jakiś czas temu rejestrowaliśmy tu ciekawe brzmienie obracającego się wolno, wielkiego koła wodnego (nagranie wydane na płycie Ljubljana – Estergom / summer soundwalk, WFR 046/2014) i zbieraliśmy nasiona kłokoczki, z których udało się nam kilka sztuk ładnych krzewów rosnących dzisiaj w Biotopie Lechnica. Krzewy te, pewnie byłyby już całkiem pokaźne gdyby nie sarny i jelenie, które każdej jesieni zgryzają, mimo zabezpieczeń, wszystkie przyrosty…

Ruszyliśmy w stronę terenów mniej znanych, a w poszukiwaniu całkiem nieznanych laso-stepów i stepów jakie z pleistocenu dotrwały do dzisiaj w kilku miejscach w pobliżu Dunaju. Chodzi o dwa rezerwaty – Cenkovska step i Cenkovska lasostep. Mimo szkiców i mapek, dotarcie do tych miejsc okazało się trudne. Po pierwsze Cenkov, który na mapie wyglądał jak osada… okazał się gospodarstwem rolnym, a po drugie, cały okoliczny areał porastały gęste zarośla złożone głównie z grochodrzewów, czeremchy, sosny i wielu innych, często obcych florze Słowacji gatunków. Wszystko to porastały imponujące jeżyny, a jedynymi szlakami zdatnymi do poruszania się były wąskie drogi, które prawdopodobnie odzwierciedlały podział leśny na oddziały i pododdziały. Po kilometrze wędrówki w całkiem złym kierunku, zdecydowałem się na wejście w zarośla jakimś ledwo widocznym szlakiem wytyczonym przez samochód terenowy… Dotarliśmy dość głęboko do ambony łowieckiej i małej łączki służącej jako karmnik dla dzików. Przez chwilę byłem pewny, że tyle pozostało z lasostepu… Schowaliśmy do kieszeni mapki i szkice i … dość szybko dotarliśmy do tablic rezerwatu… Były bardzo stare (rezerwat założono w 1965 roku … i pewnie od tego czasu stoją w tym miejscu), a poza tym, że potwierdzały istnienie tego czego szukaliśmy🙂 nic nie wnosiły do dalszych poszukiwań, bo ani strzałki, ani szkicu topograficznego… Co więcej, ich ustawienie jest całkiem mylące i kosztowało nas to kilka mniejszych spacerów napotykanymi drogami i szlakami po samochodach myśliwych. Kiedy już upał i zrobione kilometry dawały się nam bardzo we znaki, moja determinacja przerodziła się w to coś, co dobrze znają terenowcy… A. i M. pozostali w cieniu wielkich sosen, a ja już „ostatni raz” zapuścilem się w boczną drogę. Najpierw natrafiłem na małą łączkę z tablicą oznajmiającą, że to jest Cenkovsak step… ale poza Stipa borysthenica nic specjalnego tam nie znalazłem. Mimo to, łączka była intrygująca i wizyta na wiosnę pewnie okaże się bardziej interesująca? Zwołałem ekipę, bo wiedziałem, że lasostep musi być tuż, tuż… i faktycznie!

dsc_5882

dsc_5888

Pierwszy rzut oka i natychmiast zorientowaliśmy się, że jest to naprawdę ciekawe miejsce. Poza rozległością i zestawem roślin, było coś jeszcze, jakby prastary ton odróżniający to miejsce od produktu działania rolnictwa, myśliwych i dość specyficznej gospodarki leśnej. Ruszyliśmy na poszukiwanie efedry, po polsku przęśli… To roślina owiana legendami, które mają swe początki w starożytnej kulturze Indii i Persji… Występuje w wielu miejscach Azji, ale także w Europie. Znana jest z silnych właściwości psychoaktywnych, głównie za sprawą alkaloidu nazwanego efedryną. Z azjatyckich gatunków najlepiej znany jest Ephedra sinica zwana w Chinach Ma-Huang, która wchodzi w sklad mieszanki leczniczej o nazwie – mimahuang. W Europie rośnie Ephedra distachya – przęśl dwukłosowa lub ostra, właśnie jej szukaliśmy. Ten gatunek rośnie najbliżej Polski – na Słowacji i na Ukrainie. Rozmaite lekarstwa, napoje rytualne (soma?), proszki do stosowania jak tabaka, znane są ludzkości od kilkudziesięciu tysięcy lat, co nie wzmacnia tezy, że znajomość współczesnej biochemi wnosi coś istotnego do rozpoznawania gatunków roślin leczniczych. Raczej potwierdza tylko znane prawdy i coś tam tłumaczy współczesnym językiem, a prowadzi do ograniczającej praktyki produkowania syntetycznych związków, których działanie jest całkowitym zwulgaryzowaniem ziołolecznictwa.

Na świecie zidentyfikowano dotąd ponad 60 gatunków przęśli i rosną one od wysokich gór (niektóre preferują strefę ok. 3 tys. m n.p.m. !), aż po niziny, półpustynie i tereny suche. Na targach w Pamirze i okolicach można natrafić na susz Ephedra equisetina – przęśli skrzypowantej. Jako surowiec zielarski znana jest też Ephedra gerardiana.

Pierwsze wejście na obszar stepu nie przyniosło rezultatu poza znalezieniem kępy alkany farbiarskiej (Alcana tinctoria), bardzo interesującej rośliny, która daje czerwony barwnik bywający przetwarzany na inne kolory. Od poszukiwań odciągały łany trawy Stipa, skaczące i fruwające prostoskrzydłe, a także piękna modliszka! Nigdzie śladu efedry… Dopiero w oddalonym kącie stepu natknąlem się na rozgałęzione, stare łodygi w kępach… Nie było tego wiele, ale dopiero w domu upewniłem się, że to słabe echo stanowiska efedry. Dlaczego echo? Bo przęśl rośnie masowo w zwartych kępach i bywa, że całe pagórki zajęte są tylko przez tę roślinę. Zapadła decyzja aby wybrać się tu w maju!

dsc_5895

dsc_5921

dsc_5924

Efedra z targu w Pamirze…

efedra2

Ekstremalnie interesujące powierzchnie prastarych stepów, niby chronione wymagają według mojej wiedzy i doświadczenia natychmiastowego planu ochrony czynnej. Na środku lasostepu rośnie spora kępa nawłoci kanadyjskiej, wokół jest cały zbiór krzewów i drzew o obcym pochodzeniu, sieją się także sosny, a wszystko zarasta na rozmaite sposoby. Wyblakłe tablice, mylenie tropów itp. utrudnienia można by zastąpić świadomymi zabiegami ochronnymi, które zawsze są dyskusyjne, ale w tym wypadku wydają się być konieczne i pilne! Miejsca te są dobrze znane przyrodnikom, bo nawet podczas naszej, krótkiej wizyty pojawił się w lasostepie bardzo sprawny fotografik, który zaciekawiony wygibasami jakie robił Marcin fotografując swoją pierwszą modliszkę… powtórzył naszą sesję zdjęciową i zniknął w lesie. Napotkaliśmy go jak czekał na autobus na przystanku przy głównej drodze… są więc szybsze i znane drogi dotarcia do rezerwatów i tylko pierwszy raz błądzi się wierząc, że oznakowanie ma służyć orientacji, a nie dezorientacji…🙂

Brak czytelności tablic nie wyklucza, że wstęp na tereny rezerwatów jest surowo wzbroniony. Powiedzcie to myśliwym, którzy za 10 lat będą tam dokarmiali dziki w gęstych krzakach, albo uprawiającym opuncje…!  Niemniej warto jest swoją znajomość Słowacji poszerzać o tereny nad Dunajem gdzie wyznaczono aż 29 chronionych obszarów, a każdy z nich jest bardzo interesującym spotkaniem z przyrodą tej części Europy.

 

 

 

 

 

 

Na tropie ephedry cz.1

Bardzo trudno wrócić do regularnego pisania, po dwóch miesiącach zajmowania się permakulturą górską w Biotopie Lechnica. Próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego to takie trudne, skoro fantastycznych spotkań z roślinami, obserwacji i sukcesów w uprawie wielu roślin było przez ten czas tak wiele?! Po zastanowieniu, widzę dwa główne powody. Pierwszy z nich to czas, rozumiany jako tajemniczy wymiar życia i podstawa prawdziwej pracy z roślinami. Codzienność naturalnego ogrodu i rytm jaki się pojawia po kilku dniach „odwyku” od miasta, jest tak zasadniczo różna od życia w silnym strumieniu wypełnionym ludźmi i ich sprawami, emocjami i niekończącymi się nigdy oczekiwaniami i ocenami, że zanika potrzeba szybkiego i regularnego dzielenia się obrazkami/migawkami z życia/pracy. To naprowadziło mnie na trop istotnych powodów tak intensywnego blogowania w zimowym, miejskim czasie. Pisanie jest w tych okresach najwyraźniej namiastką bliskich kontaktów z Naturą, silnego związku z roślinami i organicznym krajobrazem, pewnie też chwilą ciszy w zgiełku tworzonym przez rozedrganych ludzi bez chwili przerwy. To silne, bardzo osobiste doświadczenie czasu wzbogacone niezwykle przez doświadczenia artysty Tehching’a Hsieh, który w swoich performensach dotyka samego sedna czasu (podziękowania dla Marta Shefter Gallery w Krakowie, za przypomnienie tego artysty i umożliwienie wysłuchania Jego autorskiego omówienia dokumentacji z okresu Thirteen Year Plan pod koniec maja 2016 r.) jest najważniejszym doświadczeniem wiosny/lata tego roku.

Wiele pilnych robót remontowych i pracy z uprawami pomidorów, cukini, dyń, groszku, fasoli i kilku ziół leczniczych, a także zestawem interesujących roślin w rodzaju ephedra i innych, równie mitycznych, a pochodzących z daleka (chociaż jak się okazało nie aż tak z daleka…) wcale nie skłaniały do wypadów dłuższych niż kilka godzin i dalszych niż zagubione w lasach wioski Zamagurza…

Pomogły ustalenia dotyczące naszej muzycznej ścieżki i koncertu w At Home Gallery w Szamorinie, niewielkiej miejscowość oddalonej od Bratysławy zaledwie kilkanaście kilometrów. Rzut oka na mapy i listę miejsc „do odwiedzenia – koniecznie!” podyktował nam wcześniejszy wyjazd w kierunku Szamorina.Celem głównym tego kilkudniowego wypadu było odnalezienie jedynego na Slowacji i najdalej na północ wysuniętego obszaru występowania mitycznej rośliny o nazwie efedra (Ephedra sp.) lub w polskiej wersji – przęśl. Zawartość efedryny i innych czynnych substancji oraz specjalne traktowanie w Azji (w Chinach jest lekarstwem od 5 tys. lat…, w Indiach jest jedną z roślin jakie wskazuje się jako składnik Somy czyli tzw. napoju bogów…) powoduje, że bliskie i naturalne jej występowanie działa na wyobraźnię i snucie planów małej ekspedycji…🙂

Pominę pierwszy etap, czyli przejazd przez rewelacyjną Murańską Planinę (rośnie tam endemit tych gór – wawrzynek murański), bo wrócimy tam szybko i opis pewnie znajdzie się na blogu, a tu pokaże tylko intrygującego wspomnianego wawrzynka – po słowacku: lykovca muranskeho! Fotografie otrzymałem od ich autora Jaroslava Kostal, przy okazji zbierania materiału do pewnej publikacji – wielkie dzięki raz jeszcze!!!

wawrzynekmura2

wawrzynekmuran1

Właściwą relację muszę zacząć od dłuższego przystanku w pobliżu interesującego obszaru zwanego Kowaczowskimi Kopcami (Kovacovske Kopce). Jest to szereg wzgórz o wys. 388 m n.p.m. (poziom Dunaju w rejonie ujścia ujścia Ipeli to 107 m n.p.m.), które opadają stromymi ścianami skalnymi w kierunku Dunaju. Część tego obszaru o powierzchni szacowanej na ok. 20 km 2 objęta jest ochroną rezerwatową jako unikalny „lasostep” o charakterze pannońskim. Moja fascynacja tym obszarem najbardziej południowej przyrody Słowacji jest bardzo stara i liczy sobie około 40 lat! Kowaczowskie Kopce oglądaliśmy z bliska i z daleka wiele razy, ale tego lata postanowiłem poświęcić im osobny dzień mocnej penetracji terenowej. Zestaw gatunków jaki znałem z wielu publikacji i z pobieżnej autopsji wprawia mnie zawsze w dobry nastrój, poczynając od jesiona mannowego (z którym w 2015 roku mieliśmy wiele do czynienia na Sycylii), a na gojniku i migdałowcu karłowatym kończąc.🙂

estergomja

Rzeczywistość rezerwatu okazała się jeszcze barwniejsza, ale zacznę relację od miejsca gdzie tradycyjnie już się zatrzymujemy na noclegi i wieczorne badanie etnobotaniki miejskiej, a w tym, wcale nie „dzikiej” kuchni. To miejsce to Estergom (Ostrzyhom), dawna stolica Węgier i miejsce urodzenia księżniczki Kingi, dzisiaj znanej jako św. Kinga, założycielka i budowniczka klasztoru kobiecego w Starym Sączu i legendarnego zamku w Pieninach. Wspomnienie o Kindze ma swoje etnobotaniczne uzasadnienie, ale o tym później (a pisałem już o tym przy okazji omawiania fenomenu „tybetańskiej” jagody goji), bo teraz warto wspomnieć, że w naszej ekspedycji brał udział, poza A. i mną, także Marcin „Jabersmok”, znakomity fotografik. W pierwszym odcinku pokaże Jego fotografie, w następnych pewnie ujawnię także i swoje.🙂 Ostrzyhom leży oczywiście po węgierskiej stronie Dunaju, a Kovaczowskie Kopce po stronie słowackiej, ale cały ten obszar jest silnie związany ze sobą pod każdym względem i ma to swoje odbicie także w zestawie roślin jaki napotkamy w tym rejonie.

goji2016a

„Goji” czyli kolcowój… i proszę bardzo aby botanicznic mądrale nie poprawiali mnie i nie pisali, że w Chinach rośnie inny gatunek o niezwykłych właściwościach… wiem, wiem, a w Australii ludzie chodzą głową w dół…

przesteoesterg

Wszędzie rośnie sporo przestępu białego – wiem, nic w tym ciekawego… do momentu gdy się nie zobaczy na własne oczy części podziemnej tej bardzo interesującej i legendarnej rośliny. Wielu nabierało się kiedyś na „mandragorę” z przestępu…

A tu dębowy las ( Quercus cerris, Q. pubescens, Q. petroea) na Kowaczoskich Kopcach z bardzo interesującymi domieszkami drzew i krzewów: Fraxinus ornus, Acer tataricum, Sorbus torminalis, Prunus mahaleb, Eonymus verrucosa, Cornus mas… A w dnie lasu… wiele interesujących roślin i grzybów, a pośrod nich lakownica!!!

laskovkop

lakownicall

Oczywiście, po dość mocnym podejściu przez ten ciemny i wilgotny las (a przypominam, że szukaliśmy „lasostepu pannońskiego”) wyszliśmy wreszcie na silnie nasłonecznione i otwarte skaliste zbocza…. ale o tym w następnym wpisie!🙂

pazkovackop

Wszystkie fotografie – poza zaznaczonymi zdjęciami wawrzynka murańskiego – są wykonane przez Marcina Sarotę, dzięki!