Ćwiczenia w autonomii

Wczoraj odebrałem przesyłkę z Muzeum Sztuki w Łodzi z bardzo dobrze wydaną książką, podsumowującą wystawę węgierskiego artysty Tamasa Kaszása, jaką Muzeum zaproponowało publiczności w 2016 roku. Studiowanie sztuki Kaszása i pisanie o niej dla tego właśnie zbiorowego dzieła, było dla mnie bardzo interesującym wyzwaniem. 🙂 Książka nosi tytuł Ćwiczenia w autonomii Tamas Kaszás we współpracy z Aniko Lorant.

Z pewnością znajdziecie w sieci wiele informacji na temat Artysty, ale teraz jest dostępne coś znacznie więcej – książka podsumowująca dotychczasowy dorobek Artysty (rewelacyjny zestaw fotografii i reprodukcji prac Artysty!) napisana przez kilkoro autorów o kompetencjach wywodzących się z dość odległych źródeł. Książka jest dostępna w Muzeum Sztuki w Łodzi i pewnie nie będzie to trwało zbyt długo… 🙂 Książka zawiera teksty w wersji polsko- i angielsko- języcznej, co znacznie poszerza krąg odbiorców…:-)

cwiczenia-z-autonomii

Każda liszka swój ogonek chwali” i dlatego (ale nie tylko dlatego, co wyjaśnię przy końcu wpisu) pozwalam sobie na podanie tytułu, motta i podtytułów mojej części pracy:

Tamas Kaszás : synekologia w sztuce

Gdzie szukać ziaren – zielska wybijającego ze szczelin w naszych chodnikach – rozsiewanych przez ten inny świat po naszym świecie? Wskazówek, właściwych kierunków poszukiwań? Palca wskazującego księżyc?    Hakim Bey

Demistyfikacje, zasiewy i uprawy zmian / Granice wzrostu / Partyzantka ogrodnicza / Kultura permanentna / Bez dogmatów / Zarzucone ścieżki / Ekosystem Kaszása

Jeszcze mały cytaty: Permakultura świetnie współgra w pracach Kaszása z koncepcjami czynnego oporu wobec nieakceptowalnej rzeczywistości, poprzez tworzenie na każdym poziomie życia autonomicznych stref. Nie czekając na wielkie przemiany i nie przelewając morza organicznej kawy w rewolucyjnych świetlicach przy dyskusjach nad przyszłym zwycięstwem, można od zaraz naprawiać świat dla siebie i innych, ale też tworzyć materialne zaplecze koniecznych zmian.

Tamas Kaszás jest artystą, którego prace wpisują się w konstruktywistyczno-minimalistyczny, umiarkowany nurt konceptualizmu, ale obszar, którym się zajmuje, wydaje się być tak istotny i wrażliwy, że obcowanie z jego dziełami przynosi ulgę. Zaczynamy wierzyć, że w tego rodzaju sztuce/myśleniu/praktykach znajdziemy ulotną, ale wyrazistą ścieżkę ratunku. Ciekawe, że naukowcy i ich prace nie budzą już tak powszechnie podobnych odczuć i nadziei. Może jest to szansa na powrót do historycznych początków i przywracania naukowcom prawa/obowiązku bycia po części artystami, czyli osobami mającymi wizję całości? Warto bowiem pamiętać, że w 1834 roku – prawdopodobnie na posiedzeniu Brytyjskiego Towarzystwa Krzewienia Nauki  – ze zbitki takich słów jak „artist”, „economist” i „atheist” ukuto nazwę „scientist” (naukowiec).

Pewnie już powoli zaczynacie rozumieć, dlaczego tak namawiam do zainteresowania się Ćwiczeniami z autonomii … Przy okazji wielu spotkań, rozmów, warsztatów i korespondencji spotykam się z sytuacją luki kulturowej, czegoś co przypomina cień ukrywający całe połacie wiedzy, znakomitych autorów, myśli i koncepcji, eksperymentów czyli czegoś co się nazywa „dorobkiem” w kulturze (także w sztuce). Sporo osób o pozytywnych intencjach nie wie nic o całych dekadach, w których pojawiały się idee niezależności, autonomii żywieniowej i energetycznej, kontrkultury, radzenia sobie z wyzwaniami i frustracjami płynącymi z „tu i teraz” wobec „zniewalającego” systemu.

To, co pojawia się w aktualnym obiegu, nie ma wiele wspólnego z prawdziwymi źródłami postaw, zjawisk i eksperymentów, a jest jedynie lajfstajlowym temacikiem dnia lub lata. Ba, widzę to zjawisko nawet w bardzo specjalistycznych (jakby się zdawało) magazynach „źródłowych” jak np. Permaculture Magazine, gdzie radykalne i pełne siły idee Billa Mollissona są stale „wygaszane” przez radosne brykanie po czyściutkich kompostownikach wykonanych z pięknych i nieskalanych palet… To określenie – „wygaszanie” jest doskonałym zobrazowaniem strategii rozwadniania i pozbawiania sił wszelkich idei i dążeń mogących realnie coś zmienić w dobrą ( a więc słabo sprzedająca się ) stronę. Wygaszanie poprzedza „przejmowanie” w kulturze … i opisała to doskonale Anna Nacher w udostępnionej (za free) w sieci książce pt. Rubieże kultury popularnej (Wydawnictwo Arsenał, Poznań). Ruch slow nie wymyśliła warszawska kawiarnia, a partyzantkę ogrodniczą nie stworzono w krakowskich katakumbach…tak jak szamanizm zaczyna być raczej określeniem handlowym niż opisem konkretnych praktyk duchowych, a używanie mis „tybetańskich” i kompulsywne walenie w gongi o rozmiarach miejskich placów, zaczynają daleko odchodzić od skupionej na wnętrzu praktyce pogłębionego i relaksującego słuchania… Kto dziś pamięta „modę” na makrobiotykę, wszystko uzdrawiające kiełki i bioregionalizm…? Nie znaczy to, że zasady makrobiotyki, kiełki i bioregionalizm były czy są jedynie snem!

Jeżeli ktoś z Was chce rozumieć, co oznacza „autonomia” i po co nam „autonomia”, to pomocne będzie zapoznanie się ze sztuką i praktycznymi Ćwiczeniami w autonomii doskonale ugruntowanego autora i odważnego eksperymentatora, a przy tym PRAKTYKA czyli prawdziwego Artysty, który mieszka z rodziną na … wyspie na Dunaju!

Niech ta lektura i zainteresowanie tym co proponuje nam Tamas Kaszás będzie wstępem do moich kursów permakulturowych, które opieram o bardzo konkretne praktyki, podstawy ideowe i grono znakomitych Nauczycieli. Zaczynamy na przełomie kwietnia i maja w Biotopie Lechnica, ale powrócimy do tego tematu także w lecie i w jesieni podczas spotkań w Biotopie i Księgarni/Kawiarni BONOBO w Krakowie. Może nie tylko tam?

 

FITO~REMEDIACJE

Od 9 lutego 2017 roku zaczynam nowy cykl otwartych spotkań w Księgarni/Kawiarni BONOBO przy Małym Rynku w Krakowie. To, że będzie „nowy” nie oznacza, że odchodzę od sprawdzonego i najwyraźniej interesującego dla uczestników spotkań w 2016n roku, pomysłu na prawdziwe spotkania z roślinami w sensie dosłownym (rośliny z mojego ogrodu w Biotopie Lechnica, sadzonki przygotowane przez przyjaciół Ethno Garden… tu nawet będzie znacznie więcej propozycji do uprawy!), ale także pokazywane jako wspierający i żywy element naszego otoczenia. Nowością będzie koncentrowanie się na zdolnościach roślin do przekształcania środowiska czyli fitoremediacji. Fito, oznaczający element roślinny (i pokrewny, bo wliczyć tu należy także np. porosty), reszta tego określenia odnosi się właściwie do zdolności melioracyjnych czyli zmiany sytuacji środowiskowej na lepszą (dla ludzi). Bo warto może przypomnieć, że melioracja to nie tylko kopanie rowów odwadniających… to w wielu wypadkach kiepski sposób wprowadzania zmian w środowisku. W sytuacji alarmowych skażeń powietrza utrzymujących się latami (a co za tym idzie skażenia gleby i wody w tych samych regionach/terenach) mam spory problem do namawiania na zbieranie roślin jadalnych w miastach i bliskich okolicach miast (co oznacza np. w Małopolsce, że między Krakowem a stokami Tatr właściwie nigdzie nie można tego robić bezpiecznie), ale widzę i mówię od długiego czasu (zobaczcie stary cykl BIO::FLOW jaki zrealizowałem razem z Bunkrem Sztuki w Krakowie) o tym, że tylko rośliny mogą nas uratować…

Jest sporo gatunków roślin, które na rozmaite sposoby „czyszczą” powietrze, glebę i wody ze szkodliwych dla ludzi pierwiastków i zanieczyszczeń. W skali mikro, ale najbliższej nam i przez to bardzo ważnej, warto zrobić coś z naszymi mieszkaniami, balkonami i skrawkami ziemi przed klatką schodową, przy bramce, drodze do pracy… W skali makro powinniśmy myśleć, projektować, domagać się rozwiązań bardzo szerokich i systemowych w miastach i obszarach gęsto pokrytych domami jednorodzinnymi (ja takie strefy nazywam „mega-siołami”, bo nie są to klasyczne wsie, a także już nie miasta), które można zacząć od domagania się moratorium na wycinkę drzew. Teraz za to odpowiadają wyłącznie Gminy, więc ludzie – macie włądzę bardzo blisko! 🙂

Z BONOBO ustalamy daty spotkań i za kilka dni (a z pewnością podczas pierwszego spotkania 9 lutego będę mógł je podać) wszystko zostanie wpisane w kalendarz, mam nadzieję, że także w Wasze kalendarze!? 🙂

Kilka ostatnich dni buszowaliśmy po Sztokholmie, naszym ulubionym mieście gdzie od lat znajdujemy wiele interesujących i inspirujących przykładów na dobrze pojętą tzw. jakość życia. Ta jakość przejawia się np.w tym, że nie ma w Sztokholmie smogu, ilość starych drzew jakie widzi się przy drodze z lotniska Skavsta do Sztokholmu przewyższa ilość starych drzew w niektórych naszych parkach narodowych… :-), zatoki, kanały i stawy w obrębie Miasta są czasem bardziej dzikie niż … a co tam będę się i Was „dołował”… zwłaszcza, że dotyczy to także żywności, dostępu do sztuki i kultury.

sztokholm17

Tym razem pokażę tylko coś, co w pewien sposób koresponduje z FITOREMEDIACJAMI… Jest to oferta holenderskiej firmy Pikaplant BV z Amsterdamu. Widzę te propozycje już przy kolejnych odwiedzinach galerii sztuki współczesnej (Berlin, Sztokholm, Londyn…) więc może warto pokazać je tutaj? Fotka jest z ostatniej soboty i zrobiliśmy ją w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie. W tekście reklamowym Pikaplant informuje zainteresowanych, że: „ Pikaplant czyni uprawę roślin łatwą i przyjemną, a zazielenione życie jest lepszym życiem.” Ważne jest też, że ” środowisko bogate w rośliny czyni ludzi bardziej kreatywnymi, bardziej produktywnymi i redukuje stres” ! ” Niektóre rośliny obniżają udział toksyn w powietrzu.” Najprościej i doskonale ujmuje to wszystko stwierdzenie, że ” rośliny są dobre dla ludzi” !

Poza specjalnymi tackami i stojakami z systemami samonawadniającymi, Pikaplant pokazuje też klasyczne zamknięte uprawy roślin w hermetycznie zamkniętych słojach i co sympatyczne także opisują te pomysły dla tych, którzy zechcą się tym zająć! Jaka miła odmiana w stosunku do „naszych” „twórców”, którzy prawie zawsze wtórni, na dodatek ukrywają zazwyczaj źródła inspiracji, a wokół swoich praktyk budują nimb niezwykłości. 🙂

Nie traktujcie tego opisu jako reklamy Firmy z Amsterdamu, ani Oni pierwsi, ani też zapewne nie ostatni…, ale jako przykład, że samo się nie zrobi, samo się nie pomyśli… samo się tylko dalej dymi, smrodzi i truje.

Pracujemy nad majowymi i czerwcowymi warsztatami w Biotopie Lechnica i zobaczcie sami jak pięknie wyglądają pasma naszych gór wokół Biotopu… jesteśmy pomiędzy gigantycznymi reliefami kwiatowymi…

mapalechnitz-fragment

 

 

 

 

 

 

 

Startowo, styczniowo!

kacnerja

Ostatnie dni 2016 roku za sprawą Krakowskiego Warsztatu Jogi, a personalnie Ewy Wardzały i Nataszy Moszkowicz spędziliśmy pracowicie w Sopatowcu u Małgosi Kacner. Praca z grupą praktykujących uważność, oddech, głos i sprawność ciała w połączeniu z duchem, jest zawsze interesującym doświadczeniem. Kolejny raz widać było jak wiele wspólnego ma praca i zainteresowanie roślinami z dobrze rozumianą praktyką jogi. Nie od parady roślinna ścieżka AYURWEDY nazywana bywa „The Yoga of Herbs”…

Wielkie powodzenie Sopatowca jako „przyjaznego domu w górach” stawało się na moich oczach, trwa od kilkunastu lat i wiem jak wiele ciężkiej pracy i konsekwencji wymagało od Małgosi. Tym bardziej z wielką satysfakcją i przyjemnością przeglądałem tam książkę Autorki Sopatowca! Książka nosi tytuł: „kolor zapach smak intencja” i jest już od roku na świecie (Sopatowiec 2015), ale zawsze jest dobry czas aby przybliżyć jeszcze kilku osobom wydawnictwo, ideę i praktykę jaka za nim stoi.

kacnerbook

Książka może uchodzić za zbiór przepisów ze specyficznej kuchni, z której Sopatowiec słynie na cały świat (nie ma w tym przesady, nawet odrobiny), ale książką kucharską nie jest… Bo są książki niby o czymś innym, a okazują się jedynie kolejnymi książkami kucharskimi i są książki kucharskie, które są o czymś innym… 🙂 U Gosi jest to tak: „ Gdy ktoś zaprasza Cię na obiad jego intencje nadają posiłkowi ZNACZENIE„. Książka ma 275 stron i znaczącą okładkę… i jest jedną z tych książek, które w Polsce dają nadzieje w tym trudnym okresie przewagi ciemnych mocy. Może się stać pewnego rodzaju przewodnikiem dla tych, którzy dopiero teraz go szukają. Nie obiecuje łatwych rozwiązań i zwolnienia z odpowiedzialności, ale pokazuje, że można w pełni zrealizować swoje życie w bardzo trudnym czasie i miejscu. W książce „kolor zapach smak intencja” znajdziecie jednak wiele przepisów na potrawy, wiele znaczących zdań o roślinach, o sposobach na dobre odżywianie, na pogodne życie… Nie wiem jak tego dokonacie, ale warto mieć książkę Gosi!

Być może, nadchodzą złe czasy,. Być może, trzeba będzie szukać schronienia, unikać niepotrzebnego ujawniania się, walczyć, tworzyć małe komuny i wspólnoty z dala od najgorszej presji, lub podejmować pracę w kręgu establishmentu, zachowując mimo to swą wolność. 

Charles A. Reich, Zieleni się Ameryka, Warszawa 1976

Jeszcze przed naturalnym wejściem w nowy cykl roczny proponujemy mocniej zainteresowanym naszym Biotopem Lechnica oraz praktykami muzycznymi, które nazywamy symbiotic music  premierowy, krakowski koncert Throbbing Plants i pierwszą okazję na zdobycie płyty o tym samym tytule. Wszystko to 19 stycznia od 20.00 na scenie Magazynu Kultury w Kolanku No 6 przy ul.Józefa 17. Sesja nagraniowa tego materiału trwała aż pół roku, tematem i powodem jej realizacji były praktyki pracy z otoczeniem i roślinami jakie realizujemy w Biotopie. Całość jest rodzajem opowiadania (bardzo rozbudowane teksty!) ze znaczącą, organiczną muzyką. Prapremiera musiała być zaplanowana na okres powolnego wchodzenie w nowy cykl, bo jest pewnego rodzaju zamknięciem intensywnego czasu starego roku, ale i otwarciem życia tej sesji jako dostępnego artefaktu.

Beznazwy-1

Za miesiąc z okładem, zaczynamy nowy sezon/rok i będąc w zgodzie z tym naturalnym cyklem planujemy pierwsze spotkanie otwarte w Księgarni/Kawiarni Bonobo przy Małym Rynku w Krakowie na 9 lutego 2017 ! Jak zwykle zaczynamy od 19.00 i będzie sporo nowych roślin i nowych zagadnień z szeroko rozumianej etnobotaniki i osobistej pracy z roślinami. Na program jest jeszcze czas, ale datę 9 lutego (czwartek) odnotujcie w kalendarzu! 🙂

No i są już daty warsztatów głównych jakie organizujemy trzy razy w roku w Biotopie!

29.04 – 3.05.2017 – I Warsztat czyli „bardzo długi weekend” w Pieninach i Zamagurzu, Biotop Lechnica, Słowacja.

Po raz pierwszy wprowadzam jako jeden z głównych tematów praktyczny kurs mojej permakultury ! Pisząc „mojej” mam na myśli pewne główne tendencje i specyficzne warunki jakie w Biotopie panują. Po pierwsze to permakultura górska, karpacka. Po drugie budujemy ją w odniesieniu do bioregionalizmu, a po trzecie istotnym i mocnym akcentem naszej/mojej permakultury jest aspekt kultury i jej bliskich ziemi praktykom. Poza krótkim kursem wprowadzającym do projektowania i budowy permakultury (nie będę nigdy uczył projektowania Waszej permakultury, to musicie/możecie zrobić sami!) i realizacją kilku mikro projektów (tak, trochę pracy organicznej!) zabiorę Was na spacery etnobotaniczne do znaczących roślin i w niezwykłe dzikie miejsca gdzie łatwiej zrozumieć moją ideę roślin wspierających, kontaktu z roślinami, ale też zwyczajnie zachwycić się Karpatami. Ten warsztat zmienia też sposób organizacji wszelkich kursów i spotkań w Biotopie, jest dla niezbyt dużej grupki ludzi, dla których to co proponujemy jest ważne.

15-18.06.2017 – II Warsztat czyli „długi weekend”…. 🙂

To jest termin dla mocno zainteresowanych mniej dostępnymi dzikimi roślinami i ogrodem roślin symbolicznych i rytualnych. Obiecuję spacery etnobotaniczne w bardzo interesujące miejsca Zamagurza i Pienin poza uczęszczanymi szlakami plus sporo możliwości zbioru roślin leczniczych i wspomagających. Podobnie jak warsztat majowy, także i ten jest dla małej grupy zainteresowanych osób.

16-17.09.2017 – III Warsztat Zbieracko-przetwórczy! Przy piecu i suszarni…

Tradycyjne już spotkanie jesienne, którego głównym elementem będzie zbieranie dzikich owoców i ziół i ich przetwarzanie i magazynowanie na zimę. Będą owoce ze starych odmian drzew owocowych, wędzarnia, suszenie, pokaz cyklu pracy z wybranymi ziołami z ogrodu i stanu dzikiego… Spotkanie, po części towarzyskie, bo udział w warsztacie majowym lub/i czerwcowym daje 50 procent zniżki w jesieni! 🙂

Jak zwykle zakwaterowanie w wygodnych pensjonatach blisko nas, jak zwykle posiłki we własnym zakresie, ale obiady jemy podczas wycieczek w dobrych knajpkach w Czerwonym Klasztorze i okolicach, a w każdej wynajętej przez nas kwaterze będzie do dyspozycji kuchnia lub stanowisko kuchenne więc śniadania i kolacje nie sprawią kłopotu 🙂 większego niż w domu.

Informacje szczegółowe będę ogłaszał od lutego na tym blogu i na stronie Biotopu.

Plany na 2017 rok: czynnik czasu, bez namiastek i ułatwiaczy, poza pop kulturą.

Praca z roślinami wymaga czasu, a czas rozumiany bardziej jako sezony wegetacyjne, a nie dni czy miesiące, konsekwencja, czasem nawet upór, cierpliwość i brak oczekiwania na spektakularne skutki jest jej niezbędnym czynnikiem.

Szkoda czasu 🙂 na zajmowanie się namiastkami, na ułatwienia (nie wszystko jest dla wszystkich i nie chodzi wcale o elitarność) i bycie w „w nurcie”. Wiele interesujących spraw szybko jest przejmowana przez wielki sektor „lajfstajlowy” – od permakultury po ziołolecznictwo i wychodzi z tego coś, co przypomina tzw. wypluwkę sowy – ma charaktersytyczną formę, sklada się z sierści i piór wielu ciekawych zwierząt, ale jest tylko wypraną ze znaczenia rzygociną. Ładne, łatwe, szybkie i kolorowe kolorami strawionych…zostawiamy w 2017 roku dla innych.

Proszę Was o kontakty bezpośrednie, mniej fejsa, więcej bycia, stałości, rzetelności i wsparcia. Obiecuję to samo. Mój mail: marek.styczynski@gmail.com

Dla zainteresowanych pierwiosnkami… zobaczcie!

Zobaczcie tu: https://primulaworld.blogspot.ca/2017/01/recent-new-primula-species-2016.html

No i na dobry początek wiosenna Pokrzyk wilcza-jagoda z miejsc, które będziemy odwiedzali podczas warsztatów!

belladonna15b

 

 

 

 

 

 

 

Przed zimowym przesileniem

dziursekator

Czekamy na odrodzenie światła, które przypada w naszej strefie na połowę grudnia (13-15 grudnia), ale zwyczajowo osiąga swe apogeum – we współczesnej kulturze popularnej naszej części Europy – od 20 do 26 grudnia. Czas ten (20-23 grudnia), dobrze obrazuje skandynawska nazwa święta Zimowego Przesilenie: Yule – koło. Czas bezpośrednio przed ZP, jest jak zatrzymanie koła, które zostanie wprawione w ruch kolejnym odrodzeniem światła.  Carole Guyett, znakomita znawczyni roślin i duchowości związanej z roślinami, opisuje ten czas w ten sposób: Zimowe Przesilenie to czas gdy Natura wstrzymuje oddech na moment, który poprzedza wejście w nowy cykl (roczny). Dlatego, w naszej strefie, tak ważne jest palenie otwartego ognia, świec i ceremonialne spalanie ziół i okadzanie. W ten sposób „pomagamy” Naturze wejść w nowy cykl. Z tego samego powodu, ważne są także zimozielone drzewa i krzewy jako swego rodzaju życzeniowa zapowiedź i zapewnienie nadejścia nowego cyklu życiowego. Jodła, bluszcz, ostrokrzewy, jabłoń (jabłka), jesion, osika, brzoza, tarnina, bez, leszczyna, jałowiec, dąb, sosna, a także jemioła są pomocne w celebracji tego bardzo ważnego, ale i trudnego czasu. Jednak główną rośliną Zimowego Przesilenia jest ziele dziurawca (Hypericum sp.). Dlatego warto pamiętać o jego zebraniu, suszeniu i przechowywaniu do czasu gdy Koło na chwilę się zatrzyma. W moim odczuciu, okres Zimowego Przesilenia jest najważniejszym, najtrudniejszym, ale i przynoszącym ulgę i nadzieję świątecznym czasem w cyklu rocznym. Letnie Przesilenie, wydaje się przy Czasie Gdy Koło Nieruchomieje aby Rozpocząć Nowy Cykl Życia, celebracją opartą o nieporozumienie. To od niego bowiem, zaczyna ubywać światła dzień za dniem…aniadziurawiec

Okres Zimowego Przesilenia – jeśli tylko można – należy celebrować z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi i nie dziwi mnie współczesny pęd ku pięknie oświetlonym, ludnym, pachnącym i ciepłym hipermarketom… jakkolwiek wydaje się to czasem smutne. Ważna jest praca z własnymi emocjami w kierunku integracji czy jak się określa w starych tradycjach celtyckich „bycia kompletnym, zintegrowanym”.

12 grudnia tj. poniedziałek zapraszam na dodatkowe spotkanie w księgarni/kawiarni Bonobo przy Małym Rynku w Krakowie (jak zwykle od 19-tej). Tematem spotkania będzie celebrowanie Zimowego Przesilenia w różnych tradycjach, ale także zrobimy kilka celebracji razem. Nie wiem czy to jasne, ale samo zebranie się w pozytywnym miejscu i zaplanowanie własnych praktyk roślinnych jest już dobrym, pierwszym krokiem na roślinnej ścieżce. Uzupełnię także temat zapowiadany już na ostatnie spotkanie, ale z rozmaitych powodów nie zrealizowany czyli – ASHWAGANDHA w Ayurwedzie i ogrodzie Biotopu Lechnica… 🙂 Podzielimy się z Wami nową ofertą naszej ulubionej Firmy BAKRA… sami zobaczcie jakie piękne nowości oferuje wysyłkowo:

bakrayoga

Podczas spotkania w Bonobo porozmawiamy także o terminach i tematach warsztatów w Biotopie Lechnica w 2017 roku. Na samym początku stycznia opublikuję daty i tematy zaplanowanych na 2017 rok warsztatów w Biotopie, bądźcie czujni! 🙂

Pamiętajcie o zaplanowaniu swoich zakupów interesujących roślin na wiosnę (bo teraz warto zrobić pauzę), a zobaczcie sami jaka jest oferta Ethno-Garden, polecana i demonstrowana w postaci rarytasowych sadzonek ! podczas ostatnich spotkań w Bonobo.

Dla kilku osób zglaszających chęć… mam dobrą wiadomość: będę miał w Bonobo kilka dodrukowanych przez Wydawcę (bardzo dobry i kompletny wydruk cyfrowy) Zielników Podróżnych… czas prezentów się zbliża… wiem, wiem! 🙂

2016 rok zakończymy (umownie) na Sopatowcu w Beskidzie Sądeckim, gdzie nasze zajęcia (tzn. Ani Nacher – warsztat głosowy, ja – etnobotaniczne spacery po rośliny wspomagające) towarzyszyć będą głównym zajęciom Krakowskiej Szkoły Jogi.

Na koniec dzisiejszego wpisu z wielką radością zapowiem owoc naszych działań studyjnych czyli materiał nagrany i zaplanowany do wydania na początku stycznia 2017 roku! To bardzo osobiste, organicznie związane z Biotopem Lechnica, trzy tematy opracowane w formie specyficznych opowiadań (spoken word), którym towarzyszy muzyka. Płyta nosi tytuł Throbbing Plants. Od 10 stycznia będzie ją już można zamawiać, a nie będzie jej zbyt wiele. Jest dla koneserów i zainteresowanych nowym podejściem do roślin. Obiecujemy zaprezentować fragmenty tej sesji w Sopatowcu, a może też 12-tego grudnia w Bonobo?!

throbbingcover

throbbingbackcover

Więcej o nagraniach i płycie będzie wkrótce na stronie domowej Karpat Magicznych!

Zapraszam Was serdecznie!

 

 

Ashwagandha

ashwagandhalech

Witania ospała (Withania somnifera), znana powszechnie (dzięki tradycyjnemu, indyjskiemu systemowi leczniczemu Ayurveda) jako ashwagandha, to jedna z tych roślin, które są niezwykle pomocne dla ludzi żyjących w przegęszczonych populacjach miast, narażonych na stały stres i inne czynniki kancerogenne. Warto zainteresować się tą rośliną, bo jak można przeczytać w świetnej książce The YOGA of HERBS : ” ashwagandha w Ayurwedzie zajmuje miejsce, które w chińskiej medycynie przynależy żeń-szeniowi, ale jest znacznie od niego tańsza„, a ja mogę dodać: i można ją bez wielkich problemów uprawiać w ogrodzie!

Rośłina należy do tej niezwykłej rodziny roślin psiankowatych, którym światła część ludzkości powinna stawiać pomniki. Przypomina bardzo częste u nas „lampiony” czyli rozmaite miechunki, a jej owoce także są ukryte w małych „lampionikach”. Roślina ta była kiedyś zaliczana do miechunek i z tego okresu, poza nieaktualną dzisiaj nazwą łacińską Physalis somnifera, pozostała jeszcze nazwa „dunal”. W Azji znana jest też jako Samm Al Ferakh i Kanaje Hindi, pozostałe nazwy to zazwyczaj urocze, angielskie słowotwórstwo botaniczne… np. winter cherry 🙂 .

Witania sprawia wrażenie rośliny mocnej i zachowującej równowagę – na grządce spokojnie rośnie, nie słabnie w mniej sprzyjających okresach i nie „wystrzela” przyrostami w sprzyjających pogodowo tygodniach. W moim ogrodzie, o dość trudnych warunkach dla roślin z cieplejszych stref (wysokość ok. 500 m n.p.m., zimne wiatry, słaba gleba), rośliny posadzone w kilku miejscach (testowałem rozmaite stanowiska), rozwijały się całkiem dobrze, zakwitły, wydały owoce i jesienią miały ok. 60-80 cm wysokości – na 150 cm jakie osiągają podobno w swej ojczyźnie. Napisałem „podobno”, bo witania rośnie czasem dziko na Bałkanach i we Włoszech i tam, mimo świetnych warunków cieplnych, nie widywałem tak dużych okazów…? Zazwyczaj miały 50-100 cm wysokości.

Surowcem dla rozmaitych mikstur leczniczych jest rozdrobniony korzeń i owoce witani oraz chemiczne odpowiedniki.

O zastosowaniach ashwagandhy przeczytacie w necie (bo i tak zawsze sprawdzacie? 🙂 ), a moje doświadczenie w tej sferze jest jeszcze dość ograniczone. Wszystkie opisy wyglądają bardzo zachęcająco, a opinie ludzi stosujących ashwagandhę są pozytywne.

Jeszcze sprawa zapachu korzeni. Witania jest nazywana czasem „końskim zielem” i są tacy, co przypisują to nie tyle mocy jaką zyskuje się 🙂 stosując ashwagandhe jako wzmacniający specyfik, ale zapachowi stajni jaki czują przy suszeniu korzeni… Trudno mi się z tym zgodzić, bo kiedy piszę tę notkę, to z podsuszanej porcji korzeni ( na górnej fotce z Biotopu) dochodzi do mnie delikatny, ale dość zdecydowany zapach lekko przypominający złoty korzeń (różeniec górski – Rhodiola rosea)… i to co wydobywa się z suszonego powoli korzenia kozłka – Valeriana )… ? Może nie mam wystarczającego doświadczenia ze stajniami?

Powoli zamykamy sezon ogrodniczy w Biotopie i w weekend pracowaliśmy sporo z ziołami jakie zebraliśmy i suszyliśmy latem i jesienią. Podczas przeglądu zasobów znalazłem kiszone jabłka, które mają dokładnie 13 miesięcy is są całkiem smaczne! Woda?! Jabłka? Bo owoce z naszych bardzo starych i jak mordercy sztuki sadowniczej nazywają „prymitywnych” odmian jabłoni…

Zapowiadałem ostatnie spotkanie etnobotaniczne 23 listopada (najbliższa środa) w Krakowie, a tu wczoraj okazało się, że 9 grudnia mogę zaprosić Was do Katowic!!! Wiecej wkrótce na FB… 🙂

jablkakisz1rok

 

Po warsztatach zbieracko-przetwórczych

anetaplenerzbior

Organizowanie warsztatów etnobotanicznych późną jesienią stało się już tradycją. Po raz pierwszy pomysł ten zrealizowałem w pażdzierniku 2015 roku i mimo niewielkiej grupki śmiałków zaliczam go do bardzo udanych. W tym roku jedynym możliwym terminem był „długi” weekend listopadowy i tym bardziej ucieszył mnie sukces w postaci liczniejszej grupki uczestników, maksymalnej ze względu na aktualną pojemność naszej biotopowej kuchni. Oczywiście, poza magią Zamagurza i Pienin oraz zainteresowaniu terenowym zbieractwem dzikich owoców (grzybów, kory, ziół) wielkim magnesem była wiedza, dowcip i konkrety jakie prezentuje Kaja Nowakowska, współtwórczyni naszych jesiennych spotkań.

Mimo dość trudnej pogody (zimno przechodzące w lekki mróż, opady śniegu i deszczu, wiatr, szybki zmierzch), udały się nam dwa wyjścia w teren. Za drugim razem zebraliśmy sporo dzikiej róży (dwa gatunki), kaliny koralowej (owoce, kora), sosny (kora), trochę owców tarniny (ten rok nie był bogaty w owoce tak jak 2015!), głogu, a także kilkanaście owocników uszaka bzowego i jesiennej, lekko już zmrożonej, ale ciągle aromatycznej macierzanki…Oglądaliśmy także dziką jabłonkę, odwiedzaną i obieraną z owoców przez niedźwiedzia. Kilka innych było trudno dostępnych (bronionych przez czyżnie karpackie) i udało się pozyskać tylko kilka owoców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widać na fotach Anety Sitarz, było naprawdę ostro i pięknie. Zajmowanie się roślinami w terenie ograniczone do późnej wiosny i lata, wydaje mi się zdecydowanie zubożeniem tej praktyki. W Biotopie robimy to przez cały rok, a teraz okazuje się, że dla sporej grupy ludzi jest to także interesujące doświadczenie.

Kilka osób przyjechało do Lechnicy już 10-tego listopada i mieliśmy miły wieczór w Biotopie. W piątek i sobotę (11,12 listopada) zajęcia były intensywne – do pory obiadowej wyprawy terenowe ze zbieraniem napotkanych owoców i sporą dawką etnobotanicznych wiadomości odnoszących się do elementow krajobrazu i napotkanych gatunków roślin. Po obiedzie, który celebrowaliśmy nie bez trudności (długi weekend w Polsce jest zawsze rojnym weekendem na Słowacji) wspólnie, od godziny 17-stej do ok. 21-szej grupa oddawała się degustacji, oglądaniu i notowaniu bardzo bogatego bagażu z jakim przyjechała Kaja! Moja rola ograniczała się do szukania kolejnych słoików, podkładania do kuchni i pieca i zalewaniu kolejnych naparów… W kuchni Biotopu było naprawdę dużo osób, dużo doskonałego jedzenia, przypraw, lekarstw i kosmetyków… W niedziele po śniadaniu i krótkiej mowie końcowej 🙂 prawie wszyscy ruszyli w drogę!

Kaja Nowakowska czeka na ew. pytania od uczestników warsztatów, ew. zainteresowanych opracowanymi przez nią skryptami pod adresem: meadladykm@gmail.com

Obiecuję, że warsztaty zorganizujemy także w 2017 roku, pewnie jednak w październiku? Już chodzi mi po głowie pomysł na nieco inne zorganizowanie całości, ale opiszę to w stosownym czasie.

Warsztat odbywał się w Biotopie w tym samym czasie co II Plener fotograficzny i I Fotograficzna Akcja Górska i nasze spacery były fotografowane przez ekipę fascynatów fotografii… wprawdzie uczestnicy tych dwóch różnych przedsięwzięć mieszkali w dwóch różnych pensjonatach w Lechnicy, ale fotograficy, zbieracze-przetworcy i spora ekipa gości szybko się przemieszała i zaprzyjaźniła i dlatego podaję namiary na przymiarki do organizacji wystawy https://biotoplechnica.eu/2016/11/15/plener-i-fotograficzna-akcja-gorska-lechnica-2016-fotograficy-uprawnieni-do-skladania-prac-na-wystawe/

W tym roku czeka jeszcze ostatnie spotkanie z serii wieczorów w Księgarni BoNoBo w Krakowie (23 listopada od 19-stej), a także Sylwester z jogą na Sopatowcu

W Biotopie mamy jeszcze spore prace budowlane zaplanowane na koniec tygodnia i wchodzimy w czas planowania, okadzania i celebrowania ciemnej i zimnej połowy roku, a także  zawieszenia czasu od 13-stego grudnia, wypatrywania przybywania światła, potem zima do początku lutego, w którym zaczynamy nasz nowy rok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

 

Ryga

rygaczosnek

W październiku odwiedziliśmy Rygę. To piękne miasto i poza wieloma wspaniałymi tworami architektury (starej, z różnych okresów bogatych dziejów Rygi, ale i całkiem nowych – Biblioteka Narodowa!) okazało się ono niezwykle interesujące pod względem rozmaitych wpływów kulinarnych, targów ziołowych i zaopatrzenia w owoce i wszelkie produkty rolne. Prawdę mówiąc, liczyłem na jakiś targ rybny (był, był!) i właściwie tyle…a tu proszę!

Już w pierwszych godzinach naszego pobytu w Rydze, wiedzeni naszym doświadczeniem, ale i intuicją, „odkryliśmy” wielki targ, który znajduje się tuż obok dworca autobusowego i bardzo blisko dworca kolejowego. Określenie wielki, oznacza to, że poza około 2-hektarowym placem z targowiskiem owoców i wszelkich „zieloności” sąsiadujących niekiedy z majtkami, rajstopami itp. obiektami znanymi z wszystkich bazarow świata, było tam kilka olbrzymich, krytych przeszklonymi dachami, hal targowych. Nasze badania z wielką przyjemnością połączyliśmy z dobrym i tanim zaopatrzeniem na kilka dni, a może odwrotnie?

Pierwsze wrażenie dotyczyło źródeł zaopatrzenia, które najwyraźniej są w Rydze inne niż w Krakowie. Nigdy bym nie uwierzył, że najsmaczniejsze winogrona w 2016 roku kupimy na Łotwie… a były to drobne, tanie i rewelacyjne w smaku owoce z Mołdawii… i w odróżnieniu od winogron z Hiszpani jakie są podstawą naszego handlu, widziały słońce, a jest prawdopodobne, że dojrzały na powietrzu. Piękne bakłażany i granaty sprowadzone były z Turcji… Co jest z naszymi handlowcami, że mają (mogą mieć?) za nic nas kupujących, a celem jest tylko masowy kontrakt na zawalenie sklepów? Dlaczego dopiero w ostatnich tygodniach znalazłem w Krakowie, dobre w smaku winogrona z Włoch, niestety w małej ilości, leżące obok tych zielonych, kwaśnych i przeczyszczających produktów, jakoś mało przekonywującego smakiem, rolnictwa Hiszpanii. Orzechy włoskie w kilku miejscach miały bardzo, bardzo interesującą cenę, pełno było dyniowatych (arbuzy, melony, dynie, ogórki…) z wielu pięknych miejsc na świecie. Przypominam, że Łotwa jest jak my w UE, a leży znacznie dalej na północ od wielu krajów, z których te dobre owoce pochodzą.  Mówiąc z pewną ironią – te świetne produkty latają nad nami do Rygi.

Po wejściu do pierwszej krytej hali targowej… nasza ekscytacja weszła w fazę trwałą, ale jednocześnie trochę się nam zrobiło smutno. Ekipa z Uzbekistanu piekąca swoje chleby i placki chlebowe w dużym piecu, masa kiszonek z całkowitym hitem w postaci kiszonych pędów kwiatowych czosnku i samego czosnku (na górnej focie), sery i liczne (liczne!) stoiska z suszonymi pękami ziół przyprawowych i leczniczych, ale także rozmaitymi ziołowymi lekami, specyfikami sprowadzanymi w dużej ilości z Rosji. Następne hale już tylko utwierdziły w nas przekonanie, że wrócimy tu szybko! Z ciekawostek, tych grubych, to warto zauważyć, że na stoiskach z rybami znalazłem tak wiele gatunków ryb, skorupiaków i małży, że zaczynam się zastanawiać, czy Polska leży nad tym samym morzem co Łotwa? Odróżniam ryby sprowadzane z Norwegii, ale np. piękne minogi ! były z Bałtyku. Rozumiem, że rejs z Rygi do Sztokholmu kosztuje 30 euro… ale z Gdańska też nie ma problemu w dotarciu do Skandynawii.

rygaziola1

rygaziola2

Bardzo interesująca jest miejscowa oferta produktów pszczelich. Łotwa słynie na tym rynku, ale to co zobaczyliśmy było naprawdę intrygujące. Wiele produktów pochodzi z małych pasiek i drobnych firm, ale widać, że adresowane są do ludzi, którzy znają się na rzeczy i „ziołomiodami” nie da się im zamącić w głowie. Niestety, nasi pszczelarze mają wielki kłopot wewnątrz swojego własnego środowiska i naprawdę nie dotyczy on tylko tych drobnych napisów na słoikach z miodem ze „swojskich” i „rodzinnych” pasiek w stylu „… i zawiera produkty pszczele z krajów poza UE” czytaj: z Chin. Aby pociągnąć ten temat, po Rydze jestem już całkiem przekonany, że wcale nie musimy być zalani rolnymi produktami z Chin. A jesteśmy i jakoś nikt tak tego nie przeżywa jak straszliwych umów z Kanadą i USA. A może chodzi o to, że miody z Kanady będą tak samo „dobre”, ale tańsze?

miodryga2

Ryga jest miastem wielu pięknych parków i sporej ilości wody. Stare drzewa zachowane i pielęgnowane w zieleni miejskiej są bardzo pięknym elementem w przestrzeni miejskiej i czuje się, że na Łotwie drzewa się szanuje i lubi. Nie mieliśmy wiele czasu, ale i tak napotkaliśmy wiele okazów starych dębów, a pięknie owocująca miłorzębica (można tak nazwać żeński osobnik miłorzęba Ginkgo biloba?) sprawiła mi sporo radości, bo w Polsce sadzi się wyłącznie okazy męskie, gdyż „śliwki” miłorzębu mają niedobry zapach. Ciekawe, ze zapach palonego plastiku i zasiarczonego węgla z wadliwych instalacji zaśmierdział nam dopiero od niedawna…dopiero gdy zaczęliśmy się dusić. 😦 W Krakowie rośnie także stara „miłorzębica” i może warto wspomnieć, że pestki wydobyte z żółtych „śliwek” są jadalne i były pokarmem w Chinach od zawsze. „Zawsze” w przypadku tego drzewa dotyczy wyłącznie ludzi, bo rosło ono na długo przed pojawieniem się ludzi.

zurawinaryga

Młodsi badacze etnobotaniki miejskiej, rynku produktów spożywczych i ziołolecznictwa, a także entuzjaści tradycyjnych smaków, znajdą w Rydze wiele inspiracji, ale uprzedzam, że powszechnie używanym językiem jest tu rosyjski i to on króluje na ulicach. Bardzo żałujemy, że nie znamy ani słowa po łotewsku (i lepiej się przygotujemy na ponowne odwiedzimy Rygi!), ale tym bardziej znajomość podstaw rosyjskiego się nam przydała. A trudno bez niej prowadzić badania nad miejscowym jedzeniem w doskonałych barach i lanczeriach… warto wiedzieć co to „pielmień”… Gdybyście kiedyś wylądowali w Rydze bez pieniędzy nawet na bary szybkiej obsługi (ale z miejscowym jedzeniem), to zawsze pozostają hale targowe opisane wyżej… całkiem dobra kawa z ekspresu (a jest jakaś inna dobra kawa?) poniżej 1 euro plus placuszki nadziewane (lub nie) serem za drugie 1 euro … i da się żyć!

Kiszone pędy kwiatowe czosnku, kupuje się na wagę i warto wiedzieć o jednej jeszcze ich właściwości, poza wybornym smakiem! Jest to mocny, aromatyczny 🙂 zapach! Nasz zapas tej kiszonki został na podróż opakowany w plastikowe, szczelnie zamykane pudło i umieszczony w trzech workach plastikowych…ale z plecaka gdzie ten pakunek schowałem, wydobywał się przez 14 godzin (tyle autokar jedzie z Warszawy do Rygi) zdecydowany komunikat o dużej ilości czosnku na pokładzie. Chociaż raz nie byliśmy osamotnieni wśród sporej grupy podróżnych, którzy mają w zwyczaju epatować mocną aurą tworzoną przez kanapki z kiełbasą nadziewaną smalcem i czosnkiem z niewielkim dodatkiem mięsa.

Ostatnia fotka jest ze środka starszej części Rygi, widać, że ludzie z Krakowa w Rydze mają prawo się czuć dobrze, zwłaszcza gdy lubią Gdańsk… 🙂

aniawrydze

Jakość fot tym razem słaba, ale pochodzą z telefonu…